Dodaj do ulubionych

Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach?

15.08.08, 12:43
Przeczytałem cały wątek o niemowlakach w Tatrach. Głosu nie
zabieram, bo z takimi maluchami nie chodziłem. Moje dzieci
przyzwyczajałem do chodzenia, kiedy już mocno stały na nogach (a
było to w czasie głębokiego PRL-u). I nie ma co ukrywać, to
przyzwyczajanie szło nietęgo. Kilkulatki się nudziły, męczyły,
dokuczało im pragnienie, muchy, jeżyny. Czy pod górkę czy z górki –
wszystko było źle, nawet dziś wspominają te wyprawy jako koszmar.
Syn definitywnie odmówił w wieku ok. 12 lat i nigdy w góry nie
wrócił. Córki naprawdę zainteresowały się górami w wielu
okołomaturalnym – na ile dzięki nam, na ile samodzielnie, trudno
rozstrzygnąć. W każdym razie było to już wtedy, kiedy mnie trudno
było dotrzymać im kroku na szlaku i chodziły same. Teraz mam dwie
wnuczki – 4,5 roku i 7 lat. Wyjeżdżamy co roku w gronie
trzypokoleniowym w Beskidy lub Tatry – to pozwala dorosłym co drugi
dzień skoczyć na dowolny szlak, a co drugi dostosować się do życia
maluchów. Staramy się, aby ich nie zrazić, ale sprawa łatwa nie
jest.
Bardzo proszę, napiszcie szczerze, co wasze dzieci w górach lubią,
jakie macie sposoby na zachętę do wędrówki, jak pomagacie im pokonać
ich zmęczenie i obawy. Chętnie sam podpowiem co robię (a zwłaszcza
moja żona), aby uczynić im góry przyjaznymi.
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • amok914 Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 15.08.08, 14:11
      Witam

      Pierwszy raz wyjechalam w Beskidy w wieku 5 lat.Do dzis pamietam
      moja radosć jaka towarzyszyla mi w chodzeniu po szlakach.Wtedy
      wyjechalam z mamą i z tego co ona opowiada nigdy nie uslyszala
      odemnie ani jednego słowa skargi.Chyba dlatego zdecydowała sie na
      dalsze podroze ze mna.Bardzo czesto towarzyszy nam moja babcia i to
      znia zdobyłam Giewont.Wyjezdzalam wiele razy w gory i nigdy sie nie
      nudzilam.Sadze ze nie ma reguły aby dziecko je polubilo
      pamietam ze moj brat nigdy nie zarazil sie naszym entuzjazmem i do
      dzis wybiera morze.
    • viola.s Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 19.08.08, 12:38
      Ja podobnie jak amok914 byłam zabierana od najmłodszych lat przez mojego tatę w
      góry, nigdy nie narzekałam i chodziłam z ochotą, może dlatego, że biorąc mnie ze
      sobą nie wybierał jakichś trudnych szlaków, często chodziliśmy też po różnych
      dolinach i wąwozach, zwłaszcza po słowackiej stronie Tatr, a same wycieczki
      nigdy nie były dla mnie wyczerpujące. Z każdym wyjazdem zaliczaliśmy coraz
      dłuższe i bardziej ambitne trasy. Nigdy nie byłam do niczego zmuszana i jak nie
      miałam siły to po prostu nie szłam. Po dzień dzisiejszy robimy wypadmy w góry co
      roku, zwłaszcza na jesieni prezentują się efektownie.
      • to.ja.kas Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 19.08.08, 13:38
        Jako dziecię nienawidziłam gór a rodzice z uporem maniak zabierali
        mnie tam co roku. Moja córka tez gór nie lubi, chyba ze w sezonie
        zimowym jak snieg na stokach a ona nogi ma przywiązane do deski.

        Co zrobić by nie zrazić?
        Nie przesadzić. Wybierać ciekawe szlaki, zabrać je gdzieś kolejką,
        zrobic po drodze piknik na trawie, wieczorem wydac kase i zawieżć do
        tatralandii czy innego ustrojstwa które nas dorosłych przeraża
        (chociaz chyba nie wszystkich patrzac jakie sa tam kolejki).
        Trzymam kciuki by wnuki polubiły góry.
        Mi nie udało się do nich przekonac mojej córki.
        Ale może jak skończy trzydzieści lat historia się powtórzy i tak jak
        ja doceni górskie spacery :-)
    • miko_mama Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 19.08.08, 14:00
      "Chętnie sam podpowiem co robię (a zwłaszcza
      moja żona), aby uczynić im góry przyjaznymi."

      A ja chętnie poczytam, więc zachęcam do szerszej wypowiedzi

      Moje dziecko jest wprawdzie jeszcze dość małe, więc nie mam doświadczeń w
      przyzwyczajaniu do gór kilku- czy kilkunastolatka, ale napiszę co MI SIE WYDAJE:

      - Po pierwsze wycieczka nie może być za długa, bo dzieciak się zmęczy.
      - Trasa musi być dla dziecka atrakcyjna - czyli różnorodna. Trochę lasem, trochę
      po kamieniach, po piachu, a to jakiś strumyk, a to skały.
      - Tempo dostosowane do dziecka. Napojów zwłaszcza latem po dostatkiem.

      - No i myślę że w przypadku młodszych dzieci fajnie jest je przygotować przed
      wyjśćiem w góry.
      Po pierwsze kondycyjnie i że tak to nazwę psychicznie - czyli częste wyprawy z
      dzieckiem np. weekendowe, do lasu, gdzie może kilka godzin pomaszerować. Idąc do
      lasu - tak jak przed wyjściem w góry- zaplanujcie trasę, spakujcie plecak,
      załóżcie sobie i dziecku odpowiednie obuwie. Niech to nie będzie spacer po parku.

      - A po drugie - jakaś fajna opowieść o trasie którą planujecie, może jakaś
      legenda, historia nie zawsze prawdziwa, ale za to atrakcyjna. Dobrze samemu
      wcześniej poczytać, np. wycieczka na ślęże aż sama się prosi o takie opowieści.

      - Myslę że dobrze aby małe dziecko miało pewien swój udział już na etapie
      planowania wycieczki - razem pakujcie plecak,przy okazji będzie to dla niego
      nauka jak się spakowac na wycieczkę. Razem w domu obejrzyjcie fotki w sieci, z
      gór w które planujecie wyjechać, niech wie czego mniej więcej się spodziewać,
      jak to wygląda.

      Dziecko musi mieć wszystko przewidywalne, chociaż tak mniej-więcej wiedzieć co
      będzie. ( mój mały ma 1,5 roku, ale przed każdym ważniejszym wydarzeniem które
      ma go spotkać opowiadamy mu co będzie)

      Pamiętam kiedyś w Tatrach spotkaliśmy tatusia z dzieciakiem około 8-9 -letnim,
      zagadnęłam tego chłopca i baaardzo mi się podobało, jak opowiadał o tym że
      jeżdzi w góry z tatą, dla niego to były takie "męskie wyprawy" - spanie w
      schronisku, coś dla prawdziwych facetów, Świat do którego mama nie ma dostępu.
      Mały dzieciak a opowiadał o tym z wielką fascynacją.
      Może i dla Was wyprawy z wnukami w góry mogą stać się czymś takim - czymś
      specjalnym,przygodą w której biorą udział i dzieci i dziadkowie.

      Pozdrawiam i życzę miłych wycieczek z wnukami.
      • amok914 Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 19.08.08, 22:57
        Zgadzam sie w 100%% gdy byłam mala zanim gdzies wyjechalismy
        najpierw podrózowalismy palcem po mapie ogladalismy atlasy.A rodzice
        zawsze mnie zachecali mowiac co ciekawego moge zobaczyc podczas
        takich podrozy zawsze barlismy aparat co bylo dodatkowa atrakcja bo
        przeciez zawsze po powrocie jest co pokazac:) Aaaa no i nigdy nie
        bylo tak ze jechalismy na 7 dni i tylko chodzilsmy po
        gorach.Odwiedzalismy wesole miasteczka wyciagi muzea czy jakies inne
        atrakcje ktore urozmaicaly nasz wyjazd.
    • weekenda Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 21.08.08, 11:18
      Zacznij od niższych gór i zrób im frajdę:

      1. nie idźcie za wysoko
      2. znajdź miejsce gdzie są piękne widoki
      3. weź maszynkę, garnki, jedzenie (podźwigasz, trudno, dasz radę!) i
      w połowie dnia ugotujcie sobie obiadek na świeżym powietrzu
      4. w trakcie wycieczki i/lub przy jedzeniu opowiedz im jakieś
      historie, legendy związane z górami.
      5. no i uzywaj słowa "wyprawa" nie wycieczka, wypad, rajd. Jedziecie
      na wyprawę w góry - to działa... :)

      I pomalutku zwiększaj wysokość, zresztą patrz jak dzieciaki na takie
      wyjazdy reagują.
      • kocinos Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 21.08.08, 16:58
        Trochę się z Tobą Weekendo nie zgodzę jak chodzi o Twój pkt 1.
        Fascynacja górami to nie trening. Tak jak miłość. Albo się pojawi, albo nie.
        Jeśli nie, to może pojawi się "do" morza, motyli, znaczków, hgw czego. Ważne,
        żeby się pojawiła. Życie bez fascynacji jest "plastikowe", bez smaku... Takie
        jest moje głębokie przekonanie.
        Dlatego nie sądzę, by trzeba było "naukowo" stopniować wysiłek i trudność
        szlaku. Natomiast tworzenie "otoczki" emocjonalnej (legendy, anegdoty, mity ...)
        dodają uroku i sprzyjają zafascynowaniu, jak sądzę. I, chyba najważniejsze, NIE
        UDAWAĆ NICZEGO. To z resztą powinno być naczelną zasadą wychowawczą.
        Mnie "sponiewierano" dość mocno przy pierwszych kontaktach z Tatrami. Dla 8 - 9
        letniego dzieciaka Czerwone Wierchy albo Źleb na Szczerbę (Giewont od północy -
        droga wspinaczkowo żadna, ale dla 9 latka skończyła się przymusowym odwrotem -
        do dziś pamiętam ten "niesmak", że musiałem wrócić) to był olbrzymi wysiłek i
        fizyczny i psychiczny. A mimo to po paru latach (już sam) wróciłem do tego i tak
        mi zostało do dziś. Moja córa, też będąc 10-latką, została "przepuszczona" przez
        Szpiglasową, fragment Orlej Perci i Rysy (od Polskiej strony). Wcale jej to nie
        zraziło, choć przez parę lat nie ciągnęło ją w góry. Teraz - dorosła pannica -
        śmiga samodzielnie jak tylko ma czas.
        Fascynacja - jak miłość - albo się pojawi, albo nie i nie ma na to reguły.
        Natomiast punkty 3,4,5 - popieram w 100%. Rajd??? Brrrrrrrrrr....
        Pozdrawiam
        • weekenda Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 21.08.08, 17:16
          ale Olcha pisze o 4,5 i 7-latku. Jednak jest to różnica niz 9-latek.
          Nie sądzisz?

          Poza tym tu odwołam się do tematu wątku: jak nie zniechęcić.
          Wziąłbyś 4,5 latka na Orlą czy na Szczerbę? no proszę Cię...

          Mój pkt 1 dotyczył tylko i wyłącznie wysokości i miałam tu na mysli
          wysiłek jaki 4,5 latek musiałby włożyć w samodzielne wejście wyżej.
          Dajmy mu czas na dorośnięcie i chodzenie wyżej. Wciąż odwołuje się
          do tematu wątku. Dla takiego malca w zupełności wystarczy np. połowa
          drogi na Turbacza i biwak w miejscu z pieknym widokiem na Tatry.
          Plus ciekawa opowieść o górach. Dzieci kochają bajki i inne
          opowiadania. Dlaczego w ten sposób nie zachęcać?
          • kocinos Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 21.08.08, 20:05
            Oups, przegapiłem wiek. Fakt. 4,5 lat to za mało...
            Co do reszty, to przecież nie neguję tworzenia "otoczki" typu bajki, anegdoty,
            legendy ... Sam lubię "opowieści z mchu i paproci", choć nie do końca wierzę
            opowiadającym, bo też lubię "koloryzować" tego typu opowieści.
            Oczywiście trzeba dopasować drogę do możliwości, ale jednak jestem głęboko
            przekonany, że to nie zmęczenie (nawet b. duże) lub "niepowodzenie" (np. nie
            dojście tam, gdzie się zamierzało) może zniechęcić. Najlepiej zniechęca przymus
            bez akceptowalnego uzasadnienia ... Przynajmniej mnie ...
            Pozdrawiam
          • kocinos Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 21.08.08, 20:35
            Jeszcze jedno mi się "rzuciło" w oczy w wątku Olchy11. "...uczynić góry
            przyjaznymi ..." Absolutnie nie tak na to patrzę. Wręcz przeciwnie. Góry NIE SĄ
            PRZYJAZNE, są obojętne. Dlatego tak wspaniale jest w nich być, oglądać je,
            podglądać ... i wrócić do domu, by móc znów je ...
            Bo są NA PRAWDĘ NIEZALEŻNE od ludzi. Jeszcze ... I o tym mówiłem córce od
            małego, dzięki czemu mam pewność, że nie zrobi w górach jakiejś głupoty i nie
            chodzą jej po głowie pomysły typu "asfaltowa droga na Rysy" albo "wyciąg na
            każdy szczyt" ... Są NIEZALEŻNE i oby takie pozostały ...
            Pozdrawiam
            • weekenda Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 21.08.08, 20:52
              ładnie napisałeś...
              • martika.com Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 21.08.08, 21:25
                góry są piękne,niezależne i niech tak zostanie ;)

                mnie zawsze uczono,zeby czuc przed nimi respekt i nie szarżowac,dostosowac trase wedrowki do sil wlasnych i tych ,z ktorymi wedrujemy .

                w Tatrach byłam 12 razy,pierwszy raz jak mialam 7 lat.
                wedrowalam razem z rodzina,nikt mnie nie zmuszal,lubilam to.

                w najwyzsze partie wybieralismy sie jesli pogoda dopisywala,a jesli nie,to Dolina Chocholowska,Koscieliska,Dolina Białego...
                na Rysy,Swinicę,Orlą Perc,Czerwone Wierchy,Krzyżne... wzielismy przewodnika,bylo wspaniale,ciekawiej ,no i bezpieczniej.
                mi wedrowki sprawialy frajde.

                ale na trasie czesto spotykalam dzieci,ktore wcale nie byly zachwycone,glownie dlatego,ze trasa byla o wiele dluzsza,niz im rodzice na poczatku mowili (cos w stylu `No juz,jeszcze ta gorka i bedziemy...`)a za ta gorka nastepna i nastepna...a do szczytu wciaz daleko :((

                niestety,pozniej ze wzgledow zdrowotnych musialam tych wedrowek zaprzestac,ale...za dwa tygodnie ,po wielu latach nieobecnosci,znow tam bede i to z mezem i corka.
                pokażę im `moje Tatry` :))
    • kamzicek Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 21.08.08, 21:19
      na pewno nie tak :)
      upał, samo południe, stłoczona kolejka drapiąca się na szczyt, a nad tym
      wszystkim... przez ponad godzinę wrzask max 1,5rocznego dziecka... w końcu
      zamilkło.. jest cień nadziei, że nie z powodu udaru słonecznego..
      fotoforum.gazeta.pl/3,0,1400832,2,1.html
      • gosiak72 Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 24.08.08, 18:29
        Witam,właśnie wróciliśmy z 9-letnią córką z Beskidu Niskiego(tam jest po prostu cudnie...)Pierwszy raz zabraliśmy ją w Gorce, miała wtedy 5 lat.Góry piękne(choć pomijane w czasie jady w Tatry), niewysokie, szklaki dość krótkie, w sam raz na początek. A jak dostała dyplom w schronisku na Starych Wierchach, ach jaka była szczęśliwa i dumna z siebie. Haczyk został połknięty. Szlaki muszą też być efektowne, np. szlak w błocie po kolana :)jaki przeszliśmy z Puław Górnych do Moszczańca, albo trzeba było przejść przez Wisłok, nawet trafił się nam plac zabaw na szlaku :)
    • spacey1 Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 26.08.08, 16:27
      Drugi rok chodzę z dziećmi po Bieszczadach. Mają teraz 6 i 8 lat. napisze może
      chaotycznie kilka uwag, obserwacji, które poczyniłam w tym roku. W zeszłym roku
      wszyscy byliśmy początkujący, na koniec trochę narzekali (po zaledwie dwóch
      naprawdę górskich spacerach), a w tym nie mogli się doczekać następnego wyjścia
      w góry.

      Po pierwsze trzeba być dobrze przygotowanym do wyprawy (świetne słowo!). Musi
      być dużo wody (ktoś musi to dźwigać, niestety), kanapki, bomba energetyczna w
      postaci gorzkiej czekolady, my mieliśmy także napoje izotoniczne rozcieńczone
      pół na pół. Trzeba regularnie robić postoje, a na nich celebrować spożywanie
      tych wszystkich wiktuałów, które są tak bardzo ważne i poważne (bo dają energię).
      Ważne są oczywiście wygodne buty - my kupiliśmy nie za drogie w Decathlonie, ale
      to też było dla dzieci ważne, że mają swój ekwipunek, specjalny na wędrówki.
      Rozmawialiśmy dużo o możliwości napotkania zwierząt, rzadkich roślin i udało nam
      się sfotografować zaskrońca, orła bielika (na 90%, jeszcze kolega pomoże
      zidentyfikować), kilka jaszczurek. Dzieci były bardzo podekscytowane.
      Jakoś bardzo ich też nakręcało "zdobywanie szczytów", liczyli, ile to juz
      zdobyliśmy. Z radością szli drugi raz (raz rok temu) na Hasiakową Skałę,
      oczywiście gnając do Chatki Puchatka (działa na dzieciaki sama nazwa schroniska,
      klimat, ciepła herbatka z cytryną, batonik spożywany jako bardzo pożywny ładunek
      energii).
      Niesamowicie działa na dzieci, kiedy im się powierza ważne zadania. nasze
      ulubione to było wytyczanie szlaku, szukanie oznaczeń na drzewach, słupach. One
      wskazywały nam de facto drogę.
      Moje dzieci lubią robić zdjęcia i ja im to umożliwiam. Mój aparat nie jest dla
      mnie religią i daję z niego skorzystać dzieciom (pisze to, bo obserwowałam różne
      zachowania rodziców w tym względzie). Syn ma też swój aparat, taki prostszy, ale
      nie zawsze oba zabieraliśmy.
      Nauczyłam dzieci witać się na szlaku i były bardzo zdyscyplinowane w tym
      względzie i dumne, jeśli ktoś je zagadał i pochwalił, jak pięknie wędrują.
      Kiedy gorzej się czułam i zostałam w domu powiedziałam synowi (jest starszy), że
      nie może marudzić i musi wspierać tatę i siostrę podczas wędrówki, bo mamy nie
      będzie. Spisał się doskonale - w ogóle nie marudził i był bardzo dzielny. Co
      potwierdza, że dzieci lubią mieć zadanie, być odpowiedzialne.
      Poczytałam wasze sposoby na zachęcanie dzieci do górskich wypraw i na pewno
      skorzystam z nich w przyszłym roku. Też wybierzemy się w Bieszczady, jeszcze
      mamy sporo szlaków do przejścia.
      pozdrawiam
      • gosiak72 Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 28.08.08, 14:44
        Hey spacey1 ! Napiszesz, jakie trasy przeszliście w Bieszczadach ? W tym roku byliśmy w Beskidzie Niskim, to rzut beretem w Bieszczady, ale stwierdziliśmy, że po trasach w Beskidzie będzie to za duże przeciążenie dla naszej 9-latki, Bieszczady to już konkretne odległości a samochodu nie mamy. Bieszczady mamy w planach na przyszłe wakacje. Robiliście w tym roku coś dłuższego czy tylko krótkie spacery ? Pozdrawiam
        • spacey1 Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 28.08.08, 15:23
          Hej
          Mieszkaliśmy w Smereku i dojeżdżaliśmy samochodem w miejsca startu.
          Kiedy zamieszkasz w Wetlinie albo Brzegach Górnych nie masz żadnego problemu z
          poruszaniem się busami w obrębie wejść na główne szlaki
          A oto nasze wyprawy :)
          1. wycieczka do Sinych Wirów - parkowanie przy drodze do Łopienki i potem spacer
          po rezerwacie. Odwiedziliśmy osuwisko i potem takie zejście ścieżką przyrodniczą
          do rzeki (nie wiem, jak się to miejsce nazywa). Łącznie z zabawą w rzekach
          jakieś 5 godzin. Miejsca przepiękne, zwłaszcza osuwisko - zabawa rewelacyjna.
          Nie bać się schodzić do rzeki na te wielkie kamulce!
          2. wejście na Smerek ze Starego Sioła i powrót czerwonym szlakiem do Kalnicy
          (też można potem busem albo okazją wrócić do Starego Sioła, czyli właściwie
          Wetliny, można też wrócić tą samą drogą. Zejście do Kalnicy jest dłuższe, na
          początku ostre, a potem nudnawe)
          3. wejście na Jawornik z Wetliny i zejście do Starego Sioła. Krótka wycieczka,
          ale wejście dość męczące
          4. nasza największa wyprawa - wejście z przełęczy Wyżniańskiej na małą Rawkę,
          Wielką rawkę, na Kremenaros, potem powrót przez Wielką na Małą Rawkę i stamtąd
          przejście Działem i zejście w Wetlinie koło Hotelu Górskiego. Trasa zajęła nam
          ponad 7 godzin, wejście na Małą Rawkę dość mordercze, potem łatwiej, przejście
          działem dłużyło się i męczyło, ale nagrodą jest zejście, jest przepięknie w tym
          lesie. No i widoki na połoniny są piękne z Rawek
          5. wejście na Połoninę Caryńską z przełęczy Wyżniańskiej, przejście całości,
          zejście w Brzegach Górnych bodajże (piękna wycieczka i nie bardzo męcząca z
          tego, co rodzina mówiła. Ja wtedy nie szłam, byłam
          chora; najpiękniejsze zdjęcia są z tej wyprawy)
          6. wejście na Połoninę Wetlińską od strony Brzegów Górnych (na Hasiakową Skałę z
          Chatką Puchatka), przejście całej Połoniny, zejście z przełęczy Orłowicza do
          Starego Sioła. Smerek już sobie darowaliśmy, bo byliśmy wcześniej. W zeszłym
          roku wchodziliśmy na Hasiakową Skałę (czyli Połoninę wetlińską) z przełęczy
          Wyżna i schodziliśmy też tędy. Oba wejścia na Hasiakową były dla mnie dość męczące.

          Oprócz tego odbyliśmy spacery: do Łopienki i do doliny Roztoki (do granicy).
          Na przyszły rok planujemy koniecznie spacer do źródeł Sanu (przez Sianki),
          wejście na Tarnicę od Ustrzyk (od Wołosatego wchodziliśmy w zeszłym roku), na
          Halicz i Rozsypaniec.

          Jak widzisz (tak mi się wydaje) nie było to byle co, a dzieci spokojnie dały
          radę (4 dzieci w wieku od 6,5 do 8,5 roku). Ograniczeniem może być brak
          samochodu, ale wejścia na te główne szlaki w okolicach od Wetliny do Ustrzyk
          Górnych da się obskoczyć za pomocą busów.
          Ponadto polecam jadłodajnię Smak w Wetlinie :) Smacznie i niedrogo, choć czasem
          trzeba poczekać.

          mam nadzieję, że pomogłam :)

          pozdrawiam
          • spacey1 Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 28.08.08, 15:31
            aha, w zeszłym roku jeszcze mieliśmy przejażdżkę kolejką bieszczadzką, ale
            dzieci po paru minutach były znudzone. Widoki z kolejki w porównaniu z widokami
            ze szlaków są ... marne ;)

            A ja osobiście mam takie miejsce koło Leska, gdzie widok zapiera dech w
            piersiach. Myślałam, że po wejściu na te wszystkie góry to mnie ten widok, który
            poznałam w zeszłym roku, nie będzie już tak zachwycał. Ale pojechaliśmy i ...
            padłam po raz kolejny... Jeśli ktoś będzie chciał to napiszę, gdzie to :)
          • gosiak72 Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 29.08.08, 20:30
            Dzięki spacey, myśleliśmy stacjonować właśnie o Wetlinie albo Ustrzykach Górnych, i wszystkie szlaki planowaliśmy na 7-8 h. A marzeniem naszym jest dotrzeć do Przełęczy Użockiej, może się uda, bo 15 lat temu się nie udało :)
            Mając doświadczenie w Beskidzie Niskim gdzie komunikacja jest marna, baliśmy się, że tak będzie w Bieszczadach. Niby jakieś busy są, ale nic nie pasowało komunikacyjnie, więc super, że tam można czymś dotrzeć na szlaki.
            Może się spotkamy w przyszłym roku gdzieś na szlaku :)
            Aha, co to za miejsce koło Leska ???

            Pozdrawiam
    • volta2 Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 28.08.08, 14:53
      u nas pasjonatem górskich wędrówek jest tata...
      ja idę, jak mam fajne widoki to nawet się cieszę, że się w góry
      wybrałam, no jak idę z dziećmi, to nawet potrafię entuzjazm z siebie
      wykrzesać, by dzieci widziały frajdę w tym łazikowaniu.

      nasz trzylatek samodzielnie wszedł na rusinową polanę - przyznaję,
      że był to dla nas niesamowity jego wyczyn.
      ponieważ po górach zaczęliśmy z dziećmi chodzić jak miały 8 miesięcy
      (starszy)to niezbędne było nosidło. więc część trasy mały pokonuje w
      nosidle(starszak już nie korzysta, teraz tam przesiadł się młodszy)

      wiedzą dzieciaki, że w momencie krytycznym zawsze tata ma taki
      przyrząd na plecach, który pomoże w zdobyciu góry, przez sezon, czy
      dwa jeździlśmy z dwoma nosidłami, w układzie rok i trzy i dwa lata i
      cztery lata.(czyli dzieci z dwultenią różnicą wieku) rok temu i w
      tym sezonie nosidło to już tylko przywilej młodszego.

      korzystamy z wyciągów, jeśli tylko się da, rok temu podjechaliśmy
      kolejką w alpach w słowenii, i potem już tylko zrobiliśmy pętlę
      całodniową
      w tym roku w rumunii też podjechaliśmy krzesłami do góry, mieliśmy
      dzięki temu do pokonania mniejszą różnicę wysokości, i więcej czasu
      na rozkoszowanie się widokami

      kolejna rzecz, która bardzo pomaga to wyznaczenie celu, ale dla
      małego dziecka takiego konkretnego, bo szczyt, czy widoki dla
      pięciolatka to jeszcze niewiele.
      takim celem w zeszłym roku było dla nas schronisko, w którym można
      nabyć lody, tudzież inne smakołyki
      jezioro na końcu szlaku, przy którym można piknikować i powrzucać
      kamienie(to dopiero frajda)
      wodospad, który huczy i przeraża

      posiłki, w naszym przypadku chodzimy po górach z gazem/kartuszem,
      dzieci mają raz w roku zielone światło na chińskie zupki do zalania
      wrzątkiem, uwielbiają je i to też nierzadko jest cel wyprawy. jak
      dojdziemy do x to będzie zupka.

      ciekawe historie do opowiadania w górach: w zeszłym roku hitem była
      legenda o jednorożcu, na podejściach trudny orzech do zgryzienia
      miał tata, jak po raz trzeci tego samego dnia opowiadał legendę.
      drugi hit to oczywiście tatrzańska niedźwiedzica magda:) też jest to
      lekarstwo na ostre podejścia.

      a zauważyliśmy, że naszym dzieciom najlepiej się idzie w
      towarzystwie innych dzieci(najlepiej przyjaciół). szukamy, a
      właściwie to namawiamy naszych znajomych lub przyjaciół, rodziców
      mających synów w podobnym wieku. rok temu złazili z nami kawałek alp
      julijskich i nie zauważyli dużego zmęczenia
      w tym roku rodniany - tu często przeganiały nas burze i wycieczki
      kończyły się szybciej niżby mogły, ale też dzieci nie zauważyły
      zmęczenia. a jaka frajda z przyjacielem rzucać się w trawy, by łapać
      jaszczurki!!!
      te szlaki znacznie łatwiej nam się robiło, gdy było towarzystwo, 2
      lata temu w tatrach nie chodzili tak ładnie:(

      my stosujemy strategię tygodniowych pobytów w górach i wyprawy
      robimy codziennie, dzieci w zasadzie nie wiedzą, że w miasteczku
      toczy się jakieś życie rozrywkowe typu wesołe miasteczko, czy deptak
      z badziewiami. w górach oglądają góry, jak nie mamy apartamentu, to
      widzą jedynie jeszcze restaurację, by można było zjeść jakiś obiad.
      lokalizacje też wybieramy raczej na uboczu miejscowości, z dala od
      jarmarcznych klimatów.
      powoli przygotowujemy się do wędrówek z namiotami, ale czy przyszły
      rok to już będzie ten czas, jeszcze nie wiemy.
      dzieci mają obecnie niecałe 6 i 4 lata

      proszę podzielcie się jeszcze swoimi patentami, ja obawiam się
      właśnie sytuacji, że nam odmówią chodzenia po górach a to dla taty
      byłby prawdziwy dramat, on żyje tym właśnie, że kiedyś zabierze je
      wysoko w góry...
      • spacey1 Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 28.08.08, 15:29
        Hej
        w odpowiedzi na Twoje ostatnie wątpliwości - my właśnie dlatego nie chodzimy
        codziennie. Dni odpoczynku wykorzystujemy na zabawę nad rzeką, puszczanie
        latawców, granie w badmintona. Ja też tego potrzebuję, nie tylko dzieci.
        Podziwiam za wędrowanie z tak małymi dziećmi. My zaczęliśmy dopiero w wieku 5-7
        (też mam 2 lata różnicy, tylko że mam syna i córeczkę).
        A tak generalnie to myślę, że niestety żebyśmy nie wiem co robili, to zależy od
        dziecka trochę, czy złapie bakcyla, czy raczej góry mu obrzydną. Każdy ma w
        końcu prawo do swoich upodobań :)
    • pawel_zet Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 02.09.08, 22:03
      Jeśli chodzi o mnie, to po prostu dużo jeżdżę po świecie, odkąd moje
      dziecko skończyło kilka miesięcy. Są to nie tylko wycieczki górskie,
      bo generalnie lubię wszelkie podróże - chociaż do gór mam szczególny
      sentyment. Dłuższe wakacje spędzaliśmy w egzotycznych rejonach, a na
      weekendy jeździliśmy na bliższe wycieczki. Ode mnie Sudety są o rzut
      beretem, a po czeskiej stronie jest jeszcze dość sporo szlaków, na
      których mnie nie było. Nigdy jednak nie narażałem mojego synka na
      wysiłek, który byłby dla niego trudny do zniesienia. I starałem się
      urozmaicać wyjazdy. Żadnego wyczynowego chodzenia w monotonnych
      krajobrazach. Jeśli jednego dnia góry, to drugiego zwiedzanie
      jakichś świątyń, zamków czy klasztorów. Kiedyś chłopaka nosiłem w
      nosidle na plecach, dziś już coraz lepiej radzi sobie na własnych
      nóziach (3,5 roku), co mnie, prawdę mówiąc, zaskakuje. Jeśli tak
      dalej pójdzie, to jestem na najlepszej drodze, by wychować sobie
      dziecko na wybornego piechura. :-)
      • weekenda Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 02.09.08, 22:49
        wiesz... moi znajomi też tak jeździli z młodą odkąd skończyła kilka
        m-cy. Po kilku latach się zbiesiła i tak jej zostało. Nie jeździ
        nigdzie i nawet nie chce słuchać ich opowiadań gdzie byli i co
        widzieli... a na słowo "góry" reaguje gwałtownie...

        Jej jedyną rozrywką jest pilot tivi i knajpy ze znajomymi.
        Powiedziała, że już cały świat widziała i jej to wystarczy. bywa
        różnie...
        • pawel_zet Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 02.09.08, 22:54
          Wiem, wiem. Tym niemniej jakoś mi się zdaje, że znacznie częściej
          bywa, że gdy rodzice leżą na sofie z pilotem, to dziecko ma podobne
          upodobania, niż że je nabywa wtedy, gdy rodzice uprawiają z nim
          aktywną turystykę.
          • weekenda Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 03.09.08, 09:00
            może być, że tak :)
            Ja obserwowałam swojego. Jak mu się nudziło "coś" to wymyślałam
            różne zabawy a przede wszystkim razem wymyślaliśmy wakacje i
            wyjazdy. Opowiadałam mu co i jak gdzie jest i tak go naprowadzałam,
            żeby wyglądało, że to on podejmuje decyzję o kierunku wyjazdu :)
    • olcha11 Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 05.09.08, 19:13
      Dziekuję za wszystkie wypowiedzi o dzieciach w górach.
      Oczywiście, metody pozytywnej motywacji trenowaliśmy na naszych
      pociechach w całym spektrum opisanym w postach: planowanie wypraw,
      zachęcanie do szukania znaków, opowieści, ogniska etc. Dodatkowo
      była taka tradycja, że za każdy nowy zdobyty szczyt wyższy niż
      poprzednie zdobywca (-y) miał wieczór na cześć i dostawał tort. To
      bywało trudne po schroniskach, z reguły tort był w wersji jagodowo-
      malinowej, żona nosiła w plecaku biszkopty i galaretkę w proszku.
      Zdarzył się też tort z "paprykarza szczecińskiego" i pieczywa
      chrupkiego zdobiony kiełbasą.
      Ale nie napisaliście o sprawach najtrudniejszych: co robiliście, gdy
      dziecko powiadało "dalej nie idę", siadało i ogłaszało bunt? Co
      robiliście, gdy autentycznie dochodziło do kresu wytrzymałości? To
      się może zdarzyć nawet na dobrze znanej trasie, bo do końca
      możliwości dzieciaka przewidzieć się nie da. CZy zdarzały się waszym
      dzieciom kontuzje, przykre wypadki? Jakie? Jak sobie radziliście w
      takich okolicznościach? CZy zawsze udawało się kontrolować dzieci
      na tyle, że nie stwarzały zagrożenia dla siebie i innych? Miałem
      fatalne doświadczenia z 12-14 latkami, którzy parli biegiem na
      szczyt, a potem trzeba ich było prawie reanimować i na dół niemal
      znosić. Dzieci mają jednak odmienną wytrzymałość i psychiczną i
      fizyczną, jak dorośli.
      Moja konkluzja - zresztą zbieżna z kilkoma wypowiedziami - jest
      taka, że albo ten górski bakcyl się wylęgnie, albo nie. Oczywiście,
      głupotą byłoby zrażać dzieci do gór, ale pozytywne motywacje
      niczego nie gwarantują. Jak pisałem, mój pozytywnie motywowany syn w
      pewnym momencie powiedział "tylko żagle" i w góry wołami go nie
      zaciągnie. Czasem myślę, że prawdziwa przygoda z górami zaczyna się
      wtedy, gdy już można decydować o sobie i samemu zmierzyc się z tym
      wyzwaniem. Każdą miłość, w tym do gór, przeżywa się samotnie i
      dyskretnie, nie gromadnie.
      • wobo1704 Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 06.09.08, 16:09
        olcha11 napisał:
        ...
        > Moja konkluzja - zresztą zbieżna z kilkoma wypowiedziami - jest
        > taka, że albo ten górski bakcyl się wylęgnie, albo nie.
        Oczywiście,
        > głupotą byłoby zrażać dzieci do gór, ale pozytywne motywacje
        > niczego nie gwarantują. Jak pisałem, mój pozytywnie motywowany syn
        w
        > pewnym momencie powiedział "tylko żagle" i w góry wołami go nie
        > zaciągnie.

        Bo to nie był 'górski bakcyl', a bakcyl aktywnego życia.
        Jest nikła szansa,że dzieci same, (nie 'zainfekowane') wybiorą styl
        życia inny niż większość rówieśników.
        Jaki procent ludzi chodzi po górach, pływa po jeziorach?

        Ps. Moje dzieci regularnie chodziły po Beskidach od piątego roku
        życia. Gdy usamodzielniły się pogardziły takimi 'kopcami' i ruszyli
        w Tatry, Gorgany, lodowce alpejskie. I to im się też znudziło.
        Córka wykorzystuje teraz górki do startów na paralotni. A jej 4-
        letnia córeczka jest maskotką na lotniskach z których startuje.
        Obawiam się, że następne pokolenie ... ???

        • oryginal23 Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 07.09.08, 12:17
          Recepta jest prosta.Nie zmuszać i uatrakcyjniać(jakkolwiek)
          23.
          • pannaanna.z Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 29.10.08, 18:11
            do oryginal23, oczywiscie, dzieci nie mozna zmuszac do "przyjemnosci", same
            odnajda swoje pasje. nie ma co na sile ich uszczesliwiac
    • uszba Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 25.10.08, 22:17
      czy ktos z was bylby w stanie polecic mi jakies nosidelko dla dziecka? Takie które uzywal i ktore wie ze jest ok?
      Tu jest jakis tam przeglad tego co jest dostepne na rynku
      www.ceneria.pl/nosidla,0,410,4,0,K,kategoria.html
    • benedetta Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 29.10.08, 13:34
      na początek polecam w Tatrach np. Dolinę Kościeliską. Nie są to wprawdzie jakieś
      "wielkie góry", ale jest bardzo ładnie, śliczne widoki, jest płasko, więc
      dzieciaki się nie zmęczą za bardzo, po drodze strumyk, mają gdzie pobiegać, jak
      się zmęczą, można je wsadzić (zimą) na sanki - część drogi przejadą nawet bez
      ciągnięcia ;)
    • marek.marek01 Re: Jak nie zrazić dzieci do chodzenia po górach? 29.10.08, 18:07
      Moje dzieci tez lubia sobie ponarzekac, ale tak naprawde chetnie chodza po
      gorach. Jak mialy po piec lat, to opowiadalismy im z zona historie o skrzatach,
      ktore zyja w gorach. No to wtedy maszerowaly jak dzikie, w poszukiwaniu skrztow
      rzecz jasna. Polecam "skrzaty" i tego typu historie

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka