malgo1001
11.06.05, 13:00
wróciłam właśnie ze szpitala po 4 dniowym pobycie. Zaczęło sie od brudzenia(
brunatne plamieniaI) leżenie cały tydzień do tego 3X dziennie duphaston i no-
spa na ból brzucha. Miałam nadzieję, bo wiem , że to częsty objaw na początku
ciąży- był to 7 tydzień. Kiedy plamienie po 7 dniach wzmozyło sie poleciałam
do gina , zrobił usg i powiedział, ze w każdej chwili moge poronic tzw.
poronienie zagrażające, ale widać zarodek więc jest nadzieja, że jajo płodowe
nie jest puste.
TRAGEDIA....PŁACZ...NADZIEJA...CZEKANIE....
Leżałam następne dni plackiem, kiedy nagle znów sie nasiliło...pojechaliśmy
odrazu z mężem do szpitala...DIAGNOZA-puste jajo płodowe!
.... Histeria... jak to ..przecież robiłam HCG -wzrastało, pęcherzyk sie
powiększył, poprzedni lekarz widział zarodek...
co jest grane, czy jest nadzieja???? Tak. Jest nadzieja.Czekać...
Po 2 godzinach są wyniki HCG-maleje! Ratunku! Ja chcę tej kruszynki,
upragnionej, wyczekanej, wystarANEJ, CO TERAZ...
Czekam do rana, ból brzucha nie do opisania, ale plamienie ustało, ale juz
wiedziałam , że nic z tego...
Rano wizyta lekarzy ...pytam -co dalej , poronienia nie było jeszcze , czy
jest nadzieja? Odpowiedz: co pani tak dopytuje, chyba chce panii tego
dziecka, bo mam wrażenie , że nie .
Chcę- pod nosem odpowiedziałam( jak bardzo... chyba tylko ja wiem i mój mąż,
nawet nie jestem w stanie tego wyrazić w tym amoku)
czekamy jeszcze jeden dzień wszystko ustało.Ale lekarze nie chcieli mnie
najpierw czyscic, chcieli, żebym poroniła sama.
Noc spokojna, , cóż za uczucie ...czekałam na poronienie, chciałam, żeby to
sie juz stało... zawsze to choćby o dzień szybciej do następnego starania.
6 rano-wyleciało wszystko... moja kruszynka... juz byłam spokojana i pełna
sił do nastepnego starania...A jednak... cały czas wybucham płaczem...
Po południu usypiają mnie i czyszczą... przy okazji 9 X mnie kuli,
zanimznaleźli żyłę, przy tym jedna pekła, ale to już słyszałam tracąc
przytomność. po pół godziny przywieźli mnie ból nie do opisania, aż zaczęło
trzepac moim ciałem, ale pokonali mój ból jakimś zastrzykiem. Przeszło...
DIAGNOZA!!!!
BYŁ ZARODEK, ALE OBUMARŁ....OD CZEGO? OD WIRUSA...JAKIEGO? OPRYSZCZKA!
Tak, czułam, czytałam, że u kobiet, które noszą w sobie wirusa opryszczki,
może się uaktywnic około 6 tygodnia co nieczęsto prowadzi do uszkodzenia
płodu.
Myślałam sobie( i tak zresztą wydedukowałam z książki), że chodzi tu o
opryszczke narządów płciowych... ja miałam na wardze, zwykłą opryszczkę,
która zabrała mi moją kruszynke...
Taka to moja historia...
Teraz znów jestem z Wami, byłam tu przez 8 miesięcy zanim sie udało... ale
się udało.
Odczekam 3 miesiące i "do boju", a tymczasem będę śledzic Wasze starania, bo
zaczynam wszystko od nowa