ale mi zle:(

15.07.04, 19:12
oj dziewczyny....ale mi zle...sad
Moj synek zmarl w listopdzie, zyl cale 6 dni.Ja od tamtego czasu walam sie po
szpitalach z wielkimi i malymi problemami. Chcialabym jak najszybciej zajsc w
ciaze, a ta perspektywa oddala sie ode mnie z dnia na dzien.
Co prawda moja gin zaczyna robic badania w kierunku next ciazy, ale twierdzi,
ze musze zejsc z dawki leku, ktory biore: z 8mg na 4mg.A to zalezy juz tylko
i wylacznie od mojego organizmu.Ten sie przycial i zaczynam powoli
podejrzewac, ze UFO robi na mnie jakies eksperymnty.
Dzisiaj bylam u mojego hematologa,ktory reguluje mi dawkowanie leku.Mialam w
zasadzie pewna nadzieje, ze zejde z dawki w dol.A tu gucio: bierzemy jeszcze
wiecej:12mg.
Znacie jakies zaklecie, ktore przestwai zycie na pozytywniejsze tory? sad
Ja niedlugo postradam zmysly...Jest ktos, kto chce juz teraz sie starac, a
nie moze, musi czekac/
Pozdrawiam Wasz wszystkie...
    • maraguska Re: ale mi zle:( 15.07.04, 19:45
      Ach, zupelnie nie wiem jak Cie pocieszyc...sad
      Jakims wsparciem moze byc jedynie to, ze czuje sie podobnie jak Ty. Tez czasem
      jestem bliska obledu, poronilam 2 ciaze i wciaz szukam dlaczego tak sie
      stalo... A to porownanie do eksperymentow UFO niezwykle trafne! smile)) Ja cale
      zycie tulam sie po lekarzach i cos mi sie zdaje, ze to nie przypadek - tylko
      tez UFO wink
      Cholercia, jakos nie moge uwierzyc, ze mam szanse byc kiedys mama... Robie to,
      co kaza lekarze, ale nadziei we mnie jak na lekarstwo. Wielka podpora sa dla
      mnie 'nasze' fora internetowe (niezwykly to fakt), rowniez przyjaciele i maz -
      choc im staram sie nie smecic bez przerwy. Tutaj moge posmecic wink Najwyzej
      nikt nie odpisze (co sie jeszcze nie zdarzylo), ale ja wyrzuce z siebie troski
      bez wiekszych konsekwencji...
      Monia, to wszystko MUSI miec jakis sens.
      Kiepskie to pocieszenie, ale ja coraz czesciej mysle o tym, ze byc moze nie
      jest mi dane miec swojego dziecka, bo jest mi pisany jakis maluch czekajacy na
      adopcje... Byc moze to adoptowane dziecko ma byc moim najwiekszym szczesciem, a
      ja i moj maz jego szczesciem, jego prawdziwymi rodzicami... Nie wiem, tak sobie
      czasem gdybam...

      Mocne usciski,
      Aga
      • kiciek2 Re: ale mi zle:( 15.07.04, 20:08
        hej!!1 tez niestety nie wiem jak cię pocieszyć, i też jest mi strasznie żle sad
        właśnie przed chwila dowiedziałam się, że przyjaciółka jest w ciaży, i to jak
        zwykle ot tak, wpadli......To już chyba 6 znajoma, której ciąże będę sledzić od
        początka do końca, zdjęcia USG, opowiadania jak jest cudownie jak sie czuje
        tuch dziecka...... Mnie sie nawet jeszcze nie udało zajśc w ciąże (2 lata
        starań) i mam coraz mniej wiary że sie uda.......
        pozdrawiam i zycze wytrwałosci i cierpliwości!!!!!.... sobie też...
    • moniao1 Re: ale mi zle:( 15.07.04, 20:24
      A ze forum pomaga "jakos", to sie i zgodze....najpierw trafilam na "chore
      dziecko, strata dziecka".Po jakims czasie swiadomie zrezygnowalam z zagladania
      tem, bo nie mialam juz sily..sad
      Zaczelam szperac tu i tam i zamelinowalam sie poki co tutaj wlasnie...
      Tu mi lepiejsmile Ciesze sie szczesciem kazdej kobitki, ktora zafasolkowalasmile
      Buuu..chcialabym, zeby ktos cieszyl sie tak kiedys i moim szczesciem...
      Rany...zebysmy dolaczyly to tych Szczesciar...O niczym innym nie mysle, dostaje
      juz centralnego swira...
      UFO, swiry...na co zszedl ten swiat??
      i ja rowniez sciskam Was cieplo w ten paskudny, pochmurny wieczor
      • 1nova Re: ale mi zle:( 15.07.04, 22:20
        Oj, jak ja dobrze Was rozumiem. Ja mam za soba ponad trzy lata staran i ...
        nic. Kicha. Kompletna klapa. Bez przerwy co raz to nowe koncepcje, nowe
        leczenie, wszystko bez rezultatu. A mnie sie nie udalo nawet raz, przez chwilke
        ujrzec dwoch kresek na tescie. Trace nadzieje, nie wierze juz w kolejna
        terapie - teraz mnie czeka kilka miesiecy przerwy w staraniach i
        farmakologiczne leczenie endometriozy. Teraz na odmiane zafunduje sobie
        menopauze a i tak guzik mi to pomoze. Chce mi sie wyc. Co ja komu zrobilam?...
        Nova
        • maraguska Re: ale mi zle:( 15.07.04, 22:37
          >Chce mi sie wyc. Co ja komu zrobilam?...

