maja.the.bee
20.10.08, 14:45
sporo o tym ostatnio bylo,ale chcialam sie podzielic swoimi
refleksjami
moj M ma wizyte u androloga 28.10 no i pewnie bedzie sie badal...nie
mowi o tym, ale wiem ze jest w stresie...to taki typ faceta co nigdy
nie chodzi do lekarza, nigdy nie bierze zadnych lekow i na nic sie
nigdy nie skarzy...twardy typ (ale nie macho

) ale czuje przez
przez skore, ze ta wizyta to bedzie dla niego tortura...nie przyszlo
mi do glowy wczesniej zeby isc z nim, bo i po co? przeciez nie wejde
z nim do gabinetu i nie zaczne mowic za nigo...okazuje sie tez ze
nie bardzo moge mu pomoc ta probke oddac, bo musi to zrobic sam
(zeby przy posiewie nie hodowac moich bakterii)
ale zapytalam go dzisiaj, czy chce zebym wziela w tym dniu wolne i
poszla z nim, chociazby zeby posiedziec pod drzwiami, i on ta
przyjal ze straszna wdziecznoscia i ulga! zdziwilam sie, ale tez
jakos mnie to rozczulilo...ja nie mam takiej potrzeby zeby on ze mna
chodzil na wizyty jezeli dotycza one tylko mnie...ale wyglada na to
ze dla nich to jest wiekszy problem niz jestesmy to w stanie pojac
no wiec nie rozumiem, ale ciesze ze na to wpadlam, pewnie posiedze
pol godziny pod drzwiami i na tym sie skonczy, ale mam poczucie ze
jestesmy w tym razem i jakos mi to dodaje sily
pozdrawiam
mtb