tola79
16.02.05, 08:30
Nie wiem, co o tym wszystkim mysleć? Może to ja niepotrzebnie panikuję?
Posłuchajcie.
Staramy się od ok. 7 m-cy (w sumie) i niestety, jak dotąd nic. Pomyslałam, że
warto byłoby sprawdzić, czy wszystko ok, może jakieś badania hormonów...
Poszłam do mojego lekarza - to facet niezbyt rozmowny, ale zawsze uważałam
go za solidnego (wyleczył mi nadżerkę, z którą miałam długo problem).
Powiedziałam więc, że się staramy itd. W odpowiedzi usłyszałam, że: problem
bardzo często leży po stronie mężczyzny, więc od niego należałoby kiedyś tam
zacząć - kiedyś, bo na pewno nie teraz, a najlepiej to za rok mam przyjść,
jak się nie uda; że przyczyn takiego stanu może być bardzo dużo, jedne są
usuwalne, inne nie, ale jest teraz tyle metod pozaustrojowych... A tak w
ogóle to oczywiście mam wyluzować, poczekać do lata, pojechać na urlop i na
pewno się uda. Wszystko pięknie, tylko że czas leci i wolałabym cokolwiek
sprawdzić teraz, niż za ten rok dowiedzieć się, że mozna było ewentualny
problem zlikwidować już dawno, a nie dopiero wtedy zaczynać wszystkie
badania... Dziewczyny, powiedzcie, czy nie przesadzam, ale czuję się
jak "zepchnięta" po prostu...