Dodaj do ulubionych

Nie trzeba się bać-trzeba mówić....

22.04.05, 02:45
Nie można nie rozmawiać ,choć wiele zależy od człowieka i chorego i
patrzącego na chorego ,dla którego nie ma już szans.Wiem ,że o wiele trudniej
rozmawiać z człowiekiem do końca przytomnym ,który ,nie dopuszcza myśli o
śmierci.Trzyma się ostatniej nadziei.Więc nie utrudniajmy tym ludziom
tego.Nie chcą rozmawiać ,więc trzeba udawać,że to nie koniec .Pomaga im to
bardzo.Nie chcą do szpitala,hospicjum-pomóżmy im ,w tych ostatnich chwilach
zostać w domu-gdzie czują się bezpiecznie ,wśród swoich.Są różne choroby i
każdy chory to indywidualność-nic nie mam takiego samego.Tak jak
śmierć.Jestem szczęśliwa ,że mój mąż był do ostatnich chwil w domu.Bał się
szpitala .Nigdy nie mówił o śmierci i nigdy nie poruszałam tego tematu .Choć
od poniedziałku ,jakby pogodzony z tym ,że odchodzi,(umarł w piątek),leki
przeciwbólowe były bardzo silne.Decyzja lekarza,że pacjent w ostatnich
chwilach nie może odczuwać bólu .Leki te działają prównież
uspokajająco ,otępjają psychikę.To pomagało i jemu i mnie.
Pamiętajmy ,że "Starych drzew się nie przesadza ",powinne do końca zostać
wśród bliskich.Różne są sytuacje ,ale panie z hospicjum służą wszelką pomocą
więc zaufajmy im,i sobie .Nie ma recepty na śmierć lekką,jest tak różna jak
charaktery ludzi umierających.Jedni cicho odchodzą inni z żalem do całego
świata ,że czemu to oni.Więc może rozmawiajmy ,tu na tym Forum ,aby innym
pomóc.Może potrzebują nas ,naszych przeżyć ,może mają pytania .Więc pomóżmy
innym.Może nam samym przyda się taka pomoc -przecież nie wiemy ,tego co
nieuchronne...
,poradzić wskazać drogę .Mąż moj nie żyje już ,czy aż 1.5 roku.Ale nadal
widzę jego twarz ,jego chorobę i odchodzenie.Więc rozmawiajmy ,mówmy
innym ,wiem ,że ciężko .Nie pamiętam od śmierci męża normalnie przespanej
nocy.Dzień jakoś mija ,noc wiekiem się staje.Nie nie boję się-nigdy się nie
bałam .Miałam 25lat ,jak zmarł mój tata, wcześniej dziadkowie .Śmierć jest
dla mnie niby czymś normalnym .Ale jak ciężko...Nigdy nie myślę o
najbliższych zmarłych ,że ich nie ma już .Oni są zawsze obok mnie ,staram się
tak myśleć.Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • j0204 Re: Nie trzeba się bać-trzeba mówić.... 25.04.05, 15:58
      OSWOIĆ ŚMIERĆ

      OSWOIĆ ŚMIERĆ TO WIERZYĆ W SWOJE PRZEMIJANIE.
      OSWOIĆ ŚMIERĆ, TO PATRZEĆ JEJ Z UŚMIECHEM W OCZY.
      TAK - KIEDY W KOŃCU CHWILA KONANIA NASTANIE-
      Z PEWNOŚCIĄ ŁATWIEJ BĘDZIE W NOC SIĘ PRZEISTOCZYĆ.

      OSWOIĆ ŚMIERĆ- WYZNAWAĆ MOCNE PRZEKONANIE,
      ŻE ŻYĆ SIĘ BĘDZIE DALEJ LUB W NIEBYT SIĘ ZMIENI.
      TAK- KIEDY WRESZCIE PRZYJDZIE NASZE UMIERANIE-
      Z PEWNOŚCIĄ ŁATWIEJ BĘDZIE PÓJŚĆ W KRAINĘ CIENI.

      A ŻYCIE? CZY JE TAKŻE OSWAJAĆ MUSIMY?-
      WSZAK CZASEM TAK NIEUFNE I NIEZROZUMIAŁE...
      TAK CZĘSTO NAS ROZBUDZA, KIEDY TWARDO ŚPIMY,
      PALETĄ BARW, DŹWIĘKAMI, CAŁYM SWOIM SZAŁEM...

      Śmierć. Przyszła do mnie niespodziewanie, choć czułam wewnętrznie że skrada się
      juz od rana. Czy miałam siły na spotkanie z nią? Nie, to było niczym
      zaskoczenie. Walczyłam o Sylwie, reanimowałam - dało to efekt, ale nie na
      długo, śmierć była silniejsza niż ja. Ja, trzymając moje dziecko za rączkę,
      pozwalałam Jej odejść. Pozwoliłam świadomie, chciałam by była tam szczęsliwa,
      nie chciałam by tu cierpiała. Wiem,że Sylwia wróciła do mnie na "chwilę" bym
      pozwoliła Jej odejść. Czekała na to. Trzymała się tak dzielnie i walczyła o
      każdy dzień, każdy dzień dla nas. Była bardzo silna i dzielna.

      Czy przegrałam z nią? Myślę że po części tak a po części nie. To, że zabrała mi
      na zawsze Sylwię - nie godzę się z tym, ale wiem,że Ona jest tam bardzo radosna
      z innymi Aniołkami i moim pierwszym maleństwem.

      Czy przegrałam z Bogiem? Pewnie tak, zdecydował inaczej a ja byłam bezsilna.
      Przyjęłam Jego wolę a teraz mam puste ręce i zakrwawione serducho. Bardzo
      brakuje mi Sylwi, cholera , tak bardzo.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka