Pozdrawiam wszystkich z Sao Luis

07.08.08, 14:47
Kochani,
Jestem w Sao Luis, serdeczne pozdrowienia dla wszystkich
forumowiczow.
Dzisiaj jade do Fortalezy, a jutro bede juz na Jeri, ponoc jednej z
najpiekniejszych plaz na swiecie.
Za soba mam park Lençois Maranhenses, niesamowite miejsce.
Pa,
brasilka
    • tamoio Re: Pozdrawiam wszystkich z Sao Luis 07.08.08, 16:39
      Polecam Pousada Ibirapuera.
      Oraz spacer plaza do Tatajuba


      www.pousadaibirapuera.com.br/
    • chris-joe Re: Pozdrawiam wszystkich z Sao Luis 07.08.08, 23:35
      Baw sie, brasilka, i ciesz sie Brazylia :)
      Pozdrawiam.

      I rzuc sie czasem jakims tekstem, swoimi wrazeniami itp.
      Twoj pierwszy raz? :))
      • brasilka2 Re: Pozdrawiam wszystkich z Sao Luis 13.08.08, 23:46
        Hej,

        Nie, to moj drugi raz w Brazylii. Jestem juz w Fortalezie. Jeri
        troche mnie zawiodla, spodziewalam sie wiecej, w Tatajubie bylam :-)
        Zrobilam sobie dzisiaj tatuaz na plazy z S (de Senna).
        Napisze wiecej jak wroce w przyszlym tygodniu.

        Papa,
        brasilka
        • chris-joe Re: Pozdrawiam wszystkich z Sao Luis 20.08.08, 08:55
          Pisz duzo! :)
          Zwlaszcza, ze oblazisz polnoc, ja poza Salvador nie dotarlem.
    • brasilka2 Wylot z Lizbony do Fortalezy 20.08.08, 15:50
      Dobra, zaczynam opisywanie mojej wyprawy.

      Lecielismy z Warszawy KLMem do Lizbony, tam 4 dni, po czym z Lizbony do
      Fortalezy liniami TACV (z Cabo Verde). W ten sposob jeden bilet kosztowal ok. 4
      tys., a nie 5,5 tys. (gdyby lecieć w tym terminie bezpośrednio z Warszawy).

