panimaciejowa
03.10.13, 12:00
Witam,
Może któraś z Was mi podpowie. W skrócie nasza historia:
Od dwóch lat staramy się o dziecko. Mimo licznych opinii lekarzy, że i ja (27l.) i mąż (28l.) jesteśmy zdrowi (mamy komplet badań, z których przez chwilę jedna lekarka endo wywnioskowała hashimoto, co ostatnio zdementował kolejny specjalista gin-endo) - ciąży brak. Aktualnie biorę euthyrox (dawka 75), bromergon (2x1/2tab), luteina (1x1 od 18 dc), selen (2x1). Od początku starań mam prawidłową gospodarkę hormonalną, piękne regularne owulacje - każda z jednym pęcherzykiem, dużo śluzu płodnego - każdy lekarz wręcz zachwyca się przy okazji monitoringu. A tu nagle na ostatniej wizycie ten sam lekarz, który twierdzi, że nie mam hashimoto (aktualnie tsh=1,97 przy euthyroxie 75), przepisał mi clostibegyt - mam go brac w nastepnym cyklu w 5-9dc w dawce 1/2tab dziennie. Mam pewne wątpliwości, czy przy moich owulacjach ten lek jest w ogóle potrzebny? Lekarz nie zalecił nawet monitoringu owulacji przy stosowaniu clo... Jedynie wizyta jeśli ciąży nadal nie będzie. Naczytałam się jakie moga być skutki uboczne (torbiele itp.) i mam strach w oczach.
Mam takie mieszane uczucia, że cholera mnie bierze. Niby trafiamy do samych "dobrych lekarzy" (z polecenia, z dobrą opinią, oczywiście NIE na NFZ) a cały czas efektów nie ma. Każdy lekarz podważa opinię poprzedniego, zgłupieć można - już im nie ufam. Jesteśmy po dwóch inseminacjach, zastanawiamy się nad in-vitro z początkiem 2014. Brak mi już pomysłów... A psycha siada