Co za życie...

02.11.04, 15:40
znów przyszła @, spóźniona, ale jednak przyszła. trzeci cykl staran na nic.Wściekła jestem na siebie, bo po odstawieniu tabletek anty (brałam je miesiąc, musiałam odstawić, bo fatalnie się po nich czułam) tak mi się wszystko rozregulowało, że już nawet nie wiem, czy mam owu czy nie. Przed pigułami cykle miałam jak w zegarku, książkowe, a teraz wszystko stoi na głowie. Płakać mi się chce, że przez głupie piguły będę musiała się leczyć nie wiadomo jak długo i nie wiadomo z jakim skutkiem.
Teraz nie bardzo wiem, co robić - chcę przez miesiąc pić ziółka i brać castagnus. Chodzi o to, czy na ten miesiąc zawiesić starania, czy działać. Wydaje mi się, że lepiej byłoby zawiesić, bo nie wiem, jak to jest z zażywaniem castagnusa i ziółkami a ewentualną ciążą. WIem, że trzy cykle to mało, ale pewnie gdyby nie moje lenistwo i branie piguł, nie byłoby pewnie tylu nerwów.
Ech, życie... wyc mi się chce z żalu
podczytująca i z rzadka pisząca
Kawka
    • anetka.sk Re: Co za życie... 02.11.04, 16:29
      Niestety takie życie, jedni mają a drudzy bardzo by chcieli, ale sa problemy. U
      nas teraz zaczyna sie drugi cykl starania i mam nadzieje, że zakończy sie
      sukcesem. Pozdrawiam i trzymam za Was kciuki, będzie wszystko OK i napewno sie
      uda
      Aneta gg 85543
      • magdulka26 Re: Co za życie... 02.11.04, 16:34
        Wiem że jest trudno jest pozbierać jak przychodzi @ .Ale załamywanie rąk i
        płakanie nic tu nie pomoże.Trzeba wziąść się w garść i iść do przodu.Przecież
        kiedyś się nam uda smile)))
        • kawka74 Re: Co za życie... 02.11.04, 16:41
          ja już jestem bardziej optymistycznie nastawiona, niż przed godziną smile wkurza mnie tylko to, że gdyby nie piguły, byłoby prawdopodobnie znacznie łatwiej. Po prostu jestem zła, że prawdopodobnie moje obecne komplikacje zafundowałam sobie na własne życzenie, stąd moja gorycz. Ale co tam, wszystko przed nami.
          Prawdę mówiąc najbardziej nie lubię dni pomiędzy owu a @. Po owu... koszmar. Udało się czy się nie udało. Jest fasolka czy jej nie ma. Testować czy nie testować. Obłędu można dostać. Kiedy już @ przyjdzie, wiadomo, że już można zacierać rączki na następny cykl starań i człowiek jest pełen nadziei. No, u mnie @ przyszła, więc wszystko znów przede mną. smile
    • bluebebe Re: Co za życie... 03.11.04, 17:20
      kawko74, ja jestem w bardzo podobnej sytuacji. Przed diane35, którą brałam 8
      lat było wszystko świetnie z cyklami teraz mija już 6 cykl od odstawienia i
      jest coraz gorzej. Też sobie zaaplikowałam castagnus i myślę, że dzięki niemu
      miałam owu w ostatnim cyklu, bo w przedostatnim nie miałam. Jutro idę do gina
      wypłakać mu się bo mi te tablety pół życia już odebrały. Najgorsze jest to, że
      jak chciałam 3 lata temu odstawić to mi moja ówczesna ginka stanowczo
      odradziła. Przecież ja dopiero teraz dowiaduję się, że nie powinnam była tyle
      czasu brać diane.
      Ale co mi da narzekanie? Nie zmienie już tego. Myślę o tym co jest teraz. Albo
      o tym co będzie. Nawet się nie skapnęłam, że 6 cykl starań mi się zaczął. I co
      z tego? Jak będzie to będzie. Ważne, że jak będzie to żeby było zdrowe,ale to
      już inny temat.
      Walczę o każdą optymistyczną chwilę w swoim życiu,
      pozdrawiam Cię
    • zebra102 Re: Co za życie... 03.11.04, 17:27
      Ja też brałam diane35 przez bardzo długo. Po odstawieniu udało się w 3 cyklu,
      czyli nieźle po 30tce. Niestety radość tylko do czasu ... czyli do 14 tygodnia
      ciąży. Teraz moje cykle nie są może jak w zegarku ale raz 27 raz 25 a ostatnio
      równo 26 dni. Wniosek, że może rozhuśtane cykle wcale nie po pigułach tylko
      byłyby tak czy inaczej. Życzę powodzenia w "dostrojeniu" i cieplutko
      pozdrawiam.
    • kawka74 Re: Co za życie... 03.11.04, 18:27
      jakoś milej mi się robi, kiedy czytam Wasze posty smile co prawda zamierzam się z forum wyprowadzić aż do chwili, kiedy nie zaciążę, a przynajmniej nieco sobie odpuścić z siedzeniem na forum godzinami, ale nie jest to łatwe, oj, nie...
      Wrodzony optymizm nie pozwala mi jednak załamywać rąk, nie cierpię nie robić nic poza użalaniem się nad sobą. Od wczoraj łykam castagnus, od dzisiaj piję ziółka (myślałam, że będzie źle, ale są całkiem smaczne), w następny piątek idę do gina po skierowanie na badania. To się w końcu musi uregulować, a ziółka i castagnus mogą mi tylko pomóc. TRzymam kciuki, kochane, za Was i za siebie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja