credit crunch/recesja...

18.02.09, 16:10
Pewnie nikt juz mnie nie pamieta, poniewaz po kilku postach
zniknelam. NIe oznacza to jednak, ze nie czytam forum codzienniewink
Po HyCoSy nie zdecydowalismy sie na laczenie. Recepta na clo lezy
sobie spokojnie w szufladzie. Mielismy zaczac dzialac na dobre za
kilka miesiecy, nikt jednak nie przewidzial recesji...Niestety, w UK
dzieje sie bardzo niedobrze; zmienne prognozy mówia nawet o 2 latach
tej sytuacji. W zasadzie nie bardzo wyobrazam sobie, jak to bedzie.
Z lektury tego forum, czy tez F. Nieplodnosc nie wynika, zeby
ktokolwiek bral obecna sytuacje ekonomiczna pod uwage.
Co myslicie na ten temat? Zupelnie mozliwe, ze jestem zwykla
panikarawink
    • justmaga Re: credit crunch/recesja... 18.02.09, 16:45
      oczywiscie,ze trzeba sytuacje ekonomiczna wziac pod uwage...ale...
      z recesji sie wyjdzie bo tak sie kolo toczy
      A w uk mozna dostac benefit na dziecko wcale nie maly jak bedzie
      brakowac...Mysle ,ze pod tym wzgledem to lepiej w Uk niz w Polsce
      Nie wiem jaka jest twoja sytuacja ale we dwoje z pewnoscia dacie
      sobie rade... Bo praca tutaj jest tylko nie zawsze tam gdzie by sie
      chcialo...

      podsumowujac wykup clo i..do roboty...
      • audrey2 Re: credit crunch/recesja... 18.02.09, 16:52
        dzieki kochanawinkpewnie masz racje. Absolutnie zgadzam sie, ze
        najciezsza sytuacja w UK jest latwiejsza niz srednia sytuacja w
        Pl.Niestety, zadne z nas nie ma stalej pracy. Normalnie bardzo by
        mnie to nie martwilo, ale wyglada na to, ze nie ma zadnej pracy. A
        do tego ogladnelam sobie Dispatches w srode...Z jednej strony mamy
        jakies tam doswiadczenie i wyksztalecenie tutaj zdobyte, ale po
        prostu cykorze.
        Jeszcze raz dziekiwink
    • biedronka.online Re: credit crunch/recesja... 18.02.09, 16:49
      Rozumiem, że to jest żart? Sorry, ale chyba nie zależy ci na
      dziecku.
      Ja póki będę mogła to wydam ostatnie pieniądze, aby się starać.
      Co nie oznacza, że sprzedam samochód czy mieszkanie, choć za kilka
      lat licho tam wie wink Jak nie będzie pracy to będziemy brać zasiłki
      jak większość społeczeństwa. W końcu nie po to 10 lat oddaję składki.
    • rewolka404 Re: credit crunch/recesja... 18.02.09, 16:53
      Ja nie widzę związku...mnie kryzys mocno dotyczy, bo pracuję w sektorze bankowym
      i moje wynagrodzenie jest niższe ok 40% niż to latem, ale jakie to ma znaczenie?
      Nie mogę nawet pracy szukać, bo może czeka mnie kolejna operacja i w nowej pracy
      niekoniecznie dobrze będzie długie zwolnienie widziane, ale jakbym miała mieć i
      trojaczki to przecież jakoś będzie i byłabym największą szczęściarą na świecie.
    • zyyrafka Re: credit crunch/recesja... 18.02.09, 17:03
      Jakbym miala patrzec na sytuacje ekonomiczna, to chyba nigdy na
      dziecko bym sie nie zdecydowala, bo zawsze COS, zawsze moze byc
      jakies ALE....mysle ze dziecko pojawia sie w odpowiednim momencie.
      Ja tez mieszkam w UK, mimo ze mamy stale prace, nigdy niewiadomo
      jakie bedzie jutro i mysle ze nie zalezy to do tego gdzie sie
      mieszka.
      Do macierzynstwa trzeba dojrzec...
      • audrey2 Re: credit crunch/recesja... 18.02.09, 17:24
        Ok, nie spodziewalam sie, ze zostane oskarzona o brak dojrzalosciwink
        Nie jest to równiez zart. Szczerze mówiac wydaje mi sie, ze wykazuje
        sie jakas odpowiedzialnoscia, skoro zastanawiam, czy dam rade
        finasowo w tym konkretnym momencie, kiedy sytuacja ekonomiczna jest
        tak niepewna. Zgadzam sie rowniez, nie ma dobrego momentu na
        dziecko, zawsze cos staje na przeszkodzie. Ale tez ostatnie miesiace
        zmienily mocno sytuacje i nie ma juz takiej stabilizacji jak chocby
        rok temu.
        Zalozylam ten watek, dlatego ze chcialabym i powinnam zaczac sie
        leczyc, ale zwyczajnie nie wiem, czy moge obciazyc meza lub panstwo
        kosztami utrzymania (jesli z jakis powodów sama nie bede mogla
        pracowac).
        Nie sadze wreszcie, zeby moje watpliwosci swiadczyly o jakiejs
        wypartej niecheci do posiadania dzieciwink
        • justmaga Re: credit crunch/recesja... 18.02.09, 17:35
          Audrey wyjdz na ulice i sie rozejrzyj.. dziesiatki mlodych matek
          zyjacych wylacznie z zasilku niektore ciagle przy rodzicach...

          jak to mawial moj dziadek dal pan Bog dzieci to da i na dzieci...
          A tutaj..leczenie za darmo,pampersy tanie,Child benefit ktory
          dostaje kazdy rodzic 20 funtow tygodniowo na dziecko... Mnostow
          przepieknych ciuszkow w second hand ach...

          dasz rade.
          • audrey2 Re: credit crunch/recesja... 18.02.09, 17:47
            Pewnie masz racje, justmaga. Musze zorientowac sie w benefitach i
            miec nadzieje, ze jednak bedziemy miec prace. Dzieki za dobre slowowink
            • groszkowa74 Re: credit crunch/recesja... 18.02.09, 17:55
              "zwyczajnie nie wiem, czy moge obciazyc meza lub panstwo
              kosztami utrzymania "
              Czy mamy rozumiec ze nie mozesz liczyc na meza a staracie sie o
              dziecko??
      • rewolka404 Re: credit crunch/recesja... 18.02.09, 17:53
        >Do macierzynstwa trzeba dojrzec...

        Dla Audrey może właśnie to jest dojrzałe macierzyństwo? Nie oceniajmy tak łatwo
        ludzi...To że my mamy inne podejście nie znaczy, że jest ono lepsze/gorsze i
        chyba powinniśmy się wstrzymać z takimi tekstami na MG sad
        • audrey2 Re: credit crunch/recesja... 18.02.09, 18:08
          Naprawde nie sadzilam, ze wywolam taka dyskusje lub co gorsza
          podziele dyskutantów. Co do meza...Nie chce, zeby na niego spadla
          cala odpowiedzialnosc i stres zwiazany z utrzymaniem rodziny.
          Wspiera mnie w wiekszosci spraw i nie mam watpliwosci, ze wywiaze
          sie z roli ojca, ale nie chce go tym wszystkim przygniatac. Dlatego
          tez mialam nadzieje na maternity leave. Wlasnie to chodzi- jest
          relatywnie ciezko o prace (albo tak mi sie tylko wydaje) i bycie
          jedyna osoba pracujaca jest ciezko i stresujaco. Ale ok, pewnie
          jestem tylko panikara, wiec nie ma chyba o czym juz mowic. (rewolka,
          dziekiwink)
          • groszkowa74 Re: credit crunch/recesja... 18.02.09, 18:18
            Ja myslalam podobnie jak Ty gdy bylam przed 30smile I tak oto po drodze
            choroba, brak pracy, teraz recesja...nigdy nie jest dobry czas na
            dziecko, nigdysmile Jak sie kochacie to do dzielasmile Jakos sie ulozy.
            Nie badz nadodpowiedzialnasmile
        • zyyrafka Re: credit crunch/recesja... 18.02.09, 19:22
          tak uwazam, bo jesli sie najpierw mysli o pieniadzach, to na dziecko
          nigdy sie nie bedzie dojrzalym, a jak Dottie slusznie napisala,
          ze "rozwiązania problemów pojawiają się równoległe z zaistnieniem
          problemu".
          Nie odkladaj leczenia, nigdy nie wiesz ile mozesz czekac...
    • lucjeczka_2 Re: credit crunch/recesja... 18.02.09, 18:41
      Tez mysle ze powinnas dzialac a nie panikowac)))). Tak naprawde nie
      wiadomo kiedy sie skonczy recesja, moze byc dwa lata a moze piec.
      Chcesz tyle czekac?I nie wiesz ile bedzie trwala Twoja walka o
      dziecko, moze skonczyc sie na jednym cyklu z Clo i zajdziesz w ciaze
      a moze to trwac dluzej.. czego Ci absolutnie nie zycze..Jak tak
      zaczniesz wszystko analizowac dojdziesz do wnisoku ze nigdy nie ma
      dobrego momentu, bo brak pracy a potem dobra praca, a potem jeszcze
      dom by sie przydalo wybudowac))))))
      Powodzenia
      • dottie001 Re: credit crunch/recesja... 18.02.09, 18:56
        ja Ci powiem taką historię.

        w maju 2002 brałam ślub, do którego przygotowywałam się rok czasu z wszystkimi
        ceregielami. tydzień przed ślubem na wyjeździe moja najbliższa koleżanka z pracy
        mówi mi, że jest w ciąży... No to ja szok... i co teraz i jak teraz.. ona nawet
        nie była zaręczona itp itd. Powiedziała mi wtedy, że jak się nie jest w danej
        sytuacji to nie widzi się rozwiązań, które się widzi, jak się jest już w danej
        sytuacji. Mhmm.. pomyślałam. W lipcu odbył się jej ślub z pompą, zdążyła i z
        naukami i z wszystkim formalnościami. Kwitła i była szczęśliwa w dniu ślubu. A
        teraz... minęło 7 lat, właśnie oczekuje na przyjście na świat drugiego dziecka i
        jest szczęśliwa.
        zatem...

        Rozwiązania problemów pojawiają się równoległe z zaistnieniem problemu.

        Często myślałam o jej mądrych słowach. Miała rację.

        smile buziaczki
        • bushko Re: credit crunch/recesja... 18.02.09, 19:27
          Gdybym miała wybierać praca czy dziecko, wiadomo co bym wybrała wink
          Z perspektywy czasu wiem, że odkładanie dziecka na lepszy moment jest wyjściem
          najgorszym z możliwych. Niektóre kobiety tak robią i wszystko ok, udaje im się
          to i bardzo dobrze. Innym się nie udaje a wtedy jest żal, rozpacz, smutek,
          tęsknota, ból.... Do której grupy Ty należysz??? Czy jesteś pewna, że jak już
          zdecydujesz się na dziecko uda Ci się to? Hm, dlaczego miałoby się nie udać? A
          dlaczego miałoby się udać? Niestety to jedyny rachunek gdzie 2+2 wcale nie musi
          być 4. Pamiętaj, im później tym trudniej... wiem coś o tym. I depresja goni
          depresję, zamiast owulacja owulację... To wszystko zależy od tego jak bardzo
          chcecie mieć dziecko, czy potraficie zrezygnować z posiadania dzieci? Tak
          całkowicie. Czy jeśli za kilka lat się to nie uda, czy pogodzisz się z tym? Czy
          będziesz żałować podjętej teraz decyzji? To jest Wasza decyzja, razem musicie
          postanowić. Najważniejsze, żeby później nie żałować. Czy myślisz, że przy
          najgorszym scenariuszu, mając dziecko możesz żałować, że je masz? Chyba nie.

          Bushko...
          • aga.zetka Re: credit crunch/recesja... 18.02.09, 19:54
            Nie raz rozmawiam z mężem o naszych niejednych znajomych. Nie mają
            własnego mieszkania, albo kredyty. Z bracą u nich różnie zarobki
            mogły być większe. A mają dzieci. Są szczęśliwymi rodzicami i jakoś
            sobie radzą. A my mamy własne mieszkanie dwupokojowe, jak narazie
            dobrą pracę, a dziecka nie ma. Czujemy się niespełnieni. Pragniemy
            Maleństwa. Dlatego na pierwszym miejscu są u nas starania. A co
            będzie to będzie. Chociaż mąż może niedługo stracić pracę, a u mnie
            przez tak osłabioną złotówkę też jest niewesoło. Jednak myśli o
            dziecku nie odkładamy na później.
Pełna wersja