obyczaje góralskie

15.05.07, 22:38
mieliście jakieś niezwykłe sytuacje, zachowania górali ,poznawaliście ich
obyczaje? Coś co przyciągnęło waszą uwagę, coś niespotykanego, niecodziennego
lub jedynego w swoim rodzaju w odniesieniu do ludzi z gór? Czym się
wyróżniają, charakteryzują, co wam w nich przeszkadza , z czym się z nimi
utożsamiacie, zgadzacie i popieracie?
    • hopajsiup achtung, będzie niemiło 16.05.07, 11:47
      Napiszę tekst nieprzyjemny, bo pelen złości i agresji, za co z góry
      przepraszam. Taka jest jednak moja odpowiedź na Twoje pytanie.

      Górali znam od jak najgorszej strony. Nie lubię ich i unikam; od kiedy mam
      samochód, staram się nawet omijać Zakopane i albo w Nowym Targu skręcam przez
      Grońków na Wysokie, albo w Chabówce przedz Czarny Dunajec na Zachodnie.

      Góralszczyzna od lat kojarzy mi się z chciwością, pijaństwem, chamstwem,
      cwaniactwem i pogardą dla nie-górali..

      Oczywiście wiem, dlaczego tak jest, potrafię to zracjonalizować i wyjaśnić.

      Jestem człowiekiem dólskim. W góry przyjeżdżam na wakacje. Nie mam osobistych
      znajomych górali. Skutek – górale jakich spotykam to ci, którzy pracują w
      biznesie turystycznym – kierowcy busików i taksówek, knajpkarze, grill-
      oscypkarze, fiakrzy, właściciele wyciągów, ci od kwater, itd itp. Mają jeden
      interes – zarobić na ceprach. Konflikt interesów jest więc oczywisty. Mój obraz
      górala kształtował się przez pryzmat kilkudziesięciu lat kontaktów z takimi
      właśnie góralami. Nie znałem i nie znam tych, wobec których każdy mieszczuch ma
      kompleks niższości – zarobionych żylastych chłopów o czarnych od roli rękach
      czy kobiet zniszczonych wstawaniem przed świtem, żeby dać koniom.

      Pamiętam dobrze lata 70te i 80te, kiedy autobus do Chochołowa przyjeżdżał na
      stanowisko w Zakopanem w połowie pełen, bo pan kierowca wział najpierw z
      sekretnego miejsca wszystkich swoich znajomych, a o pozostałe 20 miejsc
      walczyło na łokcie 100 tłoczących się na stanowisku ceprów. Mam w oczach
      Krupówki pełne zataczających się od pierzei do pierzei herosów hal. Znam te
      malutkie pokoiki, ścieśnione do niemożliwości żeby jak najwięcej zmieścić ich
      na piętrze, pozaklejane taśmą gniazdka elektryczne, półki w sklepach puste dla
      obcych i pełne dla swoich. Tak kształtował się mój obraz góralszczyzny.

      Z czasem, kiedy zacząłem dorastać, czytać i kojarzyć, góral przestał być dla
      mnie nieodrodnym synem gór, zrośniętym z naturą jak limba nad Morskiem Okiem.
      Wręcz przeciwnie – stał się wręcz przeciwieństwem gór, nie ich synem, ale ich
      wrogiem. Bez sensu? A jednak. Nabrałem przekonania, że gdyby góralom pozwolić,
      dla pieniędzy zniszczyliby góry do imentu – postawili budkę z grilem na
      Trzydniowiańskim, zbudowali kolej zębatą na Świnicę, wycięli regiel do kości,
      urzędzili wypożyczalnię quadów na Polanie Chochołowskiej, wydali owcom na żer
      polany i hale, urządzili polowania na kozice, a pensjonaty ustawili masą do
      linii kosówki. Na szczęście była komuna, która miała w pogardzie święte prawo
      własności.

      Oprócz konfliktu interesów drugą przyczyną mojej niechęci do góralszczyzny jest
      rola, jaką przypisała jej kultura wysoka (teraz masowa) od ponad 100 lat. Im
      bardziej heroizuje się góralszczyznę, tym większe moja do niej niechęć. Jeszcze
      Chałubiński miał do górali stosunek racjonalny i rzeczowy, ale od Witkiewicza
      przez Szymanowskiego popłynął potem szeroki nurt mitologiczny, z którego góral
      wynurzył się jako pra-Polak i heros. Potem nurt ten przeszedł swoistą
      transformację w postaci przewekslowania na sojusz robotniczo-chłopski, a i dziś
      nietrudno go odnaleźć w infantylnych, żywiących się bzdurą mass-mediach.
      Przykład z ostatnich lat – fascynacja religijnością górali, zwłaszcza w
      kontekście papieskim, ten góral jako tradycyjna ostoja wiary katolickiej w
      Polsce, te śpiewy, stroje, ciupagi i kapelusze, te rozmodlone tłumy – podczas
      gdy dobrze wiadomo, że 150 lat temu, gdy dólski chłop szedł za wiarę na Sybir i
      do powstań, ksiądz Stolarczyk był w Zakopanem niemal jak na misji w pogańskim
      buszu. Ta współczesna kultura góralska, niemal w 100% stworzona w XX wieku pod
      sztancę miastowych oczekiwań albo wręcz zgodnie z dólskimi instrukcjami, nie ma
      nic wspólnego z kulturą góralską sprzed 120-130 lat, jest niemal jej
      zaprzeczeniem w jakimkolwiek aspekcie – budownictwa, rękodzielnictwa, strojów,
      tańca, muzyki. Nazywać tą współczesną kulturę góralską nieautentyczną byłoby
      fałszem – w końcu tak budują, śpiewają, tańczą, ubierają się górale nie tylko
      dla ceprów, ale także dla siebie, do kościoła w niedzielę, na swoje wesela itd –
      jest to kultura autentyczna, tyle że będąca produktem nie tyle górali, ile
      pokoleń ceprów. I ta właśnie dziwaczna rola góralszczyzny, skonsumowanej,
      przerzutej, zmutowanej i wypromowanej przez kulturę masową jest kolejną
      przyczyną, dla której nie mogę zdobyć się dla niej na sympatię.

      Muszę powiedzieć że im jestem starszy, tym bardziej moja niechęć do górali
      eroduje. Lepiej rozumiem przyczyny i uwarunkowania, widzę jak cywilizuje się
      drapieżno-pazerny charakter komercyjnej góralszczyzny, coraz częściej spotykam
      miłych, sympatycznych, uczynnych górali. Pamiętam że bodaj w grudniu musiałem
      niemal wykłócać się, aby móc zapłacić za wrzątek, herbatę i cukier – bo chcieli
      mi dać za darmo. Ale wiadomo – czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość
      trąci.
      • kfadam Re: achtung, będzie niemiło 16.05.07, 12:08
        Co do powstania całej kultury góralskiej zgoda, choć nie została w całości
        wymyślona ale na pewnej podwalinie która istniała została wygładzona,
        podkolorowana i dostosowana do wizji i potrzeb ceprów. Co do charakterów górali
        to fakt dawna bida sprawiła ze chciwy to na dutki naród ale pracowity, twardy i
        honorny choć jak wszędzie cwaniaków i chamów też znajdziemy ale czy jest ich
        więcej niż na nizinach wątpie.
        KA
        • niemamweny2 Re: achtung, będzie niemiło 17.05.07, 08:34
          Z uwagi na cywilizację, kicz masowy w mediach i migracje powojenne kultura
          jest w tym momencie bardzo homogeniczna.Co prawda gwara, muzyka i stroje ludowe-
          na uroczystościach się jeszcze zachowały.Do tego dochodzą zwyczaje swiąteczne,
          czy potrawy.
          Ale z kolei doszukiwanie sie jakiś szczególnych cech dla Warszawiaków,
          Krakusów, Poznaniaków, czy Ślązaków, lub Górali (jakich? spiskich,
          podchalańskich, sląskich, Podegrodzian, Łemków, czy tez mieszkańców Sudet?- to
          też górale niekiedy z nizin kresowych od ponad 50 lat) wydaje mi się
          paranoidalne.Idze, idze bajtloku!
        • piecsiedem dobrze że przywołałeś tego "honornego" 18.05.07, 09:15
          Mam wrażenie, że w powyższym poście słychać niedalekie echo roli, jaką
          przeznaczyła góralszczyźnie kultura masowa. Na przykład – „honorny”. Jak
          wiadomo, góral musi być „honorny” (broń boże nie „honorowy”!), nie ma górali
          niehonornych. Ot, taki kolejny stereotyp, takim wykreowali górala ludze dólscy,
          takim chcą go widzieć, i tak właśnie zaczęli stylizować się górale. Tymczasem
          cóż – pod wieloma względami, także pod względnem „honorności”, w połowie XIX
          wieku chłop spod Nowego Targu nie różnił się wiele od chłopa spod Łomży. Ale
          chłop spod Łomży nie jest w naszym stereotypie narodowym „honorny”, co najwyżej
          jest ciemny i pijany (pamiętacie z piosenki, bodaj Jana Kaczmarka, „Nakło czy
          Łomża”?). Dlaczego tak się stało?

          Odpowiedź jest prosta. Jeśli chłop spod Łomży nakładł komuś po pysku, to
          najwyżej chłopu spod Ostrołęki, i reszta Polski nic o tym nie wiedziała. Ale
          jeśli komuś nakładł po pysku chłop spod Nowego Targu, to za pośrednictwem
          letników z Krakowa i z Warszawy wiedziały o tym dólskie dzienniki i tygodniki.
          I tak powstał mit „honornego” górala, a nasz przyjaciel spod Łomży na darmo
          krwawił sobie pięści na szczękach sąsiadów.

          Tak jak w przypadku „honorności”, w połowie XIX wieku chłop podhalański nie
          różnił się do tego spod Sandomierza czy Włocławka również pod względem bidy,
          ciężkiej roboty, „twardości”, pazerności czy cwaniactwa. Tak samo świeciły mu
          się oczy na widok pieniądza, tak samo pogardzał i bał się jednocześnie
          miastowych. Ale wszystko zmieniło się z napływającą pod koniec XIX wieku falą
          ceprów. Chłopa spod Włocławka nikt nie opiewał w pieśniach, sonetach i
          poematach, nikt mu się nie zjeżdżał do wsi na całe lato, nikt mu nie kadził,
          nie prosił go o tańczenie, granie i śpiewanie. Wiejska baba spod Włocławka nie
          prostowała grzbietu w obecności pani mecenasowej z miasta, jeśli już taka w
          ogóle zaszczyciła ją rozmową. W Zakopanem to pani z miasta – choćby wielka i
          podziwiana na świecie aktorka, jak Modrzejewska – mizdrzyła się do gaździny.
          Jednym słowem – w dólskim chłopie nie narastało przekonanie o własnej
          wyjątkowości, nie narastała w nim świadomość swojej „honorności”
          ani „twardości”. Ani nie miał wobec kogo tej „twardości” i „honorności”
          zademonstrować. A u górala – owszem. Stąd zaryzykowałbym tezę, że wśród chłopów
          z Podhala odsetek cwaniaków wyrósł jednak ponad przeciętną typową dla Pałuk czy
          Podlasia. Już z końca XIX wieku mamy opisy, jak to ogłupieni przez zapatrzonych
          w nich ceprów górale demonstrowali własną „honorność” awanturując się z
          austriackimi policjantami; z końca lat 60tych XX wieku pamiętam historię o
          zwykłym chłopaku z Bukowiny, który podszczuty i podpity w knajpie przez
          miastowych, dla toposu janosikowej chwały wyszedł na ulicę, po czym napadł i
          zabił bogu ducha winnego przechodnia. To chyba najbardziej wyrazisty przykład
          zwyrodnienia, jakiemu uległa góralszczyzna pod wpływem kultury masowej.

          Awanturnikowi spod Łomży mówiło się że jest chamem i dostawał baty,
          awanturnikowi spod Nowego Targu mówiło się że jest Janosik i dostawał wódki.
          Tak wyglądają moim zdaniem kulisy góralskiej „honorności”.
      • weekenda Re: achtung, będzie niemiło 17.05.07, 09:45
        Najbliżej jest mi do zdania Hopajsiupa... Jestem trochę młodsza i nie mam aż
        takiego doświadczenia sprzed kilkudziesięciu lat, poza tym tak organizuje sobie
        wszystkie wyjazdy w Góry aby mieć jak najmniejszy kontakt z ludźmi w ogóle. Ale
        widzę co się dzieje.

        I pomimo mojej negacji dla "tłumów na szlakach" uważam, że to nie turyści (ilu
        by ich nie było) przyczyniają się do degradacji środowiska w Górach. To
        tambylcy, miejscowi. I tylko i wyłącznie dla kasy.

        Dużo by mówić...

        A kultura? tradycje? zwyczaje? wszędzie są podobne. Towarzystwo od lat miącha
        się ze sobą.
    • skis30 Re: obyczaje góralskie 17.05.07, 11:41
      Trudno nie zgodzić sie z wyrażonymi opiniami co do pewnych zachowań górali ale dotyczą głównie relacji na poziomie turysta - góral. Czy zastanawialiście się jak to wygląda z drugiej strony? Jestem góralką " z krwi i kości". Mo pradziadek służył w wojskach Franza Józefa, a później był leśniczym, prababcia zajmowała się tkaniem kilimów i hafciarstwem. Dziadek zajmuje się ciesielką - buduje góralskie drewniane domy. Babcia ukończyła szkołę koronkarską im. Heleny Modrzejewskiej w Zakopanem i cudem uniknęła wywózki do Oświęcimia.Swoje życie poświęcili też pracy na roli.Mój tata ukończył szkołę zawodową a mama miała średnie wykształcenie i pracowała jako księgowa w dużej firmie przewozowej. Po co to piszę? Jak widzicie z turystyką i żerowaniem na turystach mamy mało wspólnego, ale niestety nie mogliśmy nie mieć z nimi kontaktu.

      Osoby przyjeżdżające do Zakopanego często nie liczą się z tym, że my górale też jesteśmy ludźmi. Często traktowani jesteśmy jak obiekty muzealne. Turyści zaglądają do naszych domów,chcą nas oglądać.
      Środowisko, w którym żyją górale nie rozpieszcza ich. Ziemia nie jest żyzna, nie ma zakładów przemysłowych, jedną z niewielu możliwości jest działalność gospodarcza związana z turystyką lub wyjazd za granicę (stąd duża emigracja górali w ltach 80tych.
      Jeśli ktoś pracuje w branży turystycznej to napewno wie, że jest to praca przez 24 godziny 365 dni w roku.
      Niektórzy górale faktycznie przesadzają z nachalnością w proponowaniu swoich usług, wiele jest kwater nie spełniających podstawowych wymogów sanitarnych i tp, ale musicie przyznać, że standard i liczba oferowanych pokoi daje możliwość wyboru tego co komu odpowiada także pod względem cenowym.
      Muszę też wspomnieć o bezpieczeństwie w moim mieście. Śmiem twierdzić, że jest to jedno z nielicznych miast, w którym bez obaw o własne życie można wybrać się samemu na wieczorny spacer. Zdażają się pewne incydenty ale jeśli ktoś chce to może sprawdzić, że większość złodziei jest spoza Zakopanego i mają miejsce w okresie największego ruchu turystycznego. Wystarczy w takich okresach przejść się na Krupówki i zobaczyć ile osób siedzi (czasem leży)tam i prosi o pieniądze. Wierzce, że żaden góral nie żebrze bo to dla niego byłoby największe upokorzenie.
      • hopajsiup słówko wyjaśnienia 17.05.07, 13:45
        Inicjator niniejszego wątku zadał bardzo dobre pytanie: nie zapytał o to, jaka
        jest współczesna góralszczyzna i górale, ale zapytał o to, jak ich odbieramy i
        z czym nam się kojarzą. Autor nie chciał więc obiektywnego opisu, ale
        subiektywne wrażenia.

        I takie też wrażenia przekazałem. Mój post był subiektywny, oparty na
        wybiórczych kontakatach i zakorzeniony tylko w specyficznych sytuacjach:
        przedstawił górala widzianego oczami współczesnego turysty – miastowego
        inteligenta. Nijak nie zamierzałem powiedzieć, że górale to chamy, pijaki i
        cwaniacy. Zamierzałem natomiast powiedzieć, że ponieważ takich spotkałem wielu,
        taki też mam obraz góralszczyzny – być może niereprezentatywny, skrzywiony,
        niesprawiedliwy, a być może nie. Bardzo mi przykro – ale tak widzę górali. W
        końcu tego chciał autor wątku – zbioru subiektywnych opinii. Jeśli wyszło
        inaczej, z góry przepraszam za własną literacką ślamazarność.

        W swoim poście wyjaśniłem tło mojego góralskiego uczulenia, jest ono zresztą
        doskonale znane i kontekst bolesnych góralsko-turystycznych relacji przywołuje
        też góralska korespondentka powyżej. Geneza pogardy i lekceważenia górali dla
        ceprów jest łatwa do wyjaśnienia. Gdyby ktoś otworzył tu wątek i zamiast o
        góralskie zapytał o „obyczaje ceperskie”, to pewnie musiałbym napisać jeszcze
        bardziej złośliwy i nieprzyjemny post. Ta tłuszcza, która już pijana wylewa się
        z pociągów i autobusów, targuje się do upadłego i marzy tylko o wypiciu
        kolejnego piwa z Giewontem w tle, te rodziny wczasowiczów którzy zapominają
        oddać sztućce i koce po turnusie, ci kierowcy którzy uciekają z parkingów bez
        płacenia, w najlepszym przypadku ci turyści plecakowi, którzy skracają sobie
        drogę przez pole po zasianym, włażą bez pytania do obejścia i szczają pod
        stodołą – taki obraz stonki ma pewnie w oczach przeciętny góral. Zresztą to
        przecież 90% z tych przyjezdnych chciałaby zębatki na Świnicę, pensjonatu z
        asfaltowym dojazdem na Hali Gąsienicowej, rajdów motocrossem po Ornaku i piwka
        na Giewoncie – więc trudno mieć pretensje do górali, że są gotowi dać czego
        chce rynek.

        **

        PS. I dla rozładowania atmosfery, nieco lżejsza uwaga. Niektórzy z szanownych
        forumowiczów zakwestionowali sens doszukiwania się specyficznych cech w
        poszczególnych grupach regionalnych. A tymczasem - proszę! Tylko góralska
        korespondentka z tego forum używa Opery, wszyscy dólscy forumowicze - innych
        przeglądarek.
    • skis30 Re: obyczaje góralskie 17.05.07, 14:55
      Jak już wspomniałam temat ten dotyczy mnie bezpośrednio dlatego i mije odczucia są bardzo subiektywane, a każda negatywna opinia bardzo mnie dotyka. Góralski honor kazał mi bronić dobrego imienia moich dziadów i pradziadów!
      Jestem dumna z tego gdzie mieszkam i kim jestem!! Gdybym tylko miała taką władzę to zamkłabym to miejsce przed "ceprami"!
      Górale są specyficzni.W mojej rodzinie dużą wagę przywiązywano do tradycji i religii. Niedziela to dzień odpoczynku i spotkania w rodzinie. Co tydzień cała nasza rodzina spotykała się u babci na obiedzie. Najczęściej babcia gotowała rosół (ulubione danie dziadka i nie było mowy żeby go nie było)taki tłusty,że dzisiaj żaden szanujący się "ceperski" dietetyk nie uwzględni go w swojej diecie. Drugie danie to słynne grule, schabowy i kapusta zasmażana (tu były odstępstwa).Dziadek nie uznawał "sklepowego" mleka więc śmietana, masło i mleko było od naszej krowy.Dziadkowie posiadali niewielkie gospodarstwo wobec czego musieliśmy wszyscy pomagać przy wszelkich pracach z nim związanych.Mieliśmy krowę, świnię, kury i owce.O wakacyjnych wyjazdach nie było mowy bo wtedy były prace "polowe".Wspólna praca i przebywanie z rodziną dawało poczucie wyjątkowej więzi i bezpieczeństwa.Czsami właśnie podczas takich prac byliśmy obserwowani przez "obcych", komentarze były różne ale często miłe.Nie wiem dlaczego ale ludzie nie wiedzieli,że czynność ta nazywasię- grabienie siana, a nie zamiatanie - zawsze nas to bardzo śmieszyło.
      Większość góralskich tradycji związanych jest z obrządkami religijnymi i nic nie zwykłego w tym, że święci się wianki czy idzie na pasterkę.
      Jadłospis górali podhalańskich nie jest zbyt bogaty bo na naszej ziemi żadne miejskie rarytasy nie wyrosną. To co obecnie pseudo karczmy regionalne oferują ceprom jako góralskie wiele wspólnego z nim nie mają.Co tu rosło? Głównie zboże i grule- czyli podstawa menu górala no i produkty pochodzenia zwierzęcego. Wegetarian góralskich raczej nie spotkałam ani nie słyszałam żeby tacy tu kiedyś żyli.
      Strój góralski jest bardzo piękny ale dawniej był bardzo skromny. Wszelkie wzbogacenia (muszelki, wstążki, cekiny, koraliki, kolorowe nici) kupowane były od kupców któży tędy przejeżdżali. Męski strój (portki i cucha) wzorowane są na mundury wojsk Franza Józefa, moim zdaniem są bardziej węgierskie niż góralskie tylko wzory na nich haftowane są związane z tym regionem. Dla mnie strój góralski to coś wyjątkowego. Zakładam go tylko na wyjątkowe okazje. Staram się aby moje dzieci też tak go traktowały.Jesteśmy rodziną kultywującą tradycje. Wieczorami uczymy się śpiewać i tańczyć po góralsku ale nie robimy tego w celach zarobkowych (na pokaz dla ceprów).
      Dla mnie górale to twardzi ludzie,którzy pomimo trudnych warunków życia (klimat)potrafią sobie dać rade w wielu sytuacjach. Są bardzo zaradni i pracowici.Bronią własnego zdania i własności (czasami troche przesadzają. Mają pewien system wartości, który twardo przekazują następnym pokoleniom (oczywiście są wyjątki ale jak już wspominałam są to moje subiektywne odczucia).
      Mieszkałam 5 lat za granicą i nigdy już stąd dnie wyjądę. Mieszkam w wyjątkowym miejscy i między wyjątkowymi ludźmi.
      P.S.
      Mam nadzieję, że cepry nie mają mi za złe, że chcę Tatry mieć tylko dla siebie.
      Pozdrawiam wszystkich ceprów i zapraszam "do Zokopanego"
      • taka_sobie1 Re: obyczaje góralskie 17.05.07, 18:55
        Moje pierwsze zetkniecie sie z góralami zaistniało w pierwszej połowie lat
        siedemdziesiatych, jeszcze wtedy chodziło sie z białego dunajca do poronina do
        muzeum, intensywnośc pobytów lata dzieiedziesiate apogeum 2000rok do dzis i moje
        doswiadczenia z mieszkańcami , tubylcami podhala są mimo nieprzychylnych opinii
        zawsze poprawne, moze dlatego że pochodze znad morza i o nas wtedy tubylcach tez
        opowiadano rózne, rózności nie zawsze prawdziwe, staram sie bywac jak najmniej z
        ludźmi , a przede wszytstkim najwiecej z przyroda gdy jestem w zakopanem , w
        tatrach, całej okolicy ....przyjeżdżam i zachłystuje sie wszystkim dookoła, że
        nie mam ani czasu, ani ochoty zastanawiac sie co jest tam drazniacego, raczej
        nastawiam sie na radośc , zwiazana z górami i życzliwośc, która udaje mi sie
        zdobyc niejednokrotnie u tubylców,
        a mam jedna nawet nie zaprzyjaxniona góralkę, tylko taka u której zawsze kupuje
        w drodze powrotnej do domu bundza słodziutkiego świeżutkiego, nie wiem jak jest
        robiony jest wysmienity , długo trzyma świezość i jego smak jest znany wsród
        moich przyjaciół i w moim miejscu pracy, podjeżdżam do bukowiny tatrz. i zawsze
        pani biegnie do domu i przynosiu swieżutki, kiedys zagadnełam wnuka o kupno
        rydzów, ale prawdopodobnie żyja wystarczajaco zarabiajac jak twierdzi "na
        oscypkach", to godne podziwu.... bo ja zapycham i zyje mi się nie zawygodnie,
        natomiast pewnie smykałke do handlu ci"moi" górale maja, tylko im pogratulowac i
        sobie życzyc żeby ser nie zmienił smaku
        • billy.the.kid Re: obyczaje góralskie 17.05.07, 19:35
          jakoś tak smiesznie na mieszkańców podhala jakoś często narzekają ci co to tak
          protekcjonalnie-a witojcie gazdo,jak tam łowies latoś obrodził?
          a tu normalnie są to tacy sami ludkowie jak wszyscy inni.
          głupi by nie chciał zarobić gdy frajerzy przyjeżdżają z piniąchami.jak się
          trafi frajer to i można mu sprzedać krzyż na giewoncie i kolejkę na gubałówkę.

          narzekanie,wyklinanie na właścicieli kwater- co za problem-następnym razem
          wybiorę inna.
      • piecsiedem współczesna vs historyczna góralszczyzna 31.05.07, 11:11
        Powyżej wspomniano historyczną podwalinę, na której zbudowano współczesną
        kulturę góralską. Uważam, że związek jest tak mikry, że wręcz żaden.
        Powiedziałbym nawet że teza, iż współczesna góralszczyzna wyrosła na pohybel
        wbrew góralszczyźnie historycznej jest co najmniej równie uprawnione jak
        twierdzenie, że ta pierwsza jest kontynuacją tej drugiej.

        Budownictwo? Wszyscy znamy te domki, znaczące pejzaż od Krakowa do Chochołowa.
        Cztery, a czasem i pięć kondygnacji, tynkowane na wełnę pustaki, spadzisty
        dach. Co to ma wspólnego z parterowymi, drewnianymi góralskimi chałupami, jakie
        można zobaczyć przy Kościeliskiej? Chyba tylko spadzisty dach i to, że
        mieszkają w nich górale. Kiedy pierwszy góral, oczywiście po gruntownym praniu
        mózgu ze strony miastowych, zaczął ponad 100 lat temu stawiać piętro dla
        letników, zbiegły się chłopy ze wszystkich okolicznych wsi zobaczyć to dziwo.
        Stali, pukali się w czoło i mówili – patrzcie, zwariował, stawia jedną chałupę
        na drugiej....

        Strój? Fałszywy od kierpców do kapelusza. Jak każdy polski chłop od Łatgalii po
        Spisz, podhalański góral marzył o solidnych, skórzanych, wysokich butach z
        cholewą; kierpce służyły mu do roboty, a spaliłby się ze wstydu, gdyby miał w
        nich wystąpić „oficjalnie”, np. pójść do kościoła albo do urzędu. Kapelusz? A
        skąd wziąłby do niego te wspaniałe pawie pióra, którymi zdobią się dzisiaj?
        Oryginalny góralski kapelusz przypominał raczej te, jakimi we współczesnych
        książeczkach dla dzieci ozdabia się głowy Janka Muzykanta czy innych wiejskich
        gamoni – filcowy, bezkształtny, zniszczony przez wiatr i deszcz, z obwisłym
        rondem.

        Muzyka? Wszystkie te dzisiejsze skoczne nutki wymyślili panowie Szymanowski i
        spółka, a instrumenty to wynik lat pracy kółek muzycznych, instytucji
        kulturalnych i konkursów ludowych. Jak wspomniają współcześni, muzyka Sabały
        była trudna do wytrzymania – będący często pod gazem dziad rzępolący na
        prymitywnym, a do tego rozstrojonym instrumencie, z trudem trzymający się rytmu
        i melodii, przypominał bardziej cygańskie dzieci, jakie dziś spotykamy z
        akordeonem w przejściach podziemnych wielkich miast. Żaden szanujący się góral
        nie zaprosiłby Sabały, żeby grał na weselu jego córki. Kto więc tam grał? Na
        ogół wędrowni wiejscy grajkowie, zresztą często-gęsto Żydzi. A co grali?
        Nie „Hej bystra woda” ani „Góralu czy ci nie żal”, tylko kawałki uważane przez
        górali za kulturę wysoką – różne walczyki i poleczki modne wówczas w Austro-
        Węgrzech, przy czym nie dałbym głowy, czy najpopularniejszą melodią nie
        był „Nad pięknym modrym Dunajem”.

        Taniec? Z końca XIX wieku mamy opis tańca zbójnickiego jako czegoś w rodzaju
        tańca świętego Wita, dzikich i nieskoordynowanych pląsów, budzących w widzach
        grozę i przerażenie podejrzeniem, że miotający się górale oszaleli.
        Ekstatyczny, spontaniczny, indywidualny charakter tych pląsów jest
        zaprzeczeniem skodyfikowanych, wielekroć przetrenowanych i doskonale
        powtarzalnych figur, wymyślonych w różnych kółkach i klubach a wykonywanych jak
        pod sznurek równocześnie przez rzędy świetnie wyszkolonych tancerzy, unoszących
        się, krzyżujących nogi i powiewających ciupagami jak skrzyżowanie żołnierzy
        kompanii reprezentacyjnej Wojska Polskiego z zespołem „Gawęda”.

        Rękodzielnictwo? Ależ ci wszyscy rzemieślnicy, dłubiący swoje sprzączki, spinki
        czy uprząż w domowych warsztatach, dawno już zbankrutowali i pomarli ze
        zgryzoty. Warsztacik z początku XX wieku produkował w jeden dzień więcej i
        taniej i niż oni w tydzień, lepiej dostosowywał się do wymagań rynku, zmieniał
        wzornictwo, udoskonalał technologię, przejmował motywy zgodnie z najnowszymi
        modami i oczekiwaniami; tylko najstarsi kowale dożyli do chwili, kiedy w ich
        chałupach pojawili się pracownicy muzeów etnograficznych pytając o starocie,
        którymi sąsiedzi dawno już przestali się interesować.

        Współczesne budownictwo góralskie uśmierciło budownictwo tradycyjne,
        współczesny strój góralski uśmiercił ten oryginalny, współczesny taniec
        góralski uśmiercił ten historyczny. Czy można mimo wszystko widzieć w tym
        kontynuację? No, pewnie na takiej samej zasadzie, na jakiej współczesny
        samochód jest kontynuacją dawnej chłopskiej furmanki – i to i tamto miało koła
        i służyło do jeżdżenia.
        • billy.the.kid Re: współczesna vs historyczna góralszczyzna 31.05.07, 20:53
          pokazuje to muzeum tatrzańskie. zgadza sie z tym co piszesz-biała i czarna
          izba. jednak jak wszyscy i górale chcieli do kościoła pójść bardziej odświętnie.
          moze i to w czym teraz chcielibyśmy ich widzieć jest sztuczne, ale jakos tak od
          100lat chyba przyjęli to jako swoje ubranka. portki cyfrowane nosili już
          wcześniej 19 wiek. parzenice były nie tak wspaniałe jak teraz-ale były.

          znam paru chłopaków-juz dobrze wiekowych- którzy przy świetej niezdieli
          ubierają sie tak malowniczo-i wcale nie dla cepróW a właśnie DLA SIEBIE.

          NAJPIEKNIEJSZYM OBYCZAJEM JEST DOBRZE NAWALIĆ SIE OKOWITKA, I PO POWROCIE Z
          KARCZMY WRZUCIĆ PARE GARŚCI GAZDZINCE.
          • piecsiedem góral rulez 01.06.07, 10:08
            kolejny po „honornym” post, który dobrze pokazuje narodowy stereotyp górala.
            Chodzi mi oczywiście o tą okowitę i wrzucanie gaździnce.

            Tak właśnie cała Polska chciałaby widzieć górala – zawadiaka, nikogo się nie
            boi, krzepa na nim aż się błyszczy. Nawet jak przyłoży raz i drugi babie, to
            przecież wiadomo, że baby lać od czasu do czasu trzeba.

            Gdyby wspomniany chłop spod Łomży przyszedł schlany do chałupy, puścił pawia w
            sieni i dla sportu wyrżnął żonę w oko to mielibyśmy komentarze o barbarzyństwie
            i dziczy. Ale chłopu podhalańskiemu wolno – co więcej, chłopu podhalańskiemu
            dodaje to uroku.
            • billy.the.kid Re: góral rulez 02.06.07, 09:07
              potraktowałeś to zbyt poważnie- nie zauważyłeś przymruzenia oka.trudno-poczucie
              humoru.
              jakoś tak znam paru gazxdów-ktozy dosyć wytrwale stosują się do tej zadasdy
              obyczjów góralskich.nie jest to więc stereotyp-a to co widzą moje oczy.nie ma
              tam tego ze chciałbym koniecznie zeby tacy właśnie byli.
              • piecsiedem tłuczenie żon na wesoło 11.06.07, 10:52
                i kolejny dobry przykład na to, jak ciężko rozstać się ze stereotypem.

                Z jednej strony dólski człowiek ma niejasne podejrzenie, że ten krzepki mocala
                spod Tater to jednak taki trochę wymyślony. Więc na wszelki wypadek asekuruje
                się poczuciem humoru i przymrużeniem oka.

                Z drugiej, bardzo trudno mu się z tym stereotypem rozstać. Akapit wyżej jakby go
                zdezawuował. Ale zaraz w akapicie niżej wyszło, że święcie wierzy w powszechność
                góralskiego obyczaju tłuczenia żon.

                Tak właśnie od ponad 100 lat dólscy ludzie robią z górali malowanych idiotów –
                aż ci uwierzyli, że faktycznie nimi są.
                • billy.the.kid Re: tłuczenie żon na wesoło 11.06.07, 17:02
                  jak widzę że facio nap...la swoją kobitkę-to stereotyp?
                  • ravny Re: tłuczenie żon na wesoło 11.06.07, 19:18
                    nie, to niezgłoszenie przestępstwa.
                    • billy.the.kid Re: tłuczenie żon na wesoło 11.06.07, 21:21
                      widzisz-jakieś 40 lat temu usiłowałem przeszkodzić takiemu przestępstwu,
                      wlanąłem facia w dynię. a jego maltretowana kobitka z pazurami do mnie ze jej
                      męża bije.
                      • billy.the.kid Re: tłuczenie żon na wesoło 11.06.07, 21:22
                        od tego czasu kibicuję jednej lub drugiej stronie nieporozumienia rodzinnego.
                  • piecsiedem ad nap... lania kobitek 20.06.07, 23:47
                    gadanie że nap...lanie kobitek to pradawny góralski obyczaj to taki nasz ukochany kicz narodowy

                    aż się dziwię, że jaki Witkiewicz nie popełnił arrasu pt "Jędrzej Sieczka Toporny nap...la swoja Jagnę ku większej kwale Bożej"
                • ciupazka Re: tłuczenie żon na wesoło 11.06.07, 22:00
                  piecsiedem napisała:
                  Tak właśnie od ponad 100 lat dólscy ludzie robią z górali malowanych idiotów –
                  aż ci uwierzyli, że faktycznie nimi są.

                  Komu ten kit wciskasz?
                  • piecsiedem możesz ciut rozszerzyć? 20.06.07, 23:43
                    chodzi Ci to o to, że z górali nie trzeba robić idiotów, bo nimi są od urodzenia?

                    czy może o to, że z nich się nie da zrobić idiotów, bo raczej oni zrobią z ciebie?

                    a może o to, że kit to już dawno wyszedł z użycia i tera jest silikon?

                    czy może w ogóle nie jarzysz, i tylko napisałeś tak żeby się trochę potrachać?
                    • ciupazka Re: możesz ciut rozszerzyć? 22.06.07, 18:42
                      Co Ci powiym, to Ci powiym, hale Ci powiym, ze u Takik jakoś Ty, więcej
                      gówiyn w rzyci, jako rozumu w głowicce, nei i jesce Tobie sie spytom, cy
                      włosno rzyć Ci nie śmierdzi? He?
    • niemamweny2 Re: obyczaje góralskie 12.06.07, 09:29
      iap 11 (czy jak mu/jej tam).Sprowokował Was do jakiejś bzdurnej dyskusji.
      Próbowałem Wam wytłumaczyć na początku, że nie bardzo wiadomo 'co' to jest g(G)
      óral.Dla mieszkańca Warszawy, lub Kaszub (przynajmnije niektórych) g(G)óralem
      jest już nawet centuś (czyli ja -hahahaha- aktualnie na emigracji na Pogórzu
      Wielickim- -czy to juz góry hahahaha).A czy Łemko z Białogardu tez jest g(G)
      óralem, bo mi nikt też nie chciał odpowiedzieć na pytanie czy repatriant z
      Lwowa mieszkający w Szklarskiej Porębie jest góralem czy nie? Ciekaw jestem czy
      Waszym zdaniem Paryscy lub Zaruski byli góralami?
      Co łączy statystycznie- poza wiekiem i geograficznym miejscem pochodzenia
      (socjologicznie lub etnograficznie) kardynała Dziwisza z gaździną sprzedającą
      łoscypki na Krupówkach, poza statystycznie wiekszą religijnościa i głosowaniem
      na prawicę (ale to cecha, która odnosi się do społecznosci które unikneły
      powojennych migracji) i bardziej konserwatywnymi normami spolecznymi.Te
      ostatnie na Podhalu z resztą tylko statystycznie, bo burdeli, narkotyków w
      Zakopanem nie brakuje, a czerpią z nich korzyści także miejscowi -choćby jako
      ochroniarze domniemam.
      Oczywiscie pewnie obie wyżej wymienione osoby pewnikiem znają gwarę, muzykę
      góralską i chodzili (kiedyś w życiu) w stroju góralskim.
      Ktoś tu pisał w malignie o pazerności i niekiedy niuczciwości i arogancji
      względem turystów.Czy to czasem nie dotyczy wszystkich miejsc turystycznych?Czy
      nad morzem nie jest podobnie (no tak ale tam mieszkają przecież też Łemkowie i
      repatrianci ze stanisławowskiego (hahahaha), albo migranci z Małopolski, którzy
      przegonili wiekszość Kaszubów (a na zachodzie wszystkich Niemców) do Reichu po
      wojnie.Ludzie miejecie litość ni piszcie pierduł.
      Co do gwałtownych kłótni nie tylko małżeńskich, bicia żon i chłopów (także)i
      nadużywania alkoholu to naprawe uważacie to za obyczaj mieszkańców gór w
      Polsce?
      A może iap11 chodziło o ludzi z gór.Pamietam jednego w 'Piątce' dawno temu
      (chyba Kaziem go nazywali).Było lato- nie zdejmował czapki wełnianej
      (niecodzienne i niespotykane) chlał non-stop i stylizował się na taternika (ale
      go ze szpejem nie widziałem).Pamiatam raz tez innego człowieka (z) gór jak
      szedł z asfaltu do schroniska w Roztoce w rakach i czekanem.
      Idze, idze bajoki!
      • billy.the.kid Re: obyczaje góralskie 12.06.07, 09:34
        no i klawo-cały ten wątek trzeba traktować z przymróżeniem oka.
        • piecsiedem ty chyba 20.06.07, 23:49
          • piecsiedem widzisz jak ta Jagna się cieszy [n/t] 20.06.07, 23:51
            • billy.the.kid Re: widzisz jak ta Jagna się cieszy [n/t] 22.06.07, 20:03
              ciupazko,daj se spokój.
Pełna wersja