      Podroz z przygodami
      Jak juz wspominalam, z Lizbony do Fortalezy lecielismy zielonoprzylądkowymi
      liniami. Przesiadka na Wyspach Zielonego Przyladka, w Praia. Najbardziej sie
      balam ze nie zdazymy na kolejny samolot, bo mieliśmy tylko 1 h na przesiadkę.
      Moje obawy potwierdzily sie juz na lotnisku w Lizbonie, bo samolot zamiast o
      10.25 wylecial, tzn. mial wyleciec o 11.35. A wylecial jeszcze pozniej, bo
      widocznie Afrykanczycy sa szczesliwymi ludzmi i czasu nie licza. O 11.35 zaczeli
      nas dopiero wpuszczac do samolotu. Bylismy najbledszymi twarzami na pokladzie,
      oprocz nas lecieli prawie sami tubylcy, tzn. tambylcy - z Cabo Verde.
      Pogodzilismy sie juz z mysla, ze bedziemy nocowac gdzies na plazy na Zielonym
      Przyladku, gdy nagle tknelo nas, ze przeciez lot z Praia do Fortalezy jest
      realizowany takim samym samolotem, jak lot z Lizbony do Praia. Ile te linie moga
      miec takich samych Boeingow? Na nasze szczescie okazalo sie, ze jeden! :-)
      Wyspa, na ktorej znajduje sie miasto Praia z lotu ptaka przypomina nieurodzajny
      kawalek suchej czerwonej ziemi, otoczonej oceanem. Gdzie ta plaza (Praia to
      znaczy plaza)? Zadnej plazy nie widzialam. Malo drzew i roslinnosci, o palmach
      kokosowych mozna zapomniec.
      Dolecielismy na Praia z 2-godzinnym opoznieniem, kolejne 2 godziny doszlo, gdy
      okazalo sie, ze nie mozemy dalej leciec, bo samolot jest zepsuty. Przez szybe
      lotniska nie slychac bylo rozmow mechanikow, ale glowny mechanik znaczaco
      rozkladal rece i bez slow mozna bylo zrozumiec, ze nie jest dobrze. No, ale
      przynajmniej nie ucieknie nam kolejny samolot, bo jedyny, ktory moglby uciec
      jest akurat zepsuty.
      Nie myslcie sobie, ze czekanie na naprawe samolotu na rajskich z nazwy wyspach
      jest takie fajne. Mielismy juz dosc czekania (przed 8 rano bylismy na lotnisku
      Portela w Lizbonie, a teraz mielismy 15:00) Wreszcie glowny mechanik dal znak,
      ze mozna wsiadac. Wreszcie odlecielismy do Fortalezy. Czas lotu: 3,5 h.
      W Fortalezie niespodzianka: 3 h stania w kolejce do odprawy. Nie dosc, ze
      celnicy wolno pracowali, to chyba polowa caboverdianczykow miala jakies klopoty
      z prawem imigracyjnym, bo celnicy wciaz ich sprawdzali, gdzies dzwonili. No ale
      po odstanych 3 godzinach wsiedlismy wreszcie do taksowki i odjechalismy do
      naszego raju, czyli miejscowosci Cumbuco pod Fortaleza.
      • brasilka2 Cumbuco 20.08.08, 15:54
        Chociaz poprzedniego dnia bylismy gotowi oddac wszystko za powrot do domu, potem
        bylo zdecydowanie lepiej.
        Nasz hotel jest polozony na samej plazy, wyobrazcie sobie szum palm kokosowych
        pod oknami, turkus basenu i lazur oceanu tylko pare krokow dalej. Do tego
        kelnerzy, gotowi na kazde zawolanie przyniesc caipirinhe, ktora kosztuje tu
        niecale 5 reali. Czy nie tak wyglada prawdziwy raj na ziemi? :-)
        Spedzimy tu 3 dni.
        Dzisiaj musielismy odpoczac po wczorajszej ponad 20-godzinnej podrozy i caly
        dzien siedzielismy nad basenem, spacerowalismy po plazy i praktykowalismy bardzo
        tutaj popularne nicnierobienie.
        Na kolejny dzień umowilismy sie z kierowca buggy, ze zabrał nas na calodniowa
        wycieczke do odleglej o jakies 50 km miejscowosci Lagoinha, ktora slynie z
        wychodzacej w ocean wydmy, porosnietej palmami. Chociaz dzien byl pochmurny,
        Lagoinha okazala sie rownie malownicza, jak to opisano w moim przewodniku :-)
        • brasilka2 Sao Luis po raz pierwszy 20.08.08, 15:56
          Po kilku dniach spedzonych na plazy w Cumbuco polecielismy TAMem do Sao Luiz,
          stolicy stanu Maranhao, ktory graniczy z Amazonia i to sie czuje w powietrzu -
          jest goraca i wilgotno. Samo miasto Sao Luiz ma niesamowity klimat, ni to
          tropik, ni to poludnie Europy. W ciagu dnia zycie toczy sie normalnie, a po
          zachodzie slonca cale towarzystwo przenosi sie w okolice plazy do barow i
          restauracji. Spedzimy tu 2 dni - jeden dzien poswiecimy na spacery po
          kolonialnych uliczkach Sao Luiz, a drugiego dnia poplyniemy do zabytkowej
          miejscowosci Alcantara.
          Nasz pensjonat miesci sie w starym kolonialnym budynku w centrum miasta (Pousada
          Colonial). Czuje sie klimat handlu niewolnikami i epoki handlu trzcina cukrowa.
          • brasilka2 Alcantara 20.08.08, 15:59
            Alcantara, mala historyczna miejscowosc, jest oddalona o ok. 1,5 h drogi
            statkiem od Sao Luiz. Codziennie wyplywa kilka statkow do Alcantara - rano sie
            plynie, wieczorem sie wraca.
            Na przystani w Sao Luiz nie trzeba sie wielce natrudzic, zeby cokolwiek
            zalatwic. Ledwo doszlismy do portu, juz podchodzi do nas chlopak z biletami na
            statek. Nie trzeba szukac informacji ani nic, bilety same do nas przyszly.
            Przeprawa w jedna strone kosztuje 12 reali od osoby.
            Poniewaz byl akurat odplyw, przewoznik zaladowal szanownych pasazerow do 2
            autobusow i zawiozl na inna przystan, gdzie akurat woda byla. A przystan
            wygladala tak, ze pasazerowie stali na piaszczystej wydmie, do ktorej podplynal
            statek, zaloga wyrzucila mostek i weszlismy na poklad. Wszyscy oczywiscie
            rozlokowali sie na gornym pokladzie, skad mozna bylo podziwiac widoki. A
            przypominalo to rejs po Amazonce - brudnoszara, miejscami zoltawa woda, na
            brzegach lasy mangrowe.
            Upal byl niemilosierny, ale wszyscy dzielnie wytrwali na gornym pokladzie. Z
            powrotem postanowilismy wracac na dole, gdzie jest klimatyzacja :-)
            Na statku czatowalo kilku przewodnikow, ktorzy za jedyne 20 reali od osoby byli
            gotowi oprowadzic turystow po Alcantara. Grzecznie podziekowalismy, bo wczesniej
            zakupilismy mape miasteczka z zaznaczonymi obiektami do zwiedzania.

