kama1312
31.08.13, 13:53
od 1,5 roku staramy się z mężem o dziecko.... Ostatni rok dosłownie całe życie stało na głowie, wszystko kręciło się w okół lekarzy, badań i szukania przyczyn niepłodności....
W między czasie, pod presją rodziców, wykonałam badanie na chorobę genetyczną - dystrofię miotoniczną typu 1, kóra zdiagnozowano u mojego taty.
Myślałam, że bez względu na wynik, nie zmienię planów dotyczących starań o dziecko...
Kilka dni temu dostałam wynik.... niestety tato przekazał mi ten gen i od razu zmieniło się moje patrzenie na dalsze starania....
Jest to choroba dziedziczna, prawdopodobieństwo przekazania jej dalej wynosi 50%, czyli dużo...
I niestety nigdy nie wiadomo jaki typ tej choroby dostanie dziecko, jeśli odziedziczy ten gen (wrodzona, dziecięca, typowa 20-30lat, bądź późna) Typy te mówią o tym, kiedy choroba zaczyna się objawiać. U mojego taty jest to typ starczy... 1sze objawy miał w wieku 50 lat. Ja mam 27 lat i żadnych objawów, więc daj Boże, bym miała jak tata, bądź jeszcze lżej...
Ale niestety przy dziedziczeniu tej choroby od matki, czesto się zdarza, że choroba i objawy się nasilają.... Czyli moje dziecko, jeśli dostanie ten gen, może mieć gorzej niż ja, może nawet mieć te najgorszą wersję, czyli wrodzoną....
Od kilku dni wariuję, bo nie chce skazywać dziecka na chorobe, nie wiem czy sama bym sobie z tym poradziła... ale z drugiej strony, czy to nie głupie zrezygnować z upragnionego dziecka tylko dlatego, że jest szansa (a nie pewność) że będzie chore??? Choć 50% to dużo....

Co o tym myślicie, jak byście do tego podeszły?
A może któraś z Was była lub jest w podobnej sytuacji?
Ostatnie półtora roku staran o dziecko.... a teraz nagle.... pierwsza owulacja, kiedy "uważamy"... czy to nie głupie???!