          Kochana, nic nikomu nie zrobilysmy... Choc ja tez mam czasem takie mysli,
          szukam w glowie zlych czynow jakie popelnilam, zlych mysli... Wtedy mysle:
          acha, to pewnie kara za to, za tamto... To oczywiscie wierutna bzdura. Nie
          wolno tak myslec. Ja ostatnio - tak, jak juz wyzej pisalam - staram sie szukac
          w tym wszystkim sensu. A jest to bardzo trudne. Wokol kolezanki w ciazy,
          szczesliwe i zdrowe...
          W tej chwili jest trzeci dzien (a wlasciwie wieczor) z rzedu kiedy zapijam moj
          smutek ginem z tonikiem... Tak mi jakos lepiej, lzej, spada napiecie i mysli
          jakies takie mniej chaotyczne, nerwowe...

          Trzymaj sie Nova, nie poddawaj sie.
          Buziaki,
          Aga.
          • 1nova Re: ale mi zle:( 15.07.04, 23:18
            Ja wiem, ze to myslenie bez sensu, ale jakos ostatnio sensu w niczym nie moge
            zlapac. Na codzien sie trzymam i staram sie zyc w miare normalnie, ale sa dni
            kiedy jest to bardzo, bardzo trudne. Nie chce martwic dodatkowo meza, wiec
            wyplakuje sie Wam na forum. Ja juz naprawde "wysiadam", konca tego wszystkiego
            nie widac, nie mowiac juz o szczesliwym zakonczeniu. Dzieki za cieple slowa smile
            Nova
    • magdulka26 Re: ale mi zle:( 16.07.04, 16:30
      Chyba każda z nas ma większę i mniejsze problemy.Są w zyciu dniu trudne i
      ciężkie,ale musimy byc silne i brnąć dalej do przodu.Ja chyba też przechodzę
      kryzys i odstawiałm w tym cyklu wiesiołka a zostałam przy foliku.Najgorzej jest
      mi sie pozbierac po spotakniu z kolezankami które noszą w sobie swoje
      pociechy ,i jak za przekór losu mam ich obecnie 4.Jak widzę je robi mi sie
      smutno .Właśnie dziś się do jedej z nich wybieram z mężem.Potrafię pocieszać
      koleznkę która stara sie już ponad 2 lata o dziecko a sama nie potrafię siebie
      pocieszyć.staram sie byc optymistką i zdać się na los.Wiem jedno i tego się
      trzymam ,może wam sie to wyda śmieszne i mało orginalne.Ktoś kto czuwa nad nami
      ma co do nas swój plan i to czy będziemy mamami zalezy tylko i wyłącznie od
      niego.Wierzę mocno ,ze obdarzy nas tym szczęściem którego tak bardzo pragniemy.
      Kiedys przeczytałam takie mądre zdanie "Dla Boga nie ma rzeczy
      niemozliwych" .Niech to będzie naszym drogowskazem i wyznacza nam drogę na
      każdy nastepny dzień.Dziewczynki głowa do góry na pewno zobaczymy te upragnione
      IIi będziemy płakać ze szczęścia.
      Pozdrawiam was bardzo gorąco ,nie traćmy nadzieji.Pozdrawiam Magda.
Pełna wersja