Normalni czy nie?

28.08.08, 20:16
Nawiązując do pytania Groszkowej o moich teściów:

1. Teściowa jest autorką złotej myśli "niepłodność to nie tragedia".
Smaku dodaje fakt, ze wypowiedziała ją w pięć minut po gorączkowym
pytaniu o to, kiedy bedzie miała wnuczkę (wnuczkę Kasię, bo to już
postanowiła).

2. Żadne z nich na wiadomość o ciąży nie przyszło ani nie
zadzwoniło. Wczoraj widziałam się z teściową i nie odniosła się do
ciaży ani słowem. Ani gratuluję, ani jak się czujesz. Nic. Brak
tematu.

3. Teściowa namówiła męża, żebyśmy zrobili analizy w NFZowej
przychodni, w ktorej pracuje (bo taniej będzie) i to, że tam
poszłam, potraktowała, jak się okazuje, jako pozwolenie na
rozmawianie ze wszystkimi kolegami i koleżankami z pracy o tym, że
jestem w ciąży. To akurat mi nawet nie przeszkadza, czego oczy nie
widzą, tego sercu nie żal. Ale dziś otrzymałam za pośrednictwem męża
rady na temat tego, w którym szpitalu mamy rodzić. Krew mnie zalała,
bo po pierwsze to ja pisałam pracę magisterską o rodzeniu, to ja (i
moja Mama) jestem na bieżąco, a po drugie argument był 'bo tam
lepiej leczą powikłania'. Ja nie będę się, kurde, wikłać, tylko
rodzić! Dobrze, że biedaczka nie wie, że planujemy poród poza
szpitalem.

4. Ponieważ Mrówka jest czwartym dzieckiem w rodzinie (mojej), mamy
dla niej po prostu wszystko: łóżeczko, wózek, fotelik, pościele,
kocyki, butelki, podgrzewacze - własciwie grzech cokolwiek kupować.
Ale ponieważ już wiemy, że teściowie lubią się popisywać gestem i ze
się z pewnością obrażą, jak nie będą mogli nic kupić (!),
wymyśliliśmy zawczasu, że poprosimy ich o urządzenie pokoju (szafa i
tapeta) oraz o koszyk do spania na pierwsze 2-3 miesiące (Moses
basket). I dziś teść zrobił mężowi a w a n t u r ę, że po pierwsze j
e g o w n u k nie będzie jeździł w u ż y w a n y m wózku, a po
drugie w e d ł u g t r a d y c j i dziadek kupuje wózek (???). I
obraził się (powiedział, ze w takim razie nic nie kupi - oby).
Rozumiecie - jego ego i jego pomysł jest ważniejszy niż to, czego
potrzebujemy my lub Mrówka. Ich pomoc dla nas od zawsze wyglądała
tak - kupimy Wam coś, ale to będzie coś, co nam się podoba...

Niestety myślę, że będę mogła w najbliższych miesiącach wzbogacić
ten wątek sad((
    • asica.p Re: Normalni czy nie? 28.08.08, 20:46
      hmmm,ze tak powiem...sraj na tosmile)P
      • uccellino Re: Normalni czy nie? 28.08.08, 21:01
        Taaaak, kiedyś próbowałam naprawiać stosunki, zbliżać się...
        I było tylko gorzej.

        Od jakichś 2-3 lat mam strategię nie kontaktowania się bez wyraźnej
        konieczności. Mieszkamy kilka przystanków od siebie, a widujemy się
        może 5-6 razy w roku, na rytualnych imieninach, które nie mają prawa
        odbyc się dzień do przodu lub do tyłu wobec prawdziwej ich daty,
        nawet gdybyśmy my mieli w tym terminie coś ważnego.

        Najgorsze jazdy mieliśmy przy ślubie - oni we dwoje praktycznie
        sterroryzowali czworo ludzi: nas i moich rodzicow, ktorzy jak zdarta
        plyta powtarzali, ze wszystko ma być tak, jak my chcemy. Napierali
        jak dzicy na termin w czerwcu, chociaż tłumaczyłam, ze wtedy rodzi
        moja siostra - no to co, nie można ślubu dostosowywac do wszystkich
        rodzacych dookoła. Tylko że to jest moja najukoczańsza siostra i
        jednocześnie mój świadek (w końcu świadkowała z trzymiesięcznym
        Jasiem smile))). No ale to też było źle, że świadek jest mężatką...
        Nie masz innej siostry, panienki? Mam, no i co z tego?

        No żeby oddac sprawiedliwośc dodam, ze byli na pogrzebie Dziadziusia.
        • asica.p Re: Normalni czy nie? 28.08.08, 21:10
          ciesz sie wobec tego ze nie masz toksycznych rodzicowsmile)a gdzie Ty chcesz
          rodzic?w domu?ale chyba nie porod lotosowy?ja do tego kompletnie nie jestem
          przekonana...
          • uccellino Re: Normalni czy nie? 28.08.08, 21:20
            > a gdzie Ty chcesz
            > rodzic?w domu?

            No wiesz, to jest pewien kłopot aktualnie.
            Od zawsze mieliśmy w planach Dom Narodzin, ale oni przeżywają
            chwilowe kłopoty i na razie nie działają w pełnej formie. W związku
            z czym staram się na razie nie robić konkretnych planów. Dopuszczam
            różne możliwości, nie chcę się na nic zamykać. Jeśli DN się otworzy,
            to oczywiście tam. A jak nie to rozważymy poród w domu lub w
            szpitalu na Żelaznej. W każdym razie jestem pod opieką ginekologa,
            który przygotowuje do porodów poza szpitalem i na pewno udam się do
            jakiejś położnej przyjmującej porody domowe (wolałabym, zamiast
            grupowej szkoły rodzenia, indywidualne konsultacje). No zobaczymy.
            Na pewno będę w kontakcie ze środowiskiem Fundacji RpL i Domu
            Narodzin i wybierzemy to, co dla nas będzie najlepsze. Tak naprawdę
            możemy zdecydować w dniu porodu - bedziemy przygotowani do domowego,
            a pojechać do szpitala nikt mi nie zabroni. A rodzinie będziemy
            mówić, że rodzimy na Żelaznej. Sądzę, że moja Mama poparłaby poród w
            domu, ale nie jestem pewna i nie chcę o to pytać wprost.


            > ale chyba nie porod lotosowy?

            Ło matko, a co to za zwierzę?
            Uważam się za eksperta, ale tego określenia nie słyszałam...
            • asica.p Re: Normalni czy nie? 28.08.08, 22:13
              nie chce czegos pokrecic ale...chyba sie czeka az lozysko przestanie tetnic
              zanim sie odetnie pepowine,cos takiego dziwnego nie pamietam dokladnie ale w
              necie popatrzsmilestwierdzialam ze takie jakies fe to dla mnie...

              Dom Narodzin chyba swietna sprawa,no ja mieszkam w tak malym miescie ze zadnego
              wyboru nie ma aw domu to chyba tylko w czasie wojny rodzilysmile
              • maja.the.bee Re: Normalni czy nie? 28.08.08, 22:53
                moj tata sie urodzil w domu w 1944...jako ze babcia byla slazaczka, a dziadek
                polakiem, nie mogli wziac cywilnego slubu (niemcy nadali im odzielne kategorie
                "czlowieczenstwa" - mojaj babcia byla jedna wyzek i sie nie mogla bratac z timi
                z nizszej)...wzieli koscielny, rowniez w domu, ale oficjalnie sie nie liczyl
                no wiec moj tata urodzil, oficjalnie, jako dziecko panienskie..i kiedy tuz po
                porodzie cos sie skomplikowalo i byt mojego taty zrobil sie niepewny i moja
                babcia wpadla w straszna rozpacz, akuszerka machnela tylko reka i powiedziala
                "eeeee tam, tak to nawet lepiej, bo z nieslubnym to tylko klopot" smile))))
                przepraszam ze tak off topic, ale mi sie przypomnialo odnosnie porodu w domu smile
                a teraz dobranoc smile
              • moni.qa1 Re: Normalni czy nie? 28.08.08, 22:57
                uwielbiam takie manipulowanie ludzmi
                nie przejmuj sie, ja bym nawet na te imieniny nie poszla..
                i tak masz lepiej, bo to tesciowa,
                wobec mnie zachowuje sie tak moja mama, w zwiazku z czym widzialysmy
                sie ostatni raz prawie rok temu i czuje sie lepiej,
                skonczylo sie wieczne krytykowanie itd.
              • uccellino Re: Normalni czy nie? 29.08.08, 09:37
                > chyba sie czeka az lozysko przestanie tetnic
                > zanim sie odetnie pepowine,cos takiego dziwnego nie pamietam
                dokladnie ale w
                > necie popatrzsmile

                Aha, tak, nie odcina się tętniącej pępowiny, albowiem ona tętni po
                coś. Tętni bo jest zapasowym źródłem tlenu, zanim dziecko nauczy się
                oddychać. Trzeba tylko pilnować, żeby nie położyć dziecka niżej niż
                matki i wszystko jest z tym OK. Oczywiście, że nie pozwolę na
                przecinanie tętniącej pępowiny, podobnie jak na odśluzowanie nosa,
                na mierzenie i ważenie przed karmieniem inne wyrafinowane sposoby
                krzywdzenia noworodka.
                • izryn Re: Lotosowe narodziny 29.08.08, 09:48
                  Lotosowe narodziny, to coś więcej, niż nieprzecinanie tętniącej
                  pępowiny, łożysko pozostaje z noworodkiem na kilka dni i trzeba
                  bardzo uważać, żeby nie doszło do jakiegoś zakażenia, tzn dbać o
                  higienę tego łożyska.
                  A tu więcej informacji
                  www.tantra.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=86&Itemid=52
                  • uccellino Re: Lotosowe narodziny 29.08.08, 09:54
                    A, to o tym naprawdę nie słyszałam.
                    Chyba nie kupuję. Jest dla mnie jasne, że należy łożysku dać się
                    spokojnie urodzić, nic nie przyspieszać, ale aż tak...???
                    • izryn Re: Lotosowe narodziny 29.08.08, 10:01
                      Ja też tego nie kupuję, trudno mi sobie wyobrazić wykonywanie
                      różnych czynności, jak kąpanie czy karmienie razem z przyczepionym
                      do dziecka "tobołkiem na sznurku". To łożysko musi być w odpowiedni
                      sposób "zapakowane". No ale różne są obyczaje, jeden asystent ode
                      mnie ze studiów był buddystą i po porodzie zjadł łożysko...
    • a-n-i-k-a Re: Normalni czy nie? 28.08.08, 22:58
      Generalnie nie chce oceniac Twoich tesciow i odpowiadac na pytanie tytulowe.
      Sama wiesz jak najlepiej sobie z nimi radzic, jestes zdecydowana kobitka,
      umiejaca postawic na swoim, wiec na glowe ci na pewno nie wejda, wiec w zasadzie
      co za roznica czy sa normalni czy nie wink.
      Ale chcialam nawiazac do slow tescia o wozku: w mojej rodzinie od pokolen to
      dziadkowie kupuja wozek smile. Taka tradycja wink. I z tego co obserwuje po znajomych
      (fakt, nie po wszystkich) to u nich tez ta tradycja obowiazuje smile.
      Moze w ramach tradycji dziadek zakupi np. spacerowke-parasolke? Te sa zwykle
      duzo bardziej zjechane niz gondolki, bo dzieciaki dluzej nimi jezdza no i w
      starszym wieku, wiec a to troche blota wklepia w tapicerke, a to sokiem zaleja,
      dlatego trudniej o uzywana mala spacerowke w dobrym stanie. A wczesniej czy
      pozniej przyda sie na pewno. No i dziadek bedzie mial poczucie spelnienia
      obowiazku dziadkowego wink.
      • uccellino Re: Normalni czy nie? 29.08.08, 09:39
        > Moze w ramach tradycji dziadek zakupi np. spacerowke-parasolke? Te
        sa zwykle
        > duzo bardziej zjechane niz gondolki, bo dzieciaki dluzej nimi
        jezdza no i w
        > starszym wieku, wiec a to troche blota wklepia w tapicerke, a to
        sokiem zaleja,
        > dlatego trudniej o uzywana mala spacerowke w dobrym stanie. A
        wczesniej czy
        > pozniej przyda sie na pewno. No i dziadek bedzie mial poczucie
        spelnienia
        > obowiazku dziadkowego wink.


        To jest jakiś pomysł, dzięki smile)
    • keegan Re: Normalni czy nie? 28.08.08, 23:33
      Ad 1 i 4 mało mogę powiedzieć bo takie sytuacje mnie ominęły...
      Z drugiej strony, jakby mnie dotyczyły to byłoby kiepsko, bo ja nerwowa jestem
      smile i pewnie w złości palnęłabym co myślę o "wnuczce Kasi" i kupowaniu nam
      czegoś czego nie do końca chcemy...

      Za to ad 2, powiem Ci jak było u mnie (postaram się streścić):
      oczywiście chodzi mi o sytuację z moją pierwszą ciąża:
      dowiaduję się, że jestem w ciąży, z moim M jesteśmy wtedy od 5 lat razem, od ok
      2 lat wcześniej spędzam u niego każdy weekend a on mieszka z mamą, która przez
      te lata wydaje się być mi bliska i co ? I szok! Bo przez ok 3 miesiące po tym
      jak okazało się, że jestem w ciąży i nadal spędzam u nich każdy cały weekend ona
      też ani nie pyta jak się czuję ani w ogóle nic, właśnie tak jakby nie było
      tematu !!!
      Powoli mija od tego czasu 5 lat...
      Mama mojego M jest też moją mamą (moja własna zostawiła mnie dawno temu a teraz
      ja się nią zajmuję) ale co mi zostało w pamięci to zostało...

      Ad 4... hmm jakby to powiedzieć... ja akurat jestem z tych co boją się powikłań
      i dlatego do porodu wybierałam szpital, który ma najwyższy stopień w opiece nad
      noworodkiem, od samego początku chciałam być w miejscu gdzie w razie czego
      mi/nam pomogą i dobrze wybrałam.
      Teraz to zupełnie zabrzmiałam jak Twoja teściowa... no cóż tu się akurat z nią
      zgadzam.
      • groszkowa74 Re: Normalni czy nie? 29.08.08, 07:45
        Jedni sa normalnie normalni, drudzy inaczej normalni, kazdy na swoj
        sposob i kazdemu sie wydaje ze jest normalny!
        Uccelino,
        to typowe potyczki rodzinne, wazne zeby nie zatracic swoich potrzeb
        i oczekiwan malzenskich, osobistych.
        Ja wyznaje zasade, ze staram sie nie sprawiac przykrosci komus
        bliskiemu, kto obdarowuje mnie czyms nieuzytecznym lub w inny sposob
        dla mnie nie ciekawym, aczkolwiek euforii na zawolanie pokazac nie
        umiem. Stad jak istota inteligentna to sie domysli ze chyba cos nie
        bardzo to zagralo i zapyta nastepnym razem o moje preferencje. Jak
        nie zapyta to trudno, bedziemy zyc w swiadomosci samouwielbienia,
        ale nie dla siebie nawzajem. Darowanemu w zeby sie nie zaglada, ale
        od bliskich oczekuje wiekszego zrozumienia niz od cioci ktora sie
        widzi raz na 2 lata. Jesli Tesciowie zachowuja sie jakby mieli
        patent na uszczesliwianie Was, to moga czuc sie rozczarowani. Oni,
        nie Wysmile
        Trzymajcie wlasny bieg i czujcie sie dobrze, to w zyciu jest waznesmile
        • biedronka.online Re: Normalni czy nie? 29.08.08, 08:05
          Ja się nie wypowiem bo z teściową mam słaby kontakt a mama kilka lat
          już nie żyje sad Więc nie wiem co będzie jak będzie...
          Ale powodzenia życzę w szukaniu kompromisu w stosunkach
          rodzinnych smile))
    • wie_wioreczka Re: Normalni czy nie? 29.08.08, 12:40
      Uccellino, nie odpowiem na pytanie w temacie, bo tyle ile osób, tyle
      będzie odpowiedzi.

      Wygląda na to, że masz bardzo zaangażowanych teściów, którzy
      chcieliby być bardziej potrzebni i przydatni w Waszym
      życiu/sprawach. Może jakimś rozwiązaniem byłoby gdybyście po
      wzajemnym uzgodnieniu z mężem i-n-i-c-j-o-w-a-l-i co chcielibyście i
      w jakim zakresie, od Teściów. Wtedy oni nie będą "wyszukiwać" na
      siłę sposobów do kontaktu/zainteresowania, a Wam da poczucie
      kontroli nad sytuacją. Pomyśl, może warto jednak dać im jasne
      wytyczne, co chcielibyście, aby Wam kupili/zrobili/pomogli. Wtedy Wy
      dostaniecie to, czego potrzebujecie, a oni będą zadowoleni, że w
      końcu wiedzą jak mogą Wam pomóc.

      A.
    • ankups Re: Normalni czy nie? 29.08.08, 13:16
      Wiesz co, niestety z Tesciami, Rodzicami i innymi "takimi" tak
      bywa... Np moja Teściowa stwierdziła, ze musze jeść mięso, więc
      przyniosła mi zakupy mięsne do domu, które sama zrobiła i rzekła:
      Masz to jeść i zygać...
      Kupiła mi bluzki na ciążę - przed chodziłam w 34-36 - ona mi walnęła
      40 w 12tc. No, niby miło, ale prosiłam, zeby lepiej kasę na bluzki,
      bo trudno mi cos dobrac - zreszta owe bluzki były i sa nadal mega za
      duze (jestem w 23tc, bluzki na ramiączkach, w tym jedna w kolorze
      pleśniejącego miesa), ale Teściowa wmawia, że sa ok, a jak nie, to
      będę je nosiła pod koniec ciązy lub po porodzie, bo i tak będe
      gruba...
      Teśc? on juz mi powiedzial, że Dziecko ode mnie to nie jego wnuk, bo
      on ma wnuczke od swojej córki.
      No to tyle.
      A! morał: juz się nie certolę, oni mają mnie gdzieś, to ja tez
      prosto z mostu - nie o ząb za ząb tu chodzi, ale szczerosc bez
      konwenasów - chcą się obrażać - ich sprawa. Mną się nikt nie
      przejmuje, a ja nie ma na czole wytatuowane:Matka Teresa ;-D
Pełna wersja