Nie wolno tracić nadzieji

27.11.05, 13:15
Przeszłam chyba wszystko... badania, testy ,inseminacje, poronienie, leki po
których przytyłam niemiłosiernie, załamanie, łzy, smutek, rozczarowania w
każdym miesiącu - że znów sie nie udało...Wszystko było niby w porządku z
badaniami, a jednak blokada psychiczna była nie do przebicia.
"Tak bardzo chcieliśmy dzidziusia,że aż nie mogliśmy".
Po 5 długich latach, udalo się! Dziś mam dwójkę wspaniałych Dzieci
(różnica wieku pomiędzy dziećmi - 2 lata), wytęsknionych i wyczekanych przez
wszystkich. Ciąże obydwie były zagrożone, na lekach, z leżeniem w łóżku,
plamieniem(to był szok!), obniżającym się poziomem progesteronu,
małopłytkowością z zagrożeniem transfuzji krwi, cotgodniowymi badaniami krwi
i usg (do 4 m-ca) nawet cesarskie cięcie mnie nie ominęło, a po porodzie
dzidziuś był chory na wrodzone zapalenie płuc. Oczywiście wyleczone wszpitalu
10- dniową kuracją antybiotykową. Później już wszystko było w porządku,
radość i szczęście.
Warto czasami poczekać i nie tracić nadzieji, czego życzę
wszystkim "starającym się" .Pozdrawiam gorąco.
    • gogolina77 Re: Nie wolno tracić nadzieji 27.11.05, 14:19
      Fajnie,że napisałaś taki list.Ja zaczęłam czwarty rok starań, jestem po
      pierwszej nieudanej IUI i takie wiadomosci są mi bardzo potrzebne.
      Pozdrawiam!
      • marzonko Re: Nie wolno tracić nadzieji 28.11.05, 00:24
        Witajcie obie i Fionamama i Gogolina! Widać nie tylko ja staram się tak długo.
        U mnie "zaledwie" 22 cykl,ale wasze posty napawają mnie optymizmem,może i nam
        się uda Gogolino,w końcu? Życzę tego i tobie i sobie. Trzymajmy się!!!
Pełna wersja