shiva772
03.10.09, 21:17
W nocy z przedwczoraj na wczoraj synek zaczął gorączkować. Całą noc
podawałam mu stare swoje preparaty (m.in bardzo skuteczny Ferrum
fosforicum comp.) rano miał około 38, nie pierwszy raz to dwulatek.
Umówiłam wizytę u homeopaty i poszłam do pracy, wizyta była na 17ą.
O wpół do dziesiatej dzwoniłam z pracy żeby zapytać jak mały. Mama
mówi, że dobrze, gorączkuje ale temp. sie nie podnosi. Zostawiłam
też nawet paracetamol na wszelki wypadek.
Nie mieli kiedy dać :( Nagle mały zsiniał i dostał potwornych
drgawek, zanim przyjechało pogotowie był prawie martwy - sine oczy,
usta, nogi, wiotki.
A teraz klu. W szpitalu oprócz nas z taką samą akcją było jeszcze
dwoje dzieci. Wszystkie nigdy wcześniej takich drgawek nie miały.
Wszystkie te dzieci były szczepione 2-3 tygodnie wcześniej
szczepionką skojarzoną.
Wielokrotnie mój synek miał temp. wyższą nawet do 40 - u, nigdy nic
sie nie działo.
Dzwoniłam do naszego homeopaty żeby odwołać wizytę - on wszoku bo
zna nas dobrze i wie jakie to silne i odporne dziecko.
Lekarze nie chcą słuchać o szczepionce, mówią, że to zbieg
okoliczności. Nasz doktor tylko spytał jak to było: czy skojarzona,
a jeżeli tak to wiadomo, rtęć. Mój był szczepiony Pentaximem tamte
dzieci ze szpitala Priorixem.
Piszę to żeby ostrzec wszystkich stosujących homeopatię. Po
szczepieniu szczepionką skojarzoną, o ile wogóle tego gówna ktoś
jeszcze chce używać, uważajcie i zbijajcie szybko temperaturę -
podobno po 4 tygodniach od szczepienia jest juz bezpieczniej.