gaga12
07.04.05, 16:02
Kochane dziewczynki!
czytam Wasze posty i sie tak zastanawiam, ze ten swiat to strasznie
niesprawiedliwy jest.....jak to jest, ze jednej udaje sie bez wiekszych
klopotow a inne musze cierpiec przez dlugi czas.....od czego to wszystko
zalezy czy jest w tym jakis sens? i wiecie co wydaje mi sie, ze jest....kazdy
z nas ma swoj krzyz i kazdy musi sobie z tym poradzic....
ja tez poronilam...to bylo w ubiglym roku Po prawie roku staran udalo sie.
upragnion dwie kreseczki, radosc i obawa co dalej, pamietam, ze nie moglismy
usnac tego wieczoru, w myslach juz widzielismy naszego dzidizusia,
wybieralismy imiona i zatanawilismy sie jak przemeblowac mieszkanie, gdzie
bedzie stalo lozeczki itd....niestety po 7 tyg. zabieg.....bol i zal do
calego swiata, morze lez a potem zlosc i niewiara, ze juz nic sie nie uda i
ze wlasciwie ja nie chce miec dzieci....powoli, powoli wszystko wracalo do
normy, bylo bardzo ciezko ale mysle, ze wielka milosc jaka jest pomiedzy mna
a moim mezem zwyciezyla wszystko! znow zapragnelam dzidizusia.....po 4 cyklu
staran (juz mialam robic badania hormonow, badania plemnikow itd) a tu w
Wielka Niedziele, w dniu kiedy mialo sie urodzic nasze dziecko (taki mialam
termin) okazalo sie, ze sa II kreseczki (to napewno nie byl zbieg
okolicznosci)! i zamiast radosci pojawil strach i obawa czy bedzie dobrze,
czy tym razem sie uda? i powiedzialam sobie, ze co ma byc to bedzie, nie
pobieglam do lekarza od razu (tak jak to zrobilam wtedy), staram sie zachowac
spokoj, biore witaminki i Folik i czekam cierpliwie na...pierwsza wizyte u
lekarza, na USG i okropnie sie boje....staram sie zaufac Bogu i uwierzyc, ze
bedzie OK....staram sie zyc normalnie i nie zamartwiac sie....
nie wiem jak to sie dalej potoczy...nikt nie wiem.....ale musze ufac i
wierzyc! juz teraz wiem, ze nasza milosc przetrwa wszystko, po tym co sie
stalo bardzo sie dosiebie z mezem zblizylismy, wiecej rozmawiamy, rozumiemy
sie, to nas wzmocnilo.
Zycze Wam z calego serca zeby kazdej z Was sie udalo jak najszybciej to
mozliwe.....ufajcie i wierzcie mimo przeszkod.....cierpienie ma w sobie sens,
trzeba tylko madrze przez nie przejsc i caly czas wierzyc! wsluchajcie sie w
siebie, w swoje organizmy i ufajcie wlasniej intuicji, kobiecej intuicji....
Chcialabym kazda z Was pocieszyc i spowodowac zebyscie mocno wierzyly!
Pozdrawiam Was serdecznie!!!