Dodaj do ulubionych

nauka i praca Australaii

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.05, 11:59
Witam!
Rozważam taką mozliwość, maże ktoś był i może podzielić się wrażeniami?
Obserwuj wątek
    • aussie_scholar Nauka i praca Australii - nie polecam 04.09.05, 12:15
      Witam! Niestety, ale odradzam obie ewentualnosci! O dobra prace w Australii
      teraz trudno: tzw. outsourcing i ogolna recesja spowodowaly, ze wszystkie
      lepsze prace z sektora prywatnego, a ten tylko wchodzi w rachube dla
      imigrantow, zostaly wyeksportowane do Chin (manufacturing) czy Indii (IT).
      Australia poszukuje obecnie tylko rzemieslnikow, bo nie ma $$$ na ich
      ksztalcenie na miejscu oraz lekarzy do pracy na tzw. outback, gdzie zaden
      Australijczyk-lekarz pracowac nie chce (ciezkie warunki, marna placa).
      Poziom australijskich uczelni wyzszych zas obniza sie z roku na rok, bo z roku
      na rok dostaja one coraz mniej $$$ od rzadu, zas luke te zapelniaja
      sprowadzajac placacych za swa nauke studentow z zagranicy. Niestety, poniewaz
      owe zyski od studentow zagranicznych sa mniejsze od strat poniesionych na
      skutek coraz mniejszych dotacji od rzadu, to poziom nauczania sie obniza, a
      liczba studentow przypadajaca na 1 pracownika naukowego rosnie. Z powodu braku
      asystentow (brak $$$ na ich zatrudnienie), cwiczenia sa czesto parodia (po 100
      studentow na 1 prowadzacego te cwiczenia), a nawet na najlepszych uczelniach,
      np. na Melbourne University, jest bardzo marny dostep do komputerow i
      Internetu. Na dodatek coraz wiecej wykladowcow jest z III swiata (marne place,
      wiec Australijscy profesorowie emigruja do Europy i USA), wiec angielski tych
      wykladowcow np. z Indii jest czesto tragiczny, tak ze sie nawet porzadnego
      angielskiego nie nauczysz w Australii. Nie lepiej jechac gdzies do UE, gdzie
      placisz za studia jak krajowiec, a nie jak w Australii, jako cudzoziemiec, a
      wiec o wiele wiecej niz w UE?
        • kaganowski Co jest wart ten kangurzy Nobel? 03.10.05, 13:49
          Niewiele. Zobaczcie sami:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44&w=29885087 Smiech na sali czyli
          kwiatek do kozucha... kaganowski 03.10.05, 12:49
          Badania pewnie prowadzili w USA. Lekarze maja zawsze $$$ na badania, bo zeruja
          na ludzkiej naiwnosci, klamic w zywe oczy, ze potrafia cokolwiek wyleczyc, gdy
          tymczasem nic na prawde nie wiedza, a organizm ludzki sie po prostu sam leczy,
          bo ma spora odpornosc na choroby i zdolnosci do regeneracji. Nagrode Nobla moze
          i te Ozy dostaly, ale to nie przesloni tego, ze w Australii rzad od dawna obcina
          pieniadze na badania naukowe. Zreszta Noble z medycyny sa mocno podejrzane, bo
          tyle tych Nobli rozdano za badania nad rakiem, a skutzecznosc terapii
          nowotworowej sie wciaz pogarsza. I jaki maja wplyw te badania na leczenie
          wrzodow zoladka? Obawiam sie ze ZADEN! Byc moze te bakterie wcale nie maja
          wplywu na wrzody zoladka, bowiem standard wiedzy medycznej jest bardzo niski, i
          moga one tylko TOWARZYSZYC wrzodom, a nie byc np. ich powodem (tzw. spurious
          correlation, bardzo czesta w medycynie). Na razie glownym problemem w Australii
          jest zwykly brud w szpitalach i nieudolnosc tamtejszych lekarzy. Nobel pasuje do
          tego jak przyslowiwy kwiatek do kozucha... :(

