brasilka2
05.06.08, 12:49
Wczoraj byłam na brazylijskim filmie "Karnawał, chłopaku" pokazywanym w ramach
Festiwalu Filmów Latynoamerykańskich.
Przypomniał mi się Salvador, te wszystkie magiczne miejsca, ale nie tylko...
Brazylijczycy, niby tak bardzo gościnni i otwarci, nawet w tym filmie są
pokazani jako zamknięta społeczność. Zamknięta przed turystami. Turyści służą
do okradania, wyłudzania pieniędzy, obdarowywania fałszywymi uśmiechami (scena
z Baianą, zapraszającą turystów do sklepu z szerokim uśmiechem, a potem
krzywiąca się z niechęcią). Pamiętam, że to mnie w Brazylii przygnębiało. Na
każdym kroku tylko czatowanie na kieszeń gringo, bo zdaniem wielu z tych,
których spotkałam, każdy turysta, a zwłaszcza z Europy, to nadziany frajer i
trzeba go oskubać.
Oczywiście spotkałam też sporo fajnych osób, ale tych zdystansowanych i
interesownych było wystarczająco dużo, żeby popsuć ogólne wrażenie.
Wszystkie takie sytuacje miały miejsce w Salvadorze. W mniejszych
miasteczkach, dystans do gringo się zmniejszał. Pewnie dlatego, że mniej tam
tych gringów było :)
Teraz wracam do Nordeste na miesiąc i chciałabym bardzo, żeby nikt nie
traktował mnie jak kasiastą paniusię z Europy. Zobaczymy.
Ale film warto zobaczyć. Także ze względu na fantastyczną muzykę m.in. Ara
Ketu, Olodum.