anulka322
02.05.07, 22:22
Dzisiaj mąż oznajmił mi, że chcą go wysłać dalej w trasę, choć nie
widzieliśmy się już 2 tygodnie a może go nie być następne 2. Poprzedni cykl
nas ominął , choć miałam niwielką nadzieję, że może jednak się udało. Ale
albo starania są obustronne albo chyba dać sobie spokój! Tylko jak? Po
poronieniu trzymała mnie cały czas nadzieja, że będę znowu w ciąży, że mam
kolejną szansę. Wiedziałam, że muszę trochę poczekać, do tego problemy z
endometrium, trochę leczenia, więc dałam sobie na luz. Ale teraz kiedy wiem,
że mogę się znowu starać, odstawiłam tabletki to łapie mnie jakaś schiza.
Wszystkie moje problemy jednak by zniknęły, gdybym męża miała na miejsu, a
on w międzyczasie zmienił pracę i tyle.Twierdzi, że kiedyś nam się uda i się
wcelujemy, ale ja mu tłumaczę, że cuda się nie zdażają, bo to czysta
biologia, wiem, kiedy mam owulację a my ją omijamy szerokim łukiem. Skoro
regularnie współyjąca para ma 40% szans na ciążę za pierwszym razem, to my
jeśli celujemy w co 4 cykl(przy sprzyjających układach) to jakie mamy
szanse? zaczynam świrować i mieć żal do męża, bo sam zaczął pierwszy myśleć o
dziecku a teraz ja się bardziej nakręcam. Wiem, że to jego praca , ale jak
teraz jego wyjazd się przedłuży o następne dwa tygodnie to znowu przegapimy
owulacje i tak w kółko. Juz mam tego dosyć a mam prawie 34 lata i czasu już
niewiele. Potrzymuje mnie jedynie na duchu myśl, że zbliża się lato,
planujemy urlop w sierpniu i wrześniu, więc może? Przepraszam za te żale, ale
musiałam sobie ulżyć! Oby Wam Moje Drogie było łatwiej, życzę powodzenia!