lacianka
06.01.08, 05:19
Witajcie Kochane Staraczki

Chcialam podzielic sie z Wami moja historia, byc moze czesc z Was mnie pamieta, bylam na tym forum jakis czas, ale kiedy minal rok naszych staranek zmuszona bylam przejsc na forum "Nieplodnosc"

w czerwcu zeszlego juz roku uplynal rok naszych bezowocnych staranek. Chociaz wszyscy wokol radzili spokojnie poczekac, wyluzowac sie, my zdecydowalismy sie na wizyte w specjalistycznej klinice. Moje badania (hormony, usg, badanie ginekologiczne) nie wskazywaly zadnych nieprawidlowosci. Dr polecil badanie meza. No i wynik zbil nas z nog. Nie dosc, ze plemnikow bylo malo, praktycznie bezruchu to jeszcze morfologia wskazywala jedynie na 8% form prawidlowych

zalamalismy sie, a maz w szczegolnosci, bo wiadomo co taki wynik oznacza dla mezyczyzny. Dr tez nie dawal wiekszych szans na poprawe, ale jak wiadomo w takich przypadkach - na jednym wyniku opierac sie nie mozna, wiec zalecil 3-miesieczna witaminowa kuracje i we wrzesniu powtorzylismy badanie. Niestety zadnej poprawy. Z takimi parametrami nasienia inseminacja nie dawala zadnych szans i jednyna mozliwoscia dla nas okazalo sie in vitro. Wierzcie mi to brzmialo jak wyrok. Nawet do konca nie zdawalam sobie sprawy na czym to wszystko polega, bo ten temat byl zawsze dla mnie tak odlegly ze nie zawracalam sobie tym glowy. No ale zdecydowalismy sie. Pod koniec pazdziernika rozpoczelam stymulacje, a 2 listopada odbyl sie transfer. Nie czulam sie dobrze, jajniki bolaly tak bardzo ze caly czas lezalam. Potem najdluzsze oczekiwanie, 12 dni meki czekania na badanie bety. Nie wytrzymalam i 10 dni po transferze zrobilam sikanca i wyszly II kreseczki. Druga bledziutka ale byla. Obudzilam meza o 5 rano i oboje ze lzami w oczach wpatrywalismy sie w moj tescik. Dzien pozniej beta wyniosla 164. Odebralam badania i radosci nie bylo konca. Wrocilam do domu, poszlam siusiu i z przerazeniem stwierdzilam ze krwawie. Bylam zalamana, dr zalecil lezec plackiem i czekac. Caly czas bralam leki na podtrzymanie ciazy. Kilka dni mialam brazowe plamienia, ale lezalam, wstawalam tylko do toalety. No i tydzien pozniej zobaczylam na usg pierwszy raz moje malenstwo, a 3 tygodnie pozniej bijace serduszko. Najcudowniejszy widok w moim zyciu. Teraz jestem w 12tc i podziwiam kazdego dnia powiekszajacy sie brzuszek. Mam nadzieje ze nie zanudzilam Was moja historia. Chcialam Wam tylko pokazac, ze wazne jest by dazyc do tego celu, nie poddawac sie i nie zalamywac porazkami. No i nie czekajcie z wizyta u specjalisty, bo to naprawde niezwykle wazne zeby znalazl sie ktos to ustali plan dzialania. No i koniecznie zanim bedziecie badac siebie, namowcie meza na badanie. Pomoze to zaoszczedzic sporo czasu, a tak naprawde nasi panowie nie do konca zdaja sobie sprawe ze czesto ten problem lezy wlasnie po ich stronie. Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i zycze udanego 2008 roku i oczywiscie upragnionych II kreseczek i bijacych serduszek na usg