krissia
30.10.05, 13:26
Za mną już 12 miesięcy bezowocnych starań.Czuję się wypalona i bezradna.Każdy
miesiąc to nowa niespełniona nadzieja,ale przecież Wy to wszystkie
znacie...Do tej pory poza standardowym badaniem gin. i cytologią nie
sprawdzałam swoich"biologicznych" możliwości.Boję się badań i tego,co mogę
usłyszeć od lekarza,a co może mi odebrać mi reszte spontaniczności i
radości.Wiem,że to brzmi infantylnie i jak sama czytam teraz to ,co
napisałam,wydaje mi sie to głupie,ale po prostu tak jest.Po tych miesiącach
wyczekiwania na cud, pojawił się strach.Strach przed tym,co będzie
dalej.Staram się o tym nie myśleć,ale nie jestem w tym zbyt konsekwentna.12
miesięcy starań to termin od którego,jak podają mądre książki należy pomyśleć
o niepłodności...Wiem,że wiele z Was stara się dłużej ode mnie.Poradzcie
Kochane,jak sobie radzicie same ze sobą.Na pewno też macie chwile
zwątpienia,zawodu,bezsilności,strachu...Niedługo skończę 30-ści lat.Może to
stąd moje frustracje?Może w związku z tym przeżywam jakiś kryzys?Właściwie to
powinnam teraz być bardzo szczęśliwa.Za dwa miesiące wychodzę za
mąż,przygotowania w toku...Cóż,kiedy ja wciąż obsesyjnie myślę o tym,że nie
czuję się spełniona,jako kobieta.Jako mama.