betinka_wawa
13.07.08, 14:34
Cześć dziewczyny,
sama juz nie wiem co o tym myśleć,dlatego prosiłabym
abyście "chłodnym" okiem oceniły sytuację i może coś poradziły...
4 miesiące temu poznałam faceta, zaiskrzyło między nami.Oboje jednak
podchodziliśmy do tej znajomości bardzo ostrożnie, bez żadnych
deklaracji, obietnic itp.Spotykalismy się zazwyczaj co drugi
weekend,wtedy kiedy mój synek spędzał czas ze swoim
tatą.Postanowiłam bowiem,że dopóki nie przekonam się,że ta znajomość
to coś poważnego, nie będę nic mówić dziecku (5,5 roku).To chyba
rozsądne...
Oboje jestesmy po przejściach, oboje mamy dzieci, ja mieszkam w
Wawie, on 30 km dalej.Na początku bylo świetnie- ja traktowałam to
wszystko tak troche na luzie, wychodząc z założenia że czas
pokaże..On przyznawał mi rację.Spędzaliśmy razem wspaniałe
chwile,kiedy byliśmy razem nic innego sie nie liczyło.
A po upojnym weekendzie On wracał do swojego życia , a ja do
swojego.I tak było dobrze.Dodam ,że oboje prowadzimy bardzo
intensywne życie zawodowe, ja dodatkowo jeszcze torszczę się o
mojego synka, prowadzę dom itd.A więc naturalnym jest,że w ciągu
tygodnia jedyną formą naszych konatktów było gg, telefon, skype.
No i fajnie, wszystko cacy tylko...coś mi zaczęło przeszkadzać.
Np. wysłałam do niego smsa,zero reakcji z jego strony.Chciałam z nim
poklikac na gg czy skypie-nieobecny( i to nawet przez półtora
tygodnia).Żadnego telefonu, żadnej informacji.A więc, myślę sobie,
sprawa jasna:panu przeszło.Aż tu nagle pojawia się- mnie przechodzą
natychmiast wszystkie żalę i smutki- miły i sympatyczny, pyta co
słychać, jak sie czuje,mówi że tęskni...i znowu sie spotykamy, ja
jestem szczęśliwa, i ON też.Widzę to w Jego oczach, w Jego czułych
gestach, w Jego zachowaniu...widzę to i wiem,że się nie mylę,że nie
wyobrażam sobie niczego,że On naprawdę traktuje mnie poważne...no
kurczę, nie moge się mylić..bo czuję to, niemalże całą
sobą.Wprawdzie On niewiele mówi o uczuciach,ale ja też nie jestem
wylewna...choć w środku się gotuje...ale wiem,że to jeszcze za
wcześnie, że to tylko 4 m-ce i nie wiadomo czy to tylko zauroczenie
i pożądanie czy może coś jeszcze...trzeba czekać...czekamy:i ja ,i
ON.
I sytuacja znowu i znowu sie powtarza- ja wysyłam jakiegoś smsa, On
zero reakcji.Próbuje złapać Go na gg-użytkownik niedostępny.
Potem znowu jakimś trafem się komunikujemy, spotykamy się....itd,
itd.
I w zasadzie gdzie tu problem,zapytacie? No,jest problem...bo mnie
to zaczęło boleć,że On nie odpowiada na moje smski,że nie
zadzwoni,że to raczej ja szukam kontaktu z nim, niz odwrotnie...
Ja chyba oszalałam....a było tak fajnie ...luźny,nic-nie-znaczący
związek...no i chyba...stało się...zakochałam się...Jezuuuuu...
To straszne,bo ja nie wiem( a nie zapytam Go o to, honor mi nie
pozwala) czy On czuje to samo...
On wysyła mi sprzeczne komunikaty i stąd ten mętlik w mojej
głowie...jestesmy razem i wtedy wiem,że jestem najważniejsza dla
niego, powiedział mi nawet,że chaciałby zatrzymać czas kiedy jestem
obok niego...patrzy na mnie tak, jak tylko potrafi patrzeć zakochany
facet...pod wpływem tego wzroku czuję się taka...taka
sexi,piękna,pożądana...
A potem rozstajemy się... resztę juz znacie.
Wiem co mi powiecie,że powinnam z nim pogadać...ale boję
się...zranienia, odrzucenia,wyjścia na idiotkę...poza tym ta moja
cholerna ambicja...że to nie ja pierwsza powinnam pokazać że nie
trkatuje juz tej znajomości jak na początku...
Czy jest jakieś dobre wyjście tej sytuacji?Co byście zrobiły na moim
miejscu? A może sama siebie oszukuję,bo tak bardzo nie chciałabym
sie znowu sparzyć...?
Pozdrawiam,Bet.