zankoha
14.08.09, 22:00
Drogi internauto,
w miesiącu marcu zrobiłam rezerwację w domu letniskowym MARCIN.Po
przeglądnięciu portalu i zapoznaniu się z warunkami stwierdziliśmy z mężem, że
będzie to miejsce, w którym razem z dziećmi odpoczniemy.
Ku naszemu zdziwieniu w dniu przyjazdu pokoje, w których mieliśmy spędzić
wymarzone wakacje(po siedmiu latach)okazały się małe,a w jednym z nich koło
komina zagościła pleśń.Mało tego w opisie napisane było, że pokój posiada na
wyposażeniu lodówkę, której oczywiście nie było.Mąż jest fotografem i
stwierdził, że zdjęcia w internecie są robione z dużego konta i dlatego
wydawały się duże.To byśmy jeszcze przełknęli, gdyby uwagi w naszym kierunku
od właściciela domku były uzasadnione.Otóż Pan Gabriel miał pretensje o wszystko:
- że zaglądamy do lodówki za długo,a przecież wiemy gdzie i co mamy w lodówce
- że grill stoi nie w tym miejscu co powinien
- że moja 14 córka nie powinna siedzieć na schodach i opierać się o balustradę
- że korzysta z prądu w łazience u obcych osób(choć wcześniej uzgodniła to z
lokatorami)
- że samochód stoi metr od wyznaczonego do tego miejsca.
A punktem kulminacyjnym było podejście do męża i kazanie mu wyjść na spacer z
naszym dwuletnim synem, ponieważ krzyczy, płacze i przeszkadza innym
odpoczywającym w domku.Oczywiście grzecznościowo zapytałam czy Igorek
zachowuje się zbyt głośno i każdy stwierdził, że jemu to nie przeszkadza "TO
TYLKO DZIECKO".
Proszę mi wierzyć, że nie wytrzymałam i zapytałam właściciela czy nie uważa,
że jest to przesadą, bo nikt z nas tutaj nie przyjechał na kolonię i nie
dostał regulaminu co można, a czego nie można robić.
Powiedziałam właścicielowi, że jeśli nie toleruje dzieci to mógł to napisać w
reklamie.Na to usłyszałam, że jestem bezczelna, że on od nas nie wziął
osobodoby za syna.Więc zapytałam, czy zmieniło by to coś w jego perfidnym,
zachowaniu gdybym uiściła opłatę za dziecko.Pan się nic nie odezwał.
Oczywiście dni mijały, a Pan Gabriel przy kontakcie ze mną obchodził mnie
szerokim łukiem pogwizdując pod nosem.
Oj były momenty ludzkie, kiedy to przyjeżdżali znajomi i żeby się popisać
przed nimi jakim to świetnym jest zarządcą brał mojego syna pokazywał mu
kłada, pozwalał nawet na nim usiąść.
Przeżyliśmy gehennę, a chcieliśmy tylko odpocząć.Nie ukrywam, że Igorek jest
dzieckiem ruchliwym, ale takim jak, każdy dwulatek poznający świat, ciekawy
wszystkiego.Ale żadne z nas nie jest wstanie go powstrzymać przed ruchliwością
i histerią w jaka często wpadają dwulatki.
To nie wszystko w dniu wyjazdu Pan kazał nam opuścić pokój dokładnie o 10
rano.Stał spoglądając na zegarek, tupiąc nogą, że przyjechał już kolega, który
się wprowadza na nasze miejsce.
Przywitał nowe małżeństwo kulturalnie jak nas w pierwszy dzień pobytu.Jak
zobaczyłam, że mają małą córeczkę to pomyślałam, że szkoda mi tych
ludzi.Chyba, że są na specjalnych warunkach tak jak przebywający w tym samym
terminie z rodziną Drogi internauto,
w miesiącu marcu zrobiłam rezerwację w domu letniskowym MARCIN.Po
przeglądnięciu portalu i zapoznaniu się z warunkami stwierdziliśmy z mężem, że
będzie to miejsce, w którym razem z dziećmi odpoczniemy.
Ku naszemu zdziwieniu w dniu przyjazdu pokoje, w których mieliśmy spędzić
wymarzone wakacje(po siedmiu latach)okazały się małe,a w jednym z nich koło
komina zagościła pleśń.Mało tego w opisie napisane było, że pokój posiada na
wyposażeniu lodówkę, której oczywiście nie było.Mąż jest fotografem i
stwierdził, że zdjęcia w internecie są robione z dużego konta i dlatego
wydawały się duże.To byśmy jeszcze przełknęli, gdyby uwagi w naszym kierunku
od właściciela domku były uzasadnione.Otóż Pan Gabriel miał pretensje o wszystko:
- że zaglądamy do lodówki za długo,a przecież wiemy gdzie i co mamy w lodówce
- że grill stoi nie w tym miejscu co powinien
- że moja 14 córka nie powinna siedzieć na schodach i opierać się o balustradę
- że korzysta z prądu w łazience u obcych osób(choć wcześniej uzgodniła to z
lokatorami)
- że samochód stoi metr od wyznaczonego do tego miejsca.
A punktem kulminacyjnym było podejście do męża i kazanie mu wyjść na spacer z
naszym dwuletnim synem, ponieważ krzyczy, płacze i przeszkadza innym
odpoczywającym w domku.Oczywiście grzecznościowo zapytałam czy Igorek
zachowuje się zbyt głośno i każdy stwierdził, że jemu to nie przeszkadza "TO
TYLKO DZIECKO".
Proszę mi wierzyć, że nie wytrzymałam i zapytałam właściciela czy nie uważa,
że jest to przesadą, bo nikt z nas tutaj nie przyjechał na kolonię i nie
dostał regulaminu co można, a czego nie można robić.
Powiedziałam właścicielowi, że jeśli nie toleruje dzieci to mógł to napisać w
reklamie.Na to usłyszałam, że jestem bezczelna, że on od nas nie wziął
osobodoby za syna.Więc zapytałam, czy zmieniło by to coś w jego perfidnym,
zachowaniu gdybym uiściła opłatę za dziecko.Pan się nic nie odezwał.
Oczywiście dni mijały, a Pan Gabriel przy kontakcie ze mną obchodził mnie
szerokim łukiem pogwizdując pod nosem.
Oj były momenty ludzkie, kiedy to przyjeżdżali znajomi i żeby się popisać
przed nimi jakim to świetnym jest zarządcą brał mojego syna pokazywał mu
kłada, pozwalał nawet na nim usiąść.
Przeżyliśmy gehennę, a chcieliśmy tylko odpocząć.Nie ukrywam, że Igorek jest
dzieckiem ruchliwym, ale takim jak, każdy dwulatek poznający świat, ciekawy
wszystkiego.Ale żadne z nas nie jest wstanie go powstrzymać przed ruchliwością
i histerią w jaka często wpadają dwulatki.
To nie wszystko w dniu wyjazdu Pan kazał nam opuścić pokój dokładnie o 10
rano.Stał spoglądając na zegarek, tupiąc nogą, że przyjechał już kolega, który
się wprowadza na nasze miejsce.
Przywitał nowe małżeństwo kulturalnie jak nas w pierwszy dzień pobytu.Jak
zobaczyłam, że mają małą córeczkę to pomyślałam, że szkoda mi tych
ludzi.Chyba, że są na specjalnych warunkach.
Powiedziałam tylko, że dostaną specjalny instruktarz postępowania dziecka w
tym że domku.I tu moja wytrzymałość psychiczna dobiegła końca, kiedy to
stojący obok mnie właściciel powiedział "PANI JUŻ TU NIE POWINNO BYĆ PROSZĘ
WYJŚĆ ZA BRAMĘ"
Nie spakowani do końca bo nie było takiej możliwości wraz z mężem opuściliśmy
posesję.
Z domu rodzinnego wyniosłam szacunek do osób drugich(nie ważne ile mają lat).I
nigdy nie byłam zmuszona walczyć słownie z inna osobą.Wydaje mi się, że nikt
przez 26 lat nie zwrócił Panu właścicielowi uwagi odnośnie jego zachowania,
arogancji i dlatego był zaskoczony, że osoba młodsza jak stwierdził CHAMSKA
uczy go życia.