kornel-1
04.08.08, 10:30
...towarzyszyła mi podczas tygodniowego wypadu w góry w zeszłym tygodniu. Stuk stuk... stuk... stuk stuk... Rytm ataktyczny przerywany zgrzytami i szuraniem.
Można by powiedzieć, że Polacy zakochali się w melodii kijków. Własnych kijków - dopowiedziałby ktoś. Ale ja podejrzewam, że jest to raczej nieuświadomiona potrzeba powrotu do okresu niemowlęcego - czasu grzechotek i nakręcanych mechanicznych zabawek.
Trudno spotkać na szlaku osoby, które podpierają się na kijkach - raczej lekko stawiają je przed sobą lub włóczą po ziemi. No trudno! Taka moda, tak trzeba... Przecież tak cudowny jest monotonny dźwięk kijków (nota bene najczęściej składanych) włóczonych po asfalcie na drodze do Morskiego Oka lub po bruku doliny Kościeliskiej, tak przyjemnie jest wynieść przytroczone do plecaków kijki na Rysy.
Nie chciałbym być źle zrozumiany. Kijki w górach są jak najbardziej potrzebne. Można ich użyć:
- do usztywniania, w zastępstwie szyny Kramera
- jako maszty (potrzebna płachta biwakowa)
- jako oręż do walki z niedźwiedziem
- do sporządzenia zegara słonecznego
- do grzebania w różnych dziurach
- do pokazywanie czegoś w dwóch kierunkach jednocześnie
Czytelnicy z pewnością wskażą inne zastosowania.
Kornel
kornel-1.webpark.pl