yafffa
20.04.06, 11:00
Dziewczyny drogie, z radosnej perspektywy dwóch kreseczek

)), posyłam Wam
wszystkim moc fluidków i spieszę zapewnić Was, że nie trzeba się koniecznie
na siłę "luzować", jak pewnie wielu Wam doradza. Nakręcającym się też się
udaje, jak tu już napisała kiedyś inna szczęśliwa koleżanka

I ja jestem
tego najlepszym przykładem. Jako że starałam się ponad 1,5 roku, przeszłam
już wiele etapów: od pewności że zaraz się uda, po zwątpienie, mega-doła że
coś ze mną nie tak, po wmawianie sobie na siłę że "mam to w nosie, wcale o
tym nie myslę".
Wcale nieprawda, bo myślałam bez przerwy. 2 dni przed spodziewaną @ test
wyszedł negatywnie i miałam napad histerii

Zwłaszcza że w poprzednim cyklu
mój organizm zrobił mi paskudny numer i mimo leków i monitoringu druga faza
trwała 22 dni

Zrobiłam chyba 6 testów, wszystkie negatywne, a nakręcałam
się jak nie wiem. Zupełnie poważnie zastanawiałam się nad wizytą u psychologa.
Wydaje mi się po prostu, że nie ma magicznych recept. Że na każdą musi
przyjśc właściwy czas. I jedyne, co mozna robic, to starać się zachować
równowagę (choć to trudne po każdej kolejnej @)), nie wmawiać sobie nic, broń
Boże się nie oskarżać ("bo to wszystko przez to, że ja się denerwuję"...). I
starać się żyć tym dniem dzisiejszym. Zajmować się czymś, pracować, chodzić
na spacery, cieszyć z wiosny. Co ma byc, to bedzie i juz

Jedyne, co mogę jeszcze doradzić, to nie zwlekanie z odwiedzaniem lekarza, bo
moje "stresy" okazały się tak naprawdę brakiem owulacji. Która "zaskoczyła"
po zestawie Clostilbegyt + Pregnyl + Duphaston i w czwartym wspomaganym cyklu
się udało