Historia o zapominaniu

18.09.08, 09:12
Dzien dobry wszystkim!

Moze ktos pamieta, kiedy zdesperowana pare tyg. temu odezwalam sie na forum. Moze to nie bylo najlepsze przedstawienie, ale z serca mi sie wyrwalo. Jezeli nie macie nic przeciwko - dzisiaj tez sie odezwe, jako ze forum ostatnio przycichlo smile Jednakze juz w pozytywnym nastroju.

Chcialabym wieczorem (teraz ide na szwedzki) napisac Wam o czyms, co moze zainspiruje Was do poprawy nastroju - mianowicie "Historie o zapominaniu". Wiecej wyjasnienia wieczorem. Teraz, w ramach wprowadzenia, motto:

Uspiona wola
Rozumu wspomnienie
Piec zmyslow ostyglych
Ale mysl zyje

Pozdrowienia
Ania





    • keegan Re: Historia o zapominaniu 18.09.08, 09:32
      czekam na historię smile
      • nadave Re: Historia o zapominaniu 18.09.08, 11:03
        hmmm... interesujace smile)
    • biegnijanulka Re: Historia o zapominaniu 18.09.08, 16:16
      Pamiętać, by zapomnieć.

      Nie wiem czy pamiętacie, o czym kiedyś pisała Uccellino, że znalazła w jednej z
      książek - mianowicie, że niepłodność jest silną traumą, oraz że kobieta co
      miesiąc odczuwa stratę. Zostało to porównane do żałoby - z tą różnicą, że
      kobieta zmagająca się z niepłodnością, nie może jej zakończyć. Co miesiąc
      pojawia się nadzieja na pomyślne zakończenie. I często doprowadza to do
      problemów emocjonalnych.

      Myślałam o tym, a w międzyczasie na forum pojawiły się właśnie owe "pomyślne
      zakończenia", jak i faktyczne straty, które na pewno bardziej bolą, niż kolejny
      cykl zakończony niepowodzeniem. Jednakże nie chciałam pisać o porównywaniu bólu
      matek, które poroniły i kobiet, które nigdy nawet nie doświadczyły ciąży.

      Więc jeżeli każda z nas w jakiś sposób doświadcza "żałoby", czy mamy jakąś
      możliwość, żeby sobie z tym poradzić? I wtedy właśnie przyszła mi do głowy
      historia o zapominaniu (skrócę). Dotyczy Indian Jivaro z Amazonii. Kobiety
      doświadczające straty bliskiej osoby wpadają w głęboki smutek, mężczyźni w
      gniew. Osoba zmarła fizycznie jest wśród nich tak długo (czyli jest uznawana za
      żyjącą), jak się o niej pamięta. O wyglądzie, o jej życiu, relacjach jakie się z
      ową bliską osobą miało. Jednak najważniejsze dla nich jest to, że muszą starać
      się zapomnieć o tych jednostkowych cechach, aby ta osoba mogła odejść i w pełni
      umrzeć. Jeżeli tego nie zrobią, kolejne dziecko nie będzie mogło się narodzić. Z
      drugiej strony nikt nie może do końca zapomnieć bliskiego zmarłego. Starają się
      więc depersonifikować zmarłego w swojej pamięci, nie przywoływać go - jest to
      tłumienie pamięci o pamięci, a nie tłumienie pamięci o zmarłym. Silna
      sprzeczność w takim sposobie przeżywania żałoby jest rozwiązywana przekonaniem,
      że dusza zmarłego została zabrana przez duchy.

      Taki sposób przepracowywania żałoby wydawał mi się niezwykle szokujący - jak
      można usiłować pamiętać, żeby zapomnieć? I co ciekawe, to ich paradoksalne
      podejście jest oczywiście niesamowicie bolesne, wywołuje lęki, ale jako że ma
      swoje końcowe rozwiązanie - jest skuteczne. I przynosi w efekcie ulgę.

      Taki sposób przechodzenia żałoby został także przeanalizowany przez psychologów.
      I ponownie - paradoksalnie okazało się, że pamięć o zapominaniu jest jak
      najbardziej skuteczna. Najszybciej można przejść przez smutek i żyć dalej.
      Wydaje się więc, że nie jest ważne jak żałoba wygląda - ale ważne jest żeby ja
      po prostu przepracować.

      Mi to pomaga - mogę się smucić, przeżywać swoją niepłodność na mój sposób, ale
      najważniejsze, że staram się nie przywoływać tego niepotrzebnie. I mam lepszy
      humor smile

      Mam nadzieje, że dobrnęłyście do końca i nie uważacie, że trafiłam jak kulą w
      płot wink
      pozdrowienia
      ania
    • chealsyka27 Re: Historia o zapominaniu 18.09.08, 23:37
      bardzo mądre, daje dużo do myślenia...może uda mi się wprowadzić w
      życie...
    • zosienta Re: Historia o zapominaniu 19.09.08, 10:18
      biegnijanulka napisała:

      > Mi to pomaga - mogę się smucić, przeżywać swoją niepłodność na mój
      sposób, ale najważniejsze, że staram się nie przywoływać tego
      niepotrzebnie. I mam lepszy humor smile

      Bardzo ciekawe to co napisałaś. Ja chyba też "staram się nie
      przywoływać tego niepotrzebnie" moich smutnych przeżyc i zachowac
      moją dośc pogodną naturę.

      ----
      Mój wykres
      Nie mam alergii na cudze szczęście!
Pełna wersja