rewolka404
22.11.08, 18:35
zakładam wątek, bo nie chcę smęcić w radosnym wątku Koralika.
U mnie starania muszą być wstrzymane, tzn teraz i tak nic z tego by nie
wyszło...muszę się zabrać za tarczycę...w pt dzwoniłam do lekarza-ginekologa.
Czeka mnie wizyta u endokrynologa.
Minęło już 14 miesięcy od operacji i wtedy, gdy były największe szanse z uwagi
na usunięcie zrostów moja tarczyca nie wyrabiała...cholernie żałuję, że
wszystkich badań z nasieniem włącznie nie zrobiłam od razu po operacji...tak
bezsensowne starania jak przed operacją, wtedy się nie zabezpieczaliśmy a ja
liczyłam na cud...zamiast cudu miałam dwa zajęte przez torbiele jajniki a nie
jeden jak to pokazywało kilkakrotnie USG...
Czuję, że gorycz i smutek mnie wypełniają, że przekroczyłam granicę tego, ile
mogę znieść...nie chodzi tu tylko o dziecko, bo te, jak mówi mój ukochany, tak
czy inaczej mieć będziemy...w pracy kryzys i redukcje, zdrowie nawala tak, że
czasem po seksie przez godzinę się ruszyć nie mogę, z własnego mieszkania
nici, bo kredyty podrożały i stały się mniej dostępne...jestem mistrzem w
rozśmieszaniu Pana Boga...i jeszcze lekarz, który mnie będzie operował
powiedział, że do siebie na Boże Narodzenie raczej nie dojdę, operacja 4.12...