serce17
27.10.08, 10:30
Witam drogie forumowiczki.
Bardzo długo tu nie zgalądałam.Pierwszy raz pojawiłam się w
październiku 2007r.,kiedy to byłam po diagnozie NIEDROŻNOŚĆ OBU
JAJOWODÓW. U Was szukałam wsparcia i rozświetlenia umysłu w
zakresie in vitro. Jesteście wspaniałe bo dzięki Wam zebrałam się w
kupę i od 1 grudnia 2007r.zaczęliśmy jeździć z mężem do
Gdańska.Dziewczyny przygotowania w Gdańsku były bardzo intensywne
już w styczniu było pobranie komórek,których zresztą udało się
pobrać tylko 4, zapłodnienie i niestety do in vitro nie doszło bo
nie chciały się podzielić. Byłam załamana. Dzieki mojemu kochanemu
mężowi i nadziei jaką nam dawał na podjęcie kolejnej próby w grudniu
tego roku jakoś się zebrałam. Dziewczyny po nieudanej próbie w
styczniu miałam okres a właściwie plamnienia. W lutym nic nie było
ale lekarze nam powiedzieli, że tyle hormonów może spowodować zamęt
w organiźmie i okres może nie wystąpić. Więc nie przejmowałam się
tym. W marcu jednak w głupiej nadziei zrobiłam test i jak można
było się spodzewać nic.
Latem zaczęłam tyć na same wakacje ale znowu mówiłam sobie..
organizm wraca do siebie bo hormony. Dziewczyny wkurzyłam się we
wrześniu bo naprawdę pupa , nóżki zaczęły mi rosnąć. Delikatny mąż
w temacie "kochanie przytyłaś" zapisał nas 2x w tygodniu na basen.
Do tego postanowiłam ostro wziąść się za odchudzanie uciekając wręcz
do farmakologii. Ale dla bezpieczeństwa swego umysłu 29 września
wróciłam z pracy do domu i zrobiłam test. DZIEWCZYNY 2 KRESKI!!!
MYśLAŁAM, ŻE SERCE WYSKOCZY MI Z PIERSI.Oczywiscie nie wierzyłam.
Przyszedł mąż pobiegł po 2 następne testy..było to samo 2 wspaniałe
różowe kreseczki. Kochane poszłam do lekarza - w przychodni a on do
mnie 6 miesiąc. Znowu srece miało mi wyskoczyć z piersi. Na drugi
dzień poszłam już do swojego lekarza, który nas leczył przed
Gdańskiem. Pani doktor wysłuchała zbadała, obejrzała i po usg i jej
medycznych wyliczeniach wyszło, że dzidziuś w naszym życiu pojawił
się w kwietniu. Dziewczyny termin mamy wyznaczony między 1 -10
stycznia.Pod serduszkiem noszę dziewczynkę.
Drogie forumoowiczki mój przykład nie jest jedynym, wiele
rozmawiałam z lekarzem. Otóż niedrożność jajowodów to nie wyrok.
Nasza próba in vitro i zabieg jakim był picap/pobranie komórek/
prawdopodobnie pozostawił dziurkę i zupełnie naturalnie w następnych
miesiącach komóreczka jajowa się przedostała a tam już trafił swój
na swego.
Laseczki wyobraźcie sobie jak powiedzieliśmy w rodzinie, co to było.
Nikt mi nie wierzył, że ja nie miałam żadnych odznak ciąży, żadnego
żyganka, żadnych zachcianek, naprawdę nic!!!!!!!!Rewelacyjnie się
czułam i czuję. Wszyscy się śmieją, że to jest najkrótsza ciąża.
Dziewczyny chcę Wam przez to powiedzieć CUDA SIĘ ZDARZAJĄ.Ja się
czuję JAK NIEPOKALANE POCZĘCIE. Każdej z Was życzę podobnej
historii. Wiara czyni cuda.
Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie.Za każdą z Was trzymamy z mężem
kciuki.