kaja5
04.09.13, 09:18
Podczytuje wątki kobiet starających się o dziecko. Staram się rozumieć ich ból i rozczarowanie gdy widzą tylko I kreskę na teście, albo co gorsza gdy kreski są dwie a potem okazuje się że niestety ciąża się nie utrzymała.
Widzę też że fajnie się wspieracie. Jednak zastanawiam się czy czasem nie przesadzacie.
Podam taki przykład, kobieta wkleja test ciążowy na którym jest jedna mocna krecha, no i niby jakiś cień drugiej, który ona widzi (ja tego nie potrafię zobaczyć na zdjęciach, przyglądam się ale na prawdę widzę jedną kreskę), a forumowiczki sugerując się tym co pisze autorka wątku też widzą tą kreskę. Pocieszają dziewczynę, że na pewno ta kreska za 2 dni ściemnieje, wysyłają na betę (kolejny miesiąc z rzędu), bo to na pewno ciąża, niektóre już gratulują. Ja aż proszę męża by zerknął na ten wklejony test i powiedział mi czy ja jestem ślepa czy ta druga kreska którą wszystkie oprócz mnie widzą na prawdę jest. Mąż zaprzecza. Wątek się rozwija. Dziewczyna jest już nakręcona na ciąże, już ma objawy. A wszystkie forumowiczki zamiast racjonalnie jej powiedzieć "chyba ci się wydaje, kreski nie ma" to jeszcze bardziej nakręcają tą kobietę. Dziewczyna leci na betę a tam wynik mniej niż

No i potworne rozczarowanie (po tym już jej nawet na forum nie widziałam albo zmieniła nick z rozpaczy może też dlatego że tak łatwo dała się wkręcić...).
Takich sytuacji jest masa. Wzajemnie się nakręcacie na ciąże, wmawiacie sobie objawy, gratulujecie ciąży, a potem okazuje się że ciąży nie ma, a jest za to większe rozczarowanie. Ja bym wolała by mi ktoś racjonalnie powiedział, że "jest jedna kreska, drugiej nie widać" i koniec, bez żadnego nakręcania. Jak by się okazało, że jestem w ciąży to super, a jeśli nie, to trudno, byłoby rozczarowanie ale nie aż takie jakie bym miała gdyby wszyscy na forum gratulowali mi ciąży której nie ma.
Tak samo ostatnio wyczytałam, że kobieta słyszała akcje serca na usg, na następnym usg akcji serca nie było, dostała skierowanie na zabieg i... kobiety na forum piszą że to jeszcze nie wiadomo, że może będzie wszystko dobrze.
Wiem, że macie dobre intencje, że staracie się nawzajem pocieszyć, że nadzieja umiera ostatnia. Ale czasem mam wrażenie że taka pocieszana kobieta (gdzie z góry wiadomo, że ciąża się nie utrzyma) bardziej potem jest rozczarowana. Wiem, że czasem trudno jest napisać, że ciąża się nie utrzyma bo np. beta jest słaba, ale po co pisać kobiecie - która ma betę dużo poniżej normy - że wszystko będzie dobrze i beta o niczym nie świadczy, że czasem źle przyrasta. Moja lekarka nie spotkała się z przypadkiem zdrowej ciąży i słabej bety wiec jeśli tak się zdarza to na prawdę jest to może 1%... Po co dawać sobie złudne nadzieje? A potem jest duże rozczarowanie.