kocio-kocio
21.06.05, 16:23
Podczytuję Was od kilku miesięcy, chociaż sama staram się na tyle krótko, że
nie bardzo mam odwagę się odzywać.
Mój problem jest taki:
Po 10 latach odstawiłam pigułki, moja mama starała się o mnie 2 lata, mam
niewielkie zwapnienia w przysadce, badania wykazują trochę za niski poziom
estrogenów i progesteronu, prolaktyna i cała reszta w normie, jajeczkuję co
drugi miesiąc, mam bardzo krótkie dość bolesne, ale bardzo skąpe miesiączki
(jeden dzień średnio obfity, drugi tylko plamienie).
Dostałam Progynova na podniesienie estrogenów i brałam przez dwa miesiące.
Nic nie pomogła, ale czułam się po niej naprawdę fatalnie, więc odstawiłam po
drugim cyklu (miałam takie wahnięcia nastrojów i kłopoty z koncentracją, że
mnie prawie wywalili z pracy). Duphaston po jajeczkowaniu biorę nadal.
Mój ulubiony lekarz mówi: Nie wariować, wyjechać na wakacje, próbować.
Jesienią wrócić z pozytywnym testem, a jak go nie będzie to będziemy
stymulować jajko w tych leniwych cyklach. Brać tylko Duphaston na wszelki
wypadek.
Polecona przez koleżankę specjalistka od niepłodności wypisuje kolejne
recepty i na mnie wrzeszczy, że jestem niepoważna, że co tam praca i humory,
jak chce się mieć dziecko. Chce dawać CLO od razu. Bez zastanawiania się,
który cykl jaki jest.
Oboje są zgodni, że zwapnienia nie mają nic do rzeczy, kłopoty mamy mogły być
takie same, jak moje i stąd „obciążenie genetyczne”.
Ja się skłaniam ku pomysłowi na przeczekanie, bez faszerowania się hormonami,
bo je źle znoszę, a cała atmosfera u tamtej lekarki sprawia, że zaczynam
panikować.
Dziewczyny, co byście zrobiły na moim miejscu?