gosiaczek557
20.10.08, 12:30
Życie nie przestaje mnie zaskakiwać... a właściwie mój organizm.
Dwa cykle temu odstawiłam Bromergon (a brałam 3x1). Cykl zaraz po
odstawieniu był bezowulacyjny, więc po miesiączce zrobiłam
prolaktynę i okazało się, że znowu skoczyła do starego poziomu,
czyli za wysoka jest
Zaraz po badaniu zaczęłam znowu brać Bromergon, ale tylko 2x1/2. Na
własną rękę tak zadecydowałam, bo... nie chce mi się iść do lekarza.
Generalnie postanowiłam odpoczać ze 2-3 m-ce od ginekologów i usg...
No ale tego Bromergonu mam jeszcze w domu niezły zapas, więc co mi
szkodzi sobie łyknąć
Ten cykl też w związku z tą prolaktyną spisałam na straty, a tym
czasem... robiłam w sobotę porządki w łazience, patrzę a tam w
pudełeczku ostatni test owulacyjny. A myślę sobie... zrobię.
Akurat "na dniach" przypadał termin owu w tym cyklu. Nooooo iiiii
dwie kreski. A w niedzielę typowy ból owulacyjny brzuszka. Inna
sprawa oczywiście, czy pęcherzyki - jeśli takowy powstał - pękł. Ale
i tak w szoku jestem, że wogóle coś się zadziało
A tym czasem i tak "wrzucam na luz" do końca roku. W moim przypadku -
wiek + choroba - każdy pewnie oceniłby, że zaprzestanie teraz
starań to głupota, ale postanowiliśmy z M, że chwilowo nie chcemy
ani inseminacji ani Invitro. A poza tym coraz częściej myślimy
poważnie o adopcji. Co ma być to będzie...