Gość: Daro
IP: 83.1.81.*
09.09.08, 14:20
Jest to opis przygotowań do motocyklowej wyprawy do Azji w lipcu
tego roku.
Akt I Azja puszcza do mnie oko
Zima to ciężki czas dla motocyklistów, to czas kiedy każdy marzy o
tym żeby bura suka zima wkońcu odpuściła i można było znowu siąść na
swym rumaku i prysnąć gdzieś za horyzont.
Od 2 lat studiuję w Lublinie. Na roku mam same baby więc czasami
potrzebuje innego towarzystwa. Pod namową Wasila organizuje pierwsze
spotkanie Afrykanerów ( użytkownicy motocykla Africa Twin) w
Lublinie w Riders Pubie. Przychodzi kilka osób, rozmawiamy o starych
wyjazdach, o wschodniej części Europy, o Africach, rozmawiamy o
planach na wakacje. Maciek i Justyna planują wyjazd do Azji
Centralnej. To już starzy wyjadacze mają kilka pożądnych wypraw na
koncie, zazdroszczę im planów i jednocześnie podziwiam ich odwagę.
Nawet mi przez głowę nie przemknęło, że ja mógłbym tam pojechać
przecież w tym roku wybieram się na Bałkany, już nawet wstępnie
obgadałem to z Antonem ukraińcem z którym jeździliśmy razem po
Krymie zeszłego lata. Zresztą Bałkany i Bułgaria to miejsce bardzo
związane z moim kierunkiem studiów a w październiku jade na
półroczną wymiane do Sofii. Po wyjeździe bede jeszcze mógł zostać w
Bułgarii z motocyklem przynajmniej do końca października i jeszcze
przez miesiąc zwiedzać Bułgarię zza Kierownicy Africi.
Akt II wirtualna miłość z Azją.
Był piękny majowy wieczór- juwenalia w Lublinie 2008 Siedzimy przy
piwku pod parasolami i słuchamy muzyczki.Bohun pies Maćka i Justyny
lata wkoło stolików i podrywa panny. Rozmawiamy już o konkretnych
planach wyjazdowych na lato. Maciek i Justyna opowiadają o wyprawie
do Azji. Niedługo zaczynają wyrabiać wizy. Gadamy o trasie, o
krajach w które się wybierają, brzmi ciekawie. O Azji wiem niewiele.
W pewnym momencie z ust Maćka i Justyny pada propozycja: Daro, a
może byś pojechał z nami?
Nie no nie mogę, przecież miałem jechać na Bałkany, zresztą nie stać
mnie bo to drogi wyjazd, mam stary motocykl, mam być świadkiem na
weselu u mojego przyjaciela- milion powodów na nie, ale obiecałem
pomyśleć nad tym. W tym czasie Maciek podsyła mi linki do wypraw
innych motocyklistów, którzy byli tam wcześniej, szperam w necie,
czytam relacje z wypraw oglądam zdjęcia Pamiru, Tien- szanu, miast
jedwabnego szlaku Samarkandy i Buhary- jest pięknie. Przez
kilkanaście dni biję się z myślami jak zdobyć potrzebne pieniądze.
Czy w ogóle jest możliwe zebrać w tak krótkim czasie potrzebne
środki? Czas ucieka, powinniśmy już wysyłać dokumenty na wizę do
Tadżykistanu, ja dalej nie mam kasy.W tym czasie na motocyklu ginie
jeden z uczestników wyprawy "Baryła". Przez chwilę nie wiadomo czy
wyprawa dojdzie do skutku. Maciek i Justyna mówią, że mogą jeszcze
zaczekać kilka dni.Po drodze któś rezygnuje z braku kasy.
Mówię: dobra wysyłamy papiery, najwyżej jak nie zdobędę pieniędzy to
strace te 300zl wydane na wizę. Papiery poszły najpierw do Mateusza
i Magdy, a później do Wiednia do ambasady Tadżykistanu.
Akt III "sram na głowę"
Mam kilka tygodni na zdobycie pieniędzy. Wariantów jest kilka, ale
żadna opcja nie jest idealna. Nie mam czego sprzedać, jedyne co mam
na własność to motocykl, którego nie sprzedam bo nie będę miał na
czym jechać. Kombinuje już sam nie wiem co mam zrobić.
Wiem że to jest tak na prawde ostatni moment na tak długą wyprawę.
Nie mam ani dzieci, ani żonki, ani stałej pracy- nic mnie nie
trzyma, mam wakacje. Za rok skończę studia pójdę do pracy i jaki
szef mnie wypuści na 6 tygodni w podróż do Azji ? Żaden.
Jest taki system, że jak człowiek ma czas to nie ma pieniędzy, a jak
ma pieniądze to nie ma czasu. Cały czas nie mogę się zdecydować.
Rozmawiam z Wasilem.
Wasil mówi: "nasraj na głowę a znajdź te pieniądze"
Wkońcu coś powoli się ruszyło. Gadam z szefami od mojej wakacyjnej
pracy- mówią, że coś tam pożyczą. Znajomi też, że pomogą. Maciek i
Justyna też pomagają znaleźć trochę grosza. Dobra działamy. Nie mam
jeszcze tyle ile potrzebuje ale mam już minimum środków. Najwyżej
sprzedam motocykl po wyprawie i spłacę długi.
Akt IV przygotowania do 1 randki:
Zamawiam części do babci Africi. Wyrabiamy kolejne wizy: uzbecką,
kazachską, została jeszcze rosyjska i kirgijska w Kijowie. W tym
czasie kończę sesję, wracam na rodzinne podlasie i zaczynam po
nocach kręcić babcię Africe w garażu u Waśki. Czasami wracam z
garażu o 7 rano, czasami trochę wcześniej. Czasu jest mało a roboty
sporo. Jeszcze w noc przed wyjazdem z domu siedzę w garażu i walczę
z przednim błotnikiem.
Akt V jazdaaaaa.......
Wkońcu nadszedł 18 lipca dzień mojego wyjazdu z domu. Rano śpię do
oporu. Zapisuje pierwszą kartkę dziennika podróży:
Jest dzień wyjazdu do Magnusów na pożegnalną imprezę z
Waderowiczami. Dla mnie wyprawa już się rozpoczyna. Właśnie pakuję
manatki i nie potrafię tego całkowicie ogarnąć. Czuję jakiś dziwny
niepokój. Wiem, że pod moją nieobecność może się dużo wydarzyć. Możę
być tak, że nie zobaczę już więcej mojej schorowanej babci. Coś mnie
dusi w gardle i nie pozwala ruszyć dupy. Pakuję się, żegnam z
rodziną i wyruszam w świat. Wyjeżdżając z rodzinnego miasta
zastanawiam się kiedy tu znowu wrócę i jak wrócę? Czy dane mi będzie
wrócić na tarczy czy z tarczą?
Po południu już jestem w Kozienicach. Ekipa baluje, Wstawiam
motocykl do garażu i udaję się na ucztę z Waderowiczami i moimi
współtowarzyszami na następne 6 tygodni. Siedzimy do późna. Rano
wstajemy jemy smażoną kaszankę i wyjeżdżamy. Odprowadza nas kilka
osób do Puław. Od Puław jedziemy już sami w kierunku granicy z
Ukrainą. Zatrzymujemy się w Lublinie robimy kserokopie wszystkich
dokumentów i dzidaaaa.
Tak rozpoczęła się nasza wyprawa Azja Centralna 2008
Fotki z wyprawy znajdziecie na www.endurostany.cba.pl w
dziale GALERIA.
Krótki film zmontowany przez Bjorna niemca na BMW spotkanego na
granicy Uzbecko-Tadżyckiej pl.youtube.com/watch?v=1E8jjECKiRw