Czemu to takie trudne ...

19.01.08, 18:17
czemu tak trudno podjąć decyzję "Mam już dość - to już koniec"?
Jestem mężatką od prawie 3 lat i czasem czuję się zmęczona tym małżeństwem,
tym stresem, tym przez co przechodzę. Po raz kolejni mnie zawiódł, znów
wyzwiska "jesteś nienormalna" "franca" ... "spierdalaj" "zrób mi laskę"
"zamknij ryj". Ostatnio zaczęło się układać, aż do wczoraj kiedy wyszedł z
kolegą na piwo obiecując, że wróci najpóźniej o 22ej i że nie opije się. Ja w
tym czasie poszłam do koleżanki. Wracając do domu przechodziłam obok baru -
drzwi były uchylone i usłyszałam dobiegający głos męża. Weszłam myśląc, że
skoro już 22ga to wejdę i poczekam na niego i razem wrócimy do domu. A on na
mój widok dostał ataku złości. Od razu głośnym tonem powiedział "do domu"
powtarzał to kilkakrotnie. Słyszało to parę osób, Ci którzy siedzieli blisko
nas. Zaczął mnie wyzywać od "nienormalnych" i że nie mam prawa tu być, że mam
iść do domu bo on ma zamiar siedzieć do końca. Zaczął mi wygrażać, że jak
natychmiast nie wyjdę to albo mnie sam wyprowadzi albo zrobi w barze rewoltę.
Dodał, że po jego powrocie do domu pożałuję, że poniosę pewne konsekwencje.
Nie chciałam się z nim kłócić więc wstałam i wyszłam. Przyszedł o 2ej w nocy -
pijany na maksa. Zaczął się w łóżku do mnie przymilać - odtrąciłam go mówiąc
"że teraz to jestem żona a wcześniej?". Wkurzył się. Zaczął ubliżać, że mam
zamknąć ryja, że sra na mnie i żebym spierdalała. Dziś twierdzi że nie pamięta
co mówił, więc mu powiedziałam. Stwierdził, że trudno mu w to uwierzyć a jeśli
tak mnie potraktował to mogę mieć pretensje do samej siebie bo to moja wina.
Ja już nie wiem jak mam z tym człowiekiem rozmawiać, jak mu uświadomić że
niszczy nasze małżeństwo. Mimo wszystko go kocham i chcę aby nam się ułożyło.
Od dłuższego czasu było w miarę dobrze a on wczoraj to wszystko przekreślił
jedną wielką krechą.
    • janq43 Re: Czemu to takie trudne ... 20.01.08, 08:29
      Przeciez i tak sie nie zmieni,a jesli to na krótko,ma to w genach.
      Wies z chłopa nigdy nie wyjdzie choćby nie wiadomo jakie obówie
      zakładał.
      Vide lepper
      • mama-zuza Re: Czemu to takie trudne ... 20.01.08, 15:27
        kochanie......ja wiem ze ty wierzysz w to ze jeszce bedzie dobrze ze on sie opamieta i postara sie tobie zrekompensowac to ze "zbladzil"....ale tak nie bedzie-taka jest niestety prawda....sama to przezylam....moj byly(razem bylismy 6 lat,po 4 wpadka-kochana coreczka,palil marihuane codziennie z kolegami i byly podobne "rozmowy"miedzy nami co ty masz ze swoim mezem) tez mnie tak traktowal a ja nie potrafilam odejsc od niego i ciagle wierzylam i staralam sie naprawic nasz zwiazek...teraz poprostu zaluje tago straconego czasu.....w koncu on mnie zostawil,plakalam 3 miesiace a potem odzylam....do dzisiaj jestem szczesliwa bez niego.Facet musi szanowac swoja kobiete!!!!a on cie niestety nie szanuje....kopnij go w dupe!!
        Pozdrawiam!! :)
      • mama-zuza Re: Czemu to takie trudne ... 20.01.08, 15:27
        kochanie......ja wiem ze ty wierzysz w to ze jeszce bedzie dobrze ze on sie opamieta i postara sie tobie zrekompensowac to ze "zbladzil"....ale tak nie bedzie-taka jest niestety prawda....sama to przezylam....moj byly(razem bylismy 6 lat,po 4 wpadka-kochana coreczka,palil marihuane codziennie z kolegami i byly podobne "rozmowy"miedzy nami co ty masz ze swoim mezem) tez mnie tak traktowal a ja nie potrafilam odejsc od niego i ciagle wierzylam i staralam sie naprawic nasz zwiazek...teraz poprostu zaluje tago straconego czasu.....w koncu on mnie zostawil,plakalam 3 miesiace a potem odzylam....do dzisiaj jestem szczesliwa bez niego.Facet musi szanowac swoja kobiete!!!!a on cie niestety nie szanuje....kopnij go w dupe!!
        Pozdrawiam!! :)
        • hany_hany Re: Czemu to takie trudne ... 24.01.08, 17:59
          Aniesia, wiej od takiego faceta najszybciej jak potrafisz!
          Lepiej już nie będzie, może być tylko gorzej.
          Odejdź, będzie bolało. Potem będzie już tylko lepiej.
          Pozdrawiam.
    • octopus1900 Re: Czemu to takie trudne ... 27.01.08, 17:05
      pozostaje tylko rozwod, wiem, ze teraz pomyslisz co ten typ tak
      pisze ale zobaczysz za jakis czas, ze sama przyznasz mi racje.
      koniec Twojego malzenstwa nastapil dawno temu. teraz to wegetacja.
    • gatonegro1 Re: Czemu to takie trudne ... 08.02.08, 23:08
      Witaj! W ostatnim czasie przeżywałam to samo, lecz to się skończyło
      wraz z dniem gdy zabrałam córkę, manele i wyniosłam się z domu. I
      nie jest mi trudniej choć bałam się tej decyzji jak ognia. Powiem
      więcej jest mi łatwiej. Teraz właśnie żyję a minął zaledwie miesiąc.
      Nikt mnie nie wyzywa, nie popycha, nie szantażuje, nie gra moimi
      uczuciami. Mam więcej czasu. Znów mogę robić to co lubiłam. Mając
      małe dziecko i nie mając męża przy boku czytam książki, pływam,
      biegam, spotykam się z przyjaciółmi, zaczynam realizować się
      zawodowo.Za nic w świecie tego nie oddam. Jest mi ciężko to wszystko
      robić, bo to tak jakbym uczyła się życia trochę od nowa. Nie ma przy
      mnie mężczyzny to fakt. Ale wolę go nie mieć niż być w układzie, w
      którym trudno mówić o miłości. Każdy jest wolnym człowiekiem. Twój
      facet jako wolny człowiek ma prawo robić ze swoim życiem co zechce,
      może być alkoholikiem (on z tego co piszesz jest ALKOHOLIKIEM),
      siedzieć w barze, sięgnąć dna, lecz nie ma prawa ciągnąć na to dno
      ciebie i swojej rodziny. To dy decydujedz o tym czy będzie was
      ciągną czy też nie. Chodzę teraz na terapię grupową kobiet
      dotkniętych przemocą. Siedzi sobie tak kilkanaście pań w różnym
      wieku (w tym ja) i każda po kolei mówi o swoich problemach i opisuje
      swojego mężczyznę. I wiesz co, każda jedna gada to samo: wyzywał,
      popychał, bił, pił, palił marychę, obiecywał poprawę, czy to moja
      wina??? Wygląda to tak, jakby wszystkie były (i ja) z tym samym
      facetem...ani jednego przypadku nie znam żeby któryś z nich się
      zmienił...Te kobiety po odejściu od męża zachowują się w dwojaki
      sposób: albo zaczynają realizować się same i rozkwitają, albo
      spotykają wspaniałego mężczyznę i również rozkwitają. Jak napisała
      przedmówczyni kopnij go w dupę...albo zaproponuj żeby poszedł na
      leczenie. W imię miłości skoro tak cię kocha...To nie ty siedzisz i
      chlejesz, nie ty wyzywasz, nie ty nie szanujesz swojego męża dlatego
      też nie ty jesteś odpowiedzialna za ratowanie swojego związku tylko
      on. Ty odpowiadasz jedynie za swoje życie więc zrób coś z
      nim.Polecam też psychologa. To o wiele lepsze niż pisanie na forum
      choć ja też szeroko opisywałam swoje problemy właśnie na tym forum i
      to było dla mnie początkiem zmian. Zmian na lepsze. Pozdrawiam
Pełna wersja