po_trzydziestce1
10.12.08, 13:53
Nieraz zastanawiałam się kiedy ja będę mogła oznajmić tą radosną
nowinę na MG. I stało się. Noszę w sobie Groszka. W niedzielę jakiś
wewnętrzny głos podpowiadał mi: "zrób test, jesteś w ciąży".
W poniedziałek z rańca zrobiłam sikańca, ale druga kreska była z
cyklu Bushkowych "cień cienia". Po pracy zakupiliśmy z mężem kolejne
testy i zrobione po południu nie budziły już żadnych wątpliowści,
wczoraj zrobiłam betę, a dziś mąż dzwonił pytać o wynik, prawie 280
jednostek. Czyli 4-5 tc, co by się zgadzało.
Na razie cieszymy się, ale bardzo skrycie, wciąż pamiętamy
wydarzenia z ub. roku, i niestety nie da się tego wymazać z pamięci.
Aniu, piszę do Ciebie maila od poniedziałku. Jak tylko go skończę
zaraz prześlę.
I tak sobie myślałam, że jak mi się uda, to napiszę Wam, że sukces
tkwi w nimm 2, ale to już inna historia
I wcale by zajść w ciąże nie trzeba być wyluzowanym, wiem jak
wszystkie tej porady nie cierpimy. Akurat cykl, w którym zaszłam był
dla mnie emocjonalnym koszmarem - stresy w pracy, miałam mieć iui,
do kt. nie doszło, rozczarowanie klinkiką, lekarzem, kolejne nerwy,
łzy i stres. Ach, długo by opowiadać.