Dodaj do ulubionych

rak piersi - leczenie krzemem

22.03.06, 08:45
Witam,

z góry przepraszam za długość posta, ale sprawa jest tak poważna i tak dla
mnie wstrząsająca, że po prostu muszę Was prosić o opinię.

Wczoraj dowiedziałam się, że żona mojego taty choruje na raka piersi.
Pierwszy raz wykryto u niej guza cztery lata temu - przeszła wtedy na dietę
antynowotworową i leczyła się homeopatycznie lekiem, którego nazwy niestety
nie zapamiętałam (nazwa zaczynała się na iscar albo escar...?). Po
kilkumiesięcznej terapii dwa niezależne badania wykazały, że guz zniknął. Ona
nadal trzymała dietę, ale niestety - nie wiem, może ze strachu - od tamtego
czasu nie dawała się badać. W końcu trafiła na mammografię we wrześniu tego
roku (tzn. 2005) i wykryto raka ponownie, przy czym lekarze określili to już
jako czwarte stadium (nie wiem, ile jest stadiów, ale to nie brzmi
optymistycznie) i absolutnie wykluczono możliwość operacji. Znów zastosowała
leczenie tamtym lekiem, ale nie przyniosło żadnych efektów, pojawiły się
przerzuty na kości i wątrobę. Lekarze proponują jedynie chemioterapię, ale
ona pochodzi z rodziny o dużych tradycjach homeopatycznych (dość powiedzieć,
że jej ojciec był założycielem jednej z dużych zagranicznych firm z branży
homeopatyczno - naturalnej) i absolutnie się na nią nie zgadza. W końcu jeden
z chirurgów zaproponował terapię krzemem. Od tego czasu jej stan ogólny
znacznie się pogorszył - wiem, że takie własnie jest działanie homeopatii,
ale ona po prostu nie jest w stanie w ogóle samodzielnie funkcjonować. W
miejscu guza ma otwartą ranę, którą to wszystko "wypływa", ma ciężką anemię
(miała już przetaczaną krew), konieczna była też punkcja płuc. Podobno sam
główny guz się zmniejsza. Ona czuje się coraz gorzej, do tego stopnia, że
zaczęła brć pod uwagę dołączenie terapii hormonalnej, ale chce to
przeprowadzić w Szwajcarii, a tam nie ma jak jej przetransportować.
Tu na miejscu lekarze oferują chemię, albo wręcz proponują "skoncentrować się
na leczeniu przeciwbólowym" - więc wyobraźcie sobie, co przeżywa mój tata :(

Czy wiecie coś o krzemie? (w wyszukiwarce znalazłam w większości linki do
opisów producenta...) Czy myślicie, że tak zaawansowaną chorobę organizm jest
w stanie przepracować sam (tzn. przy użyciu wyłącznie homeopatii)? Czy
słyszeliście o jakichś innych możliwościach?

Jeśli wiecie cokolwiek, proszę pomóżcie, bo chciałabym chociaż móc im coś
poradzić, albo pocieszyć, że innym się udało, albo sama móc wierzyć, że
będzie dobrze. Od wczoraj nie mogę się uspokoić :(

Z góry bardzo serdecznie dziękuję.

Obserwuj wątek
    • elpasz Re: rak piersi - leczenie krzemem 22.03.06, 10:16
      Witaj
      Czy tę stronę już znalazłaś
      www.onkolink-anry.pl.
      Jeśli chcesz szybko działać napisz na priva, podam Ci tel do p. Tomczak-ona wie
      o ANRY najwięcej, na pewno nie pozostawi Cię bez pomocy. Jestem na świeżo po jej
      kolejnym wspaniałym wykładzie (wczoraj)-przed chwilą o tym pisałam w tym wątku
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=30155&w=27833947&a=38956217
      pozdrawiam Elżbieta

    • very_martini Re: rak piersi - leczenie krzemem 22.03.06, 10:17
      Chodzi Ci pewnie o preparat anry.
      Wiem, że to optymistycznie nie zabrzmi, ale w sumie nie macie nic do
      stracenia... Było tu o anry sporo, wpisz w wyszukiwarkę. Szczerze mówiąc, jakoś
      mnie nie ten lek nie przekonuje, ale skoro lekarze nie mogą zaproponować innej
      formy terapii, to warto chwycić się wszystkiego.
      Ale leczenie na własną rękę bym odradzała, lepiej skonsultować się z homeopatą
      - koniecznie nie-oszołomem:). Nawet, jeśli uzna, że nie będzie w stanie nic
      zrobić w kwestii guza, to na pewno pomoze na psychikę, a to też istotne.

      16%VOL
      22%VAT
      • mamaadama4 Re: rak piersi - leczenie krzemem 22.03.06, 10:40
        Cisną mi się brzydkie słowa, ale może się powstrzymam.
        Jak lekarze proponuja leczenie, to na co ona czeka? Ja wszystko rozumiem, ale
        są pewne granice. Homeopatia to ona może się wspomagać, a nie leczyć IV stadium
        raka piersi - widać zresztą z jakim skutkiem takie leczenie się odbyło.
        Martini - maja do stracenia. Jak nie podda się konwencjonalnemu leczeniu to na
        pewno z IV niewiele zdziała.
        • mamaadama4 Re: rak piersi - leczenie krzemem 22.03.06, 10:45
          No nie, muszę. Nawet jeżeli ktoś mnie wytnie.
          Pierwszy post tego wątku jest dobitnym przykładem na to do czego prowadzi ślepe
          i bezmyslne postepowanie. Ja nie wiem co mówią inni homeopacie, ale tych co
          znam twierdzą, że nowotworów nie da się wyleczyć przy pomocy homeopatii i nie
          należy w takich wypadkach odrzucać leczenia konwecjonalnego. Taki przykład jest
          kolejnym dowodem dla przecwiników leczenia homeo na poparcie tezy, że magiczne
          kulki i wiara w nie o opium dla ciemnego ludu. I wcale bym się im nie dziwiła.
          • olimpia.szuwar Re: rak piersi - leczenie krzemem 22.03.06, 11:07
            Elpasz bardzo Ci dziękuję, trafiłam już na tę stronę :) Ona otrzymała ten lek
            od lekarza, także pewnie z nim się konsultuje i ja nie chciałabym ingerować w
            jego kompetencje, zwłaszcza że na pewno pozostaje we współpracy z panią
            Tomczak. Niestety w linku, który podałaś głównie pojawiają się opisy chorób
            grzybicznych albo zwierząt :/

            Martini problem jest taki, że lekarze mają propozycję, to znaczy chemię. Jeśli
            chodzi o homeopatę to czy znacie w takim razie kogoś we Wrocławiu, kogo
            moglibyście polecić do takiego przypadku?

            Mamo Adama starałam się napisać ten post tak obiektywnie, jak się da. Ja z
            homeopatią dopiero zaczynam i to w sprawach znacznie mniej poważnych, więc mnie
            też opowieść mojego taty zjeżyła włosy na głowie. Dlatego właśnie chciałam
            poszukać kogoś, czyja reakcja byłaby inna, żeby uwierzyć, że może być dobrze.
            Jak widzisz chorej się absolutnie nie da przekonać do chemii, skoro nawet mój
            tata musiał się z tym pogodzić. Wydaje mi się, że ona jako cudzoziemka w ogóle
            nie ma zaufania do polskiej służby zdrowia (nie daje się położyć w państwowym
            szpitalu).
            Mnie nie pytaj, na co ona czeka, bo ja bym nie czekała. Ale skoro ona tak w to
            wierzy, to liczę, że są jeszcze jacyś ludzie, którzy w to wierzą i może oni są
            w stanie sprawić, żebym ja uwierzyła?

            Albo może wręcz przeciwnie - ktoś ma tak jednoznaczne informacje świadczące o
            nieskuteczności tej terapii, że by ją przekonały?

            Ja nie opiewam tutaj zalet ślepego wierzenia w cuda. Ja proszę o pomoc, bo
            czuję się zupełnie bezradna, a chodzi o moją rodzinę :(
          • granna Re: rak piersi - leczenie krzemem 22.03.06, 12:42
            Długo pisałam swoją odpowiedz, wiec nie widziąłm co sie w tzw międzyczasie
            pojawiło. Po pierwsze chciałam zaznaczyć, ze wymienione preparaty, które guza 4
            lata temu zlikwidowały nie są preparatami homeopatycznymi, tylko jeśłi mnie
            pamięc nie myli, ziołowymi, na bazie bodajże jemioły.

            A teraz coś o chemioterapii i 4 stadium. Ja, gdyby u mnie wykryto nowotwór i to
            juz w 4 stadium (ostatnim, dla niezorientowanych), z taką świadomością na temat
            nowotworów jaką mam obecnie, zdobytą niestety doświadczeniem, też nie poddałabym
            się żadnej chemio (w rozumieniu leczenia antynowotworowego a nie zwalczania
            bólu) ani radioterapii. Na pewno szukałabym sposobów jeśli nie ratunku to
            chociaz złagodzenia objawów.
            Nie poddałabym sie po pierwsze dlatego, że w 4 stadium medycyna akademicka coś
            proponuje, zeby nie odbierać nadziei, zeby było powiedizane, że zrobiło sie
            wszytsko co można było. I jeśli chory tego pragnie to moim zdaniem nie należy
            odbierać mu tej nadziei.
            Po drugie dlatego, że chemia jest bardzo obciążająca dla organizmu, bardzo
            wyniszczająca, przed jej podaniem bada sie krew czy chory się "nadaje", bo
            chemioterapia może go po prostu zabić.

            I nie ma to nic wspólnego z takim czy innym moim zdaniem na temat kulek lub
            innych preparatów niekonwencjonalnych.

            Zajrzyj na homeopatię forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=19760
          • granna Re: rak piersi - leczenie krzemem 22.03.06, 12:46
            A do wycięcia to sie ewentualnie nadaje taki cytat:

            Pierwszy post tego wątku jest dobitnym przykładem na to do czego prowadzi ślepe
            >
            > i bezmyslne postepowanie

            Za obrażanie osoby, której postępowanie nazwano ślepym i bezmyślnym.
            • mamaadama4 Re: rak piersi - leczenie krzemem 22.03.06, 12:49
              Uważam że jako osoba wyleczona przez konwencjonalną medycynę z takiej własnie
              choroby a jednoczesnie lecząca wszelkie inne dolegliwości magicznymi kulkami
              mam prawo do uzycia takich a nie innych słów. Niestety to głupota! Do tego
              prowadząca do nieszczęścia.
              • granna Re: rak piersi - leczenie krzemem 22.03.06, 15:12
                Danka, wybacz masz prawo myśleć co Ci się podoba, ale nie masz prawa oceniac
                cudzych wyborów, publicznie i to takimi słowami. Nikt nie ma.
                I śmiem wątpić, że jesteś po 4 stadium raka, bo gdyby tak było to pierwsze co
                byś napisała. A jeśli masz jakiekolwiek doswiadczenia z klinikami
                onkologicznymi, to zapewne wiesz, jak to wygląda w praktyce. I można by tę
                dyskusje ciągnąc w nieskończonośc, bo gdzie pewnośc, ze ta pani nie dostałaby
                teraz wznowy, gdyby 4 lata temu poddana została leczeniu tradycyjnemu? Nikt nie
                prowadzi badań porównawczych, ile żyją ludzie z rakiem, którzy nic nie robią
                bądź korzystają z metod alternatywnych a ile czasu mija od pierwszej operacji do
                wznowy w trakcie leczenia onkologicznego.
                I pamiętaj, ze stwierdzono, że guz zniknął. Jedyny błąd, jaki został popełniony
                , moim zdaniem, to taki, ze nie było monitoringu tej sytuacji dalej. Bo co by
                nie mówic im wczesniej tym lepiej.
                  • granna Re: rak piersi - leczenie krzemem 23.03.06, 08:30
                    Akownik, chodziło mi o to, że nie są upubliczniane i brane poważnie przez
                    oficjalną naukę.
                    Co by to było, gdyby się okazało, że można sie nie dać pokroić, nie nacierpieć w
                    klinikach onkologicznych i żyć w o wiele większym komforcie tyle samo albo i
                    dłuzej :(


                    Zajrzyj na homeopatię forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=19760
        • granna Re: rak piersi - leczenie krzemem 22.03.06, 12:11
          Cóz wiele pocieszenia to chyba dla Ciebie nie mam, poza tym, że będzie co nam
          przeznaczone a trzeba przez to przejśc tak, by tej chorej osobie było jak najlżej.
          Nie będę się wypowiadać co powinno się zrobić, bo każdy sam decyduje o sobie a
          nie takie było pytanie.

          I zgadzam sie z Martini, że nie ma wiele do stracenia w tej sytuacji a
          pocieszeniem moze być fakt, że jeśli pogorszenie stanu zdrowia wiąże sie z
          podaniem tego preparatu to jest nadzieja, że organizm był jeszcze na tyle silny
          by walkę podjąć. Pytanie tylko czy wytrzyma bo wg tego co uważał twórca tego
          preparatu, jeśli guz się zmniejsza to jego rozkład powoduje uwalnianie do
          organizmu toksyn, które ten organizm moga zniszczyć :( oczywiście jeśli
          rzeczywiscie chodzi o preparat anry.
          A dla nas nauka, że jeżeli komuś udało sie w niekonwencjonalny sposób guza
          zlikwidować to trzeba mieć nad sobą nadal kontrolę, żeby na czas zadziałac
          ponownie, jakąkolwiek drogę się wybierze.
          Pozdrawiam
          • olimpia.szuwar Re: rak piersi - leczenie krzemem 22.03.06, 13:09
            Dzięki za uściślenie w sprawie tamtych preparatów, ja o nich nigdy nie
            słyszałam, a tata je określił jako homeopatyczne, więc tak powtórzyłam.

            Granno, Mamo Adama - więc jak to jest? Czy chemioterapia jest realną
            alternatywą?
            Czy w tym stadium ma jeszcze szanse zadziałać? (radioterapia została
            wykluczona). Piszecie o łagodzeniu objawów - obecna kuracja na pewno jest od
            tego jak najdalsza, stan chorej jest oczywiście ZNACZĄCO gorszy niż ten, który
            lekarze uznają za normalny dla tej choroby.

            I bardzo jeszcze dziękuję za informację, że twórca leku widział możliwość
            zniszczenia organizmu wytworzonymi toksynami. Nad tym się właśnie zastanawiałam.

            To wszystko jest przerażające. Czy ludzie w ogóle wychodzą z takich rzeczy? A
            może wiecie coś o skuteczności terapii hormonalnej w takich wypadkach?
            • very_martini Re: rak piersi - leczenie krzemem 22.03.06, 19:01
              Miałam się nie włączać już, ale się włączę, żeby podpisać się wszystkim, czym
              mogę się posłużyć, pod Granną. Olimpia, doskonale rozumiem tę kobietę i nie
              uważam, żeby rezygnacja z chemioterapii w tym stadium zaawansowania nowotworu
              świadczyła o bezmyślności i głupocie.

              Zabawne, już dopisałam z 5 ciągów dalszych do powyższego fragmentu, i wszystkie
              wykasowałam, więc może niech tak zostanie i koniec. Jeżeli jej decyzją jest
              zaniechanie chemioterapii, i jest to decyzja podjęta po rozważeniu "za" i
              "przeciw", to nie można jej siłą do niczego namawiać.

              16%VOL
              22%VAT
                    • olimpia.szuwar Re: rak piersi - leczenie krzemem 22.03.06, 22:05
                      Bardzo dziękuję za wszystkie głosy. Podnieśliście mnie na duchu o tyle, że
                      rezygnacja z chemioterapii na tym etapie widać może rzeczywiście nie ma
                      wielkiego znaczenia. To już coś, bo ja jako laik nie mogłam o tym spokojnie
                      myśleć.

                      Oczywiście można się oburzać na fakt, że po wyleczeniu tamtego guza zaniechano
                      jakiejkolwiek profilaktyki (poza dietą) na cztery lata. Nie przeczę, że to
                      skrajnie i tragicznie bezmyślne. Jednak to już się stało i pójście do tej
                      kobiety ze słowami "ale jesteś głupia, żeś się doprowadziła do takiego stanu"
                      raczej nikomu nie pomoże.

                      Dzwoniłam dziś do taty, żeby się upewnić, że chodzi o Anry - rzeczywiście to
                      to, zresztą podane po konsultacji ze wspomnianą tu już p. Tomczak. Obecnie stan
                      ogólny jest tak zły, że przerwano kurację i zastanawiają się nad dalszym
                      postępowaniem.

                      Martini - mieszkają we Wrocławiu.

                      Jeśli traficie jeszcze na jakieś informacje albo przypomnicie sobie coś na ten
                      temat, jeśli macie jeszcze jakiekolwiek doświadczenia, wiedzę albo
                      przemyślenia, to nadal czekam na wszelkie głosy.

                      Serdecznie pozdrawiam
                      • very_martini Re: rak piersi - leczenie krzemem 22.03.06, 22:17
                        Olimpia, we Wrocławiu jest jeden pan dochtor homeopata psychiatra albo
                        psychoterapeuta z wykształcenia, Jacek Mittelstaedt. Może do niego warto
                        uderzyć, właśnie ze względu na to, że o ile nie pomoze na guza, to głowę na
                        pewno. Pisała tu kiedyś dziewczyna, którą wyciągnął z jakichś przykrych rzeczy,
                        nawet po niedługim czasie zaszła w ciążę.

                        16%VOL
                        22%VAT
                        • flaska Re: rak piersi - leczenie krzemem 23.03.06, 12:05
                          Ja się podpisuję pod granną - w zaawansowanym stadium też nie zdecydowałabym
                          sie na chemię i byłby to mój wybór do którego mam prawo- tym bardziej , ze
                          przypadki nowotworów mojej rodzinie leczone tradycyjnie (chemia itd...) również
                          dawały nawrót po 4 i 5 - latach i niestety ze skutkiem śmiertelnym.
                          Nie twierdzę , że metody naturalne są lepsze ; ale na pewno nie są gorsze.

                          Jeśli jest opcja , że organizm nie może poradzić sobie z toksynami to
                          próbowałbym teraz pomóc mu - jeśli osoba bierze pod uwage metody naturalne to
                          takich trzeba szukać . Tak na poczekaniu przychodzą mi do głowy nazwiska :
                          Budwig , Gerson (lewatywy z kawy bodajże):
                          www.primanatura.com/czytelnia/budwig.htm
                          okłady z rycyny na wątrobe,
                          www.drnatura.pl/castor_oil.htm
                          www.bioter.pl/rady/watroba.htm#1
                          kąpiele i maści z solą gorzką,

                          jeśli poszperasz w sieci znajdziesz pewnie więcej.
                          Wątroba z przerzutami to duży problem , ale jeszcze zostaja nerki i skóra (do
                          oczyszczania). Przydalby sie jakis "naturopata", który się na tym zna i powie
                          co wolno a co nie .
                          Urynoterapia -( no nie wiem :-/ ):
                          www.wrozka.com.pl/09_98/26.htm
                          pozdrawiam

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka