Dodaj do ulubionych

Praca i wakacje. Chiny - pokaż, jak uczysz

IP: *.dip.t-dialin.net 19.05.09, 17:53
fajna relacja. podrozujac poznajemy swiat i zmieniamy siebie.pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • Gość: Aneta Popiel Praca i wakacje. Chiny - pokaż, jak uczysz IP: *.supernet.com.bo 19.05.09, 20:26
      Podziwiam! Czytajac artykul mialam wrazenie, ze kosztwalo cie sporo pracy i
      zalatwiania dostanie sie na chinski uniwersytet. sam pobyt w chinach tez na
      pewno mial swoje mocne i slabsze strony. ale jak widac, nie dales sie i
      wyciagneles z niego to, co najlepsze:) sama pracuje teraz na uniwersytecie w
      boliwii. moj pobyt tu juz sie konczy, ale juz teraz moge powiedziec: bylo warto!

      z checia zapytalabym cie o konkretne kroki, jakie nalezy podjac, by zdobyc taka
      prace. nie moge znalezc twojego maila, czy moglabys w wolnej chwili do mnie
      napisac: anetapopiel@vp.pl

      pozdrawiam serdecznie:)
    • Gość: tang yuan Praca i wakacje. Chiny - pokaż, jak uczysz IP: *.aster.pl 20.05.09, 02:57
      "Takie luksusy to jednak tylko przywilej nauczycieli z zagranicy -
      nikt nie chciałby tu pracować, żyjąc w takich warunkach jak
      Chińczycy."

      Nie można tak generalizować. Sama pracowałam w Chinach i mieszkałam
      z rodziną chińską. Warunki były bardzo zadowalające, bo mieszkanie z
      dwoma łazienkami (jedna z sedesem, druga zaś "na narciarza") o
      powierzchni 150m2 było bardzo dobrze wyposażone ( internet,
      klimatyzacja, tv, urządzenie do suchej dezynfekcji) i ładnie
      wykończone, a co najważniejsze czyste! Jedyne do czego mogłam się
      przyczepić był brak piekarnika.
      Bywałam również w wielu innych chińskich domach: tych lepszych i
      tych gorszych (warunki mieszkalne), gdzie toaleta znajdowała się na
      zewnątrz, a w mieszkaniu o surowych betonowych ścianach i podłodze
      (nie z powodu modnego trendu)było tak zimno, że chodziło się w
      kurtkach.
      Miałam te szczęście, że trafiałam na miłych, gościnnych i pomocnych
      ludzi, którzy nie częstowali mnie psami, ani małpami. Chińczycy,
      których znam nie tkną takiego mięsa i mówili mi, że to głównie
      mniejszość koreańska i mieszkańcy Płd. Chin jedzą psy, karaluchy,
      pająki itp.
      Ponadto, wielokrotnie spotykałam ludzi spacerujących i
      przemieszczających się na skuterach ze swoimi czworonożnymi pupilami
      i raczej wyglądali na "zaprzyjaźnionych", niż na ludzi ze świeżym
      jedzeniem na wynos.

      Z pewnością trudno się przyzwyczaić do porannego zwyczaju
      oczyszczania gardła, ciągłego charczenia, plucia, szczególnie w
      wykonaniu kobiet. Ciarki gwarantowane!
      Koszmarem też były toalety szkolne ze wspólnym rowem odpływowym, bez
      drzwiczek.
      Nie można też zapomnieć o kierowcach jeżdżących pod prąd, a
      właściwie braku jakichkolwiek reguł na drodze poza jedną: większy ma
      pierwszeństwo!

      Podoba mi się w jaki sposób ludzie w starszym wieku potrafią dbać o
      własną formę fizyczną i psychiczną wypełniając sobie czas wolny.
      Ćwiczą tai chi z wachlarzami, mieczami, inni tańczą, ćwiczą w
      parkach i specjalnych miejscach do tego wyznaczonych, inni chodzą
      boso wspak po kamienistych dróżkach. Są i tacy, którzy spotykają się
      w parkach i słuchają śpiewu swoich ptaków, które przynieśli w
      klatkach z domu, i tacy, którzy puszczają latawce, czy grają w
      mahjonga.

      O sprawach Tybetu, Tajwanu czy rządu też nie rozmawiałam ze swoimi
      studentami. Z kolei moi znajomi mają mocno podzielone zdania,
      dlatego nie zgadzam się z autorem twierdzącym, że studenci "są
      przekonani co do słuszności działań swojego rządu." Część tak, część
      nie, jak wszędzie! Każdy z nas jest również mniej lub więcej podatny
      na wpływ mass mediów.
      Dlatego nie powinno się generalizować i osądzać innych zbyt
      szybko...
      Pozdrawiam Wszystkich ciepło,

    • finnia Praca i wakacje. Chiny - pokaż, jak uczysz 20.05.09, 05:31
      ciekawy tekst o chinach. widze podobienstwa z moimi doswiadczeniami z panstwa srodka.
      mieszkam od roku w szanghaju i codziennie doswiadczam szoku kulturowego robiac zakupy w pobliskim supermarkecie (zawsze halasliwa i denerwujaca muzyka z glosnikow), przechodzac przez ulice (na ktorej pasy sa tylko dekoracja) lub jedzac obiad w restauracji (czesto trudno zgadnac co sie je)
      jednak i tak szanghaj ze swoja kosmopolityczna spolecznoscia, drapaczami chmur i french concession to inny swiat w porownaniu z miejscem gdzie pracowal autor artykulu.
      wiem to, bo sama podrozowalam po chinach i wyraznie widze roznice miedzy rozwinietymi miastami wybrzeza, a reszta chin.
      sa tez oczywiscie duze roznice w kosztach utrzymania.
      ale kraj fascynujacy, jak i cala azja dla mnie i zycie tu jest wielka przygoda!
      • Gość: observator Re: Praca i wakacje. Chiny - pokaż, jak uczysz IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 20.05.09, 15:13
        Ladnie napisanie, troche mnie zdziwilo, ze Polak potrafi bez
        kompleksow czyli zajadlej niecheci pisac o Azji. Nie rozumiem
        naiwnego optymizmu internatow wypowiadajacych sie pod artykulem,
        Chinczycy wybieraja najlepszych a wiec nauka jezyka angielskiego
        przez Polaka to nieco karkolomne plany, zejdzmy na ziemie, oni
        rozwijaja sie niesamowicie szybko i maja staly doplyw kadr z
        Australii i Ameryki Polnocnej oraz Anglii.
        • Gość: autor Re: Praca i wakacje. Chiny - pokaż, jak uczysz IP: *.devs.futuro.pl 20.05.09, 17:43
          Są miejsca w których trudno dostać pracę komuś kto nie jest native speakerem ze
          względu na dużą konkurencję. Shanghai czy Pekin zapewniają wyższe pensje ale np
          Kunming jest bardzo popularny z powodu wspaniałej pogody. Nam pozostają zwykle
          "gorsze" miejsca.
          Może przez ostatnie 3 lata coś się zmieniło ale w wielu ogłoszeniach nie ma
          wymagania żeby kandydat był nativem.

          Co do szukania to po kolei:
          1. wpisać w google "teaching in China" i wyskoczy tysiące stron.
          2. Wybrać interesujące nas szkoły lub uniwersytety uważając na oszustów i
          cwaniaków bo za znalezienie pracy NIE PŁACIMY!!! Pośrednikowi płaci szkoła.
          3. czytać opinie, fora etc. na temat umów warunków etc. (oczywiście PO ANGIELSKU
          bo tych będzie najwięcej... polskich chyba w ogóle nie ma)
          4. Potem trzeba wysłać około setki maili z CV i z tego 2-3 powinny trafić :-)

          W Xiangtan uczył jeden Francuz ze straszną wymową i jeden Kanadyjczyk
          pochodzenia Chińskiego który często mówił że coś jest "more better" :-D
          Ich kompetencje językowe były na poziomie FCE.

          Najlepiej celować w miasta w których jest mało białych. My po prostu jesteśmy
          tam wytykanym palcami ZJAWISKIEM (pozytywnym) a znajomość języka naprawdę nie
          musi być na najwyższym poziomie.

          pozdro
          Kuba
    • Gość: autor Dziękuję wszystkim za pozytywne opinie :-) IP: *.devs.futuro.pl 20.05.09, 17:46
      Oczywiście są miejsca w których trudno dostać pracę komuś kto nie jest native
      speakerem ze względu na dużą konkurencję. Shanghai czy Pekin zapewniają wyższe
      pensje ale np Kunming jest bardzo popularny z powodu wspaniałej pogody. Nam
      pozostają zwykle "gorsze" miejsca.
      Może przez ostatnie 3 lata coś się zmieniło ale w wielu ogłoszeniach nie ma
      wymagania żeby kandydat był nativem.

      Co do szukania to po kolei:
      1. wpisać w google "teaching in China" i wyskoczy tysiące stron.
      2. Wybrać interesujące nas szkoły lub uniwersytety uważając na oszustów i
      cwaniaków bo za znalezienie pracy NIE PŁACIMY!!! Pośrednikowi płaci szkoła.
      3. czytać opinie, fora etc. na temat umów warunków etc. (oczywiście PO
      ANGIELSKU bo tych będzie najwięcej... polskich chyba w ogóle nie ma)
      4. Potem trzeba wysłać około setki maili z CV i z tego 2-3 powinny trafić :-)

      W Xiangtan uczył jeden Francuz ze straszną wymową i gramatyką i jeden
      Kanadyjczyk pochodzenia Chińskiego który często mówił że coś jest "more
      better" :-D
      Ich kompetencje językowe były na poziomie FCE.

      Najlepiej celować w miasta w których jest mało białych. My po prostu jesteśmy
      tam wytykanym palcami ZJAWISKIEM (pozytywnym) a znajomość języka naprawdę nie
      musi być na najwyższym poziomie.

      pozdro
      Kuba
    • Gość: dora Praca i wakacje. Chiny - pokaż, jak uczysz IP: *.kalisz.mm.pl 11.06.09, 15:43
      Powiem tak - zawsze marzyłam o podróżach do Azji, ale to co mnie najbardziej
      przeraża to ich barbarzyński stosunek do zwierząt. Nie mówię, że w Polsce i UE
      jest ok, ale za obdzieranie psów i kotów ze skóry na żywca (m. in. dlatego UE
      zakazała importu skór psich i kocich)lub gotowanie ich na żywca karałabym
      sprawców tym samym. Przeraża mnie nieczułość chińczyków na ból i cierpienie
      innych istot, i pomyśleć, że jest tam wielu wyznawców buddyzmu, masakra.
      Autorowi gratuluję mocnych nerwów w tym temacie, dla mnie Chińczycy to
      bezwzględny lud, nie mający szacunku do słabszych,czy to ludzi innych nacji czy
      zwierząt.
      • Gość: m.p. Re: Praca i wakacje. Chiny - pokaż, jak uczysz IP: *.dienste.wien.at 11.06.09, 16:03
        Dora, a wiesz, ze za granica maja nas Polakow zu barbarzyncow.
        Niedawno dwie Austriaczki z organizacji ochrony zwierzad odwiedzily
        rynki, gdzie skupowane sa konie i bydlo do uboju gdzies na polskiej
        prowincji. I byly zaszokowane, jak traktowano te zwierzeta. A w
        rzezni bylas? Jak sie swinki zabija? A na kurzej fermie? Nie
        rozumiem, jaka jest roznica miedzy psem, kotem a krowa czy swinia
        (ktora jest nawet inteligientniejsza od psa). Wszystko jest kwestia
        przyzwyczajenia i tradycji (czesto wynikajacych z czasow wielkigo
        glodu). Albo nie jemy miesa wogole, albo akceptujemy, ze w innych
        kulturach je sie inaczej. I nie powinno to szokowac. A faktem jest,
        ze psy je sie tylko w kilku regionach Chin, glownie w srod
        mniejszosci koreanskiej. Pozdrawiam, Marcin
        • Gość: dora Re: Praca i wakacje. Chiny - pokaż, jak uczysz IP: *.kalisz.mm.pl 12.06.09, 15:46
          Cywilizacja człowieka jest cywilizacją śmierci dla zwierząt. Tego nie zmienimy, ale mamy wpływ na stworzenie im bardziej humanitarnych warunków życia i śmierci i dlatego uważam, że wszelkie przejawy okrucieństwa wobec zwierząt należy tępić, czy w Polsce (zapraszam na stronę viva.org.pl, nie trzeba być vege, żeby sprzeciwiać się okrutnemu traktowaniu zwierząt bez względu na to czy chodzi o psa, konia, karpia czy świnię, wystarczy mieć w sobie trochę empatii), czy w Chinach.
          Różnica polega na tym, że w Polsce większość ludzi udaje, że tego nie widzi, a jak docierają do nich tego typu relacje (polskie konie na rzeź, bestialsko zabijane psy, typowe obrazki z rzeźni czy z laboratorium)- zmieniają kanał w tv, bo nie wytrzymują ciśnienia, a w Chinach już nie, po prostu tam przypadki dobrego traktowania zwierząt są ewenementem budzącym powszechne zdziwienie i śmiech. Dlatego dla mnie to nie jest kwestia innej kultury (my świnie, oni psy), tylko poziomu wrażliwości społeczeństwa. Dla mnie miarą człowieczeństwa jest stosunek do zwierząt, więc skoro Chińczycy w ten sposób podchodzą do zwierząt, to czego spodziewać się po ich stosunku do ludzi, a zwłaszcza słabszych nacji.
          Poza tym odnoszę wrażenie, że chińczycy to bardzo dumny naród (w końcu kiedyś byli cesarstwem najpotężniejszym na świecie), który po okresie bolesnego upokorzenia w XIX wieku pragnie odzyskać swe siły i znowu dyktować swoje warunki na świecie - na oficjalnych mapach Morze Południowochińskie to morze wewnętrzne Chin, bójcie się sąsiedzi. To taka tykająca nieobliczalna autorytarna bomba, nie wiadomo kiedy wybuchnie. W końcu tam nie liczy się jednostka, tylko posłuszeństwo wobec tych stojących wyżej, jak mawiał Mao - nawet gdy zginie milion Chińczyków czy 100 milionów, to nic nie znaczy, wciąż pozostanie miliard gotowych na wszystko; inne narody nie są skłonne do takich poświęceń, w końcu litują się nawet nad zwierzętami - to dodałam od siebie.


          • Gość: m.p. Re: Praca i wakacje. Chiny - pokaż, jak uczysz IP: *.116.226.223.wireless.dyn.drei.com 12.06.09, 20:19
            Dora, oj juz sie boje Chinczykow. Hitler mial owczarka Blondi,
            ktorego kochal ponad wszystko, tak jak wiele osob spacerujacym z
            pieskiem w miastach europejskich, ktorzy wyslaliby kazdego azylanta
            spowrotem na rzez do Somalii, a w Polsce Zyda do gazu. Europejczycy
            maja tyle krwi na swoich rekach, podbili, wymordowali i zniszczyli w
            imie swojej wielkiej chrzescijanskiej kultury prawie caly swiat,
            podczas gdy Chinczycy w tym czasie zniszczyli wlasna flote handlowa,
            izolowali sie z wlasnej woli, gdyz uwazali inne nacje nie godne ich
            prezencji. Nigdy w historii Chiny nie probowaly dyktowac swojej woli
            innym (Tybet jest jedynym bardzo zlozonym zreszta wyjatkiem). Nie
            znasz kultury Azji wschodniej.
            Tak dlugo jak swiat zachodni patrzy obojetnie na codzienne
            cierpienie 75% ludzi na swiecie, tak dlugo, jak nikogo nie obchodzi
            rozwoj nowych lekarstw przeciwko malarii, HIV, gruzlicy, nie bede w
            stanie zrozumiec zacieklej walki roznych aktywistow o prawa dla
            zwierzat. Dobre traktowanie zwierzat jest rzecza umowna. My poprostu
            chowamy to co od tysiecy lat bylo norma, zyjemy w pop-kulturze
            zycia, smierc -ludzi jak i zwierzat- jest wymazana z naszego
            codziennego zycia. Dzieci z miast nie wiedza skad pochodzi mieso,
            czy mleko. W krajach biedniejszych podchodzi sie do tego w sposob
            naturalny, dzieci sa swiadkami zabcia kury czy swini i nie jest to
            zadnym aktem barbarzynskim. Wierz mi, jak w Chinach ktos sie
            niepotrzebnie zneca nad zwierzeciem, bedzie on i tam na potepiony.
            Moze nie otwarcie, bo nikt nie moze stracic twarzy, nie krytykuje
            sie, smiech jest refleksja zazenowania, wstydu, trzeba umiec
            odczytac te kody komunikowania sie ze soba, a to trwa wiele lat i
            wiele Europejczykow tego nigdy nie zrozumie. Ztad te stereotypy i
            szerzenie strachu. Nie boj sie Chinczykow, oni sie nad toba na pewno
            zlituja. Marcin
        • Gość: Zonk Re: jak sie robi psa do jedzenia IP: 220.248.63.* 11.06.09, 17:39
          Kultura jest wyzsza powiadasz? Jesli oceniac iloscia uslyszanych
          "qu...w" to moze i owszem, ale z tego co zauwazylem po roku, to:

          - ludzie nie maja dla siebie szacunku
          - krzycza na siebie bez przerwy
          - jest sie lekcewazonym przez obsluge - trzeba sie niegrzecznie
          upominac
          - w metrze chinczycy pchaja sie, jakby byli stadem krow, a nie ludzmi
          - slowa "przepraszam" nie uswiadczysz
          - zalatwianie potrzeb fizjologicznych na chodniku to norma
          - widzialem przypadki masturbacji (!!!) w metrze i na ulicy
          - Chinczycy pluja wszedzie: na ulicy, w metrze, w autobusie...
          - po jedzeniu zostawiaja wielki chlew na stole (mlaskaja)
          - Chinczycy pala papierosy wszedzie, nawet w autobusach
          - smieci wyrzuca sie na ulice
          - ludzi zwyczajnie sie nie myja, a dezodorant to zbytek luksusu
          - kultura na drodze, tez niewiele ma do czynienia z kultura

          to taka szybka lista- wiec prosze nie porownuj ich do Polakow ;)

          Mimo tych negatywnych cech sa jednak zazwyczaj mili, pomocni i
          sympatyczni ;) a ich poziom kultury mozna nauczyc sie tolerowac ;)
          • davidoff_pce Re: jak sie robi psa do jedzenia 12.06.09, 01:20
            Przydałby Ci się chyba krótki kurs komunikacji międzykulturowej. Nie
            zaszkodziłoby także zapoznanie się z terminem 'proksemika'. Na początek
            proponuję znakomity, napisany przystępnym językiem "Ukryty wymiar" E. Halla. Nie
            piszę tego złośliwie, ale naprawdę ciężko musiało Ci się mieszkać w Azji, skoro
            Twoje kompetencje w zakresie komunikacji z przedstawicielami innych kultur są
            tak znikome. Po takim kursie może wiedziałbyś, że sposoby okazywania szacunku w
            różnych kulturach są różne i dla osoby z zewnątrz mogą być nieczytelne. Ignorant
            niesłusznie może stwierdzić więc, że ich nie ma, a po prostu ich nie dostrzega.
            Podobnie jest z "krzyczeniem na siebie". Czym innym jest krzyczenie dla
            spokojnego Szweda, a czym innym dla pełnego temperamentu Włocha. Jeśli chodzi o
            pchanie się w metrze, to różna w różnych rejonach świata jest tolerancja dla
            przekraczania niewidzialnej granicy strefy intymnej. Plucie - wydaje się to nam
            obrzydliwe, ale dla nich to naturalne (Chińczykom na przykład zbiera się na
            wymioty, kiedy myślą o smarkaniu w chusteczki do nosa, a Khmerzy nie mogą
            zrozumieć, jak w WC można używać papieru toaletowego zamiast specjalnego
            prysznica lub miski z wodą) - to czym się brzydzimy jest również względne i
            uwarunkowane kulturowo.

            Można by wygłosić akademicki wykład na temat każdego Twojego "myślniczka". Z
            każdego takiego wykładu wynikałoby, że akceptowalność pewnych zachowań jest
            względna i wypływa z nieuświadomionych często, ale głęboko osadzonych w naszych
            głowach uwarunkowań kulturowych.

            Jestem daleki od idealizowania Azjatów. Są wśród nich oczywiście chamy,
            prostaki, ludzie niekulturalni. Nie można ich jednak oceniać, stosując zachodnie
            kryteria. Niech ktoś mi wytłumaczy, dlaczegóż to Azjata miałby się
            podporządkowywać siedzącym w Twojej głowie środkowoeuropejskim normom społecznym???
              • davidoff_pce Re: Co to za bełkot? 14.06.09, 13:30
                Oczywiście pewien zespół norm można nazwać uniwersalnymi, ale akurat zasady typu
                "mlaskanie przy jedzeniu jest niedopuszczalne" nie mają w sobie nic
                uniwersalnego. Po pierwsze są bardzo ograniczone, jeśli chodzi o obszar, na
                którym obowiązują, a po drugie są zmienne w czasie.

                Twój punkt widzenia jest wybitnie europocentryczny. Co daje Ci podstawy, aby
                uznawać swój sposób życia za jedyny, któremu przysługuje miano "cywilizowany"?
                Proponuję Ci odbycie jakiejś dłuższej podróży lub jeśli nie możesz sobie na nią
                pozwolić, to chociażby jakiś kontakt z przedstawicielami innych kultur. To
                otwiera oczy...

                Tak na marginesie zwrócę uwagę na "standardy cywilizowanego świata" takie jak
                nazywanie bełkotem wypowiedzi przedmówcy lub wulgarne "nasraj na chodniku"
                zamiast rzeczowego głosu w dyskusji.

                Pozdrawiam!
          • Gość: paffx Re: jak sie robi psa do jedzenia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.09, 01:27
            Gość portalu: Zonk napisał(a):

            > Kultura jest wyzsza powiadasz? Jesli oceniac iloscia uslyszanych
            > "qu...w" to moze i owszem, ale z tego co zauwazylem po roku, to:
            >
            > - ludzie nie maja dla siebie szacunku
            > - krzycza na siebie bez przerwy
            > - jest sie lekcewazonym przez obsluge - trzeba sie niegrzecznie
            > upominac
            > - w metrze chinczycy pchaja sie, jakby byli stadem krow, a nie ludzmi
            > - slowa "przepraszam" nie uswiadczysz
            > - zalatwianie potrzeb fizjologicznych na chodniku to norma
            > - widzialem przypadki masturbacji (!!!) w metrze i na ulicy
            > - Chinczycy pluja wszedzie: na ulicy, w metrze, w autobusie...
            > - po jedzeniu zostawiaja wielki chlew na stole (mlaskaja)
            > - Chinczycy pala papierosy wszedzie, nawet w autobusach
            > - smieci wyrzuca sie na ulice
            > - ludzi zwyczajnie sie nie myja, a dezodorant to zbytek luksusu
            > - kultura na drodze, tez niewiele ma do czynienia z kultura
            >
            > to taka szybka lista- wiec prosze nie porownuj ich do Polakow ;)
            >
            > Mimo tych negatywnych cech sa jednak zazwyczaj mili, pomocni i
            > sympatyczni ;) a ich poziom kultury mozna nauczyc sie tolerowac ;)

            widzisz wydaje mi się że to samo mogli by powiedziec obcokrajowcy odwiedzający
            Polskę.

            Osobiście nie zauważyłam nigdy w chinach braku szacunku do innych osób, na pewno
            nie jest on większy niż u nas. Wołanie na kelnerów głośno'E' przyjęłam jako
            ciekawostkę. Krzyczenie chińczyków jest wyjebane wg mnie, nigdy naprawdę się nie
            kłóciłeś, póki nie zrobisz tego po chińsku. a 'dui bu qi' sie naslyszalam tam
            duzo razy.
            mogłabym tak dalej zaprzeczać twoje tezy...
    • Gość: bialychinczyk Praca i wakacje. Chiny - pokaż, jak uczysz IP: *.static-ip.telepacific.net 11.06.09, 17:18
      Bardzo dobry artykul, juz go gdzies widzalem.

      Moze to ruszy troche polakow, bo teraz to tylko gesi.

      Chiny to nie tylko nauka i podrozowanie ale takze ogromne mozliwosci roznego
      rodzaju biznesu, nadal "dziki zachod" mozliwosci. Mowie o legalnych, zadnych
      ciemnych. Tylko nie nalezymy tutaj, odbic sie i juz z kasa zakotwiczyc gdzie
      bedzie ciekawiej. Sa duzo wieksze mozliwosci niz w usa, probowalem i wole Chiny.
      • Gość: MB Re: Praca i wakacje. Chiny - pokaż, jak uczysz IP: *.subscribers.sferia.net 11.06.09, 18:18
        Ja byłam z moim narzeczonym przez kilka miesięcy w Chinach, w tym samym charakterze, co autor artykułu i bylismy zadowoleni z naszej decyzji. Nie polecam jednakże wyjazdu samodzielnego, bo może być to przykre doświadczenie, zwłaszcza jeśli się jedzie na dlużej. Wsrod zagranicznych nauczycieli jest duzo samotników, którzy żyja w swoich swiatach i wcale nie chcą sie integrować z innymi jakoś bardziej, a rzeczywistość chińska bywa czasem naprawdę dołująca i rozczarowująca, zwłaszcza jak jest się bezsilnym wobec ich głupoty czy biurokracji... Poza tym nie jest wcale tak latwo z załatwieniem konta w banku, a zwłaszcza chińskiej karty, a mniejszych miastach trzeba nauczyć się podstaw chinskiego, żeby coś zamówic w przecietnej restauracji (gdzie oczywiscie nie ma menu po ang. czy nawet zdjeć potraw)czy załatwić podstawowe sprawy. Wiekszość chinczyków wzg. obcokrajowcow jest sympatyczna, ale zdarzają sie przypadki, ze ktoś robi zdjecia mimo protestow (czy wręcz gania jak paparazzi), czy sie nasmiewa nie wiedząc, ze bialy go rozumie. Poza tym trzeba być stanowczym, bo w pracy bedą probowali dorzucac kolejne obowiązki itp. Generalnie to jest super przygoda, ale rozwiązanie na 1-2 lata. Obcokrajowiec-nauczyciel, nawet jesli pracuje cale zycie w Chinach,nie ma prawa do swiadczen emerytalnych jak nauczyciele chinscy.
        Pozdrawiam!
    • Gość: miguelsuki Praca i wakacje. Chiny - pokaż, jak uczysz IP: 193.37.153.* 11.06.09, 18:07
      w chinach kazdy glupek znajdzie prace (sorry)pod warunkiem, ze jest bialy, a
      blondyn z niebieskimi oczyma to juz w ogole. ja sam stacilem tam ponad rok
      mojego zycia plus 3 lata w innej czesci azji, szczegolnie vietnam mnostwo pracy
      b. dobrze platnej jakies 1500 usd minimum a mozna i 3000 usd jak ktos lubi
      pracowac 12/7, 4000 yuanow miesiecznie plus mieszkanie to zarty i
      wykorzystywanie frajera. za ponizej 12 000 miesiecznie w chrl nie wstalbym i o
      12 w poludnie.
      ogolnie w chinach moze byc fajowo i na luzie tylko trzeba umiec wlazic ludziom
      wiadomo gdzie. ja jakos nie umie.
      kambodza (najpiekniejsze kobiety w azji) ma tez duzo mozliwosci o tajlanidii nie
      wspominajac, prawdziwy paradise for fools,
      jedyne miejsce gdzie lubilem pracowac w azji to byla birma, zupelnie inny swiat
      nie nalezy tez sie podniecac pojeciem university w tych krajach ;)
      nie wspminam tu o mega koszamrach jak korea pld czy tajwan czy nawet japonia (z
      wyjatkiem prawdziwych pozycji na dobrych uni) tego udalo mi sie unikanc, nie raz
      naprawde nie mialem kasy ale zachowalem odrobiny szacunku dla samego siebie

      mnostwo pracy jest na bliskim wschodzie (7 mscy w plecy z zyciorysu w omanie)
      ale to juz jest dla mega twardzieli.

      afryka tez sporo proponuje ale trzeba szukac na miejscu nie przez internet i
      olewac wszystkich nacigaczy , ktorzy zgraniaja kase od uczniow a tobie placa grosze.

      ogllnie rzecz biorac, kocham ameryke lacinak, pensje raczej niskie ale na zycie
      moze wystarczyc i to jest prawdziwa la vida loca

      12 lat w drodze, i chrzanic psy wszystko da sie zjesc a ja ktos chce zmienic
      swiat (w nawiazaniu do tybetu etc. to radze ograniczyc sie do klikania na gadu gadu)

      pzdr
      migueluski
      • Gość: bialychinczyk masz racje migueluski IP: *.static-ip.telepacific.net 11.06.09, 19:16
        ale jak juz idziesz ca ciosem, to czy warto pracowac dla kogos nawet za te 3k$??
        I nie musisz brudzic sobie nosa, wlasnie chinczycy maja pracowac dla ciebie,
        musisz ich tylko pilnowac, bo nie potafia myslec.
        To racja, ze ameryka lacinska jest bardziej atrakcyjniejsza, tylko musisz
        zaczynac dzien od 3 x ron con coca, wtedy nie widzisz brudu i dziur i usmiechow,
        jak masz pieniadze, bo jak sie skoncza?? - bedzie cienko. Widzalem tam jedna
        niemke, zrobili z niej smiec
      • Gość: ciekawy 12000??? IP: *.devs.futuro.pl 15.06.09, 20:16
        A w której części Chin? Też za 18 godzin tygodniowo i 4 miesiące płatnych
        wakacji plus mieszkanie i dodatki? Pytam bo koszty życia różnią się diametralnie
        między miastami i jak ktoś chce wybrać coś poza wielkimi aglomeracjami to chyba
        ciężko z tymi 12000. No chyba że 12/7 :-)
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka