tracę nadzieję...-pocieszcie

26.04.06, 10:01
nie linczujcie mnie za to ,że juz po 4cyklu tracę nadzieję,mimo,ze mam juz
dzieci....,ale 4razy była owulacja potwierdzona,kochanie
wcelowane ,leki,nasienie-ok.na inne badania siły nie mam,zreszta nikt mnie na
nie nie skierował,moze to nasza niezgodnosc partnerska(nowy mąz)?...jak mi
zle,nie dopuszczam do siebie mysli,ze mi sie nie uda,ale moze lepiej pogodzić
sie ,ze prawdopodobnie sie nie uda?.sorki-musiałam sie wygadać...o swoje
pierwsze dziecko mąz(w poprzednim związku narzeczona zgineła tragicznie w
wypadku w 7 miesiącu),starał sie 7lat!.ale wtedy bez celowania,badań
itp.prośmy papieza wzajemnie,zeby wysłuchał naszych prósb-wszystkich tu
starających sie,szczególnie o pierwsze dziecko...
    • sylvia_b Re: tracę nadzieję...-pocieszcie 26.04.06, 10:43
      Moja Droga! Tylko sie nie załamuj!
      Nie wiem co Ci powiedziec, bo samej nie jest mi lekko i psychicznie czuje się
      na totalnym dnie. Ale wierzę, że wszystko sie jeszcze ułozy i będzie dobrze.
      Nie wiem jak i nie wiem kiedy, ale ufam, ze tak bedzie.
      Tez codziennie modle sie o cud i własnie kiedy sie juz tymi modłami załamałam,
      bo powtarzam je od pół roku codziennie równiez do wszystkich możliwych
      świetych, i kiedy stwierdziłam, że Bóg ma mnie chyba głęboko gdzieś albo
      wystawia na ciężka próbę, bo nie zwraca na mnie uwagi i robi wszystko na
      przekór, przeczytałam gdzies przypadkiem, że nie wolno sie poddawać i tak jak
      ja zaniechać tego wołania o cud. A potem sobie przypomniałam, kiedy pomyślałam,
      że prosze o zbyt wiele (nie wiem na ile jesteś/cie wierzące, w jakiej wierze i
      ja te słowa odbierzecie. Ja jestem wierząca, ale nie zdewociała wink), że innym
      razem usłyszałam, iż św. Faustynie podczas objawienia Jezus powiedział, by
      ludzie prosili go o wiele, bo on chce wiele ludziom dać, a nowy papież z kolei
      powiedział, że jak się Boga o cos długo prosi, to wysłucha. Więc proszę nadal i
      wierzę, że mnie nie opuśił (mimo, iż wedle moich postępków już dawno powinien
      to zrobić ;-/ )
      Czwarty cykl, to jeszcze nie długo. Nam sie wydaje, że o ciążę tak łatwo po
      ilości "wpadek", o jakich sie wokół słyszy. A wcale tak nie jest. Jeśli Twój
      mąż ma badania w porządku, to może tak długo sie starał, bo jego poprzednia
      narzeczona miała jakieś problemy? Nie wiem. Ty wiesz, że możesz mieć dzieci, bo
      je juz masz wink Głowa do góry. Grunt to się nie denerwować, nie chciec na siłę,
      bo wtedy buntuje się przysadka mózgowa. Ja myślę, że nie zaszłam, bo za bardzo
      chciałam, bo po prawdopodobnej ciąży biochemicznej za jedyny cel do osiagnięcia
      jaki sobie postawiłam było zajść w ciążę tu i teraz, właśnie w tym cyklu.
      Pewnie gdybym o tym wcale nie myślała (tak jak za pierwszym razem), to udałoby
      sie od strzału.
      • mamamisi2 Re: tracę nadzieję...-pocieszcie 26.04.06, 11:01
        dziękuje kochana-będe za Ciebie tez sie modlic,mysle sobie,ze los wie
        najlepiej,mi teraz wypadły rozprawy sądowe o podwyzszenie alimentów,były
        zaczyna robić trudności ,ze sprzedazą mieszkania -coś sie kompilkuje,zatem nie
        wiem,jak by to wpłyneło na ciąze ...moze podswiadomośc tego.ze tyle od roku
        dzieje sie w moim zyciu-mnie blokuje?.nie wiem ile lat jeszcze będzie sie
        ciągneło regulowanie moich spraw,ale będe starac sie do skutku-mam codownego
        faceta-kapitalne córki,i musi byc dobrze-całusy Sylwio
        • aneczka002 Re: tracę nadzieję...-pocieszcie 26.04.06, 12:14
          jesli chcesz to Cie pociesze .. przedstawie Ci swoja sytuację... i lepiej Ci
          sie zrobismile otórz po 8 cylklach poszłam do gina wyszedł mi otorbiony 14 mm
          pęcherzykami prawy jajnik lewy też ale w mniejszym stopniu.. więc dostał
          luteine od 16 dc itd.. jak juz oswoiłam sie z tym dowiedziałam się ze mój mąż
          ma podejrzenie zarażenia wirusem HCV (zapalenia wątroby typu C - ten
          najbardziej wredny) no i narazie zrobił testy anty HCV wyszedł pozytywnysadsad
          teraz musimy otworzyc portwel i porobić badania czy rzeczywiscie w krwi
          wyrstępuje wirus (bo poprzednie badania wykrywaja tylko przeciwciała na ten
          wirus)... te badanie jest genetyczne i kosztuje 500 zł.. ale jestem zapłacić
          każdą kwote zeby juz wyjsć z tej niepewności... wrazie wyjdzie pozytywnie i ten
          wynik czeka nas latanie po lekarzach i odłozenie starnek bo po lekach na tą
          chorobe plemniki przez jakiś czas nie nadają sie do zapłodnienia...
          Wiec prosze pomódł się i za mnie i mojego męza....
          Powodzenia
          Ania
          • monjan Re: tracę nadzieję...-pocieszcie 26.04.06, 13:33
            ojej Aneczko!! to przykre!!
            modle sie za Was dziewczyny i za siebie
            bedzie dobrze!!!
Pełna wersja