            Niestety, w Brazylii oznaczenia sa fatalne i fakt, ze cos jest zaznaczone na
            mapie, niekoniecznie znaczy, ze da sie tam latwo trafic. Szlismy wiec pod gore,
            jakas bezimienna ulica, gdy nagle dolaczyl sie do nas jakis tubylec. Tak sobie
            szlismy, milo gawedzac, zaraz zapytalismy go gdzie tu mozna kupic zimne piwo, bo
            juz ledwo powloczymy nogami ze zmeczenia i upalu. Tubylec zaprowadzil nas do
            baru z niesamowitym widokiem na zatoke, gdzie stoliki staly w cieniu bananowca.
            Pobiegl po kelnera i zaraz saczylismy piwo i soczek. Tubylec nazywal sie Balbino
            i byl lokalnym przewodnikiem turystycznym. Zapytalam sie go z ciekawosci, ile
            kosztuje jego usluga. 5 reali od osoby! No takiej okazji nie moglismy zmarnowac.
            I tak Balbino, zwany Buscape, zostal zatrudniony jako nasz przewodnik.

            Alcantara jest polozona na stalym ladzie, w przeciwienstwie do Sao Luiz, ktore
            jest wyspa. W czasach kolonialnych uprawiano tu bawelne, kawe i wyrabiano olej z
            lokalnych palm - wszystko to oczywiscie rekami niewolnikow. Do dzis zachowalo
            sie kilka domow wlascicieli niewolnikow, razem z czworakami, w tych budynkach sa
            teraz muzea. W Alcantara jest mnostwo ruin roznych kosciolow i innych budynkow,
            na przyklad rezydencji wybudowanej specjalnie na przyjazd cesarza Pedra II,
            ktory jednak postanowil zatrzymac sie w Sao Luiz i jego rezydencja popadla w ruine.
            Na terenie Alcantara znajduje sie rowniez brazylijska baza kosmiczna i
            stacjonuje tu jednostka wojskowa.

            Teraz slowo o pogodzie. Jest diabelsko goraco, w dodatku jest bardzo wilgotno,
            jak to przy rowniku. Nigdy jeszcze nie czulismy takiego upalu, po paru minutach
            splywalismy potem. Na szczescie jest kilka miejsc, gdzie mozna odpoczac w
            cieniu, na przyklad jedlismy obiad w restauracji, gdzie stoliki staly sobie pod
            drzewem mango, a do dyspozycji gosci byly hamaki (Pousada e Restaurante da Josefa).

            Z calej tej wyprawy, oprocz fajnych zdjec i milych wrazen, zapamietamy piekielny
            upal.
            • brasilka2 Lencois Maranhenses 20.08.08, 16:20
              Miejscowosc Barreirinhas znajduje sie niecale 300 km od Sao Luis i jest punktem
              wypadowym do parku narodowego Lencois Maranhenses.

              Nasz pensjonat w Barreirinhas byl polozony kilka km od centrum nad brzegiem
              rzeki Preguiças (Pousada Encantes do Nordeste). Preguiça to po portugalsku
              lenistwo i taka tez jest ta rzeka: leniwa, bez wielkich wirow czy innych
              sensacji. Gdy jest przyplyw, rzeka zalewa przybrzezny teren, a potem znowu
              leniwie opada. Jest za to gleboka, na brzegu rosna gaj palmowe i mangrowce.
              Wyglada to malowniczo i egzotycznie. W mangrowcach mieszkaja krokodyle jacare, o
              piraniach przewodnik sie nie zajaknal.

              W pousadzie mozna zamowic wycieczki - jedno albo półdniowe. Jedzie sie na taka
              wycieczke samochodem terenowym albo lodka. My bylismy na 3 wycieczkach, napisze
              o nich w osobnym poscie.

              W Barreirinhas, podobnie jak w Sao Luis i innych miastach Maranhao, popularnym
              srodkiem transportu jest mototaksowka, bardzo fajna i tania sprawa. Tylko trudno
              przewiezc na tym bagaz :-)

              Park Lencois jest wyjatkowy na skale swiatowa. Jest to ogromny obszar wydm, a
              podczas pory deszczowej w ich zaglebieniach tworza sie krystalicznie czyste
              jeziora. Dlatego park warto odwiedzic tuz po porze deszczowej, w lipcu albo
              sierpniu.

              Dla poszukiwaczy przygod organizuje sie kilkudniowe marsze przez wydmy, z
              noclegami w prymitywnych osadach rybackich.

              To jedno z najbardziej niesamowitych miejsc, w jakich bylismy.
              • brasilka2 Sao Luis po raz drugi 20.08.08, 16:23
                Nie przypuszczalismy, ze az tak nam sie tu spodoba i zmienimy pierwotny plan
                wycieczki, zeby tu wrocic. Przyjechalismy tu z Barreirinhas, zamiast jechac
                dalej do Parnaiby. Delta Parnaiby zostanie na nastepny raz, teraz nie moglismy
                sie oprzec magnetyzmowi Sao Luis.

                Co tu jest takiego niesamowitego?

                Klimat tropiku, zyczliwi ludzie, nocne zycie na ulicach, bezpieczenstwo, no i
                najtansza caipirinha, jaka tu pilismy - za jedyne 3 reale.

                Czesto wracalismy do hotelu po polnocy i nic zlego nas nie spotkalo.

                Dzien mozna tu spokojnie przespac, w klimatyzowanym pokoju - bez tego raczej nie
                da sie wytrzymac. A w nocy wyjsc sie bawic. Kilka dni temu, przed wyjazdem do
                Barreirinhas trafilismy tu na kilkudniowy festiwal kultury stanu Maranhao.
                Zespoly z calego stanu zjechaly do Sao Luis, tanczyly i spiewaly na glownym
                placu miasta. A nieopodal tego placu, na Rua da Estrela, toczy sie glowny nurt
                nocnego zycia. Knajpy wystawiaja stoliki na ulice, dopiero wtedy miasto ozywa.
                Czesto w restauracjach sa koncerty na zywo, na pobliskim skwerku grupa
                capoeiristas tworzy swoja rode. Sklepy z rekodzielem sa otwarte do pozna w nocy,
                a nuz zmeczony caipirinhami turysta zechce wybrac sie na zakupy :-)

                A nad bezpieczenstwem wszystkich czuwa policja turystyczna. Nie widzielismy ani
                jednej sytuacji, gdzie bylaby potrzebna ich interwencja.

                Slowem, Sao Luis jest wymarzonym miejscem dla poczatkujacych turystow, ktorzy
                chcieliby poczuc atmosfere kolonialnej Brazylii, tropiku, a jednoczesnie boja
                sie przemocy, z ktorej slyna wielkie brazylijskie miasta. Tu jest bezpiecznie, i
                bardzo egzotycznie. Na pewno jeszcze tu kiedys wrocimy.

                Jeszcze slowo o ludziach, ktorych spotykalismy w tej podrozy.

                Jest tu mnostwo cudzoziemcow, najwiecej Francuzow, troche mniej Wlochow i
                Niemcow. Z jednym naszym przewodnikiem po parku Lençois doszlismy do wniosku, ze
                teraz jest druga inwazja francuska na Sao Luis (pierwsza miala miejsce na
                poczatku XVII wieku).

                Sporo osob podrozuje przez kilka miesiecy po Brazylii badz dalej, po calej
                Ameryce Poludniowej.
                • brasilka2 Przereklamowana 20.08.08, 16:31
                  Dotarlismy wreszcie na najpiekniejsza plaze swiata (wg pewnego programu National
                  Geographic) i 7. najpiekniejsza plaze swiata wg amerykanskiego dziennikarza,
                  ktory w latach 80-tych odkryl to miejsce i umiescil na swojej liscie
                  najpiekniejszych plaz. Do tego momentu Jeri, jak sie ja zdrobniale nazywa, byla
                  mala wioska rybacka, bez elektrycznosci. A teraz jest modnym kurortem
                  turystycznym polnocnego wschodu Brazylii.

                  Spodziewalismy sie ujrzec niemalze cud swiata - plaze, ktorej uroda powala na
                  kolana. Niestety, spotkalo nas srogie rozczarowanie. Jeri jest tylko jedna z
                  wielu brazylijskich plaz, niczym szczegolnym sie nie wyroznia. No, moze poza
                  swietna reklama. Jeri jest tak znana, ze z calej Brazylii i nie tylka ciagna tu
                  tlumy turystow. My na razie nie odkrylismy nic szczegolnego w tym miejscu.

                  Pojechalismy na wycieczke jeepem. Przez ruchome wydmy dojechalismy do
                  miejscowosci, ktora 40 lat temu w calosci pokryl piasek i wioska rybacka musiala
                  sie przeniesc w inne miejsce. Wioska nazywa sie Tatajuba. Jest Nowa i Stara
                  Tatajuba. Po starej pozostalo tylko kilka cegiel w piasku i jeden domek Pani
                  Dalmiry, ktora opowiada turystom historie, jak to zawialo Tatajube.

                  Bylismy tez w knajpie, gdzie stoliki stoja w wodzie, mozna polozyc sie w hamaku
                  w wodzie, zamowic swiezo zlowiona rybe, ktora kucharz upiecze w ciagu kilkunastu
                  minut. Miejsce naprawde nieziemskie, rajskie.

                  W przewodniku napisali, ze Jericoacoara jest jednym z miejsc, gdzie zycie nocne
                  jest najlepsze w Brazylii. Niestety, znowu rozczarowanie. Po tym, co widzielismy
                  w Sao Luis, zycie nocne Jeri jest slabiutkie.

                  Wieczorem wszyscy schodza sie na wydme zachodzacego slonca, zeby obserwowac
                  zachod sloca, jak sama nazwa wskazuje. Ewentualnie ida na Pedra Furada.

                  Reasumujac: bedziemy tu 4 dni i az 4 dni. Na razie nie odkrylismy powodu, dla
                  ktorego Jeri jest najpiekniejsza plaza na swiecie. W naszym prywatnym rankingu
                  brazylijskich plaz jest przecietniakiem. A widzielismy juz plaze stanow Bahia,
                  Maranhao i Ceara. Jeri musi sie bardziej postarac, zeby sie wkupic w nasze laski.
                  • brasilka2 Fortaleza 20.08.08, 16:40
                    Na koniec spędziliśmy kilka dni w Fortalezie. Bardzo przyjemne miasto z
                    nadmorską avenidą, gdzie mieści sie wiekszość tutejszych hoteli. Warto
                    rezerwować sobie hotel np. przez stronę booking.com. Doba w naszym hotelu
                    (Sonata de Iracema) kosztowała 230 reali, a przez stronę zapłaciliśmy 108 reali.
                    Ładny pokój 2-osobowy na 9 pietrze z widokiem na morze.

                    Nikt się nie kąpie raczej na miejskich plażach, wszyscy jeżdżą na Praia do
                    Futuro - 1,60 reala za bilet, autobus linii Caca e Pesca, trasa Centro/Av. Beira
                    Mar. To info dla tych, którzy się tam wybierają, np. na wycieczkę z biura
                    podróży :-)

                    Odyseja z powrotem do Lizbony tymi samymi liniami TACV, kolejne godziny
                    opóźnienia, ale tym razem mieliśmy już do tego sporo dystansu. 12 h w Lizbonie,
                    sporo z tego spędziliśmy w zoo :-)
                    Po trwającej od soboty podróży w poniedziałek w końcu wylądowaliśmy na Okęciu.

                    Kolejna wyprawa za 2 lata, wstępnie do Pernambuco.
                    • chris-joe Re: Fortaleza 23.08.08, 02:35
                      Zazdroszcze :)
                      Niestety w tym roku nie bede w Brazylii. Musze byc w Europie...

                      Co do plaz: moim osobistym przebojem jest zupelnie pusta plaza pol godziny
                      pieszo na pln. od Praia do Forte pod Salvadorem. Dwa razy na dzien mozna tam
                      spotkac tylko jakiegos lokalnego rybaka. Cudo! :)
Pełna wersja