Dodaj do ulubionych

Nadeszła chwila prawdy...

09.12.05, 20:03
Prawie 9 miesięcy cieszyłam się zdrowiem mojego syna; po wizytach u Jota i
dobraniu leku przestal chorować. Dostał Sulfur ch 1000- ostatni raz w
kwietniu. W razie choroby miałam mu podać kolejną cukrowa kulkę. I niestety-
jednak taka konieczność powstała wczoraj, tj, we czwartek.Pisze, bo nie
wszystko idzie pomyslnie. Ale zaczne od poczatku:

Środa wieczorem: mały (hmmm... prawie 9 lat)jakiś niemrawy sie robi, zaczyna
pokaslywać. Przed snem 37,5. W nocy pojaiwa sie kaszel szczekający, ale
niezbyt często.

CZwartek: z rana 37,5, kaszel jakby nieco częściej sie pojawia, jest
szczekający, taki krtaniowy, ale jakby troche wilgotny . Mały ma bezgłos,
tzn. mówi tylko po cichu. Kompletne osłabienie- nie ma ochoty na wstanie z
łózka. Małe ilości wodnistego kataru z nosa. O 9-tej podałam kulkę sulfuru
1000. Zero apetytu, pije duzo, nie wychodzi z łózka. Po południu 38,6 i
narasta do 39.2. Po południu zaczyna narzekac, że nie może nabrac powietrza,
że mu duszno. Faktycznie- bardzo cięzko mu sie oddycha. Po 3 godzinach
czekania na poprawę podałam Theovent (teofiline) na rozszerzenie oskrzeli- po
godzinie mały oddycha swobodnie. Dodam tylko, ze to wczesniej nigdy mu sie
nie zdarzało. Noc -jak poprzednia; w kazdym razie nie ma pogorszenia.

Dziasiaj, tj. piątek: z rana 36,6, nieco więcej siły, ale nadal woli leżeć.
Nadal bez apetytu, duzo pije. nadal bez głosu, kaszel szczekający. Prawie nie
ma kataru. Po południu 38,6 i narasta do 39,3 o 18-tej. Zaczyna więcej
kasłać, kaszel jakby bardziej suchy; narasta osłabienie, mały zaczyna
przesypiać. Wieczorem stawiam bańki bezogniowe- zazyczył sobie sam.O 19-ej
39.0. Nie widac, aby mialo sie poprawić...

Raczej jestem pewna, że to wirusówka, więc i tak nie ma co innego do
zrobienia, tylko czekać. Czy po 36 godz. od podania leku konst. nie powinno
jednak juz coś sie zmienić na lepsze? A tu- jakby pogorszenie dzisiaj...
Dodam, że na wiosnę po pierwszych dawkach kulek, nie gorączkował drugiego
dnia, tylko pierwszego, a na drugi była juz zdecydowana poprawa.
Boje się, czy lek jest jednak dobrze dobrany, no i mam watpliwości, czy
jednak nie było lepszym rozwiązaniem podanie najpierw jakis leków objawowych
oczywiście- kulek), a dopiero po "wydobrzeniu"- podanie tego sulfuru...
Pewnie powinnam zadzwonić do Jota, ale... co on mi może doradzic, oprócz
czekania? Przeciez nie sulfur z wody? A poza tym- zawsze po wypełnieniu jego
telefonicznych zaleceń- jak do tej pory- przychodziło zdecydowane
pogorszenie, które u małego wiosna zakończyło sie zapaleniem oskrzeli i ucha :
( Po prostu- mam obawy.

Dodam tylko, ze mi po thymulinie nic się nie działo; moze troche ruszyło cos
po L 52.Nie wiem, czy to ten sam wirus, bo ja nie mam bezgłosu i gorączki
(niestety), ale -jak syn- mam tylko cos a'la katarek niewielki, no i spore
sołabienie.

Qrcze- napiszcie jakieś dobre słowo.
Watpiąca Marta
Obserwuj wątek
    • marciszonka Re: Nadeszła chwila prawdy... 09.12.05, 21:41
      Marta, ja nie wiem, kto to jest Jot, ale nieistotne. I tak bym zadzwoniła i
      powiedziałabym mu, że boję się i nie wyobrażam sobie pogarszania tego stanu poza
      zdaniem relacji ze stanu syna.
      Telefon nie gryzie i nie aplikuje kulek na siłę;-)
      A jak już Ci pan dr wytłumaczy (powinien Ci wytłumaczyć, bo powienien wiedzieć,
      co wywołał tym sulfurem) i coś wymyśli to wtdy mozna rozpatrywać czy to ma ręce
      i nogi.
      Ale nie ma rąk i nóg trwanie w tym stanie bez żadnej pomocy.
      Głowa do góry.
      Nie bój się i dzwoń.
        • marta.gora Re: Nadeszła chwila prawdy... 10.12.05, 12:53
          Nie dzwoniłam. czekam. Tzn. nie z załozonymi rekami, ale czekam- wczoraj po 22-
          iej podałam sulfur z wody (przy okazji wypadła mi jedna z cennych kulek). Ok.
          23-ciej temperatura spadła do 38,6. Do rana właściwie nic się nie zmieniło, ale
          po 4-tej zaczął wiecej kasłać i był to kaszel suchy. Za to mały prawie odzyskał
          głos. Kataru nadal nie ma. Po 8-mej 36,3, kaszel suchy bardzo sie nasilił;
          dostał znowu łyżeczkę sulfuru z wody; po jakims czasie jakby mniej kasłał.
          ubral się (!) i zjadl mikre śniadanie. Do tej pory wypił juz chyba z parę
          litrów herbatki- przez noc równiez sporo pił, ale to w sumie dobrze na ten
          kaszel. No i siedział przy komputerze!- z ledwością go przegoniłam :) Jednak
          znowu kaszel sie nasila i jest to dokładnie taki sam kaszel, z jakim
          chodzilismy do Jota- cały czas suchy i w dodatku napadowy. zazwyczaj kończyło
          sie to zapaleniem lub podraznieniem ucha :(
          I jak na złość- nie mam w domu nic wykrztuśnego- po prostu powyrzucałam latem.
          Jesli nic sie nie pprawi, to zadzwonie wieczorem.
          A czytałam na forum, że choroby ostre szybko mijają :(
      • marta.gora Marciszonko! 10.12.05, 13:03
        pan dr Jot nie jest w ogóle rozmowny, a co dopiero -przez telefon.
        I na pewno NIC mi nie wytłumaczy, bo to nie w jego stylu (niech potwierdzi to
        Anda- to był tez homeodok Jej syna).
        Podany sulfur mógł tylko wywołać gorączkę. Miałam nadzieje, że jeszcze pozwoli
        na szybsze- niz zazwyczaj- zdrowienie.
        Cóż by Jot wymyslił? Oprócz czekania- NA PEWNO NIC.

        > Ale nie ma rąk i nóg trwanie w tym stanie bez żadnej pomocy.

        Widzisz- mój syn nie jest ani taki mały, ani taki chory, więc poczekać mogę i
        zapewne samo przejdzie, bo to wirusówka.Anda dzwoniła po pomoc do Jota- jej
        relację zapewne znasz i wynik czekania tez, bo pisała o tym kilka dni temu.A
        stan Jej synka był o wiele bardzie powazny, niz mojego.
        "Czekac"- to słyszałam ZAWSZE. Nigdy nie zaproponował szybkiej wizyty, ani
        zmiany leku.
        Dlatego wole nie dzwonic, jesli to nie gardlowa sprawa, bo zaoszczędzę zdrowia
        i cisnienie mi nie wzrosnie.
        Sorry- jakos mam go dosyc i reaguję na niego bardzo alergicznie.
    • marta.gora 15.00 10.12.05, 15:00
      Mały- po ponadgodzinnym ataku suchego, męczącego kaszlu nalał sobie wody do
      wanny i siedzi juz tam prawie godzine. Od pół godziny nie słyszę pokaslywania :)
    • marta.gora Re: Nadeszła chwila prawdy... 10.12.05, 19:22
      czekam na 21.00, aby móc zadzwonić do Jota. Mam nadzieje, że w weekendy dzwonic
      mozna.
      Syn ma pogorszenie: znowu nie moze mówić, do tego temperatura 39,1 i kaszel
      suchy, napadowy, bardzo meczący. Znowu prosi o postawienie baniek- co uczynię.
      Wypił w ciagu dnia chyba tyle, co zazwyczaj pochłania w ciagu tygodnia. Apetytu
      nie ma- ostatnio jadl śniadanie (łyżke kaszy gryczanej z mlekiem, potem jabłko
      i banan).
      Syn nigdy do tej pory nie gorączkowal 3 dni. Nawet, jesli zdarzały się 2 dni z
      gorączka, to najwyższa była tylko pierwszego dnia.
      Nie mogę sobie podarowac tego, że nie dałam mu tej kulki jakies 2 tyg. temu,
      gdy jakby coś sie wykluwało. Toz to przeciez niemożliwe, aby kulka sulfuru 1000
      działała przez prawie 9 miesięcy (no- prawie podwójna). czy takiej kulki nie
      mozna dawac profilaktycznie, np. co 3-4 miesiące?
      Poza tym ogarniaja mnie watpliwości innej masci: czy ten sulfur to faktycznie
      dla synka: przeciez on bardzo się zmienił w ciagu tego czasu- je inaczej, jest
      inaczej aktywny, bardzo wydoroslał psychicznie (chociaz nadal jest
      przytulakiem). Może zmieniła mu sie konstytucja?
    • marta.gora Zadzwoniłam 10.12.05, 21:48
      Miałam racje- to była tylko strata nerwów z mojej strony, niestety :(
      "wszystko to sa objawy po sulfurze. czekać."
      Anda by ze mna zakład wygrała, ale nawet sie z nia o to nie zakładałam, bo
      byłam od razu na przegranej pozycji. I to mnie absolutnie nie pociesza!
      Nie powinnam podawac takiej potencji przy chorobie ostrej. Qrna- na drugi raz
      (jesli kiedys to nastapi w ogóle) wezme ze soba dykatafon i wszystko nagram-
      wszystko, co powie, słowo po słowie! Pamięc to może i mam kiepska, ale akurat
      to zapamietałam i ... zapisałam. Pamietam, ze jeszcze sie upewniałam, czy aby
      na pewno to ma być 1ooo , a nie 30- bo nieświadomie podałam na wiosne nie to co
      trzeba (tzn. zgodnie z tym, co zrozumiałam, a niezgodnie z tym, jaka była
      intencja J). Miałam poczekac do objawów i jesli sobie z nimi nie poradzi, to
      podac tę przekleta kulkę! I tak zrobiłam. A teraz zwala sie wszystko na mnie.
      Qrna- ja nie jestem homeopatą ani nie umiem czytac w jego myslach!
      Ponoc suchy kaszel to po sulfurze- zgoda, jest tylko problem- własnie podałam
      te kulki z powodu tego kaszlu! Teraz boje się powtórki z rozrywki, czyli
      podraznionego od kaszlu ucha i powrotu do tradycji, czyli prywatnej wizyty
      domowej naszego pediatry.
      Ze tez pare tygodni temu nie podałam tych kulek! Chociaz wtedy i tak zwaliłby
      to na reakcję na lek, gdyby mały cos podłapał.
      Aha- sugerował bańki. Trochę zaniemówił, kiedy powiedziałam, że juz wczoraj je
      postawiłam (dzisiaj niestety juz przysnał i nie dało rady).
      Jest mi źle z moją złością- inaczej bym to zniosła, gdybym sie nie nastawiała
      na homeosukces!
      Kiedy w marcu chciałam podac inne leki podczas choroby (reakcji na lek?) -przy
      ustalonej konstytucji- to dostałam tutaj na forum opieprz, że nie ma co
      mieszac, jesli ma się ustalona konstysucję. No a teraz wychodzi na to, że już
      nic nie wiem.
      Mam dzwoinic jutro z rana.
      Mały ma znowu 39.0.
      jeśli w nocy nadal będzie kasłał i NIC sie nie poprawi, to zaparzę mu gar mięty-
      przy jego obecnym pragnieniu chyba w miarę szybko zneutralizuje ten sulfur i
      wtedy sytaucja bedzie czysta, tzn. jesli wina potencji, to kaszel przejdzie
      (?), a jesli nie- to znaczy, że to nie od sulfuru.

      Qrna- ktos tu wspominal o tym, ze dopiero po opinii prowadzącego homeodoka
      bedzie można ocenic, czy to, co zalecił ma ręce i nogi.
      Więc pytam- czy to ma ręce i nogi???
      • anda8 Re: Zadzwoniłam 10.12.05, 22:12
        Marta :(
        Niestety nic Ci nie podpowiem.
        Albo czekaj i trzymaj się Jota, albo ................

        Jutro zadzwonisz i jeżeli nie będzie dużego pogorszenia, poczekasz do
        poniedziałku, w poniedziałek wizyta i zobaczysz co dalej.
        Może jutro będzie lepiej?
        Ja trzymam.
        Pisz
    • marta.gora Niedziela :( 11.12.05, 10:29
      W nocy -jak poprzednie- bez ataków kaszlu, ale kasłał. Nad ranem rozpoczał
      znowu kolejne swoje arie i trwaja do tej pory: suchy, ciagły, aż przykro
      słuchać. Temp. o 7.30 37,5. Pieknie- jesli z rana taka, to jaka będzie po
      południu? Zero apetytu, na razie nie zjadl NIC, pije litrami. Kataru nie ma.
      gardło zaczerwienione, jakby obdarte (pwewnie z kaszlu), język z bialym
      nalotem, ale nie wyglada źle. Urywają sie słowa, kiedy mały coś chce powiedzieć
      glośniej. O 8-ej postawiłam bańki, podałam łychę guajazylu- nie mialo to wpływu
      na kaszel. Żadnej reakcji.
      dzwoniłam do J- kazał inhalować. Przeciez wspominałam o wczorajszej
      ponaddwugodzinnej kapieli (w zaparowanej łazience) i to pomoglo zaledwie na pół
      godziny. Ale co tam- zrobię, bo przecież będzie na mnie, jesli tego nie zrobię.
      Zreszta- i tak bedzie na mnie.
      Kazał oczywiście czekać, bo przeciez dziecka nie widzi, wiec nie wie, co
      jeszcze mozna zrobić. Za to pod wrażeniem byłam, kiedy zaproponował , że jutro
      małego chce obejrzeć! Normalnie- do tej pory nam sie to nie zdarzało! Może
      dlatego, ze powiedziałam, że skoro to skutki sulfuru, to może zneutralizować
      jego działanie? Zapytał wtedy, jaki sens ma wobec tego podawanie sulfuru? No
      własnie- chodzi o to, że ja sensu nie widzę- bez kulek stan nie był taki, jak
      obecnie, tzn. nigdy tak długo nie gorączkował, nie był tak oklapniety z sił.A
      kaszle zawsze tak, jak bez kulek- też na nic nigdy nie reagował.
      Natomiast zajeżyłam sie bardzo i cisnienie pewnie osiągnęło ze 150 tysięcy,
      kiedy stwierdził, ze wydawało mu sie, że mi zalezy na zdrowiu syna!!!!
      Powiedzial po po tym, kiedy stwierdziła, że nie mogę z nim przyjechac na 12-ta-
      jak by on chcial, bo mam zajęcia do 14-tej! Qrna! Mnie sie zawsze wydawało, że
      kontakt pacjent-lekarz musi byc oparty na współpracy i wyszukiwaniu kompromisów-
      nawet w kwestii godziny wizyty! Rozumiem stan ostry- tu każda godzina może byc
      na wage złota, ale przy stanie przewlekły, kiedy dziecko jest TAKIE SAME od 4
      dni, to chyba te 2 godziny nie czynią ze mnie złej matki!!! Oprócz tego, że
      jestem matka, pracuje tez na uczelni- i on dobrze o tym wie (o ile mnie
      skojarzył) i tak sie składa, że jutrzejsze zajęcia- nie dośc, że ostatnie w
      semestrze, kończące przedmiot (czyli- ani ich nie przełożę, ani odwołac nie
      mogę), to w dodatku taka tematyka, że nie moge ich ot- tak, podrzucic nagle
      jakiejś koleżance, aby jej poprowadziła, bo to byłoby nie fair, zwazywszy na
      to, że obiektywnie patrząc- takiej potzreby nie ma! Na końcu swojego
      wyostrzonego jęzora mialam pytanie, czy te 2,5 godziny w jego ocenie moga
      zaważyc na zdrowiu mojego syna. Ale sie opanowałam- chyba tylko resztkami sił.
      Generalnie- zawidołam sie na J na calej linii- i nie chodzi mi tu o podejście
      lekarza, ale człowieka.
      Sytuacja chyba wyzwoliła we mnie to, co było ukrywane i starałam sie nad tym
      panowac- mianowicie oblicze Sepii (a nie Jotowej Pulsatilli).

      No i ca ja mam robić w takiej sytuacji? Pozwolić, aby dziecko 4. dzien
      gorączkowalo??? A co z kaszlem? Przeciez uszy tego nie wytrzymaja i zaczną się
      kolejne problemy (które będą efektem działania sulfuru- w opinii J, czyli- nie
      ma sie co martwić, samo przejdzie).

      Zwątpiłam, że cos takiego jak lek konstytucyjny (jeden na wszystko) ma większe
      znaczenie. W stanach ostrych widzę wyższośc leków objawowych w małych
      potencjach.


      Marta (wyrodna matka).
      • tom_j23 Re: Niedziela :( 11.12.05, 11:11

        Przypomnij mi - ile lat ma syn?

        Nie wiem, co dalej postanowisz. Jesteś trochę porywcza :-), więc odlicz do
        dziesięciu, zanim coś konkretnego zrobisz. Cztery dni choroby - to nie jest
        jeszcze tak długo.
        Zacytuję Ci kilka uwag Mastera. Może pomogą Ci coś postanowić.

        Organon medycyny - F. Mater str. 61:

        "NAWRÓT
        Po początkowej doskonałej reakcji na lek homeopatyczny, pacjent może mieć
        nawrót do poprzedniego stanu zdrowia, na krótki lub długi okres. Nawrót może
        być samoistny lub nastąpić przez zneutralizowanie.*
        Kiedy zdarza się nawrót, należy ocenić, w jakim stopniu lub do którego poziomu
        pacjent powrócił. Może to być:
        - kompletny nawrót,
        - nawrót częściowy.
        Dokonując takiej oceny, nie można polegać tylko na słowach i odczuciach
        pacjenta. Musicie przeanalizować dokładnie kazdy objaw, a nade wszystko, jako
        homeopaci, musicie rozwinąć własne postrzeganie tych faktów. Wielu pacjentów ma
        tendencję do przesadzania, kiedy mówią, że mają całkowity nawrót."

        * (Moja uwaga - Sulphur może być neuralizowany np. przez rumianek, ale również
        wiele innych substancji może neutralizować leki homeopatyczne).

        To samo źródło - rozdział "DRUGA ORDYNACJA" str. 45:
        "Zasada IX
        Nigdy nie zmieniajcie leku, który działał poprawnie. W przypadku nawrotu
        powtórzcie ten sam lek, w tej samej potencji. Jeżeli to nie pomoże, dajcie
        wyższą albo, jeżeli trzeba, to niższą potencję, zanim postanowicie ten lek
        odstawić.

        Zasada XII
        Podawajcie lek tylko wtedy, gdy organizm potrzebuje tego, a nie dlatego, że
        pacjent prosi o niego.

        Zasada XIII
        Powtórz lek tylko w przypadku 100% nawrotu. To znaczy, kiedy pacjent jest w
        punkcie wyjścia.
        Czasami trudno się zorientować, czy pacjent ma całkowity nawrót czy tylko
        częściowy nawrót, w takich przypadkach warto skorzystać z następującej rady:
        Powiedzcie pacjentowi: "Jeżeli czuje się Pan teraz lepiej niż przedtem i dam
        Panu nowy lek, może nastapić całkowity nawrót" i pozwólcie pacjentowi
        zadecydować, czy chce lek czy nie.
        W przypadku częściowego nawrotu, placebo może czynić cuda."

        I jeszcze jedna uwaga nt. zapalenia płuc: (to samo źródło - str. 83):
        "U małych dzieci ważne jest badanie osłuchowe klatki piersiowej DWA RAZY
        DZIENNIE.
        Nawet kiedy wybraliście leczenie konstytucjonalne, bardzo pomocne bywają "małe"
        leki, takie jak (tu nazwy leków).
        Ponieważ zapalenie płuc jest chorobą zagrażającą życiu, bez wahania powinno się
        podawać antybiotyki lub kierować chorego do szpitala, jeśli okoliczności tego
        wymagają."





        Stefan

        • marta.gora Do Toma 11.12.05, 13:30
          tom_j23 napisał:

          >
          > Przypomnij mi - ile lat ma syn?

          Syn "na oko" to średni 13-latek, ale tak naprawde to ma 8,5 r.

          >
          > Nie wiem, co dalej postanowisz.

          A cóz mi pozostaje? czekam na jutrzejsza wizyte w nadziei, że jednak nie bedzie
          potzreby wezwania do domu naszego pediatry.

          Jesteś trochę porywcza :-), więc odlicz do
          > dziesięciu, zanim coś konkretnego zrobisz.

          Masz racje- skończył mi się zapas cierpliwości. Może bym go nie zuzyła, gdybym
          sie nie dowiedziala tego, że niepotrzebnie podawałam sulfur 1000 (na WYRAŹNE
          ZLECENIE podczas ostatniej wizyty, tj, w połowie wrzesnia). Wyszlo na to, że
          jesetm kretynka i jakąs idiotka, skoro to zrobiłam. Po prostu- trafiła mnie ta
          linia obrony J.

          Cztery dni choroby - to nie jest
          > jeszcze tak długo.

          Tomie- masz całkowita racie, jednak obecnie jest to zupełnie inny rodzaj
          chorowania: mały owszem chorował i jesli miewał jakąś podwyższona temperature,
          to tylko pierwszego dnia (no, czasami wyjatkowo i drugiego), a tu- tzry
          wieczory wysoka temperatura (39,1-39,3) i nie widac, by dzisiaj sie co miało
          zmienić. Poza tym- nigdy tak długo nie był osłabiony, bez apetytu, leżąc tylko
          w swoim zaciemnionym pokoju- on nawet na telewizję nie ma ochoty patrzeć! A
          wcześniej- jesli polegiwał, to czytał książki. Kaszel- jest dokładnie taki sam,
          jak bez kulek, tj. uciążliwy, suchy, męczący; kaszle kilka razy na minutę!
          właśnie zaczyna narzekac, że boli go brzuch (od kaszlu); teraz tylko czekac na
          ból ucha- i mamy całośc choroby. Potem przewlekły, napadowy kaszel, tygodniami-
          do nastepnej choroby. Od rana dzisiaj dostał juz 4 łyzki guajazylu- i nie
          pojawia się mokry kaszel :( Mąż poleciał własnie po thiocodin- jesli NIC sie
          nie zmieni, to dostanie go po południu (chociaz i tak nigdy to nie działało).
          Po prostu- jestem bezsilna! I to mnie wnerwia!

          >
          > "NAWRÓT
          > Po początkowej doskonałej reakcji na lek homeopatyczny, pacjent może mieć
          > nawrót do poprzedniego stanu zdrowia, na krótki lub długi okres. Nawrót może
          > być samoistny lub nastąpić przez zneutralizowanie.*

          Tomie- ja nie wiem, co oznacza w tym przypadku "nawrót do poprzedniego stanu
          zdroiwa". Na poczatki kaszlu było mało i był krtaniowy; po kilkunastu godzinach
          juz krtaniowy nie był i mały odzyskal głos (czyzby to miala byc reakcja na
          lek?), potem powrót do stanu pierwotnego (czyli znowu krtaniowy i bezgłos)- na
          kilkanascie godzin (nawrót samoistny?), a teraz- "nowa jakośc", czyli co?

          > Kiedy zdarza się nawrót, należy ocenić, w jakim stopniu lub do którego
          poziomu
          > pacjent powrócił. Może to być:
          > - kompletny nawrót,
          > - nawrót częściowy.

          Ja uważam, że od wczorajszego popołudnia (kiedy wreszcie padniety wylazł z
          wanny), jest zdecydowane pogorszenie, tzn. stan taki, jak przed rozpoczęciem w
          ogole kulkoterapii. więc w moim pojęciu to obecny stan odpowiada nawrotowi
          kompletnemu. Nie wiem- w związku z tym- czy podanie tego sulfuru w takiej
          potencji było błedem, a jesli tak- to co należałoby zrobić. Ja nie oczekuje
          absolutnie odpowiedzi na to pytanie od Was- uważam, ze szczególowa instrukcje
          powinnam otrzymac od J- no i ja otrzymalam, tylko teraz J juz chyba sam nie
          wie, co powinnam zrobić, bo bardzo metnie mówił na ten temat. w kazdym razie
          musze jutro uzyskac odpowiedź na to pytanie- MUSZĘ!


          Wielu pacjentów ma
          >
          > tendencję do przesadzania, kiedy mówią, że mają całkowity nawrót."

          oś mi sie wydaje, że J rozumuje właśnie dokładnie tak samo- nie tylko w tej
          konkretnej sytuaji, ale w ogóle. Uważam, że to nieuczciwe, bo pozwala na błędna
          interpretacje i w konkekwencji błędną terapie (jak w moim przypadku). Uważam,
          że bartek ma pogorszenie w przebiegu chorowania w porównaniu do rozpoczęcia
          kuracji.

          >
          > * (Moja uwaga - Sulphur może być neuralizowany np. przez rumianek, ale
          również
          > wiele innych substancji może neutralizować leki homeopatyczne).

          Bosche! Ja naprawde nie wiem, czy nie lepiej byłoby ten sulfur zneutralizować,
          podleczyc objawowo (ale homeopatycznie), a potem wrócic do sulfuru- kiedy
          będzie jasne, że aktualnie nie jest chory i wszystko, co wydarzy sie po, to
          będzie reakcja na lek.

          > Nigdy nie zmieniajcie leku, który działał poprawnie. W przypadku nawrotu
          > powtórzcie ten sam lek, w tej samej potencji.

          ??? czyli jednak sulfur 1000???

          Jeżeli to nie pomoże, dajcie
          > wyższą albo,

          Sulfur z wody (łyzeczkę) dostal w piatek wieczorem- zaczął juz kaszlec
          porządnie; po tym kaszel zmniejszył sie na trochę.


          > Zasada XII
          > Podawajcie lek tylko wtedy, gdy organizm potrzebuje tego, a nie dlatego, że
          > pacjent prosi o niego.

          To znaczy, ze tak naprawdę nie było co podawać tego sulfuru "profilaktycznie"-
          jak myslałam- tylko w momencie pogorszenia - jak zresztą kazal J, ja zrobiłam,
          a teraz wine zwala na ten lek i potencję.

          >
          > Zasada XIII
          > Powtórz lek tylko w przypadku 100% nawrotu. To znaczy, kiedy pacjent jest w
          > punkcie wyjścia.

          To na pewno byl punkt wyjścia. Ale gdyby punktem wyjścia miałoby byc
          zdecydowane pogorszenie (jak to ma miejsce teraz), to J by stwierdził, że lek
          podany był za późno i stąd nie działa (zawsze powtarzał, żeby podawać wtedy,
          kiedy juz wiadomo, że mały sam sobie nie poradzi i potzrebuje homeopatycznego
          wsparcia).

          > Czasami trudno się zorientować, czy pacjent ma całkowity nawrót czy tylko
          > częściowy nawrót, w takich przypadkach warto skorzystać z następującej rady:
          > Powiedzcie pacjentowi: "Jeżeli czuje się Pan teraz lepiej niż przedtem i dam
          > Panu nowy lek, może nastapić całkowity nawrót" i pozwólcie pacjentowi
          > zadecydować, czy chce lek czy nie.
          > W przypadku częściowego nawrotu, placebo może czynić cuda."

          A co w przypadku całkowitego nawrotu- jak ma to miejsce teraz? Czyz nie powinno
          byc już jakiejś -chocby i drobnej- poprawy?

          >
          > I jeszcze jedna uwaga nt. zapalenia płuc: (to samo źródło - str. 83):

          Tomie- mój syn nie jest juz taki mały, by zapalenie płuc moglo sie rozwinąć tak
          szybko. Ja raczej obawiam się zapalenia oskrzeli. Co prawda orientuje sie
          troche w osłuchiwaniu (i to małemu robię), ale nie jestem pewna swoich
          umiejętnoćści (bo nie uzywam ich w pracy zawodowej). Na pewno wezwę lekarza,
          jesli zauważę cos niepokojącego.

          > Nawet kiedy wybraliście leczenie konstytucjonalne, bardzo pomocne
          bywają "małe"
          >
          > leki, takie jak (tu nazwy leków).

          Szkoda, ze J nie stosuje się do tych wskazówek- pewnie mniej problemów z tego
          by wynikało.

          Stefan- dzieki za wsparcie. dzieki za to, że mnie nie olewasz i próbujesz
          przedstwaić problem z tak wielu stron- o naprawdę pomaga. Może nie dziecku- ale
          mnie naprawde TAK. Cieszę się, że jest takie miejsce- czyli FORUM- gdzie mozna
          sie wyżalić. Chociaż wydaje mi sie, że gdyby homeopaci zwracali uwagę na to, o
          czym dyskutujemy, to nie byłoby potrzeby zawracania komus glowy w niedzielę, i
          to w porze obiadu.

          Pozdrawiam serdecznie.

          PS Mały ma atak kaszlu- kaszle od prawie godziny.
          Zwymiotowal własnie póxne śniadanie... A tak sie cieszyłam, że mial ochote na
          ryż z jabłkami :(
          • tom_j23 Re: Do Toma 11.12.05, 15:04

            >
            > A co w przypadku całkowitego nawrotu- jak ma to miejsce teraz? Czyz nie
            > powinno byc już jakiejś -chocby i drobnej- poprawy?

            Każdy by chciał, żeby była, ale być może w całościowym ujęciu tej choroby (nie
            wiem jak długo wcześniej sprawa się ciągnęła - może kilka lat) - ten etap -
            nawrotu i ostatecznego "rozprawiania się" z chorobą musi trwać kilka dni.
            Piszesz o zneutralizowaniu Sulfuru, wyleczeniu "małymi" lekami i potem
            powrocie. Nie wiem - na chwilę obecną pewnie osiągnęłabyś cel i sukces, ale w
            skali długofalowej - mogłoby to oznaczać po prostu "przyblokowanie" skazy na
            kolejny np. rok. Szkoda, że nie możecie się dogadać z lekarzem, bo to psuje
            całą atmosferę. Gdyby spokojnie Ci wytłumaczył, że np. widział nie jeden taki
            przypadek i że w sytuacji podania "małego" leku obserwował "to i tamto", a w
            przypadku czekania - najczęście jest "tak i tak", to może łatwiej byłoby Ci
            przetrwać. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że NIKT nie może Ci
            zagwarantować, że ta droga jest słuszna, ale też NIKT do tej pory (do czasu
            rozpoczęcia leczenia homeo) nie wyleczył ostatecznie Twojego syna. Gdyby taka
            gwarancja istniała, to lekarz homeopata powiedziałby katergorycznie - robić tak
            i basta! Ale sam wie, że tylko pobudził lekiem organizm do walki, a reszta
            zależy od samego organizmu.

            >
            > Tomie- mój syn nie jest juz taki mały, by zapalenie płuc moglo sie rozwinąć
            > tak szybko.

            Ok. To dobrze, trochę się bałem, bo nie wiedziałem ile ma lat.



            Stefan

      • 5_monika Re: Niedziela :( 11.12.05, 11:19
        marta.gora napisała:

        > Zwątpiłam, że cos takiego jak lek konstytucyjny (jeden na wszystko) ma
        większe
        > znaczenie. W stanach ostrych widzę wyższośc leków objawowych w małych
        > potencjach.

        Ja zawsze daję lek objawowy + ten niby konstytucyjny, ewentualnie podaję
        konstytucyjny i chwilę czekam.
        Zresztą tak zawsze zaleca lekarz.
        Pozdrawiam
    • marta.gora Żeby nie było watpliwosci 11.12.05, 13:40
      Ja naprawdę jestem wdzięczna J za tyle miesięcy spokoju, w ciagu których
      przestałam nasłuchiwać w nocy, czy mały kaszle, przestałam przejmowac się
      zapocona koszulą i owianiem wiatrem. Bo na pewno to zasluga homeopatii.
      Natomiast obecne zachowanie J niestety- rzuca cień na jego sukces.
      Jeśli przy nim zostanę (ale z synem; ja na 99% juz nie wrócę), to jednak
      doczytam mądrych książek, przejrze cale forum i inne strony nt. homeopatii i
      bedę mu po prostu- "patrzyła na ręce". Tylko w ten sposób mogę odbudowac swoje
      zaufanie do jego osoby.

      PS Przy okazji- zy warto zaopatrzyć sie we wszystkie numery "Homeopatii
      Praktycznej"? trochę to kosztuje, a nie chciałabym wyrzucac pieniedzy w błoto.
    • marta.gora Narasta gorączka:( 11.12.05, 15:03
      Na razie 38,9. Maly jest kompletnie wykończony kaszlem. połozył sie spac, ale
      kaszel nie daje mu chwili wytchnienia. Kazał sie przykryć dodatkowo kocem...
      czekam na thiocodin- podam podwójna dawkę (nie mam wyboru)...
      W oskrzelach nic nie słychac, co by mnie zaniepokoiło.
    • marta.gora gorączka spadła :0) 11.12.05, 17:49
      mały dostał thiocodin, przestał kaszleć, to i gorączka spadła. Siedzi teraz od
      godziny w wannie i nie ma ochoty wychodzić. Nawet ma ochotę na jedzenie!
      Na noc tez dam mu thiocodin- i tak przecież dostane kubeł zimnej wody na łeb
      jutro na wizycie, więc co za róznica, za co :)

      • anda8 Re: gorączka spadła :0) 11.12.05, 18:46
        marto, a może zwalczył infekcje, bo przeciez nie spadła po syropie na kaszel?
        Ale swoja drogą, to jot ma czasami odzywki nie z tej ziemi.
        Mnie mógł przyjąc jedynie o 18,30 a rano Tomek nie mógł oddychac i miał 40
        stopni. Nie mógł przyspieszyc w żaden sposób wizyty, a ciebie objechał, że nie
        zalezy Ci na zdrowiu diecka, bo nie możesz o 12,30.
        Pewnie akurat te terminy miał wolne i tyle...
        Niesmiało sobie mysle, że może u Bartka to koniec tej ostrej infekcji? Pokaszle
        sobie jeszcze dwa dni i będzie zdrowy?
        Moeze ta potencja sulfuru spowodowała taką temperature, bo organizm walczył z
        zarazą.
        Dziecko to zniosło, a stary pewnie by się wykończył.Dlatego trzeba pytac pana
        sto razy i upewniac się jak podawac leki i kiedy.
        Ciekawe, czy on komus przyznał rację, albo przyznał, ze się pomylił.
        Pisz co z synem
        • marta.gora gorączka spadła, ale nie na długo :( 11.12.05, 21:37
          Od 19-tej ciagle 39,3 mimo, że juz tak mocno nie kaszle. Pojawil sie wilgotny i
          głęboki kaszel i chyba to juz poszło na oskrzela. Nie byłam zbyt pilna
          studentka na badaniach fizykalnych, to i dobrze ocenic tego nie potrafie :(
          W każdym razie dostal przed chwila wapno, thiocodin i Clemastin. Zabieram sie
          tez za okłady chłodzące. Jesli do rana nic sie nie polepszy, to studenci sie
          uciesza, a ja powędruję do naszego sprawdzonego i dobrego pediatry. Jesli stan
          syna pozwoli, to może nawet zaliczymy wizyte u Jota.

          Co do Jotowych odzywek- kiedy ponad miesiąc temu umierałam po kulkach z wody i
          dzwoniłam z prosba o porade (rozłozyło mnie naprawdę tak, ze myslałam, iz ducha
          wyzionę)- to zalecił kulki z drugiej szklanki i kiedy zapytałam, czy to NA
          PEWNO MI NIE ZASZKODZI , to usłyszałam odpowiedź: "a skąd ja to mam wiedzieć".
          Przeciez mógł powiedziec to normalnie.
          E- szkoda słów i nerwów. Było- mineło i nie wróci. Na szczęście. W końcu
          homeopatów w naszym pieknym miescie u nas dostatek.
          Jutro spróbuje napisac sprawozdanie z wizyty- mam jednak nadzieję, że do niej
          dojdzie, bo chciałabym wszystko wyjasnić. Nawet za cene 80 zł.
        • marta.gora Re: gorączka spadła :0) 14.12.05, 14:48
          anda8 napisała:

          Dlatego trzeba pytac pana
          > sto razy i upewniac się jak podawac leki i kiedy.

          :))) u niego obowiazuje raczej "relatywizm"- dobre jest to, czego akurat nie
          zrobilismy, bo wypełnialismy jego zalecenia :))))
          Wyjściem byłoby, gdyby na recepcie nie zapisywał tylko leku i jego dawkowania,
          ale każde swoje zalecenie także- czyli co zrobic, w razie koniecznosci. Wtedy
          nie miałby szans wyprzec się, że nie takie były zalecenia :)))

          podczas rozmowy u J stanęło jednak na tym, ze te kulke 1000 podałam zgodnie z
          jego zaleceniami; co nie oznacza jednak, ze przyjał "wine" na siebie- on po
          prostu nie wie, co byłoby własciwe w tamtej sytuacji!!! Dlaczego więc tak
          pewnie zalecił te kulke podczas wizyty we wrzesniu?

          > Ciekawe, czy on komus przyznał rację, albo przyznał, ze się pomylił.

          :) Nie sądzę- to nie ten typ człowieka. Jego ma byc zawsze na wierzchu.
          Wypbrażasz sobie, jak by sie czuł, gdyby musiał sie przed kims przyznać do
          swojego błedu czy pomyłki? Chyba korona z głowy by mu spadła :))) Utraciłby to
          swoje poczucie wyższości i posiadania najwyższego stopnia wtajemniczenia, a co
          za tym idzie- mogłoby to zachwiać podstawą dobrego samopoczucia :)

          Ale wredota ze mnie :)
          A ja ponoc tylko Pulsatilla jestem

    • marta.gora 39,7 :( 12.12.05, 09:10
      39,7 -taką temperaurę chwycił syn po 22-iej. czyli wcześniejsze okłady
      chłodzące nic nie dały. Dostal pół czopka pyralginy. Po godzinie spadło na
      39,2, a po nastepnej na 38.8. O 2-iej mial 38,6, a o 4-tej 38,3. O ósmej 38.0.
      U naszego pediatry komplet dzieciaków i nie zdecydowałam sie na wizyte u innego
      pediatry- pójdziemy do jego prywatnego gabinetu na 16-tą. Studentów odwołałam.
      Zadzwonie do J -moze ma jeszcze wolną godz. 12-tą, chociaż na samą myśl o
      telefonie do niego dostaję bialej gorączki.
      Stefan- pisałes cos parę dni temu o tym,że da sie unikac stresów, no a ja
      porywcza jestem i powinnam odliczyc do 10, nim cos zrobię. Jak widzisz- sa
      jednak sytuacje stresowe, których nie przewidzisz. I odliczanie nawet do
      tryliona nic nie da. To, co przezyłam w ciagu ostatnich kilkunastu godzin, ma
      swoje negatywne odbicie także w moim zdrowiu: cisnienie 140/100, okropny ból
      głowy i serce kołaczące ponad sto na godzinę, a do tego nagły nawrót
      przeziebienia, z którym prawie się rozprawiłam. Skutki osłabienia odpornosci
      pod wpływem stresu...
      • tom_j23 Re: 39,7 :( 12.12.05, 09:45
        marta.gora napisała:

        > Stefan- pisałes cos parę dni temu o tym,że da sie unikac stresów, no a ja
        > porywcza jestem i powinnam odliczyc do 10, nim cos zrobię. Jak widzisz- sa
        > jednak sytuacje stresowe, których nie przewidzisz.


        Rozumiem Cię w zupełności. Wierz mi, że ja taż sporo przeszedłem (choroby i
        pogrzeby w najbliższej rodzinie), to jednak nie zmienia trzech spraw:
        1. Stres się kumuluje. Więc gdzie można, tam trzeba sobie odpuścić, żeby
        zostawić wolne "moce przerobowe" na te sytuacje, których nie możemy uniknąć.
        2. Obiektywnym faktem jest, że stres ma wpływ na nasz zdrwowie, czego
        doświadczasz właśnie. Z tego wynika wniosek, że trzeba ten element uwzględnić
        podczas leczenia homeopatycznego (po prostu, jeśli żyjemy w ciągłym stresie, to
        kulki mogą działać słabiej lub w ogóle).
        3. Istnieją techniki (o czym zresztą pisałaś), pozwalające na większą kontrolę
        wpływu stresu na zdrowie. Warto się nimi zainteresować i wdrażać równolege z
        leczeniem homeopatycznym.


        Nie wiele mogę zrobić, ale życzę Wam szybkiego i dobrego rozwiązania tego
        stresującego problemu.


        Stefan

        • marta.gora Re: 39,7 :( 14.12.05, 14:22
          tom_j23 napisał:

          (...) to jednak nie zmienia trzech spraw:
          > 1. Stres się kumuluje. Więc gdzie można, tam trzeba sobie odpuścić, żeby
          > zostawić wolne "moce przerobowe" na te sytuacje, których nie możemy uniknąć.

          No własnie to była jedna z tych sytuacji, której nie uniknełam. Nie mam co
          rozpamietywac, gdzie popełniłam błąd (oprócz całkowitego poddania sie biegowi
          spraw -za rada J). Od dawna sobie wiele rzeczy odpuszczam i nawet spóxnialstwo
          mojej szefowej nie robi juz na mnie najmniejszego wrażenia ( a kiedyś cisnienie
          mi skakało, że hej! Alez głupia byłam :(

          > 2. Obiektywnym faktem jest, że stres ma wpływ na nasz zdrwowie, czego
          > doświadczasz właśnie. Z tego wynika wniosek, że trzeba ten element uwzględnić
          > podczas leczenia homeopatycznego (po prostu, jeśli żyjemy w ciągłym stresie,
          to
          >
          > kulki mogą działać słabiej lub w ogóle).

          Jestem tego jak najbardziej świadoma, dlatego nawet w sytuacji trudnej staram
          sie trzymac nerwy na wodzy, tzn. "olać" sprawę, chociaz nie zawsze się to
          udaje. Mysle, że tym razem tez by mi sie to udało, gdyby mnie nie podkurzyła
          postawa J. Choroba syna nie była czyms niezwykłym , zaskakującym, ale podejście
          J do mnie- powaliło mnie z nóg.

      • kama58 Re: 39,7 :( 12.12.05, 10:29
        marta.gora napisała:
        > Stefan- pisałes cos parę dni temu o tym,że da sie unikac stresów, no a ja
        > porywcza jestem i powinnam odliczyc do 10, nim cos zrobię. Jak widzisz- sa
        > jednak sytuacje stresowe, których nie przewidzisz. I odliczanie nawet do
        > tryliona nic nie da. To, co przezyłam w ciagu ostatnich kilkunastu godzin, ma
        > swoje negatywne odbicie także w moim zdrowiu: cisnienie 140/100, okropny ból
        > głowy i serce kołaczące ponad sto na godzinę, a do tego nagły nawrót
        > przeziebienia, z którym prawie się rozprawiłam. Skutki osłabienia odpornosci
        > pod wpływem stresu...

        Na ogół droczę sie ze Stefanem, że jego "wyluzowywanie" jest mało zyciowe.
        Niemniej w tym wypadku przyznaję mu rację. Martusiu, piszę z pozycji matki,
        takie przypadkui da się przejść bez wielkiego stresu. Może i Tobie kiedys to się
        uda. Powodzenia!
        Napisz koniecznie, co homeopata zalecił synkowi.
        • anda8 Re: 39,7 :( 12.12.05, 12:18
          Można przejść, owszem, ale po rozmowie z jotem zaczynasz sie gotować - pan
          doktor ma dośc specyficzny sposób wytrącania pacjenta ( matki w tym przypadku)
          z równowagi.
          Poza tym przychodzi Ci do głowy mysl, że gdyby zareagowac wczesniej, uniknęłoby
          się niepotrzebnych stresów sobie i dziecku.
          Takie bezradne oczekiwanie, obserwowanie i brak pomocy homeopaty jest
          stresujące.
          Wszystkim zainteresowanym polecam dwie wizyty i dwa telefony do jota -
          wystarczy.
          Kiedy po 3 dniwoym "oczekiwaniu" według zaleceń pana, poszłam do innego
          homeopaty, był wstrząsnięty stanem dziecka i tym, że przyszłam dopiero teraz.
          Tłumaczyłam, że weekend itd, ale okazało isę że gdybym zadzwoniła, to miałabym
          wizyte domową nawet w niedzielę, chocby po to , żeby sprawdzić, czy jest tak
          jak mówię.
          Ten spokój, o którym mówicie jest niezbędny, ale może zaistnieć tylko, jeżeli
          ma się pwenośc, że to co robisz ma sens i nie szkodzi dziecku.
          • tom_j23 Re: 39,7 :( 12.12.05, 12:42
            anda8 napisała:

            > Można przejść, owszem, ale po rozmowie z jotem zaczynasz sie gotować - pan
            > doktor ma dośc specyficzny sposób wytrącania pacjenta ( matki w tym
            > przypadku) z równowagi.

            No właśnie - na specyficzny sposób wyprowadzania z równowagi - należy
            zastosować specyficzny sposób odreagowania. Klina - klinem.


            > Poza tym przychodzi Ci do głowy mysl, że gdyby zareagowac wczesniej,
            > uniknęłoby się niepotrzebnych stresów sobie i dziecku.

            Pierwsza zasada antystresowa - "Czasu nie cofniesz".
            Druga zasada - "Cokolwiek robisz - robisz w dobrej wierze", więc nie ma powodu,
            żeby sobie cokolwiek zarzucać. Podjęłaś decyzję słuszną w tamtym momencie, bo
            posiadałaś wtedy takie dane i taką wiedzę, które pozwalały podjąć właśnie taką
            decyzję. Kropka. Temat zamknięty. Nie myśl o tym i nie wyrzucaj sobie tego.


            > Takie bezradne oczekiwanie, obserwowanie i brak pomocy homeopaty jest
            > stresujące.

            Zgadzam się, że bezradność jest bardzo stresująca. Ja wtedy staram się mimo
            wszystko coś robić. Staram się realizować choćby najbardziej zwariowany pomysł,
            który ma jakąś szansę powodzenia (choćby samodzielne studiowanie zagadnienia,
            aby zwiększyć prawdopodobieństwo podjęcia słusznej decyzji).


            > Wszystkim zainteresowanym polecam dwie wizyty i dwa telefony do jota -
            > wystarczy.

            Dzięki - nie skorzystam :-(.

            > Kiedy po 3 dniwoym "oczekiwaniu" według zaleceń pana, poszłam do innego
            > homeopaty, był wstrząsnięty stanem dziecka i tym, że przyszłam dopiero teraz.

            Kurczę, przepraszam - jeśli przyczyniłem się do tego. Generalnie cierpliwość
            jest wskazana w homeopatii, ale nie za wszelką cenę.

            > Ten spokój, o którym mówicie jest niezbędny, ale może zaistnieć tylko, jeżeli
            > ma się pwenośc, że to co robisz ma sens i nie szkodzi dziecku.

            Problem w tym, że obiektywnie patrząc na sprawę, jeśli nie potrafimy zachować
            spokoju, to zmniejszamy swoje szanse na znalezienie dobrego rozwiązania.
            Wiem, że to trudne, jednak trzeba nad tym pracować.


            Stefan


            • anda8 Stefan nie zgadzam się..... 12.12.05, 13:41
              Nie potrafie pewnie zachowac takiego spokoju, ale ...i nie chcę.
              pare lat temu przekonałam sie bolesnie, że to nie zawsze sie opłaca.
              Moje małe dziecko (1 miesiąc)zachowywało się "dziwnie", pani połoźna która
              przychodziła uspokajała mnie, że jeżeli dziecko uspokaja sie przy piersi, nie
              ma problemu. Na każde moje pytanie miała proste odpowiedzi, które sprowadzały
              sie do tekst: prosze nie histeryzować, nic sie nie dzieje.
              Bardzo osłabiła tym moja czujność, do końca tłumaczyłam sobie pewne zachowania
              dziecka w rózny sposób, odsuwając podświadomie mysl, że coś się dzieje złego
              (bo niby dlaczego)
              Nawet kiedy zadrapanie na policzku krzepło baaaaaaaaardzo długo, jakos to sobie
              wytłumaczyłam.
              Nagle wpadłam w panikę, mimo że niby nic sie nie zmieniło ( moje dziecko
              patrzyło na mnie i prosiło o ratunek sic!), pamietam: byłam na spacerze i
              postanowiłam natychmiast biec do przychodni. Poganiałam spkojną i pewną siebie
              panią pediatre, która z łaski dała mi skierowanie do szpitala.
              Kiedy wieźlismy małego do szpitala, zaczął odchodzić. Widziałam to, patrzyłam
              na to i nigdy tego nie zapomne i do tej pory, kiedy o tym myslę mam noc do tyłu
              i płaczę w głos.
              To nie prawda, że było, mineło.
              Poczucie winy to straszna rzecz, przynajmniej dla mnie.
              Dziecko ocalało dzięki akcji 4 ordynatorów z 4 szpitali lubelskich, gdyby nie
              to, ze nasza kuzynka zadzwoniła w odpowiednie miejsce i błyskawicznie
              zareagowała, Tomek zginąłby jeszcze tej samej nocy.Jego krew nie krzepła w
              ogóle, miał rozwaloną wątrobę, tętno 220, krwiaki w brzuchu, mózgi, sercu.
              Potęźna sepsa i skaza krwotoczna.
              Od tej pory ufam swoim przeczuciom. Mało tego, w klinice dziecięcej na
              obchodzie pani doktor zaczynała od przepytywania mnie, jak widze dziecko, co
              gorzej, co lepiej. Nawet kiedy pielęgniarka kwękała obok, że ona nie widzi,
              zeby dziecko było opuchniętę( po podaniu krwi), pani doktor zleciła wszystkie
              potrzebne badania.
              Stafan, na czyms w życiu trzeba sie opierać, spychanie emocji i wrażeń gdzieś
              tam i logiczne myslenie nie jest zawsze dobre. Nie uspokajaj Marty, daj jej
              mówić, bo nie wiesz jaka jest sytuacja i nie wiesz co ona przezywa. Mamy jej
              pomóc, a nie pouczać.



              )
              • tom_j23 Re: Stefan nie zgadzam się..... 12.12.05, 14:00
                anda8 napisała:

                Zajrzyj proszę do skrzynki gazetowej.

                (...)
                > To nie prawda, że było, mineło.

                A jednak - czy chcesz tego, czy nie - to prawda. Tego nie zmienisz.

                > Poczucie winy to straszna rzecz, przynajmniej dla mnie.

                Możesz oczywiście zadręczać się, jednak to chyba nie jest najlepsze rozwiązanie.

                > Stafan, na czyms w życiu trzeba sie opierać, spychanie emocji i wrażeń gdzieś
                > tam i logiczne myslenie nie jest zawsze dobre.

                Trochę nadinterpretujesz moje wypowidzi. Nie piszę, żeby być nieczułym, czy
                wyłączyć emocje.
                Intuicja jest ważna i należy jej jak najbardziej słuchać. Natomiast pusty
                czysty stres po prostu nas zżera.


                > Nie uspokajaj Marty, daj jej
                > mówić, bo nie wiesz jaka jest sytuacja i nie wiesz co ona przezywa.

                Mam nadzieję, że Marta nie odbiera moich listów jako próby "uciszania".

                > Mamy jej pomóc, a nie pouczać.

                Ok. W takim razie - co proponujesz?



                Stefan


                • anda8 Re: Stefan nie zgadzam się..... 12.12.05, 14:46
                  Żeby nie było wątpliwości: nawet do głowy mi nie przyszło, ze ktoś z nas ma złą
                  wole i chce Marcie dopiec. Stefan masz swoje pomysły, kama swoje, a ja swoje.
                  Po prostu polemizuje z tym co mówisz, nie miała to byc krytyka, tylko niezgoda
                  na to co mówisz.
                  Wprawdzie staram się zawsze policzyc do 100 przed pierwszym wrzaskiem;) ale nie
                  zawsze udaje mi się, a powiem więcej: rzadko.., to zaczełam sobie to wybaczać.
                  W przypadku marty, uważam, że ma prawo wymagać wsparcia od lekarza, ma prawo
                  się złościć,bo starał się robić wszystko według jego zaleceń a jednak po
                  pierwsze dziecko jest coraz bardziej chore ( i trudno o to kogokolwiek
                  obwiniać), a po drugie zamiast ją uspokoić jakoś i wspierać wpędza ją, swoimi
                  przytykami, w stres.
                  Pewnie, że dużo łątwiej byłoby jej, gdyby potrafiła to sobie spokojnie
                  poukładac i ustawić, ale nie potrafi.
                  Uważam poza tym, że takie zbaczanie z tematu i dyskusje na tematy niby
                  niehomeopatyczne, tez jest potrzebne.
                  Duzo mi to daje, kiedy moge poczytać, co myslicie o tym i zupełnie nie oburza,c
                  zy dziwi, że wasze zdanie jest takie a nie inne. to takie byc może
                  podpuszczanie, byc może forma dociekania. Wynosze z tego dużo a mam nadzieję,
                  że i WY.
                  Pozdrawiam ciepło.
                  • tom_j23 Re: Stefan nie zgadzam się..... 12.12.05, 15:31
                    anda8 napisała:

                    > Żeby nie było wątpliwości: nawet do głowy mi nie przyszło, ze ktoś z nas ma
                    > złą wole i chce Marcie dopiec.

                    Dokładnie. Dlatego powinniśmy znaleźć "punkt styku" i w niego skierować naszę
                    energię. Ja zgadzam się we wszystkim co dotyczy dobrej opieki lekarza, prawa do
                    opieki i rzetelnej informacji, itd. itp. To wszystko prawda i to nie podlega
                    dyskusji.
                    Ale prawdą jest też, że stres wpływa na nasze zdrowie. I to też (moim zdaniem)
                    nie powinno podlegać dyskusji, bo trudno dyskutować z faktami.
                    Więc jeśli zastanawiamy się jak poprawić własne zdrowie lub też dlaczego kulki
                    nie działają - nie możemy tego elementu pomijać.
                    Dlatego apeluję o dyskusję nad tym jak poradzić sobie lepiej ze stresem,
                    zamiast dyskusji nad tym, że się nie da.

                    > Stefan masz swoje pomysły, kama swoje, a ja swoje.
                    > Po prostu polemizuje z tym co mówisz, nie miała to byc krytyka, tylko
                    > niezgoda na to co mówisz.

                    Ok. To sprecyzuj konkretnie z czym się nie zgadzasz. Ewentualnie zaproponuj coś
                    alternatywnego. Jak Ty radzisz sobie ze stresem?


                    > W przypadku marty, uważam, że ma prawo wymagać wsparcia od lekarza, ma prawo
                    > się złościć,bo starał się robić wszystko według jego zaleceń a jednak po
                    > pierwsze dziecko jest coraz bardziej chore ( i trudno o to kogokolwiek
                    > obwiniać), a po drugie zamiast ją uspokoić jakoś i wspierać wpędza ją, swoimi
                    > przytykami, w stres.

                    Oczywiście, że ma prawo. Ja tego nie neguję. Mówię tylko, że to może wpływać na
                    późniejsze kłopoty z dobraniem leku.


                    > Uważam poza tym, że takie zbaczanie z tematu i dyskusje na tematy niby
                    > niehomeopatyczne, tez jest potrzebne.

                    Oczywiście. Tyle tylko, że jak to nazwała Kama "droczenie się" do granic
                    przyzwoitości :-) znów rodzi w nas stresy :-).
                    Jeśli na każdą opinię kogoś z nas będziemy znajdowali tysiące argumentów na
                    nie - to do niczego konstruktwynego nie dojdziemy.
                    Zgadzam się, że stresu nie da się wyeliminować zupełnie, ale apeluję o w miarę
                    możliwości ograniczanie go. I polemizowanie z takim apelem jest po prostu
                    delikatnie mówiąc "droczeniem się" :-).


                    > Pozdrawiam ciepło.

                    Pozdrawiam również wszystkich dyskutantów :-).


                    Stefan

                    • kama58 Re: Stefan nie zgadzam się..... 12.12.05, 15:51
                      tom_j23 napisał:
                      > Oczywiście. Tyle tylko, że jak to nazwała Kama "droczenie się" do granic
                      > przyzwoitości :-) znów rodzi w nas stresy :-).

                      A tu Cię mam:-) Ja właśnie z dystansem podchodzę do naszych dyskusji i
                      bynajmniej masochistką nie jestem, aby świadomie i z dobrej woli narażać się na
                      stres. Powołania do "naprawy" ludzkości też nie czuję. Po prostu czytając
                      wypowiedzi na forum, z którymi się nie zgadzam potrafię "wyluzować", a do dysput
                      podchodzę jak anda8 (nie wiem czy dobrze zapamiętałam nicka)
                      • tom_j23 Re: Stefan nie zgadzam się..... 12.12.05, 16:02
                        kama58 napisała:

                        > tom_j23 napisał:
                        > > Oczywiście. Tyle tylko, że jak to nazwała Kama "droczenie się" do granic
                        > > przyzwoitości :-) znów rodzi w nas stresy :-).
                        >
                        > A tu Cię mam:-)

                        A dlaczego mnie? :-). Może Ty podchodzisz z dystansem, może ja też, ale nie raz
                        na tym forum dochodziło do zbyt ostrej wymiany zdań, co potwierdza tezę o tym,
                        że dyskusje rodzą stresy :-).


                        Stefan

                        • kama58 Re: Stefan nie zgadzam się..... 12.12.05, 16:12
                          tom_j23 napisał:

                          > A dlaczego mnie? :-)

                          Bo chyba Tobie najbardziej przeszkadza moja krytyka czy negacja jakiegos podejścia.

                          >co potwierdza tezę o tym,
                          > że dyskusje rodzą stresy :-).

                          Że dyskuje rodzą - nie przeczę. Ale dlaczego bardziej stanowcze wyrażenie
                          własnego poglądu, odmienność stanowiska, niezrozumienie na forum ma od razu
                          pociągać za soba stres? Wyluzuj, Stefan:-) Ja tam chętnie czytam Twoje wykłady,
                          choć nie we wszystkie się aż tak wgłębiam.

                          • tom_j23 Re: Stefan nie zgadzam się..... 12.12.05, 16:30
                            kama58 napisała:

                            > tom_j23 napisał:
                            >
                            > > A dlaczego mnie? :-)
                            >
                            > Bo chyba Tobie najbardziej przeszkadza moja krytyka czy negacja jakiegos
                            > podejścia.

                            Nie Kamo. Nie przeszkadza mi krytyka, czy negacja. Przeszkadza mi
                            niekonstruktywna krytyka czy negacja :-).
                            Jeśli chodzi o ostatnie dwa wątki - w których dyskutowaliśmy o przyczynach
                            ewentualnego nie działania kulek (teraz przenieśliśmy się do drugiego wątku :-
                            ) - to temat dyskusji był "czemu nie działa", tymczasem Twoje zarzuty są "tak
                            się nie da". To jest inny temat i w sumie nie bardzo rozumiem co w tym momencie
                            krytykujesz :-).

                            Czy krytykujesz i nie zgadzasz się z tezą, że stres może być przyczyną
                            niedziałania kulek?

                            Czy krytykujesz i nie zgadzasz się z tezą, że stresu należy unikać?

                            Czy co wreszcie innego krytykujesz i nie zgadzasz się? Sprecyzuj proszę, żebym
                            mógł się odnieść do Twojej krytyki :-).


                            Stefan

                            • kama58 Re: Stefan nie zgadzam się..... 12.12.05, 16:53
                              tom_j23 napisał:

                              > Czy krytykujesz i nie zgadzasz się z tezą, że stres może być przyczyną
                              > niedziałania kulek?

                              Nie wiem, czy stres (zresztą nie tylko o niego chodziło w naszych utarczkach)
                              JEST przyczyną niedziałania. Nie robiłam badań na ten temat:). Jeżeli natomiast
                              mądrzejsi ode mnie stwierdzają, że stres GENERALNIE może byc przeszkodą w
                              działaniu kulek, to wychodzi na to, że hemeo jest do bani, a katar u
                              zestresowanych mija po kulkach na skutek placebo. Albo ... tak naprawdę nie ma
                              mądrych.


                              > Czy krytykujesz i nie zgadzasz się z tezą, że stresu należy unikać?
                              Czy ja aż tak mało precyzyjnie się wyrażam?
                              TAK, należy unikać.

                              > Czy co wreszcie innego krytykujesz i nie zgadzasz się? Sprecyzuj proszę, żebym
                              > mógł się odnieść do Twojej krytyki :-).

                              Hi, hi, wyszło na to, że nie wiesz, co krytykuję, ale ... jesteś przeciw mojemu
                              stanowisku.
                              • tom_j23 Re: Stefan nie zgadzam się..... 12.12.05, 17:19
                                kama58 napisała:

                                > tom_j23 napisał:
                                >
                                > > Czy krytykujesz i nie zgadzasz się z tezą, że stres może być przyczyną
                                > > niedziałania kulek?
                                >
                                > Nie wiem, czy stres (zresztą nie tylko o niego chodziło w naszych utarczkach)
                                > JEST przyczyną niedziałania. Nie robiłam badań na ten temat:). Jeżeli
                                > natomiast mądrzejsi ode mnie stwierdzają, że stres GENERALNIE może byc
                                > przeszkodą w działaniu kulek, to wychodzi na to, że hemeo jest do bani, a
                                > katar u zestresowanych mija po kulkach na skutek placebo. Albo ... tak
                                > naprawdę nie ma mądrych.

                                To prawda, że nie tylko o stres chodziło. Powtórzę więc jeszcze raz moje
                                stanowisko, bo chyba jednak niedokładnie je odczytałaś.

                                1. Są przyczyny wywołujące chorobę (nie ważne jakie). Homeopatia zakłada
                                skuteczne leczenia po usunięciu tej przyczyny.
                                Czy można powiedzieć, że w takim razie homeopatia jest do bani? Moim zdaniem
                                nie. Ani homeopatia, ani inne metody leczenia nie są nastawione na przesuwanie
                                zdolności adaptacyjnych naszych organizmów (no może poza medycyną kosmiczną).
                                Tak więc, jeśli przyczyną choroby jest czynnik chorobotwórczy, ta aby leczenie
                                było skuteczne, ten czynnik należy usunąć. Oczywiście - można próbować leczyć
                                bez usunięcia czynnika chorobotwórczego i być może (nawet często) do wyleczenia
                                dojdzie. Jednak kiedy do takiego wyleczenia nie dochodzi, należałoby właśnie
                                zacząć od sprawdzenia, czy nie istnieje przyczyna przeszkadzająca.

                                Czy można się z tym nie zgodzić? No może i można :-).

                                2. Są też przyczyny przeszkadzające w leczeniu (same nie powodują chorób, ale
                                przeszkadzają w leczeniu). Reszta argumentów - jw.

                                Też możesz się z tym nie zgodzić - jeśli lubisz nie zgadzać się dla zasady :-).


                                > > Czy co wreszcie innego krytykujesz i nie zgadzasz się? Sprecyzuj proszę,
                                > > żebym mógł się odnieść do Twojej krytyki :-).
                                >
                                > Hi, hi, wyszło na to, że nie wiesz, co krytykuję, ale ... jesteś przeciw
                                > mojemu stanowisku.

                                Napisałem, że jestem przeciw niekonstruktywnej krytyce, bo taka właśnie jest
                                Twoja krytyka.


                                Stefan




                    • anda8 Re: Stefan nie zgadzam się..... 12.12.05, 19:52
                      Stresu nie powinno sie eliminować. Stres jest potrzebny do działania. Ocywiście
                      nie stres zbyt silny, bo ten powoduje wstrząs, ani długotrwały, który bardzo
                      osłabia organizm.
                      Często własnie adrenalina ratuje nam życie, działamy szybciej niż umysł móglby
                      nam na to pozwolić.
                      Jasne, że jakaś histeria, szaleństwo obniża odporność i pewnie ma wpływ na
                      leczenie i to nie tylko homeo.
                      Ale nie demonizujmy.
                      I tu zgadzam się z kamą. jeżeli homeo nie działa na podenerwowanego i warunkiem
                      koniecznym jest aby człowiek leczony był ciągle w stanie niemal medytacji, to
                      homeopatia jest do niczego, bo medytacja sama jest stanem, który wpływa na
                      wyleczenie.
                      Zgadam się ze Stefanem, że wpędzanie się w satn zdenerwowania, tzw, nakręcanie
                      się, jets objawem nerwicowym i należy się zastanowic, jeżeli często się to powtarza
                      • kama58 podsumowanie 12.12.05, 20:48
                        anda8 napisała:

                        > Często własnie adrenalina ratuje nam życie, działamy szybciej niż umysł móglby
                        > nam na to pozwolić.

                        > I tu zgadzam się z kamą. jeżeli homeo nie działa na podenerwowanego i
                        warunkiem koniecznym jest aby człowiek leczony był ciągle w stanie niemal
                        medytacji, to homeopatia jest do niczego, bo medytacja sama jest stanem, który
                        wpływa na wyleczenie.

                        Dokładnie o to mi chodzi. I jest to MOJE zdanie, a nie mało konstruktywna
                        krytyka poglądów Stefana. Oczywiscie "medytację" rozumiem tu bardzo szeroko.

                        > Zgadam się ze Stefanem, że wpędzanie się w satn zdenerwowania, tzw, nakręcanie
                        > się, jets objawem nerwicowym i należy się zastanowic, jeżeli często się to
                        powtarza

                        :):):)
                        • tom_j23 Re: podsumowanie 12.12.05, 21:05
                          Cieszę się, że chociaż częściowo się zgadzacie.

                          Zauważcie jednak - że jak niedawno to było przypomniane - nie o sam stres tu
                          chodzi, a w sumie to było najbardziej "krytykowane". Chodzi o w miarę
                          możliwości usunięcie czynnika chorobowego (cokolwiek by to nie było).
                          Poza tym - po raz kolejny przypominam - mam wrażenie, że to jednak nie bardzo
                          jest przyjmowane do wiadomości. Nie mówimy tu o sytuacji _normalnej_, ale o
                          sytuacji _wyjątkowej_, tzn. o sytuacji "wieloletniego dobierania leku". Jeśli
                          mamy do czynienia z taką sytuacją, to niejako w naszym własnym interesie jest
                          przeanalizowanie możliwych przyczyn niepowodzenia. I "obrażanie" się w tej
                          sytuacji na homeopatię jest właśnie niekonstruktywne. Bo co innego
                          konstruktywnego możemy zaproponować w sytuacji, gdy medycyna klasyczna leży,
                          homeopatia nie działa, a latka lecą?


                          Stefan

              • kama58 Re: Stefan nie zgadzam się..... 12.12.05, 14:06
                anda8 napisała:

                > Nie potrafie pewnie zachowac takiego spokoju, ale ...i nie chcę.

                Anda, współczuję Ci. To strasze, co przeszłaś!
                Mogłabym napisać, że miałam podobne przejścia z nastawieniem lekarzy przy
                diagnozie dzieci, ale to pikuś w porównaniu z Twoimi doswiadczeniami, bo
                zagrożenia życia akurat nie było żadnego.

                > Moje małe dziecko (1 miesiąc)zachowywało się "dziwnie",

                Przy miesięcznym niemowlaku, to chyba każda matka panikuje i bardzo przeżywa
                chorobę dziecka.

                > Mamy jej
                > pomóc, a nie pouczać.

                Pomagać bez mentorskiego tonu to właśnie jest już wyższa szkoła jazdy.
                • tom_j23 Re: Stefan nie zgadzam się..... 12.12.05, 14:14
                  kama58 napisała:

                  > Pomagać bez mentorskiego tonu to właśnie jest już wyższa szkoła jazdy.

                  Trudno sformułować myśl jasno i zwięźle, aby nie była ona w mentorskim tonie.
                  Jeśli chce się przekazać esencję i odrzuci się zbędne ozdobniki to tak to
                  wychodzi.
                  W każdym razie nie jes moim celem obrażanie nikogo. W zasdzie to jest tak -
                  ktoś stawia problem - więc w dobrej wierze staram się przedstawić swoje zdanie
                  na ten temat. A potem zaczyna się dyskusja (często nie na temat), w której
                  galopujemy nie w tę stronę co trzeba.



                  Stefan

          • kama58 Re: 39,7 :( 12.12.05, 12:47
            anda8 napisała:

            > Można przejść, owszem, ale po rozmowie z jotem zaczynasz sie gotować - pan
            > doktor ma dośc specyficzny sposób wytrącania pacjenta ( matki w tym przypadku)
            > z równowagi.

            Wierzę:)

            > Poza tym przychodzi Ci do głowy mysl, że gdyby zareagowac wczesniej,
            uniknęłoby się niepotrzebnych stresów sobie i dziecku.

            Zawsze gdy są komplikacje, rózne mysli przychodza do głowy

            > Takie bezradne oczekiwanie, obserwowanie i brak pomocy homeopaty jest
            > stresujące.

            Dlatego uważam, że czekanie w cięzkich przypadkach wtedy miałoby sens, gdyby
            lekarz mógł 2 razy w ciagu dnia zbadać stan dziecka. Prawda jest taka, że
            utrzymująca się wysoka gorączka może świadczyć jedynie o walce oraganizmu, a
            własciwa choroba jeszcze nie rozwinęła się, więc własciwie niewiele możemy
            zrobić (uważam, że tylko w wyjatkowych, konkretnych przypadkach można pokusic
            sie o podanie antybiotyku osłonowo). Ale całkiem realna jest też goźba zapalenia
            płuc, a wtedy trzeba działać szybko, a nie czekać.

            > Ten spokój, o którym mówicie jest niezbędny, ale może zaistnieć tylko, jeżeli
            > ma się pwenośc, że to co robisz ma sens i nie szkodzi dziecku.

            Nie pozostaje Ci więc nic innego, jak uwierzyć, że postępujesz dobrze:)
            • marta.gora Re: 39,7 :( 14.12.05, 15:41
              kama58 napisała:

              >
              > > Poza tym przychodzi Ci do głowy mysl, że gdyby zareagowac wczesniej,
              > uniknęłoby się niepotrzebnych stresów sobie i dziecku.
              >
              > Zawsze gdy są komplikacje, rózne mysli przychodza do głowy

              Kamo- J SAM do tego nakręca! Analizowalam nasze wszystkie wizyty u J i ZAWSZE
              było jakies ALE- nawe, jesli coś wynikało z jego zeleceń. Np. podczas tej
              ostatniej wizyty- chocby sprawa kapieli po bańkach: to były bezogniowe i ponoc
              po nich na drugi dzień mozna wyjść na dwór. Ale J mówi, że nawet kapac nie
              można! Nie wiem, jaki czas, ale te 12 godzin to za mało.
              Drugi przykład: kiedy czytal moje sprawozdanie (przygotowałam je na pismie,
              godzina po godzinie, aby nie czepial się słówek, nie analizował i nie
              interpretował po swojemu, bo przeciez ja pamietac nie powinnam tak dokładnie
              wszystkiego, to wmówic mi mozna dużo), to zwrócił uwage na temperature. Otóż
              podczas tej pamietnej nocy z niedzieli na poniedziałek mierzyłam mu po północy
              co 2 godziny, a miedzy 4 a 8- juz nie. I co? Pyta mnie, jaka temp. była MIĘDZY
              tymi pomiarami. Wiadomo, że nie wiedziałam, ale odczułam to jako zarzut, że oto
              nie mierzyłam temperatury co godzinę! Parę zdań później: jak obudzil się syn z
              rana, tzn. sama go zbudziłam, czy sam sie obudził. BURA!!! Bo obudział sie,
              kiedy wkładałam mu termometr pod pachę. BŁĄD! bo nie powinnam przerywac mu snu,
              bo sen krzepi! Itp. itd. Co sie zrobi- to źle. Mało tego- może przegapiłam w
              nocy zwyzke albo spadek temperatury, bo nie miezryłam co godzinę! No a z
              drugiej strony mogłam się przyczynic do pogorszenia stanu zdrowia dziecka, bo
              go obudziłam przez pomiar...

              > Dlatego uważam, że czekanie w cięzkich przypadkach wtedy miałoby sens, gdyby
              > lekarz mógł 2 razy w ciagu dnia zbadać stan dziecka.

              Zgadzam się z tym w zupełności. Jesli dziecko nie jest małe, to biorę pod uwage
              inna mozliwość: badanie na poczatku stanu ostrego i stały kontakt telefoniczny
              (2 x dziennie), a w razie potrzeby- ponowne zbadanie.


              Prawda jest taka, że
              > utrzymująca się wysoka gorączka może świadczyć jedynie o walce oraganizmu, a
              > własciwa choroba jeszcze nie rozwinęła się, więc własciwie niewiele możemy
              > zrobić

              Tak jest- calkowicie to zdanie podzielam.

              (uważam, że tylko w wyjatkowych, konkretnych przypadkach można pokusic
              > sie o podanie antybiotyku osłonowo)

              I tak własnie działa nasz pediatra- nigdy od pierwszego dnia wysokiej gorączki
              nie zalecał antybiotyku, ale receptę zostawiał -z dokładna instrukcja, kiedy
              antybiotyk powinien byc podany (taka koniecznośc nigdy nie zaistaniała na
              szczęście, a obecnie i wiosną przy zapaleniu oskrzeli i fatalnym stanie ogólnym
              syna od razu zdecydował się na antybiotyk- tylko, że były przy tym inne objawy,
              a nie tylko wysoka gorączka i oslabienie).

              . Ale całkiem realna jest też goźba zapaleni
              > a
              > płuc, a wtedy trzeba działać szybko, a nie czekać.

              Wiesz- mysle, że gdyby nie daj Boże przytrafiło sie to pacjentowi J, ten mialby
              jedno wytłumaczenie: działanie leku to spowodowalo. Na podstawie nawet
              najbardziej szczegółowego wywiadu przez telefon nie da sie zdiagnozować, czy
              zagrożenie zapaleniem płuc istnieje, czy nie- jakoś tego J nie bral pod uwagę.

              >
              > Nie pozostaje Ci więc nic innego, jak uwierzyć, że postępujesz dobrze:)

              To jest OK, ale jesli masz potwierdzenie, że tak faktycznie postepujesz. Jesli
              dotychczas podejmowane działania byly negowane, a kontakt nawet ten
              telefoniczny jest mocno utrudniony, to nie masz pewności, czy nieświadomie nie
              krzywdzisz dziecka :(

        • tom_j23 Re: 39,7 :( 12.12.05, 12:29
          >
          > Na ogół droczę sie ze Stefanem, że jego "wyluzowywanie" jest mało zyciowe.

          Ech - Kama - wiem, że się droczysz, :-), ale chyba robisz to niepotrzebnie.
          Jasnym jest, że stresów nie da się uniknąć. Ale umiejętność minimalizowania
          jego skutków można nabyć. Dlatego szkoda czasu i energii na droczenie, lepiej
          porozmawiać właśnie o tym, jak zwiększać kontrolę nad emocjami.


          Stefan

          • kama58 kontrola nie tylko emocji 12.12.05, 12:53
            tom_j23 napisał:
            > Ale umiejętność minimalizowania
            > jego skutków można nabyć. Dlatego szkoda czasu i energii na droczenie, lepiej
            > porozmawiać właśnie o tym, jak zwiększać kontrolę nad emocjami.

            Myślisz, że to rzeczywiście strata czasu, kiedy daję wyraz sprzeciwu wobec
            możliwości wcielenia w życie niektórych Twych metod?
            OK, może masz rację tym razem:)
            • tom_j23 Re: kontrola nie tylko emocji 12.12.05, 13:04
              kama58 napisała:


              > Myślisz, że to rzeczywiście strata czasu, kiedy daję wyraz sprzeciwu wobec
              > możliwości wcielenia w życie niektórych Twych metod?
              > OK, może masz rację tym razem:)


              To nie jest tak, że "moich metod" (piszę w cudzysłowiu, bo przecież nie są to
              moje metody - wielu ludzi nad tym pracuje) nie da się zupełnie wcielić w życie.
              To zależy od indywidualnych predyspozycji człowieka. Jedni potrafią kontrolować
              stres (czy choćby dietę, o której też rozmawialiśmy) bardziej, inni mniej. Ale
              powinniśmy wspierać się wszyscy wzajemnie w drodze do zdrowia. Pomagać sobie,
              wskazywać różne możliwości, techniki, itp. Jasne, że nie wszyscy będą mogli z
              różnych względów z tego skorzystać w stu procentach, jednak negacja osłabia
              motywację. Poza tym zmuszasz mnie tymi dyskusjami do wyjaśniania w sumie rzeczy
              oczywistych. Wydaje mi się, że zamiast dyskutować CZY SIĘ DA, lepiej byłoby
              dyskutować JAK TO ZROBIĆ. Moim zdaniem byłoby to z korzyścią dla wszystkich.



              Stefan
        • marta.gora Re: 39,7 :( 14.12.05, 14:35
          kama58 napisała:

          >>
          > Na ogół droczę sie ze Stefanem, że jego "wyluzowywanie" jest mało zyciowe.
          > Niemniej w tym wypadku przyznaję mu rację. Martusiu, piszę z pozycji matki,
          > takie przypadkui da się przejść bez wielkiego stresu.

          Wiem- bo sama niejednokrotnie przechodziłam to podczas 4 lat chorowania mojego
          syna. To owszem- było stresem, ale jednak do opanowania i mobilizowało do
          walki. Teraz był inny czynnik- reakcje J i brak w nim oparcia. Najpierw
          zarzucił mi, że to przez kulki, które niepotrzebnie podałam (przy czym to było
          naprawdę jak zarzut, a nie jak analizowanie mozliwej przyczyny stanu), poczym
          zarzucił, że nie interesuje sie zdrowiem własnego dziecka (skoro wizyta bardzie
          by mi pasowała te 2 godziny póxniej- biorąc pod uwage owczesna sytuacje
          zdrowotna Bartka- nie miałoby to zadnego znaczenia). Brak oparcia, bo pierwszy
          raz podczas choroby dziecka byłam zdana sama na siebie, tzn. zabrakło
          konkretów, jasnych i szybkich decyzji- tego zawsze doświadczałam od naszego
          pediatry- zawsze wiedzaił i mówił, co nalezy zrobić, na co czekać itp. Ogólnie
          mówiąc- byłam pewna, że wie, co robi. W przypadkU J- nic nie było pewne, zero
          konkretów i konstruktywnych porad.Poza tym- kontakt z J jest mozliwy tylko w
          określonych porach dnia i jakoś trudno sobie wyobraxić, aby tylko wtedy
          powstawała taka potrzeba.



    • marta.gora Zapalenie oskrzeli :( 12.12.05, 15:15
      Udalo nam się spotkac z J o 12.00. Podczas kontaktu tel. mial juz jakby inne
      nastawienie, tzn. bardziej zyczliwe (obcesowy był wczesniej pewnie dlatego, że
      smiałam zakłóćic jego weekend, pierdołami mu głowe zawracałam- histeryczka
      jedna :/
      Zapalenie oskrzeli. Oczywiście- to działanie sulfuru. Czekać. Podanie
      antybiotyku poprawi sytuację od razu, ale będzie to oznaczało, że jesteśmy
      dalej w punkcie wyjścia.Bańki, oklepywania, nacierania spirytusem, dmuchanie w
      balonik. nie kapie się po stawianiu baniek (nie wiem, jak długo, bo nie
      powiedział- na pewno więcej niz 2 dni). Bańki muszą byc prawdziwe, a nie
      bezogniowe, stawia się je na płucach (tzn. na ich rzucie na plecach). Nie mam
      pojecia, jakie maja wtedy działanie, bo byłam pewna, że stawia się w miejscu z
      dobra tkanka podskórną i moga być to bezogniowe, bo mechanizm działania jest
      taki sam- tzn. wchłanianie wynaczynionej przez bańki krwi wzmaga reakcje
      obronne organizmu).
      To tak pokrótce.Reszte dopisze po powrocie od pediatry, do którego idziemy na
      16-tą. Wstyd mi strasznie, ze dziecko doprowadziłam do takiej sytuacji. Wstyd-
      bo to nie jego pierwsza choroba i powinnam sie nauczyc, jak
      postepowac,wiedzieć, jak dziecko choruje, a poza tym- ja okresowo współpracuję
      z przychodnia, gdzie ten lekarz jest kierownikiem, więc wie, kto ja jestem i
      jaki mam zawód :(.
      Wiosna syn mial pierwsze w zyciu zapalenie oskrzeli i antybiotyk- jeden z
      nielicznych w swoim zyciu (nasz pediatra daje je tylko wyjatkowo), teraz drugie-
      podczas homeopatii (nasz pediatra wie o tym- nie był za ani przeciw
      homeopatii).

      Nie mam zielonego pojęcia, co robić. Kogo słuchac- nawiedzonego homeopaty, do
      którego straciłam zaufanie, czy naszego pediatry (bo antybiotyk bedzie na
      pewno). Mąż jest za antybiotykiem. Ja mysle, że ten sulfur to dla małego jednak
      nie do końca trafiony lek- przynajmniej tak wynika ze skanów Jonki; nie ma tam
      niestety opisanej psychiki, więc bardzo trudno dać jednoznaczną odpowiedź. Nie
      chcę myslec, że tak długa poprawa była tylko kwestia przypadku :(

      czy ktos mi potrafi wyjaśnić, czy zapalenie oskrzeli jest normalna reakcja na
      sulfur? Ponoc co prawda mały nigdy tak ostro nie chorował, ale chorował za to
      duzo, więc w ten sposób sulfur ujawnia swoje działanie :(

      Tylko, ze mój maly chorował przez 4 lata, więc jak długo powinno trwac
      zdrowienie??? Cos mi się wydaje, że w madrych wypowiedziach i książkach
      znalazłam informacje, że 1-2 miesiące na każdy rok choroby. To by oznaczało, że
      Bartek powinien byc już zdrowy.
      No i ponoc syn ma jakąś skazę tuberkulinową (ma owłosione całe cialo- dla mnie
      to jest konsekwencja podtrzymywania całej ciąży dufastonem- o maskulinizacji
      płodów pod wpływem tego leku piszą nawet na jego ulotkach) i może póxniej
      tzreba będzie zdjąć tę skazę (?).

      Aha- po powrocie do domu maly zacząl się skarzyć na bolące ucho. Od razu
      połozył sie spać i muszę go jakoś budzic do lekarza. Ma 37,2.
      Nie je, teraz juz pije normalne ilości- to wg J dobry objaw. Ja jakos nie
      wyobrażam sobie podjęcia walki przez organizm niedozywiony i wycieńczony 4-
      dniowa gorączką :(

      To na razie tyle :(
      • tom_j23 Re: Zapalenie oskrzeli :( 12.12.05, 15:58
        (...)

        > Nie chcę myslec, że tak długa poprawa była tylko kwestia przypadku :(

        Raczej nie przypadek, ale być może ta skaza już została zlikwidowana i teraz
        dominuje inna. To nie jest wykluczone.


        > czy ktos mi potrafi wyjaśnić, czy zapalenie oskrzeli jest normalna reakcja na
        > sulfur?

        Nie umiem Ci powiedzieć, czy to jest reakcja "normalna". Może kto inny coś
        powie na ten temat.
        Aranea - czytasz nas? Napisz, co myślisz.


        > Tylko, ze mój maly chorował przez 4 lata, więc jak długo powinno trwac
        > zdrowienie??? Cos mi się wydaje, że w madrych wypowiedziach i książkach
        > znalazłam informacje, że 1-2 miesiące na każdy rok choroby.

        Takie rachunki są zwodnicze.


        > No i ponoc syn ma jakąś skazę tuberkulinową (ma owłosione całe cialo- dla
        > mnie to jest konsekwencja podtrzymywania całej ciąży dufastonem- o
        > maskulinizacji płodów pod wpływem tego leku piszą nawet na jego ulotkach) i
        > może póxniej tzreba będzie zdjąć tę skazę (?).

        Jeśli rzeczywiście jest - to pewnie tak.



        Stefan

        • marta.gora Re: Zapalenie oskrzeli :( 14.12.05, 15:05
          tom_j23 napisał:

          >
          > Raczej nie przypadek, ale być może ta skaza już została zlikwidowana i teraz
          > dominuje inna. To nie jest wykluczone.
          >
          No własnie- ja w sobote chyba powatpiewałam tu na forum, czy ten sulfur to na
          pewno jest mój syn, bo- jak pisałam- Bartek zmienił sie zupełnie i juz nie
          powrócił do swoich poprzednich zachowań. Przypomne tylko, ze piwreszą kulke
          1000 mial podana gdzieś w ostatnich dniach marca, a potem pod koniec kwietnia ,
          za co dostałam opieprz(J kazał podac sulfur w razie pogorszenia, ale nie
          powiedział, że nie chodzi o 1000; zreszta- doczytałam niedawno, że po podaniu
          wysokiej potencji w trakcie jej działania nie podaje się mniejszej, tylko
          wiekszą. Czyli- pewnie powinien byc sulfur z wody :( Może to tez miało jakis
          wpływ na szybki i bardzo dobry efekt leczenia???
          Stefan- jak rozpoznac, że skaza zostala zlikwidowana? Czy- wg Ciebie- u Bartka
          było to juz mozliwe?

          > Nie umiem Ci powiedzieć, czy to jest reakcja "normalna". Może kto inny coś
          > powie na ten temat.

          Kurcze- to chyba przeciez nielogiczne, by lek mógł leczyc przez wywoływanie
          choroby "niepodobnej"? Na mój mały rozumek- mogło wystapis chwilowe,
          parogodzinne pogorszenie, ale nie jednak ewaluacja w kierunku innej choroby!

          >
          >
          > Takie rachunki są zwodnicze.

          Wiem- ja ich tak do konca na powaznie nie traktuje, bo przeciez człowiek to nie
          maszyneria matematyczna :)
          ALe jesli lek był trafiony, mały super zareagował i nastapiło wg mnie
          wyleczenie (a nie poprawa, bo to by oznaczało, że cos tak jednak pozostało do
          reparacji), to jak to interpretować?

          Co do tej skazy tuberkulinowej- z artykułu na stronie Oczkowskiego malo cech z
          tej skazy pasuje do mojego syna, no ale J był tego pewny. Czy owłosienie na
          plecach, rękach i nogach naprawdę jest cecha tej skazy? Na czym polega jej
          zdejmowanie?
          (Wybacz pytania kompletnego laika)
          J cos wspomnial o tym, ze tacy osobnicy maja słomiany zapał i sa bierni- a to
          mi zupełnie nie pasuje do syna (przynajmniej nie do tego sprzed obecnej
          choroby, bo teraz to nic nie wiem).
          • tom_j23 Re: Zapalenie oskrzeli :( 14.12.05, 19:38
            marta.gora napisała:

            > jak rozpoznac, że skaza zostala zlikwidowana? Czy- wg Ciebie- u Bartka
            > było to juz mozliwe?

            Jeśli istnieją cechy skazy - to powinno się dać ją rozpoznać. Jeśli cechy (tej
            skazy) zanikają, to rozumiem, że i dana skaza zanika. Jeśli piszesz, że się
            zmienił, że widzisz zmiany w zachowaniu, to być może ta skaza jest już zdjęta.


            > Kurcze- to chyba przeciez nielogiczne, by lek mógł leczyc przez wywoływanie
            > choroby "niepodobnej"? Na mój mały rozumek- mogło wystapis chwilowe,
            > parogodzinne pogorszenie, ale nie jednak ewaluacja w kierunku innej choroby!

            Lek może (na podstawie "Organonu leczenia" F. Mastera):
            - nie robić nic,
            - leczyć (objawy się zmniejszają),
            - wywołać próbę lekową (lek dodaje jeden lub więcej objawów do obrazu danej
            choroby).
            Przykład: "Podaliście Natr. mur. pacjentowi Ignatia i pojawiły się objawy Natr.
            mur., podczas gdy reszta objawów pozostała niezmieniona".
            - wywołać stłumienie (pojawiają się nowe objawy nietypowe, ani dla leku, ani
            dla pacjenta).
            Przykład: "Pacjent przyszedł, aby leczyć wypryski skórne, a pod wpływem
            leczenia homeopatycznego rozwinęła się astma".

            Z tym, że u Was nie rozwinęła się chyba choroba zupełnie "niepodobna" do
            Sulfuru.


            > ALe jesli lek był trafiony, mały super zareagował i nastapiło wg mnie
            > wyleczenie (a nie poprawa, bo to by oznaczało, że cos tak jednak pozostało do
            > reparacji), to jak to interpretować?

            No chyba właśnie tak, że jednak nie nastapiło wyleczenie, ale poprawa. Poprawa
            polegała na tym, że w sprzyjających warunkach (lato, ciepło, sucho) organizm
            dawał sobie radę. W niesprzyjających warunkach jednak nie poradził sobie. Gdyby
            Sulfur nadal był dobry, to powinien pomóc. Skoro nie pomógł, to chyba tym razem
            choroba ma inne podłoże (nie psoryczne, ale np. sykotyczne lub właśnie
            tyberkuliniczne, jak piszesz dalej).

            >
            > Co do tej skazy tuberkulinowej- z artykułu na stronie Oczkowskiego malo
            > cech z tej skazy pasuje do mojego syna, no ale J był tego pewny. Czy
            > owłosienie na plecach, rękach i nogach naprawdę jest cecha tej skazy? Na czym
            > polega jej zdejmowanie?


            Co do owłosienia - nie kojarzę takiej cechy, ale jest np. pocenie pod wpływem
            najmniejszego wysiłku, i gdzieś o tym poceniu wspominałaś (też uczucie, że
            ubranie przylegające do pleców jest mokre).
            Jak się zdejmuje? - przez podanie odpowiedniego leku działającego przeciw tej
            skazie.


            Stefan

            • marta.gora Re: Zapalenie oskrzeli :( 15.12.05, 22:30
              tom_j23 napisał:

              > Jeśli istnieją cechy skazy - to powinno się dać ją rozpoznać. Jeśli cechy
              (tej
              > skazy) zanikają, to rozumiem, że i dana skaza zanika. Jeśli piszesz, że się
              > zmienił, że widzisz zmiany w zachowaniu, to być może ta skaza jest już zdjęta.

              No i własnie na to mi to wygląda...
              >
              > Lek może (na podstawie "Organonu leczenia" F. Mastera):
              > - nie robić nic,
              > - leczyć (objawy się zmniejszają),
              > - wywołać próbę lekową (lek dodaje jeden lub więcej objawów do obrazu danej
              > choroby).

              Ta sytuacja wygląda mi na próbe lekową :(
              >
              > No chyba właśnie tak, że jednak nie nastapiło wyleczenie, ale poprawa.
              Poprawa
              > polegała na tym, że w sprzyjających warunkach (lato, ciepło, sucho) organizm
              > dawał sobie radę. W niesprzyjających warunkach jednak nie poradził sobie.

              Hm... Tu nie mam takiej prostej odpowiedzi, bo niesprzyjające warunki były
              wczesniej: mróz, wiatr, albo plucha i wietrznie, a mały- na basen i z basenu
              (całkiem wieczorowa porą). I nawet nie kichnął! Kiedy się rozlozył, to nie było
              az tak fatalnej pogody, chociaż nie- było wietrznie i zanosiło sie na mróz
              (przez parę dni lekko poniżej zera). A z drugiej strony- najlepiej dobrany lek
              nie chroni przed choroba. Więc ja już nic nie wiem :(


              > Co do owłosienia - nie kojarzę takiej cechy, ale jest np. pocenie pod wpływem
              > najmniejszego wysiłku, i gdzieś o tym poceniu wspominałaś (też uczucie, że
              > ubranie przylegające do pleców jest mokre).

              W skanach Jonki jest o lekkim owłosieniu. Łysy to bardzo by sie ucieszył z
              takiej ilości wlosków na głowie, jak mój syn ma na plecach, nogach i
              rekach :))) czasami się smieje, że potrzebuje grzebienia (jest obcinany na
              rekruta, więc grzebienia nie uzywa- serio).Co do pocenia sie- bylo ono
              zdecydowanie mniejsze, tzn. nie wystepowalo podczas snu zupełnie, jedynie przy
              większym wysiłku- wtedy to trzeba było co chwilę zmieniac koszulkę (ale to
              dotyczy lata, kiedy szalal na rowerze calymi dniami). Reszta opisu skazy
              tuberkulinowej zupelnie nie pasuje do Glusia.

              >
              >
              • tom_j23 Re: Zapalenie oskrzeli :( 16.12.05, 09:50
                marta.gora napisała:

                >
                > Hm... Tu nie mam takiej prostej odpowiedzi, bo niesprzyjające warunki były
                > wczesniej: mróz, wiatr, albo plucha i wietrznie, a mały- na basen i z basenu
                > (całkiem wieczorowa porą). I nawet nie kichnął! Kiedy się rozlozył, to nie
                > było az tak fatalnej pogody, chociaż nie- było wietrznie i zanosiło sie na
                > mróz (przez parę dni lekko poniżej zera). A z drugiej strony- najlepiej
                > dobrany lek nie chroni przed choroba. Więc ja już nic nie wiem :(

                Spójrz jeszcze tu:
                www.homeokulka.fc.pl/kent.php

                Stefan
      • kama58 Re: Zapalenie oskrzeli :( 12.12.05, 15:59
        marta.gora napisała:
        > Nie mam zielonego pojęcia, co robić. Kogo słuchac- nawiedzonego homeopaty, do
        > którego straciłam zaufanie, czy naszego pediatry (bo antybiotyk bedzie na
        > pewno). Mąż jest za antybiotykiem.

        Mała podpowiedź: samo zapalenie oskrzeli nie musi być bezwzględnym wskazaniem do
        zastosowania antybiotyku.


        > znalazłam informacje, że 1-2 miesiące na każdy rok choroby. To by oznaczało,
        że Bartek powinien byc już zdrowy.

        Nawet najlepiej dobrany lek konstytucyjny nie zagwarantuje, że nigdy nie
        zachorujemy!

        >Ja jakos nie
        > wyobrażam sobie podjęcia walki przez organizm niedozywiony i wycieńczony 4-
        > dniowa gorączką :(

        Jak długo Jot kazał czekać? Kiedy przewiduje polepszenie i wyraźny spadek goraczki?
        • anda8 Re: Zapalenie oskrzeli :( 12.12.05, 19:56
          Marta, czyli nie dał nic i kazał postawić bańki?
          Klepać i dmuchać w rurkę?
          A co Bartkiem, jak on się czuje.
          Apropos sulfuru: moja koleżanka Kielc daje sulfur LM6 synowi raz w tygodniu
          prez 5 tygodni. Dała już kilka razy,a le jeakichś objawów szczególnych, oprócz
          jakiejś głupawki, która występuje po podaniu kropli.
          Ja nie wiem, bo za mało wiem o homeopatii, ale cy może to być skutek sulfuru,
          jeżeli taka gorączka trwa 4 dni?
          Nie wiem.
        • marta.gora Re: Zapalenie oskrzeli :( 14.12.05, 15:14
          kama58 napisała:


          >
          > Mała podpowiedź: samo zapalenie oskrzeli nie musi być bezwzględnym wskazaniem
          d
          > o
          > zastosowania antybiotyku.

          Wiem o tym, ale tu juz raczej ta konieczność zaistniała, a biorąc pod uwage
          totalne, kompletne osłabienie dziecka i fakt, że oprócz wysokiej gorączki
          pogarsza stan braku apetytu, to innego wyjscia nie było :( Sam w takim stanie
          nie miałby szans i w ciągu nocy dosżłoby do zapalenia pluc.
          >
          >
          > Nawet najlepiej dobrany lek konstytucyjny nie zagwarantuje, że nigdy nie
          > zachorujemy!

          Alez ja sobie zdaję z tego sprawę! Jednak chyba dzięki homeopatii choruje sie
          inaczej, a zdrowienie nastepuje szybciej - no chyba, że cos pokręciłam :))
          >
          > Jak długo Jot kazał czekać? Kiedy przewiduje polepszenie i wyraźny spadek
          gorac
          > zki?

          W homeopatii jest wiele mozliwości i róznie się zdarzyc może. W Kazdym razie
          nic nie da sie przewidzieć.
    • marta.gora Początek zapalenia płuc 12.12.05, 21:11
      U pediatry byłe dzikie tłumy i wyszlismy z gabinetu dopiero po 18-tej. Mały ma -
      oprócz zapalenia oskrzeli- także poczatek zapalenia płuc :( Pełno furczeń,
      świstów, i w zwiazku z tym pediatra osłuchiwał go bardzo długo i dokładnie,
      żeby nic nie przeoczyć.Był bardzo zaniepokojony stanem Bartka, bo w takim
      stanie jeszcze nigdy go nie widział. A Bartek po prostu prawie przelewał sie
      przez rece i prosił, żeby mu dac spokój, bo jest zmęczony i chce zasnąć>
      Jeszcze po powrocie od J bardzo osłabł- zaległ w łóżku i prosił, zeby go
      nigdzie nie wozić, tylko wezwać pediatrę do domu. Do tej pory był dzielny i nie
      maruidził w ogóle, a po południu bardzo płakał.Mysle,że był to ostatni moment,
      kiedy należało podac antybiotyk- mały miał dzisiaj przez cały dzień powyżej 38
      stopni (przed wyjściem do pediatry 38,6) i pojawił sie bardzo brzydki, gęsty,
      zielony katar- ani chybi nadkażenie. J nie kazał zwracać uwagi na termometr,
      tylko na zachowanie dziecka (!!!). Kiedy ma przestac gorączkowac i kiedy ma
      zacząć zdrowieć? J NIE WIE! Gorączka wg niego nie jest wazna, a sam u swoich
      dzieci zapalenie oskrzeli leczył 2 tygodnie- nie wiem tylko, czy to oznacza
      sukces czy porazkę, bo tego nie określił. Jesli sam mag homeodok potzrebowal 2
      tygodni, to by oznaczalo, że mnie-przynajmniej miesiąc.Ciekawe, czy
      wytrzymałoby to dziecko i w jakim stanie zdrowia pozostawałoby (moze jak
      obecnie ja?).
      Jestem potwornie zmęczona- i cala ta sytuacja, i dniem dzisiejszym (na
      resztkach sił), i nieprzespana nocą. Nie napiszę szczegółów, nie odpowiem na
      maile- jutro czeka mnie ciężki dzień w pracy. Mam nadzieje, że napiszę jutro
      wieczorem i że będę tez miała optymistyczne wieści.
      Dodam tylko, ze nie otrzymalam żadnych konkretnych inforamcji- ani co powinnam
      zrobić w momencie zachorowania, ani na co obecnie czekać. Dowiedziałam sie, że
      w homeopatii przeciez nigdy nic nie wiadomo.
      Na koniec napiszę listę przepisanych (i zazywanych już) leków od pediatry:
      Zyrtec
      Mucosolvan
      Theovent (miałam nosa!)
      Calcium C
      Thiocodin
      Pyralgina w razie gorączki
      Antybiotyk KLACID - na całe 7 dni.
      Minus dla pediatry- nie zlecił żadnego probiotyku- kupiłam z własnej inicjatywy.
      Plus: nie wciskał na siłe Claritiny ani Sumamedu (kiedy cos zapisuje, zawsze
      pyta, czy nie mam zastrzeżeń co do leku), a własnie do nich miałam do nich
      uwagi (przez Claritine trafilismy do homeopatii).

      takiego długiego zestawu nie mial nigdy!

      Jesli nie bedzie poprawy (tzn. nie spadnie temperatura lub mały nadal będzie
      tak brzydko kaszlał lub samopoczucie mu się nie pprawi) mamy stawić sie na
      kontrole w piatek do przychodni, a jesli będzie bez zastrzezeń- to kontrola w
      poradni w poniedzialek. Czyli- wszystko jasne, czegosię spodziewac i jak
      reagować.

      Poniesione koszty (akurat wiadomo, że świeta idą, więc oszczędzac trzeba):
      wizyta u homeo 50 zł (po znizce), u pediatry 50 zł, leki 95 złotych (z czego
      połowa to bezznizkowy antybiotyk).Prawie 200 złotych- nie licząc nerwów, paliwa
      na dojazdy i zmarnowanego dnia.
      Mąż mówi, że to podatek od naszej głupoty. Ze tez zatracilismy instynkt
      samozachowawczy pod wpływwem J! A gdzie prawo ograniczonego zaufania???

      Marta (padająca na własny pysk)
      • kama58 Re: Początek zapalenia płuc 13.12.05, 09:13
        marta.gora napisała:
        > J nie kazał zwracać uwagi na termometr,
        > tylko na zachowanie dziecka (!!!). Kiedy ma przestac gorączkowac i kiedy ma
        > zacząć zdrowieć? J NIE WIE!

        No, szok! I nic nie zalecił objawowego???

        > Gorączka wg niego nie jest wazna, a sam u swoich
        > dzieci zapalenie oskrzeli leczył 2 tygodnie

        Goraczka, goraczce nierówna. Moze trwać i tydzień i swiat się nie zawali, ale
        nie ponad 39 st u dziecka, ktore w dodatku nie je. 2 tygodnie na zapalenie
        oskrzeli to znowu nie az tak przesadzony okres, nawet przy antybiotykach ciagnie
        się niekiedy dłużej, ale nie mozna przeciez pomijać aktualnego stanu chorego i
        tego, ze nie widac poprawy!

        > Dodam tylko, ze nie otrzymalam żadnych konkretnych inforamcji- ani co powinnam
        > zrobić w momencie zachorowania, ani na co obecnie czekać.

        Nie dziwię się, że na niego narzekacie. Należałoby przestrzegać innych przed
        takim homeodokiem

        >Dowiedziałam sie, że
        > w homeopatii przeciez nigdy nic nie wiadomo.

        Czyżby się moje podejrzenia sprawdzały?

        Trzymajcie się!

        • molla7 Re: Początek zapalenia płuc 13.12.05, 12:37
          chcialabum cie marta jakos pocieszyc, moje dziecko majac 9 dni trafilo do szpitala z powodu rzekomego zapalenia płuc. miesiac czasu pompowano w nia zinnacef i biodacybne. ja glupia niedoswiadczona matka godzilam sie zamiast isc do jakiegos porzadnego homeo. ale ten miesiac byl swojego rodzaju nauczka i szkołą zycia oraz tego by niewierzyc za wszelka cene lekarzom. Od tego czasu dzielnie walczymy z widzimisie leniwych pediatrow z lepszym lub gorszym skutkiem.
          od tamtej pory nie bylo juz na szczescie tak powaznie, ale ostatnio malej przyplatal sie kaszel. Bardzo dziwny bo przez caly dzien dziecko wlasciwie okaz zdrowia, tylko w nocy niemalze do do minuty okolo 3 nad ranem budzil ja atak suchego napadowego kaszlu i tak godzina, poltorej. przez poltora tygodnia. leczylam ja domowymi sposobami z nacieraniami inhalacjami oraz wmacniającym aloesem z midem, ale niedrgnelo. noc w noc kaszel o 3 nad ranem. z wizyty od pediarty z przychodni wrocilam z garscia recept, min. antybiotykiem. tu mnie juz strzelilo i nie wykupilam nic. idzemy do Homeo. Sulphur LM VI co pol godziny z wody. niewielka poprawa, kaszel mniejszy, ataki nie takie dlugie, ale dalej charczy po wizycie wlasciwie z nakazu dra wisialam na telefonie i zdawalam relacje. brak zdecydowanej poprawy. dolozyl Kalim carbonicum 200CH. Dziecko moze nie tej ale nastepnej nocy przespalo ja calą. JAA TEEEEZZZ. no i tyle. moze powinnam sie dopisac do listy sukcesow?
          • molla7 Re: Początek zapalenia płuc 13.12.05, 12:46
            ponadto przejrzalam caly ten watek i rozumiem Twoj zal do Jota o brak porozumienia lekarz-pacjent. Gdy lekarz pozwala rozumiec wiecej pacjentowi, skutki leczenia sa lepsze. My u wspomnianego lekarza bylismy wczesniej raz-byla to dluga wizyta wywiad. na ktorej sie dowiedzialam, ze mam jesc silicee, a moje dziecko sulfur. koniec kropka. mnie nie pomoglo jej tez nie. balam sie dzwonic, nachodzic, dopytywac, bo kazda informacje musialam wyciagac. doktor od siebie nie dodal nic, absolutnie nic. teraz kiedy sytuacja z kaszlem malej zaczela sie robic koszmarna, zaryzykowalam przelamanie sie i poszlysmy.nie wiem co sprawilo,moja niewinna uwaga o sztywnej zasadniczosci, czy cos podobnego ale Doktor K. jak reka odjal wszystko mi wytlumaczyl, a nawet dal sie wciagnac w dyskusje. tym razem nie mialam oporow zeby go atakowac telefonami o roznych porach i tym razem wspolpraca byla z obu tron i udalo sie.
        • marta.gora Re: Początek zapalenia płuc 14.12.05, 15:58
          kama58 napisała:

          >>
          > No, szok! I nic nie zalecił objawowego???

          Nie. NIC. pewnie nie było takiej potrzeby :/

          > Goraczka, goraczce nierówna. Moze trwać i tydzień i swiat się nie zawali, ale
          > nie ponad 39 st u dziecka, ktore w dodatku nie je.

          Kamo- J stwierdził, ze takie "odchudzanie" Bartkowi nie zaszkodzi (syn co
          prawda nie ma nadwagi ani nie jest otyły, ale ma nieco pozostałosci na brzuchu
          z okresu sprzed wiosny, kiedy go było hmmm... troche więcej). J pewnie uznał,
          że syn ma zapasy i nie zemrze, jesli jeśc nie będzie (powiedzial dokładnie:
          jemu akurat to nie zaszkodzi- kiedy powiedzialam, że maly praktycznie nie je od
          czwartku i nigdy tak nie było). Jakby nie bral pod uwage, że codziennie trzeba
          dostarczac białek, witamin i mikroelementów, które są niezbędne do podjęcia
          walki.


          ale nie mozna przeciez pomijać aktualnego stanu chorego i
          > tego, ze nie widac poprawy!

          Może J stwierdził, ze ja przesadzam ze stanem syna??? I że tak naprawdę, to nie
          ma takiej gorączki, problemów z jedzeniem i oslabieniem???


          >
          > Nie dziwię się, że na niego narzekacie. Należałoby przestrzegać innych przed
          > takim homeodokiem

          czy Ty wiesz, ze nadal jest on uwazany za jednego z najlepszych homeopatów w
          Polsce??? Ja dostałam jego nr tel. pare lat temu własnie z taka opinią. W ciagu
          tego czasu "podałam dalej"- i to zarówno nr tel., jak i taka opinie o im. Mało
          tego- kiedy tuz przed zachorowaniem synka dzwoniłam do osoby, ktora dała mi
          namiary, aby pogadac nt, sykcesów J, bo chciałam się wycofac, to uslyszałam
          dokładnie to samo: nie ma nikogo lepszego! Mimo, że ta osoba znała wielu swoich
          znajomch, ktorzy odeszli od niego po latach oczekiwania na sukces i doskonale
          zdawala sobie sprawę z tego, ze jest trudnym w kontaktach.
          iem jedno- jest on jednym z wielu homeopatów w naszym mieście i sa jeszcze inni-
          którzy maja więcej sukcesów na koncie, a z J jakoś nie mogli sie porozumieć.
          Zamierzam dalej kontynuować przyodę z homeopatia- ale juz nie w wydaniu Jotowym.

          >
          > >
          > Czyżby się moje podejrzenia sprawdzały?

          ;)

          Pewnie niektórzy homeopaci tak twierdzą :)

          >
    • majaa4 Re: Nadeszła chwila prawdy... 13.12.05, 12:30
      Ufff - nie czytuję kryminałów, ani innych horrorów, ale ten śledziłam z
      zapartym tchem. Właśnie jestem na etapie poznawania homeopatii i zastanawiałam
      się nad doborem leku konstytucyjnego dla mojego dziecka z astmą, ale zaczynam
      mieć wątpliwości. Jeśli to ma tak wyglądać ? Chyba nie dam rady. Za dużo z nim
      przeszłam. Chociaż wiem, że Pani Doktor Homeopatka która jest w naszym zasięgu,
      potrafi przyjąć pacjenta w wigilię a nawet w środku nocy. Mimo wszystko… sama
      nie wiem…

      A Ciebie Stefan, podziwiam nie tylko za Twoją wiedzę jak już mówiłam wcześniej,
      ale i za cierpliwość :-)))

      Pozdrawiam wszystkich
      i życzę dużo zdrówka oraz cierpliwości.

      Maja
      • kama58 Re: Nadeszła chwila prawdy... 13.12.05, 13:34
        majaa4 napisała:
        > Właśnie jestem na etapie poznawania homeopatii i zastanawiałam
        > się nad doborem leku konstytucyjnego dla mojego dziecka z astmą, ale zaczynam
        > mieć wątpliwości.

        Jeżeli ma się świadomość, że skorzystanie z innych metod leczenia czy chemii nie
        jest przestępstwem to jak najbardziej można bawić się też i w homeopatię.
        Zauważcie, że nawet nasze Admninistratorki (ostanio przepadły gdzieś ?) mimo że
        są tak wielkimi agitorkami homeo i zachęcają do niej na każdym kroku, same
        również jednocześnie nie stronią od innych medykamentów.

        >Jeśli to ma tak wyglądać ? Chyba nie dam rady. Za dużo z nim
        > przeszłam. Chociaż wiem, że Pani Doktor Homeopatka która jest w naszym
        >zasięgu, potrafi przyjąć pacjenta w wigilię a nawet w środku nocy. Mimo
        >wszystko… sama nie wiem…

        Jeżeli masz dyspozycyjną i mądrą homeopatkę to już dużo. Warto podjąć ryzyko, w
        granicach rozsądku oczywiście.
        Trafnych wyborów życzę!

        • babsee Re: Nadeszła chwila prawdy... 13.12.05, 14:26
          W sprawie antybiotyku- ja podczas ostatniej choroby też wymiękłam.I swietnie
          rozumiem co oznacza czekanie w przypadku gdy goraczka leci w góre jak oszalała
          a dziecko"leje sie" przez ręce.Ponieważ dopiero zaczynamy z homeopatią, to moja
          wiedza jest za mała bym samej mogła dobierać leki objawowe.I też po 3 dniowej
          wysokiej gorączce i niewiarygodnym bólu gardła(Mała płakała na okragło)poszłam
          do pediatry i podałam antybiotyk.O dziwo- homeo nie pokrzyczał.Wręcz przeciwnie-
          uspokoił, rozgrzeszył i teraz leczymy koncówke choroby już razem i uodparniamy
          starajac sie zmniejszyć skutki antybiotyku. To potworny stres mieć w rękach los
          i zdrowie dziecka które cierpi.Jak sie okazało- nie na moje siły.No cóż ,moze
          następnym razem.
          • marta.gora Re: Nadeszła chwila prawdy... 14.12.05, 16:07
            My nie stosowalismy nigdy antybiotyku z powodu goraczki, zawsze było "powazne"
            wskazanie, np. zapalenie dróg moczowych , płonica czy zapalenie oskrzeli.Mysle,
            ze J nie rozgrzeszyłby nas z antybiotyku- wspomnial zresztą, że to wydłuzyłoby
            proces leczenia nawet ponad rok. Tylko jakos nie przyszlo mi do glowy zapytac,
            co on uważałby za wyzdrowienie syna. Trudno- juz sie nie dowiem tego od niego.
    • marta.gora Podsumowując... 14.12.05, 16:40
      dziecko oczywiscie dobrzeje na antybiotykach, ale:
      - kaszle sucho, jest to uciążliwy i praktycznie całodzienny kaszel
      - przypomnialam sobie, że Bartek do rozpoczęcia leczenia Homeo miał 3 cienkie
      piżamki- praktycznie nie było nocy, by obyło sie bez zmiany (strasznie się
      pocił- normalnie, jak nurek); od wczoraj własnie chyba mamy nawrót tego
      dziadostwa

      wczoraj jeszcze maly duzo polegiwał i nie chcialo mu sie wstawać. Dzisiaj od
      rana jest na nogach, tzn. jest bardzo słaby, ale jednak siły odzyskuje i apetyt
      także. Zastanawiam sie, czy mimo stosowania leków, udac się od razu do innego
      homeopaty, czy poczekac, az maly całkiem wydobrzeje- czyli pewnie gdzies po
      świętach. Macie jakieś sugestie?
      • anda8 Re: Podsumowując... 14.12.05, 21:32
        Co do potów w nocy, to poczekaj az wyzdrowieje. Może to po prostu wynik
        osłabienia,u moich dzieci to normalne w czasie choroby.
        A Bartek jest bardzo osłabiony po tych 4 dniach gorączki, nie?
      • kama58 Re: Podsumowując... 14.12.05, 22:34
        marta.gora napisała:

        > Zastanawiam sie, czy mimo stosowania leków, udac się od razu do innego
        > homeopaty, czy poczekac, az maly całkiem wydobrzeje- czyli pewnie gdzies po
        > świętach. Macie jakieś sugestie?

        Zdecydowanie , poczekaj. Dobrze, że synek zdrowieje:)
    • marta.gora Kolejna próba- tym razem sukces :)))) 14.02.06, 20:27
      Pisze w tym samym watku, bo to jakos powiązane ze soba.
      Mamy taka sytuację: 8 grudnia podany lek sulfur 1000, jednak zakończone klęska
      (czyt. zapaleniem oskrzeli z poczatkiem zapalenia płuc i antybiotykiem). W
      miarę szybko "wydobrzał". Ok. połowy stycznia lekki kaszelek, ale wszystko się
      zakończyło, nim się rozwineło. No i ostatnio:
      29.01-31.01 Katar wodnisty z nosa, bez żadnych innych objawów czy pogorszenia
      samopoczucia. czekamy.
      1.02-3.02 Do kataru dołącza sie kaszel- troche w dzień, trochę w nocy. Zadnych
      innych objawów. Bartek wyjechał własnie na ferie; jest u dziadków poza moim
      zasięgiem, wyposazony w różne kulki cukrowe.
      3/4.02 w nocy kaszel sie nasilił, nie wygląda to dobrze. Po południu babcia
      podaje 3 kulki sulfuru 30. Do wieczora i noca nie ma żadnych zmian. Na drugi
      dzień, przed południem, mały zaczyna bardziej kasłac, zaczyna marudzić, tracić
      siły. Pogorszenie? Chyba troche za późno- mineło kilkanascie godzin od podania
      kulek.Nastepnego dnia planowany jest wyjazd na cały tydzien na narty. Słowacja
      czeka, a syna "rozbiera: choroba :( Po przyjeździe widze, że nie idzie to w
      dobrym kierunku, więc podaję sulfur 200 jedną kulkę- 42 godz. po 3 kulkach
      sulfuru 30. Przed nami noc- rozstrzygająca, czy Mały zostaje, czy jedzie z
      nami. W nocy kaszle bez zmian (w ocenie babci, bo nie wiem, jak było
      wcześniej), za to z rana wstaje bez kataru, w doskonałym humorze i nawet nie
      mozna mu przetłumaczyć, że musimy sie zastanowic nad jego wyjazdem. Prawie nie
      kaszle. Za oknem -15 stopni, przed nami 450 km i 7 godzin jazdy... Zapada
      decyzja o tym, ze jedziemy wszystcy. Jesli syn się rozchoruje- bedziemy z nim
      zostawac w pensjonacie na zmianę. Podróż spokojna, prawie bez kaszlu. Noc - tak
      samo. Nastepnego dnia mały szaleje na nartach, jest dosyc mroźno i obawiam się,
      że to skończy sie źle i sym jednak się rozchoruje. Nic takiego sie nie
      zdarzyło! Do końca pobytu pokasływał tylko kilkakrotnie w ciagu dnia, czyli-
      nie chory, ale jakoś ma trudnosci z dojściem do całkowitego zdrowia.
      Niestety, w drodze powrotnej, tj. tydzień po podaniu sulfuru 200, syn w
      zajeździe (przerwa na obiad) wypił przez naszą nieuwagę zimny sok, zamówiony
      sobie przez męża. Juz w trakcie obiadu zaczyna bardziej pokasływac i tak tez
      jest do końca podróży. W nocy- znowu pokasływanie, tym razem większe, niz tuz
      przed wyjazdem, a po wstaniu z łózka, z rana, nic się nie zmienia- ciągle
      pokasłuje, a nastepnego dnia powrót do szkoły :( Dostaje więc przed południem 1
      kulkę sulfuru 1000 i... po 2 godzinach nie ma kaszlu!

      Zdecydowałam sie na te ostatnia kulke z powodu przedłużającego się powrotu do
      zdrowia; no i to ponoc jest lek konstytucyjny, dobrany przez J.

      Na razie nie mamy homeopaty- do J na pewno nie wrócimy.

      Wiem, że jest cos takiego, jak kulki z wody- szczerze mówiąc, to u nas nie
      działały- ani w stosunku do syna, ani do mnie- wręcz dochodziło do
      zdecydowanego pogorszenia. Dlatego podałam "gotowce", zachowując zasadę
      podawania kolejno wyższych potencji (przynajmniej wg mnie:). Widocznie nie
      nadaje sie na mieszanie i wstrzasanie :))))

      Pozdrawiam homeofanów.
        • marta.gora Re: Kolejna próba- tym razem sukces :)))) 14.02.06, 21:25
          very_martini napisała:

          > > Widocznie nie
          > > nadaje sie na mieszanie i wstrzasanie :))))
          >
          > Wszak to nie martini:P

          A zebyś wiedziała :))) Na % nie zma się zupełnie, to i czary mary z kulkami i
          H2o mi nie wychodzą :D

          > Gratuluję sukcesu i wytrwałości!

          I nie zamierzasz mnie objechać za tak wysokie potencje na własną rękę?????????

          > Masz kogoś za Jota, czy na razie planujesz radzić sobie sama?

          Nie mam, niestety, choc bardzo bym chciała- tak na wszelki wypadek, w koncu
          jeszcze niejedno moze się zdarzyć (tfu! tfu!). To znaczy czaję się do dr
          Skublewskiej, bo ma sporo sukcesów na koncie u wielu znajomych, ale jakoś do
          końca przekonana do niej nie jestem i nie bardzo potrafie racjonalnie to
          wyjasnić - może chodzi o to, ze to własnie od niej zaczelismy swoją przygodę z
          homeopatia, ale był to totalny falstart? Przynajmniej tak to odbieram, chociaż
          dzisiaj jestem przekonana, ze to jednak dzieki niej mój syn (wtedy 4-letni) z
          nocy na noc przestał siurac w pampersy.
          Tak więc na razie bedę chyba sama kombinować- podczytując forum, no i lektury,
          których ostatnio troche nabyłam (wciaga mnie, oj!).
          • very_martini Re: Kolejna próba- tym razem sukces :)))) 14.02.06, 21:30
            > I nie zamierzasz mnie objechać za tak wysokie potencje na własną rękę?????????

            Co Ty...

            > Tak więc na razie bedę chyba sama kombinować- podczytując forum, no i lektury,
            > których ostatnio troche nabyłam (wciaga mnie, oj!).

            To idź do pomorskiej szkoły, jak w Lublinie brakuje homeopatów, to znaczy, że
            trzeba coś z tym zrobić - co masz siedzieć z załozonymi rękoma?

            16%VOL
            22%VAT
            • marta.gora Re: Kolejna próba- tym razem sukces :)))) 14.02.06, 21:40
              very_martini napisała:

              > To idź do pomorskiej szkoły, jak w Lublinie brakuje homeopatów, to znaczy, że
              > trzeba coś z tym zrobić - co masz siedzieć z załozonymi rękoma?
              >

              Kiedy u nas ich pod dostatkiem :))) Powaznie! Natomiast jak przyjdzie co do
              czego, to nie ma z czego wybrać :(
              Co co pomorskiej szkoły- to jednak spora odległość :((((
              A poza tym- jak "uleczę" sama siebie, to nad tym pomysle bardziej poważnie :)))
              Na razie od tygodnia nie moge sobie poradzić z jakimś przeziebieniem
              i "ponartowym" bunetm dyskopatycznego i zwyrodniałego kręgosłupa.
              Ale pochwalę się jeszcze jednym sukcesem- moja mama jest na Pulsatilli 200-
              bierze kulkę co 5-6 dni i z każdą jest coraz lepiej (w sumie to 7
              tydzień "terapii" :)))

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka