ziabolka
15.12.08, 17:37
Mam problem z lekarzem, a bardziej z jego brakiem... Do tej pory (od ponad roku) leczyłam się u lekarza ginekologa-położnika, do którego trafiłam gdy zaszłam w ciążę. Później gdy ją straciłam zlecił mi wszystkie badania szukając przyczyn poronienia. Natomiast gdy później zaczęłam mieć problemy z krótkimi, nieregularnymi cyklami, bolącymi jajnikami skierował mnie na badania hormonalne. Kiedy poszłam do niego z wynikami, które były ogólnie rzecz ujmując sporo poza normą stwierdził, że według niego trzeba zrobić bardziej szczegółowe badania i polecił abym poszła w tej sprawie do lekarza, który specjalizuje się w zaburzeniach hormonalnych (ogólnie badania potwierdziły, że mam PCO). No i tu pojawił się mój problem, ponieważ gdy chciałam umówić się dzisiaj z ginekologiem-endokrynologiem (jednym z czterech, którzy przyjmują w prywatnej przychodni, w której mam ubezpieczenie z pracy) to dowiedziałam się, że najbliższy możliwy termin to początek lutego. I w związku z tym mam pytanie do tych z Was, które mają jakieś problemy hormonalne: u kogo się leczycie - u ginekologów czy ginekologów-endokrynologów? Bo bez sensu wydaje mi się leczyć się u kogoś do kogo będę musiała umawiać się z prawie dwumiesięcznym wyprzedzeniem. Powiedzcie mi, czy ja nie kombinuję za bardzo i może powinnam umówić się do ginekologa, do którego nie muszę zapisywać się z takim wyprzedzeniem?