          Nobel z medycyny dla Australijczyków IP: *.crowley.pl
          Gość: Sceptyk 03.10.05, 12:08
          To niedobre i niepokojące, że za takie odkrycia daje się obecnie Nagrodę
          Nobla. Już od jakiegoś czasu wiadomo, że leczenie farmakologiczne oparte na
          tym odkryciu nie jest w pełni skuteczne. Bywa, że nawrót choroby następuje
          jakiś czas po odstawieniu lekarstw. Jeszcze dłużej wiadomo, że wrzody są
          chorobą psychosomatyczną, czyli, że prawdziwa przyczyna tego schorzenia tkwi
          w psychice pacjenta. I od tego, czyli od psychiki, faktycznego źródła i
          przyczyny schorzenia należałoby zacząć prawdziwe leczenie. Osobny problem to
          to, czy pacjent na to pozwoli, częściej decyduje się bowiem na leczenie
          farmakologiczne, a nawet operacyjne.
          Dziwnym trafem medycyna zapomina często o prawdziwych źródłach wielu
          schorzeń, czyli psyche, choć nawet w literaturze populatrno - naukowej
          i pierwszej lepszej gazecie "medycznej" można o tym przeczytać.

          Re: Nobel z medycyny dla Australijczyków IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
          Gość: MarekR 03.10.05, 12:33
          Zgadzam sie calkowicie, choroba wrzodowa jest zlozonym psychoorganicznym
          problemem i nie mozna jej sprowadzac tylko do helicobacter pylori. Mnóstwo
          ludzi ma chorobe wrzodową a nie jest zakażona bakterią spiralną. Osobiście
          uważam że problem helicobacter stał się znakomitą okazją do wyciągnięcia
          potężnych pieniędzy zarówno z grantów na badania naukowe a z drugiej z kieszeni
          pacjenta na leczenie tej bakterii nie licząc leczenia powikłań tej terapii
          czyli leczenia jej skutków niejednokrotnie gorszych niż samo zakażenie
          helicobacter.
            • kaganowski Re: Co jest wart ten kangurzy Nobel? 03.10.05, 13:59
              Komitet Nobla dal nagrode pokojowa terroryscie Mandeli i Walesie, ktory w roku
              1980 omalo co nie rozpetal III wojny swiatowej. I zauwaz, ze te nagrode
              przyznano za typowo przyczynkarskie badania, ktore wcale nie doprowadzily do
              lepszego leczenia wrzodow zaladka, a wrecz przeciwnie, do trucia chorych na owe
              wrzody chemikaliami. Komitet nafgrd Nobla z nmedycyny musi byc finansowany przez
              wielkie firmy farmaceutyczne... Czemu tak malo lekarzy z Japonii, Chin czy
              Wloch, a wiec krajow gdzie ludzie zyja najdluzej (w Chinach przy niskim PKB per
              capita) nie dostaja tych nagrod, a dostaja je najczesciej Amerykanie, gdzie
              sluzba zdrowia jest najdrozsza i tak malo efektywna? Pewnie nigdy sie nad tym
              nie zastanawiales... :(
    • tygrysek.grysek Re: nauka i praca Australalii - goraco polecam 04.09.05, 12:47
      Studia w Australii to fajna przygoda a i z praca nie jest zle. Pisze to na
      podstawie wlasnych i mojego meza doswiadczen. Skonczylismy studia w Australii a
      teraz obydwoje mamy satysfakcjonujaca prace. Studia na naszym uniwersytecie
      byly na bardzo wysokim/ dobrym poziomie, przyjazni wykladowcy i fajna mieszanka
      studentow z calego swiata. Studia w Australii sa w cenie i otwieraja drzwi do
      kariery.

      Pozdrawiam :)
      • aussie_scholar Re: nauka i praca Australalii - goraco ODRADZAM! 04.09.05, 12:57
        Napisz dokladniej: co i gdzie i kiedy ukonczyliscie, gdzie i za co pracujecie,
        i w jakim charakterze. Inaczej to sa goloslowne twierdzenia, i rownie dobrze
        mozecie pisac z ambasady Australii, ktora ma przeciez wyrazny interes w tym,
        aby zwabic naiwnych studentow zagranicznych do podupadajacych uczelni
        australijskich. I czemu nie napiszecie, ze w Australii trudno jest obecnie o
        prace po studiach, nawet tych australijskich. Ja po ukonczeniu dwoch czolowych
        uczelni (z pierwszej piatki) i zrobieniu doktoratu musialam emigrowac do Europy
        aby znalezc prace zgodna z mymi kwalifiakcjami i doswiadczeniem zawodowym, bo w
        Australii pracy dla mnie nie bylo: nie dosc ze imigrant z Polski, to jeszcze
        kobieta!
        • Gość: tygrysek.grysek Re: nauka i praca Australalii - goraco ODRADZAM! IP: *.qld.bigpond.net.au 04.09.05, 13:20
          Nasza uczelnia to Queensland University of Technology.Pracujemy w wyuczonych
          zawodach - i to musi Ci wystarczyc. Nie mamy zamiaru pisac ile zarabiamy bo nie
          ma to nic do rzeczy. Wierzyc nie musisz.
          Nie napisze,ze jest trudno o prace bo jej szukanie zajelo nam okolo miesiaca, a
          agencje pracy tylko czekaja na absolwentow ( w koncu niezle na tym zarabiaja).
          Tez jestem kobieta ;)
          • monsieur_pierre_dolinski Re: nauka i praca Australalii - goraco ODRADZAM! 05.09.05, 08:48
            QUT to dosc podrzedna uczelnia, cos w rodzaju technikum pomaturalnego. W waszym
            stanie tylko jeden jedyny stanowy Universitet of Queensland sie liczy,
            zreszta "wyprodukowal: on nawet jedynego prawdziwej swiatowej slawy naukowca z
            Australii: Eltona Mayo, ktory i tak jak najszybciej jak mogl wyjechal najpierw
            do USA, gdzie zaslynal tzw. Hawthorne Studies, a pozniej do UK. W Australii nie
            mial on bowiem czego szukac, bo byl na nia za dobry (tzw. tall poppies
            syndrome)... :(
            www.stfrancis.edu/ba/ghkickul/stuwebs/bbios/biograph/mayo.htm
            Podobnie bylo z noblista Rutherfordem, ktory tez jak opuscil (tym razem NZ), to
            juz do nie nie wrocil...
            library.thinkquest.org/19662/low/eng/biog-rutherford.html
            Jak widzisz, nawet jak na antypodach sie urodzil ktos wybitny, to szybko je
            opuscil, bo tam (Australia, NZ) wykladaja na uczelniach tylko miernoty: dobrzy
            naukowcy szybko owe antypody opuszczaja, bo tam, na kulturalnej pustyni nie ma
            dla nich przyszlosci!
            A o zarobki sie tylko pytam w przyblizeniu, z dokladnoscia do 10K rocznie, aby
            stwierdzic, czy na pewno pracujecie w wyuczonym zawodzie, czy tez smazycie
            frytki w Mc Donalds na Gold albo Sunshine Coast... :( A mlode i atrakcyjne
            kobiety sa pilnie oszukiwane w Polsce przez agencje towarzyskie. Podobnie jest
            w stanie Queensland, ale nie taka "kariere" ma poprzedniczka miala zapewne na
            mysli! Agencje zas dostaja od rzadu pieniadze za szukanie pracy dla
            bezrobotnych. Na ogol jej zreszta nie znajduja, ale nie po to one sa, aby
            znajdowac prace dla bezrobotnych, ale przynosic zysk wlascicielom owych agencji!
            • Gość: tygrysek.grysek Re: nauka i praca Australalii - goraco ODRADZAM! IP: *.qld.bigpond.net.au 05.09.05, 10:34
              Nie interesuje mnie Twoje zdanie na temat QUT bo jakos nie sprawdza sie to w
              praktyce. Technikum pomaturalne, hahaha.
              Masz bujna wyobraznie jesli chodzi o narzekanie. Zauwaz ze to Ty zalisz
              (po "najlepszej" uczelni), nie ja.


              >A o zarobki sie tylko pytam w przyblizeniu(...)

              Cierpisz na rozdwojenie jazni (i plci) - o zarobki pytales jako kobieta:
              > Napisz dokladniej: co i gdzie i kiedy ukonczyliscie, gdzie i za co pracujecie
              (...) bo w Australii pracy dla mnie nie bylo: nie dosc ze imigrant z Polski, to
              jeszcze kobieta!<
              • Gość: jerzy30 Re: nauka i praca Australalii - goraco ODRADZAM! IP: 195.187.99.* 05.09.05, 12:15
                monsueur pierre dolinski, kaganowski i inne ksywki to ten sam osobnik - trzeba
                go olać - lub podać jego zachowanie do operatora systemu - wykasuje go
                skutecznie - już tak zrobiono z jego odzywkami jako kaganowski czy polak-z
                australii w innych tematach poświeconych Australii - widać jeszcze go całkiem
                nie skasowano - chyba znowu zgłoszę skargę - ostatnia poskutkowała - wykasowali
                jego wypowiedzi
              • doctor_niet Re: nauka i praca Australalii - goraco ODRADZAM! 05.09.05, 15:59
                1) Mozesz sobie chowac glowe w piasek, ale faktem jest, ze QUT to najwyzej
                pomaturalne technikum...
                2) Ja porownuje poziom obecnych australijskich uczelni (wykladalem tam do roku
                2003, kiedy wyjechalem do Europy) z poziomem uczelni w Polsce z lat moich
                studiow (1968-1973) i lat kiedy tam wykladalem (2003/4) oraz z poziomem uczelni
                w "starej" UE, gdzie teraz pracuje... Ty zas nie mas takich mozliwosci
                porownania, wiec czemu sie madrzysz?
                3) Nie myl mnie ze "skolarem", bo to inna osoba (sprawdz nicki). Ja juz od
                kilku lat nie jestem w Australii!
                • valdivia Ostrzezenie! 05.09.05, 16:19
                  --------------------------------------------------------------------------------
                  Przestan klamac i manipulowac. Ja dobrze widze, ze: doctor_niet,
                  aussie_scholar, monsieur-pierre-dolinski, kaganowski i La_Torbe to ta sama
                  osoba. A przynajmniej piszaca z tego samego komputera. Nie mysl, ze jesli sie
                  zalogujesz to administrator nie widzi numerow IP.
                  valdivia

                  PS. I nie narzekaj, ze Cie wycinam, bo to nieprawda. Nie bede jednak tolerowal
                  upartego powtarzania tego samego, prywatnych "wycieczek", ani dyskusji ze samym
                  soba. Nawet pod roznymi nickami. Na tym forum wszyscy juz wiedza, ze Australia
                  Ci sie nie podoba. Nie musisz tego powtarzac. Postaraj sie napiasc cos innego...
                  • doctor_niet Re: Ostrzezenie!? 05.09.05, 16:51
                    1. Gdzie ja klamie? Nicki zmieniam tylko dla tego, ze je blokujecie.
                    Przestancie blokowac, a bede znow pisac tylko i wylacznie jako Kaganowski. Nie
                    chce mi sie po prostu uzywac proxy serwerow i zmieniac "providerov", ale jak
                    mnie przycisniecie do muru, to bede musial to zrobic... I myslalem, ze jak sie
                    zaloguje, to nie bedzie podane na forum skad pisze, a tu widze, ze teraz sami
                    sobie przeczycie, bo rozumiem ze potrafisz sie posunac do podania mego obecnego
                    adresu IP...
                    2. Gdzie ja dyskutuje sam z soba? Najwyzej uzupelniam me wczesniejsze
                    odpowiedzi!
                    3. To, czy Australia mi sie podoba, czy tez nie to nie twoja sprawa. Pisze o
                    niej prawde, a twe wycinanie mych postow i czasowe a czeste banowanie mnie
                    dowodzi tylko, ze ci sie ta prawda nie podoba. Ale minely chyba juz
                    czasy "jedynie poprawnych opinii"? To jest FORUM DYSKUSYJNE, a nie Trybuna
                    Ludu, gdzie dozwolona byla tylko i wylacznie tzw. konstruktywna krytyka, czyli
                    popieranie aktualnej linii jedynej i zawsze majacej racje partii... :(
                    • valdivia Re: Ostrzezenie!? 05.09.05, 17:04
                      Przestan. Wstydu oszczedz... Jako aussie_scholar przedstawiales sie jako
                      kobieta, potem jako doktor_niet twierdziles, ze z aussie nie masz nic
                      wspolnego. Jako pierre_dolinski twierdziles, ze skorumpowales Agore oraz
                      przedstawiales sie jako agent sluzb specjalnych. Sam juz nie wiesz co piszesz...

                      Co do Twoich wypowiedzi, nawet jesli mi sie one nie podobaja, to moj gust nie
                      jest kryterium do ich wycinania. Tne jesli sa one nie zwiazane z tematem forum
                      badz gdy sa personalne. Albo gdy sie powtarzasz. Albo gdy sam sobie odpowiadasz
                      pod roznymi loginami. I tyle... EOT
                      valdivia

                      PS. Nigdy nie zostales zabanowany. Pod zadnym nickiem
                      • doctor_niet Re: Ostrzezenie!? 06.09.05, 07:50
                        Na zartach sie nie znasz? To byla niewinna zabawa w psudonimy. Zobacz pod iloma
                        pseudonimami pisali znani polscy pisarze, z A. Glowackim, H. Sienkiwiczem czy
                        S. Zeromskim wlacznie (nie to, zebym sie do nich porownywal, ale jako
                        ilustracja). Czesto z tych samych powodow chowali sie pod nickami co ja, czyli
                        aby ominac cenzure! I gdzie sa me posty "personalne"? Moze tylko wtedy, gdy
                        odpowiadam na ataki ad personam. Ale wtedy hodze sie na wycinanie tych postow,
                        ale pod warunkiem, ze owe ataki ad personam na mnie tez beda wyciete, jak np.
                        ten ostatni atak besira... I ostatnio (wczoraj) bylem zabanowany przez kilka
                        godzin i to pod wszystkimi nickami. A dawniej jako "Kagan" bylem notorycznie
                        banowany np. na forum KRAJ. A wiec, prosze cie, zapytaj sie np. MAAS, ile razy
                        mnie dawniej banowala, zanim podasz nieprawdziwa wiadomosc na tym forum.
                        Niemniej wybaczam ci, bo nie jestem zawistny i rozumiem, ze czlowiek moze
                        popelnic blad...
                        Pozdr.
                        U know who ;)
      • Gość: Urania_Agnieszka Re: nauka i praca Australalii - goraco polecam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.05, 11:50
        Czesc,przeczytalam Twoja wypowiedz. Studiowalas w Australii? Ja bylam na
        studiach we Francji, zrobilam magistra, mieszkalam tam 3 lata. Teraz wrocilam
        do Polski ale myslalam zeby jeszcze gdzies pojechac. Moze Autralia,nie mam tam
        nikogo znajomego.Prosze poradz mi jak zalatwia sie taki wyjazd, na podstawie
        kursy ang zalatwieonego z Polski mozna uzyskac wize?jakie sa mozliwosci
        znalezienia pracy, i czy mozna sie tam samemu utrzymac? (znam bardzo dobrze
        francuski i troche hiszpanski-moze byloby to pomocne)
        Czekam z niecierpliwoscia na odpowiedz
        POzdrawiam
        Agnieszka
        kagnieszka@hotmail.com
        • kaganowski Nauka i praca Australalii - goraco odradzam 12.09.05, 09:37
          Wize studencka do Australii dostaje sie po oplaceniu rocznego czesnego, co
          wynosi ok 10 tys. dolarow i wykupieniu ubezpieczenia (ok tysiac AUD). Na prace
          w Australii nie ma co liczyc, najwyzej na nisko platna a meczaca i brudna, np.
          przy sprzataniu czy myciu naczyn w reestauracji. Sam bilet to min. 3 tys.
          dolarow w obie strony, plus koszta wyzywienia i mieszkania, b. wysokie w
          Melbourne, Sydney a nawet i Brisbane (gdzie indziej nie ma sensu, bo tam
          Europejczyk sie bedzie czuc bardzo zle wsrod rasistowskich Australijczykow,
          ktorzy szczegolnie pokazuja swa nietolerancje dla "obcych" wlasnie na
          prowincji).
          Nie lepiej jechac na studia do W. Brytanii, gdzie nie trzeba zadnej wizy, mozna
          pracowac ile sie chce, a czesne placi sie nie jako obcy, ale te samo co
          Brytyjczycy, czyli mniej niz w Australii!? Po co marnowac $$$ na niemila dla
          Polakow Australie? I p.s.: w Australii liczy sie TYLKO angielski. Innymi
          jezykami tam wrecz GARDZA!
    • besir1 Re: nauka i praca Australaii 04.09.05, 16:12
      Aniu - osobiscie nie potrafie tu niczego doradzic, lecz napisze tylko , abys
      zupelnie nie zwracala uwagi na teksty pisane przez "aussie scholar", ktory
      pisze rwowniez pod nickiem "Kagan". "Monsieur Pierr...." i jeszcze innymi. Ten
      czlowiek nie pojmuje idei tego forum , czyli wymiany informacji, a nie jakis
      wlasnych rozrachunkow za "poniesione krzywdy". Wiem , ze w przeszlosci pisalo
      tu pare osob, ktore przyjechaly z Polski na studia w Australii...mam nadzieje ,
      ze sie odezwa i uzyskasz pelna informacje.
    • Gość: wolffik Re: nauka i praca Australaii IP: *.chello.pl 04.09.05, 16:37
      Aniu słuchaj,byłem w australi od sierpnia 2002 do wrzesnia 2003 -
      najcudowniejszy rok w moim zyciu, rewelacja, inny swiat, wyjazd to taka szkoła
      zycia-otwiera oczy na wiele spraw,daje jakas pewnosc siebie,sa problemy jakies
      trudnosci czasem ale jak najbardziej do pokonania - napisz mi tylko jaki wyjazd
      planujesz na jak długo i jaka szkoła i jaka praca Cie interesuje to cos
      postaram sie odpisac dokładniej.
        • monsieur_pierre_dolinski Re: nauka i praca Australaii 05.09.05, 08:53
          "Trawa jest zawsze bardziej zielona tam, gdzie nas nie ma". Poczytaj na forum
          POLONIA, jak to jest naprawde na emigracji. Po prostu ponad 90% Polakow-
          emigrantow sie tam, szczegolnie na antypodach (Australia, NZ) nie udalo, ale
          tez ponad 90% tych, ktorym sie nie udalo, wstydzi sie przyznac do bledu, i
          czesto nie ma nawet na bilet powrotny do Polski... Znam takich w Australii:
          wielu sie wrecz zapilo z rozpaczy i tesknoty na smierc (niestety, ale doslownie
          ZAPILO SIE NA SMIERC)... :(
    • monsieur_pierre_dolinski Re: nauka i praca Australii 05.09.05, 08:56
      Jesli ktos naprawde byl, to niech poda dokladnie:
      1. Gdzie i co studiowal, i na jakim poziomie (Bachelor, Master, PhD)?
      2. Ile zaplacil za studia?
      3. Skad wzial $$$ na opalcenie czesnego i zycie?
      4. jaki byl poziom owych studiow?
      5. Co mu(jej) one daly?
      Inaczej to jest typowa bezsensowna dyskusja o doopie Maryni... :(
      • monsieur_pierre_dolinski Re: nauka i praca Australii 05.09.05, 09:03
        Oto moje odpowiedzi:
        1. Gdzie i co studiowal, i na jakim poziomie (Bachelor, Master, PhD)?
        - MA (Economics) Melbourne Uni
        - Phd (Political Science) Monash Uni

        2. Ile zaplacil za studia?
        - Nic, bo mialem styendium uczelniane (Melbourne) i rzadowe (Monash)

        3. Skad wzial $$$ na opalcenie czesnego i zycie?
        - Czesne mialem jako ob. Australii za darmo, na zycie mialem stypendium i
        oszczednosci z czasow kiedy pracowalem w IT jako Systems Analyst.

        4. jaki byl poziom owych studiow?
        - Raczej niezbyt dobry. Bylem bardzo zawiedziony Melbourne Uni (a jest on
        przeciez najbardziej prestizowy w Australii). Nieco lepiej bylo na Monash, bo
        udalo mi sie zmienic supervisora (promotora) na czlowieka, ktory wyjatkowo byl
        (i jest zreszta nadal) uczonym swiatowej klasy. Ciekawe, jak dlugo moj b.
        promotor wytrzyma w Australii...

        5. Co mu(jej) one daly?
        - Tylko tytuly (angilski znalem dobrze juz wczesniej). Prace na uczelni w UE
        znalazlem zas glownie na podstawie mych studow magisterskich ukonczonych na
        SGPiS (obecnie SGH) jeszcze za czasow PRLu. Gdyby nie to, ze za darmo
        ukonczylem tam studia podyplomowe, uwazal bym moj pobyt w Australii za 100%
        strate czasu...
        • doctor_niet Re: nauka i praca Australaii 06.09.05, 07:57
          Znow chcieli byscie sie mnie pozbyc z forum? Nie musicie czytac mych postow! A
          ci zapici na smierc Polacy w Australii, to niestety, ale prawda. Zaczyna sie od
          utraty pracy, pozniej nastepuje zwykle rozwod, wyprowadzka z domu, tulaczka
          po "fletach" i innych "pensjonatach", a konczy na alkoholizmie i watroba
          wysiada... :(
      • tygrysek.grysek Re: nauka i praca Australaii 06.09.05, 00:33
        Aniu, bardzo dobry pomysl z ta szkola jezykowa na poczatek, napewno bedzie
        pozniej latwiej studiowac. Wiele uniwersytetow oferuje kursy jezykowe jako
        przygotowanie do wlasciwych studiow - wiec mozna taki kurs angielskiego robic
        pod katem juz swoich studiow na wybranej uczelni.

        Przyjazdzajac do Australii na wizie studenckiej otrzymujesz pozwolenie na prace
        w wymiarze 20 godz. tygodniowo (pol etatu) oraz praca bez ograniczen w czasie
        wakacji i wszelkich przerw semestralnych. Pracujac jako student (20 godz.
        tygodniowo)raczej nie zakladaj ze bedziesz w stanie pokryc wszystkie swoje
        wydatki (w tym oplate za studia) - moze byc roznie dlatego lepiej miec jakies
        oszczednosci na poczatek, tym bardziej ze na studiach uniwersyteckich pierwszy
        semestr musi byc oplacony z gory, przed rozpoczeciem nauki. Jesli planowalabys
        zostac w Australii na okres wakacji to jest to swietna okazja zeby podreperowac
        budzet.

        Oprocz przyziemnych ,materialnych spraw - myslac o wyjezdzie do Australii,
        odpowiedz sobie na pytanie czy nie przeraza Cie ze Australia jest tak daleko od
        Polski, jakie sa Twoje relacje z bliskimi, z rodzina - jak radzisz sobie z
        tesknota. Wiem, ze teraz moze wydawac sie to nie istotne ale ta sprawa czesto
        urasta pozniej do rangi powaznego problemu i caly czar, radosc z przebywania w
        Australii znika.

        Wciaz jestem w Australii i chetnie podziele sie informacjami z pierwszej reki -
        napisz na priva.

        pozdr.
        • doctor_niet Koszta studiow w Oz 06.09.05, 08:02
          Pamietajcie, tez, ze najtanszy kurs, ktory uprawnia do pobytu w Australii przez
          rok i do tej pracy przy zmywaniu naczyn przez (oficjalnie) 20 godz. na tydzien,
          (za minimalna place za ktora nie sposob wyzyc) to kosztuje MINIMUM 10 tys. AUD,
          czyli ok. 25 tys. PLN. Za te forse mozna sie lekko utrzymac (skromnie) przez
          rok w UK, studiujac tam ZA DARMO, i pracujac ile sie chce, tez w 100% legalnie!
          Pytam sie wiec, jaki jest sens tych studiow w Australii? Aby wydac wiecej
          pieniedzy w celu otrzymania gorszego dyplomu, ktory zreszta nie jest uznawany w
          Polsce? Po co wam to?
      • doctor_niet Re: nauka i praca Australaii 06.09.05, 07:55
        Jak pisalem, dobrego angielskiego sie w Australii nie nauczysz. W owych
        szkolach jezykowych, szczegolnie w Sydney, ucza czesto np. Hindusi, ktorzy maja
        fatalny akcent. W najlepszym razie bedzies mniec "ockerski" akcent, podobny
        do "cockneya", a wiec beda cie w Anglii brali za mieszkanca slumsow ze
        Wschodniego Londynu, a i pracy w dobrej firmie z takim akcentem nie
        dostaniesz...
        Co do pracy: w Sydney nie ma problemu z nisko platna praca w uslugach, np.
        zmywanie naczyn w pubach, praca w McDonalds itp. Tyle, ze jest to miasto b.
        drogie, a placa malo... A po 10 godz. zmywania naczyn w goracej kuchni nie
        bedziesz miec sily na nic poza spaniem, a kawtery sa b. drogie w Sydney, chyba
        ze bedziesz mieszkac gdzies na zachodzie, pod Kanbera, i dojezdzac w 1 strone
        poand godzine pociagiem... :(
    • s.wawelski Re: nauka i praca Australaii 06.09.05, 05:23
      Aniu, z tego co wczesniej czytalem, rozumiem, ze nie znasz angielskiego. Moim
      zdaniem aby rozpoczac nauke na poziomie uniwersyteckim to trzeba znac biegle
      jezyk. Druga sprawa, to kto Cie bedzie utrzymywal w Australii zanim nauczysz
      sie angielskiego - daj sobie na to okolo 2 lata. Jezeli uwazasz, ze bedziesz
      sie uczyc w pelnym wymiarze i pracowac zarobkowo 40 godzin tygodniowo to
      obawiam sie, ze nauka moze Ci zabrac jeszcze wiecej czasu. Australia jest
      krajem wspanialych ludzi ale jednoczesnie bardzo wymagajacym i preferuje ludzi
      o duzych umiejetnosciach zawodowych. Wez rowniez pod uwage, ze Australia jest
      jednym z najdrozszych obecnie krajow na swiecie i przelicznik zarobkow w Polsce
      w stosunku do cen w Australii jest bardzo niekorzystny. Moze ktos Ci poda ile
      kosztuje jeden rok studiow na uniwersytecie w Australii to sobie latwo
      przeliczysz ile musialabys na to pracowac w Polsce. Wez rowniez koszty zycia,
      ktore na Antypodach sa kilkukrotnie wyzsze.

      Wyobraz sobie siebie sama, ktora studiuje w Polsce i sama sie utrzymuje i
      jeszcze placi za droga szkole. A teraz wyobraz sobie Albanczyka, ktory chce
      robic to samo ale nie zna polskiego.

      Jezeli przyjedziesz do Australii i bedziesz bardzo zdeterminowana to
      najprawdopodobniej sobie poradzisz ale bedzie Cie to kosztowalo wiele wyrzeczen.

      Powodzenia,

      S.W.
      • doctor_niet Re: nauka i praca Australaii (SIC) 06.09.05, 08:08
        Australijczycy sa niestety, ale wredni i nieszczerzy, jak to anglosasi, a na
        dodatek sa strasznymi rasistami, nawet w stosunku do Europejczykow mowiacych z
        akcentem innym niz australijski... Nawet Anglicy sa nie lubiani w Australii i
        nazywani sa tam pogardliwie "POMS", a wiec nie masz tam szans przyjezdzajac z
        Polski! Jesli szkocki akcent przeszkadza w robieniu kariery na antypodach, to
        co mowic o slowianskim! Jako Polak czy Polka jestes automatycznie kwalifikowany
        (a) jako tzw. "WOG", razem z calym (nieczarnym) III swiatem. Nizej ciebie beda
        tylko murzyni, papuasi i aborygeni... :( Takie sa realia australijskie. No coz,
        prawda czesto w oczy kole!
    • luiza-w-ogrodzie Anka zajrzyj na watek o Australii na forum Polonia 07.09.05, 01:11
      Zalozylam kiedys na Forum Polonia watek z linkami do uzytecznych australijskich
      stron internetowych. Zajrzyj tam.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44&w=20397869&a=20397869
      Duzo opisow pracy i wakacji jest tez na stronie australink.pl

      Pozdrawiam
      Luiza-w-Ogrodzie

      ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      .·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      • kaganowski Caveat emptor! 08.09.05, 12:49
        Uwazaj, bo ta strona "www.perfect.wroc.pl/" jest typowa kryptoreklama. Firma
        PERFECT to zwykle przedstawicielstwo szkół zagranicznych, ktore zarabia na
        kazdej swej ofierze sciagnietej podstepem do Australii, i tam wydojonej z
        gotowki... :( Caveat emptor czyli buyer beware!
            • hamerykan_z_chicago Gospodarka na glinanych nogach... 09.09.05, 08:22
              W samym ostanim kwartale 2004 roku deficyt rachunku bieżącego Australii wynosił
              15.2 miliarda AUD (ok. 10.7 mld USD) czyli 7.1% PKB za ten sam kwartał. Kazdy
              Australijczyk jest zadluzony za granica na ponad 10 tysiecy USD! To jest ponad
              40K na przecietna rodzine, czyli znacznie wiecej niz jej roczny dochod
              netto... :(
                • kaganowski Re: Gospodarka na glinanych nogach... 09.09.05, 14:49
                  1) Jaki zwiazek? Ano taki, ze z braku funduszy sypie sie w Australii
                  infrastruktura. Nie ma $$$ na drogi, koleje i lotniska, bo ida na wojenke w
                  Iraku i pomoc dla zydow. Lokalne samoloty ciagle tam spadaja, tylko ze ginie
                  wtedy gora 4-5 osob, to o tym prasa w Europie nie pisze. Ostatnio znow autokar
                  z turystami wylecial w Oz drogi, chyba gdzies w QLD albo polnocnej NSW, gdzie
                  drogi sa jeszcze gorsze niz w Polsce, a ruch na nich czesto jeszcze wiekszy!

                  2) Dlug zagraniczny US of A to obecnie ponad 4,400,000 miliardow USD czyli
                  okolo 8 tysiecy dolarow na kazdego Amerykanina: w tym niemowlacy, rencisci itp.
                  Przeciętny dług gospodarstwa domowego w USA w latach 1949-2003
                  Rok Przecietny dług gospodarstwa domowego jako % dochodu do dyspozycji
                  (disposable income)
                  1949 31.9
                  1989 84.6
                  1992 92.8
                  1999 103.0
                  2003 120.0
                  Z czego widac, ze Amerykanie zyja od lat na kredyt. Kiedys, i to predzej niz
                  myslisz, zapuka do nich komornik...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka