A jednak zrejterowałam

14.10.05, 13:19
i podałam dzisiaj antybiotyk. Zorientowane internautki czytały o moich
wczorajszych problemach, więc dopisuję ciąg dalszy. Udało mi się wczoraj po
wielu próbach skontaktować w końcu z dr. Świerczkiem (do Beby: sam mi
zaproponował, żeby w razie jakichś problemów dzwonić do niego, spotkanie
wyznaczył dopiero po nowym roku), mało tego sam do mnie zadzwonił.
Opowiedziałam mu o niepokojących objawach, m.in. o ropiejącym oczku i zalecił
wizytę u pediatry. Był chyba trochę zaskoczony tym rzadkim stolcem i
zmniejszył dawkę Silicea 30 z dwóch do jednej i zaznaczył, że w razie
pogorszenia stanu zdrowia podawać Silicea comp. 3 x 3 kul. Wszystko niestety
zmieniło się po wizycie u pediatry (godz. 20), która stwierdziła ostre
zapalenie gardła, powiązała to z rzadkimi biegunkami, oczkami, i przepisała
mocny antybiotyk. Mowę mi odjęło. Nic na to nie wskazywało: zero podwyższonej
temp., mało kaszlu, zero kataru, i rozbrykana córcia. Kompletnie nie
wiedziałam, co mam zrobić. Bo gdyby lekarka przepisała mi kolejne syropki,
wapno itp., to olałabym to, i podawała Siliceę comp. Ale w tej sytuacji nie
wiem, czy to wystarczyłoby. Pora późna, zero kontaktu z dr Ś. Po namyśle
antybiotyku na noc nie podałam. Rano też nie wiedziałam, co robić. Ale jak
zobaczyłam totalnie zapuchnięte i zaropiałe oczka córci, jak zrobiła w
krótkim czasie trzy rzadkie kupki (wynika z tego, że to rzeczywiście wirus, a
nie kuleczki), doszłam do wniosku, że na razie nic innego mi nie pozostaje, i
podałam antybiotyk. Niestety, w moim przypadku minusem leczenia hom. jest
brak kontaktu z lekarzem w takich przypadkach. I nie chodzi mi tutaj o
leczenie ciągłe, co o jego początki. Bo przecież dopiero zaczynamy przygodę z
homeopatią (mam nadzieję, że na całe życie) i nasza wiedza w tym zakresie
jest bardzo mała. Dodatkowym utrudnieniem jest również to, że mieszkamy na
odległym osiedlu, więc w razie choroby jazda na Kielecką z małym dzieckiem
też nie jest przyjemna. Wiele osób tutaj polecało dra Świerczka, generalnie
ma znakomitą opinię, ale może przejść jednak do dr Kowalskiej. W końcu jest
też pediatrą. I chciałam się Was zapytać: czy pani doktor jest bardziej
dostępna na telefon, czy jeździ z wizytami domowymi, i czy rzeczywiście warto
zmieniać lekarza?
Pzdr, Marta
    • beba2 Re: A jednak zrejterowałam 14.10.05, 13:28
      Dr Kowalska jest dostępna przez telefon, nie wiem jak z wizytami domowymi.
      Trudno komentowac to co zrobił dr Ś. Jestem zniesmaczona.
      Szkoda, ze nie spróbowałaś podać silicea z wody. Ale nic straconego, mozesz to
      zrobić teraz.
    • emml Re: A jednak zrejterowałam 14.10.05, 13:35
      No coż mamy tak maja chcą dziecku pomoc jak najszybciej i jak najlepiej.Rozumie
      to doskonale bo sama jestem mama.Niestety dr kowalska nie jezdzi na wizyty
      domowe odbiera tylko telefony.jesli interesuja cie wizyty domowe wrazie
      potrzeby na kielckiej jest jeszcze jeden lekarz homeopata, ktorzy współpracuja
      ze sobą.pozdrw
    • granna Re: A jednak zrejterowałam 14.10.05, 15:13
      Naopisz chociaz czy pmogło , bo ksoro piszesz, ze wirus to po co antybiotyk?
      hyba, ze doszło do nadkażenia, ale jesłi bez gorączki to by sugerowało bardzo
      slabą odpornośc organizmu...
      • martamaria10 Re: A jednak zrejterowałam 14.10.05, 15:25
        Sorry, oczywiście chodzi o nadkażenie, a nie wirusa. Gorączki nie ma. Lekarka
        orzekła ponadto, że katar, który wcześniej miała gdzieś po prostu zalega,
        ponieważ słychać przy oddychaniu tzw. „furczenie”. Ok. 2 tygodni temu córcia
        zażywała Hiconcil, ale wynika z tego, że nie pomógł. Czy jednak przy nadkażeniu
        rzeczywiście konieczny jest antybiotyk. Czy nie możliwości wyleczenia tego
        lekami hom.?
        M.
        • mamaadama4 Re: A jednak zrejterowałam 15.10.05, 00:33
          Ostatnio leczyłam Adasia u Kowalskiej na wyjątkowo paskudna infekcje - zaczęło
          się niewinnie od kataru, potem były migdały i biegunka. Przez dobę nie chciał
          nie tylko jeśc ale i pić. Było kilka dni z wysoka nocna gorączką. Zmieniła lek
          kilkakrotnie - zaczęła od konstytucji,potem był jakiś na wirusy (nie pamiętam a
          nie chce mi sie sprawdzać) potem był mercurius, żeby "odetkać" mogdały i na
          końcu magnesia na przewód pokarmowy. Trwało to co prawda 2 tygodnie, ale
          przeszło. Pewnie z antybiotykiem nie byłoby krócej, ale dziecko mam
          przynajamniej nie wymęczone.:)))
          Kowalska na wizyty nie jeździ, a pod telefonem jest do 21.00 (i tez nie zawsze)
Pełna wersja