Dodaj do ulubionych

dzisiaj zaczynamy... od Thuji...

30.01.07, 13:01
Jakiś miesiąc temu napisałam tutaj na Forum wątek o swojej wizycie u
homeopaty, o moich obawach i wątpliwościach. Parę osób mi wtedy odpisało, za
co dziękuję. Minął miesiąc (ponad) i wreszcie w akcie desperacji podałam
córce tę Thuję. Piszę w akcie desperacji, bo do tej pory po prostu nie bardzo
miałam możliwość podania jej tych kulek. Do tego dochodzi mój, przesadny
zapewne, strach o zdrowie córki. W końcu jednak, pomimo wielu moich obaw
(związanych głównie z odstawieniem małej sterydów), wykorzystałam w miarę
dogodny moment i dzisiaj podałam jej Thuję. Co się będzie działo - zobaczymy.
Wizytę u homeopaty teoretycznie mamy miesiąc po podaniu Thuji. Postanowiłam
zapisywać wszystkie moje obserwacje. Niewykluczone, że pozwolę sobie i na tym
Forum raz po raz zamieścić moje spostrzeżenia. Za wszystkie uwagi i rady będę
wdzięczna. Trzymajcie za nas kciuki, proszę.
Jagoda
Obserwuj wątek
    • kitka05 Re: dzisiaj zaczynamy... od Thuji... 31.01.07, 00:27
      Bardzo dobrze, ze odważyłaś sie na odstawienie małej sterydów. Może to nie jest dobre porównanie, ale ja nawet psu nie chcę ich już nigdy wiecej podawać, po tym jak wyleczyły skórę, ale zniszczyły dużo więcej (np. nerki). Nie martw się, homeopatia nie narobi spustoszenia w organiźmie córci. Ja leczę małą od urodzenia, a siebie już od prawie 30 lat z samymi pozytywnymi skutkami. Jesteśmy z Tobą i z niecierpliwością czekamy na relacje od Ciebie.
    • jagoda2 Re: dzień pierwszy 31.01.07, 22:42
      Ola (4 lata) obudziła się z koszmarnie podpuchniętymi oczami. Normalnie takie
      poduszeczki się jej zrobiły pod dolnymi powiekami (ja budzę się z czymś takim,
      kiedy za długo śpię). Później te poduszeczki zniknęły ukazując w zamian bardzo
      mocno podkrążone oczy, niemal do policzków. Te podkrążone oczy, przesuszona,
      czerwona skóra widoczna już z daleka, przypominały mi najgorsze nasze czasy,
      kiedy zmagałyśmy się z alergią właściwie nie wiadomo na co, prawdopodobnie na
      nabiał. Ktoś pewnie powiedziałby, że to równie dobrze mogą być pasożyty lub
      grzyby – możliwe, ale tego nie wiem, a że Ola ma alergię na to i owo, to wiem
      na pewno. Po ostatnim przeleczeniu skóry wokół oczu Dicortineff-em (ostatnia
      deska ratunku) i rygorystycznym przestrzeganiu diety bezmlecznej, od dłuższego
      już czasu nie było żadnych historii z oczami. Od dłuższego czasu, to znaczy od
      ponad miesiąca. Co prawda dwa dni temu zauważyłam, że znowu zaczyna się
      pojawiać rowek na dolnych powiekach, ale nic nie zapowiadało, że dzisiaj rano
      będzie to tak koszmarnie wyglądać. Więc nie wiem, czy to robota Thuji, czy może
      w końcu reakcja organizmu na brak leków antyhistaminowych (10 dni).
      Przygotowywałyśmy się do testów, ale w tej sytuacji zacznę jej chyba znowu
      podawać Claritine, a testy przełożymy. Trochę się martwię, że Ola jest teraz
      tak „wystawiona” na alergeny – sterydy odstawione, nawet leków
      antyhistaminowych nie dostaje – jak ona ma się obronić przed alergenami?
      Szkoda, że nie dowiem się, czym jest spowodowana taka gwałtowna reakcja, ale
      chyba nie mam wyjścia i muszę się z tym pogodzić. Ta skóra wygląda bardzo
      brzydko i dziwi mnie, że tak gwałtownie (przez noc) nastąpiło takie drastyczne
      pogorszenie, bo jeszcze wczoraj nic nie wskazywało na tak gwałtowny rozwój
      wypadków. Zazwyczaj trwało to kilka dni, stan skóry pogarszał się z dnia na
      dzień, ale nigdy tak gwałtownie. Natomiast jestem pewna, że NIGDY nie widziałam
      u mojego dziecka tak podpuchniętych oczu. Czy to sprawka Thuji? Nie wiem.
      Poza tym wszystko ok, żadnych innych zmian nie zaobserwowałam, córcia jest w
      znakomitym nastroju, energia ją rozpiera.
      Mam nadzieję, że nikomu to nie przeszkadza, że tak się tu rozwodzę, ale
      szczerze mówiąc nie bardzo mam się gdzie wygadać na ten temat, a tutaj może
      chociaż ktoś zainteresowany to przeczyta i nie będzie to tak całkiem gadanie do
      obrazu, a obraz ani razu.
      Jutro napiszę, co dalej.
      Pozdrawiam wszystkich czytających.
      Jagoda
    • jaga1968 Re: dzisiaj zaczynamy... od Thuji... 01.02.07, 20:09
      Z moich doświadczeń: lek homeopatyczny może dawać takie hmmm... wyraźne objawy
      i to już po podaniu jednej dawki. Tak więc podpuchnięcie oczu może, choć nie
      musi, byc objawem związanym z działaniem leku. Nasilenie objawów na początku
      leczenia generalnie jest dobrym znakiem, świadczy o dobraniu właściwego leku.
      Bardzo ważne, a często lekceważone przez poczatkujących "homeorodziców" jest
      samopoczucie psychiczne dziecka. Mówi o skuteczności leczenia więcej niż inne,
      fizjologiczne zmiany. Dobry humor, energia, to BARDZO dobry objaw. Myślę, że
      poczatki są bardzo obiecujące. Z zainteresowaniem będę śledziła ciąg dalszy...
      I trzymam kciuki :)
      Mama 15-latki z AZS, leczonej z powodzeniem homeopatycznie.
    • jagoda2 Re: dzień drugi 01.02.07, 21:36
      Dzisiaj Ola obudziła się z bólem gardła i kaszlem. Ból gardła był tylko rano,
      po przebudzeniu, więc nie przywiązuję do niego większej wagi, tym bardziej, że
      gardło jest czyste. Kaszel natomiast mnie niepokoi, bo na moją znajomość
      różnych Oli kaszlów, to jest początek kaszlu na tle alergicznym. No i
      oczywiście znowu nie wiem, czy to z powodu alergii, czy to sprawka Thuji. Od
      połowy listopada, przez cały grudzień i styczeń mieliśmy do czynienia z kaszlem
      na tle alergicznym. Ilekroć próbowałam odstawić wziewy, mniej więcej po
      tygodniu pojawiał się kaszel, więc kto wie, czy to nie kolejna „powtórka z
      rozrywki”. Dzisiaj mija dokładnie tydzień od odstawienia wziewów. W ciągu dnia
      mniejszy, pod wieczór znowu się nasilił. W normalnej sytuacji wprowadziłabym
      jej z powrotem wziewy, ale teraz, kiedy podałam tę Thuję, chcę się wstrzymać i
      zobaczę, jak się sytuacja rozwinie. Jeśli będę zmuszona podać Oli wziewy to to
      zrobię, co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości, na pewno nie będę
      ryzykować zapaleniem oskrzeli czy płuc. Nie należę do tych odważnych mam,
      niestety. Czytałam, że niektórzy zaczęli się leczyć homeopatycznie stopniowo
      odstawiając wziewy, stopniowo zamieniając jedno na drugie i też były pozytywne
      efekty, więc może ta nasza homeopatka jest zbyt rygorystyczna w tych swoich
      poglądach? A może to ja za bardzo się przejmuję? Może powinnam zrobić tak jak
      inni – na początku podawać jedno i drugie wierząc, że homeopatia i tak zadziała?
      Wieczorem Ola miała nieco podwyższoną temperaturę – 37 st., ale sądzę, że to
      raczej z powodu zmęczenia – była dzisiaj bardzo zmęczona i wcześnie zasnęła.
      Teraz śpi bardzo spokojnie, nie kaszle i z pewnością nie ma już nawet tych 37
      stopni.
      Skóra wokół oczu nadal pozostawia wiele do życzenia, ale jest poprawa w
      stosunku do dnia wczorajszego. Nawet całkiem duża poprawa powiedziałabym,
      zobaczymy, co będzie jutro.
      Przez cały dzień Ola była w znakomitym nastroju, jak zwykle pełna werwy, tylko
      pod wieczór „klapnęła” i bardzo wcześnie poszła spać.
      To chyba wszystko, co dzisiaj mam do napisania. Może nawet dobrze, że wcale nie
      tak dużo.
      Pozdrawiam wszystkich czytających.
      Jagoda
      • kitka05 Re: dzień drugi 01.02.07, 22:08
        Niestety nie rozwieję Twoich wątpliwosci ani nic nie doradze, gdyż moja wiedza jest zbyt mała, mimo że z homeopatii korzystam prawie od 30 lat. Chciałam sie tylko zapytać czy długo znasz tą homeoptkę i czy nie masz możliwości kontaktu z nią chociażby telefonicznego, aby opowiedzieć jej tego co piszesz na forum w celu uspokojenia się lub wprowadzenia jakichkolwiek zmian w leczeniu w razie konieczności? mój homeo przy leczeniu mojej córci (obecnie 14 miesiecy) pozwala mi zawsze zadzwonić, abym nie stresowała się niepotrzebnie. Mam jednak nadzieję ze lek jest dobrany prawidłowo i już niebawem będzie poprawa. Trzymam kciuki.
        • jagoda2 Re: dzień drugi 01.02.07, 22:33
          W zasadzie mogę do niej zadzwonić, ale wydaje mi się, że w tej chwili nie ma
          jeszcze takiej potrzeby. Jeżeli kaszel się nasili, to wtedy na pewno zadzwonię
          i zapytam, czy jest coś, co mogłabym Oli podać zamiast wziewów. Zamierzam także
          pójść z nią do osłuchania, chociaż nie wiem, czy to dobry pomysł, bo
          przychodnie teraz pękają w szwach od chorych dzieci i może się zdarzyć, że
          przyjdę ze zdrowym dzieckiem a wyjdę z chorym.
          To moje pisanie tutaj wynika raczej z potrzeby podzielenia się z kimś moimi
          obserwacjami, a przecież nie będę do kobiety wydzwaniać i "zwierzać się" jej z
          tego wszystkiego, co mi przychodzi do głowy. Umówiłam się z nią, że będę
          dzwonić, kiedy naprawdę coś mnie mocno zaniepokoi, a póki co - odpukać - na
          razie jestem spokojna i raczej z ciekawością przyglądam się temu, co się
          dzieje. To, na czym się dzisiaj złapałam i co jest dla mnie sporym zaskoczeniem
          to to, że uwierzyłam w tę Thuję, a uwierzyć to już podobno połowa sukcesu - tak
          twierdzi moja przyjaciółka od paru lat z powodzeniem lecząca swoje dzieci
          homeopatycznie.
          Dziękuję za dobre myśli i trzymanie kciuków.
          Jagoda
          • kitka05 Re: dzień drugi 01.02.07, 22:53
            Cieszę się, ze uwierzyłaś, bo własnie bałam sie, że za dzień lub dwa zwatpisz i rzucisz Thują gdzieś w kąt i wrócisz do starych leków. A tego Ci nie polecam. Czekam z niecierpliwoscia na ciąg dalszy :)
    • jagoda2 Re: dzień trzeci 02.02.07, 22:19
      Dzisiaj Ola jest dzieckiem przeziębionym – przynajmniej takie sprawia wrażenie:
      pojawił się przezroczysty, wodnisty katar, który bardzo ładnie wychodzi, ale
      tylko z lewej dziurki. W prawej na razie sucho, ale jakby zatkana. Dla mnie
      jest to oczywiście katar alergiczny, ale kto wie – może to dopiero początek.
      Kaszel usłyszałam tylko raz ok. 20-tej (nie było mnie dzisiaj w domu) – mokry,
      mam wrażenie, jakby się zbierał w dolnej części szyji i stamtąd był
      odkrztuszany. Kaszel podobno był rano, a w ciągu dnia prawie nic. To trochę
      usypia moją czujność, przyznaję. Temperatura wahająca się w przedziale 36.8 –
      37.2. I coś, co mnie najbardziej zaskoczyło - dzisiaj, a właściwie to już
      wczoraj, zauważyłam u Oli na migdałach takie dziwne białe niteczki, mniej
      więcej 2-3 mm - co to może być? Wczoraj widziałam dwie na lewym migdale, ale
      byłam święcie przekonana, że to wiórki kokosowe (chwilę wcześniej Ola zjadła
      coś z wiórkami) i w ogóle się tym nie przejęłam. Dzisiaj wieczorem patrzę i
      widzę, że jest ich więcej i to na obydwu migdałach. Migdały nie są ani
      rozpulchnione, ani zaczerwienione, gardło także blade. Ola nigdy nie miała
      anginy, więc jedyne, co mi przychodzi do głowy to właśnie angina, ale aż nie
      chce mi się w to wierzyć. Zobaczę, co będzie dalej, bo nie mam pojęcia, co to
      jest.
      Skóra pod oczami wygląda znacznie lepiej – oczy nadal są podkrążone, skóra
      przesuszona, ale kolor zaczyna przypominać kolor skóry. Może jedynie rowki na
      dolnych powiekach się pogłębiły, ale nie jestem pewna na 100%.
      Na brodzie, wokół ust i nad górną wargą, a właściwie to już przy nosku,
      pojawiło się mnóstwo bladoczerwonych kropeczek. Podejrzewam, że jutro będą już
      bardziej widoczne. Wygląda to jak wysypka. Czasami, ni stąd ni zowąd,
      wychodziły Oli takie rzeczy jako reakcja na coś tam, więc pewnie to Thuja coś
      tu „nawywijała”. Może Oli coś „wybija” w ten sposób – nie wiem. W ogóle to
      wszystko jest dla mnie zagadkowe. Tyle rzeczy naraz jej wychodzi, że nie wiem,
      czy to kwestia przypadku, czy rzeczywiście za sprawą Thuji mamy i pogorszenie
      stanu skóry i przeziębienie” i/lub reakcje alergiczne. Wszystkie rzeczy, które
      tu do tej pory opisywałam, równie dobrze mogą być po prostu alergią ujawniającą
      się na różne sposoby – odstawiłam leki, więc nie powinnam się dziwić. Właściwie
      to brakuje nam tylko jeszcze jakichś historii ze strony układu pokarmowego
      (odpukać).
      Ola wciąż jest w znakomitym nastroju, energia ją rozpiera, ma wyjątkowo dobry
      apetyt (a to rzadkość). W zasadzie w ogóle nie wygląda na dziecko z
      jakimikolwiek dolegliwościami. Jak zwykle to ja mam problem, a ona w ogóle nie
      zauważa tych swoich objawów, no może z wyjątkiem kataru, który każe sobie
      wyciągać.
      To tyle na dzisiaj. Pozdrawiam czytających.
      Jagoda
    • jagoda2 Re: dzień czwarty 03.02.07, 22:26
      Moim zdaniem Ola podłapała jakiegoś wirusa. Katar leci, że aż miło, z lewej
      dziurki bardzo mocno, z prawej mniej, ale spływa. Katar jest różny – raz
      przezroczysty i wodnisty, raz przezroczysty śluzowaty, ale widzę, że zaczyna
      się zagęszczać, bo coraz więcej wychodzi takiego lekko podbarwionego na biało-
      żółto (baaardzo blado-żółty), najczęściej taki mleczny. Kaszel rano mokry,
      jakby chciała odkrztusić wydzielinę z nocy (z pewnością spływający katar), w
      ciągu dnia usłyszałam może ze 2-3 odkaszlnięcia i wieczorem ze dwa razy. Kaszel
      wygląda na taki od kataru, ale kto go tam wie. Raz mi się wydawało wieczorem
      (już w łóżku), że ten kaszel taki jakby z piskiem. Przez ten katar Ola śpi z
      otwartymi ustami i chrapie niemiłosiernie, w całym domu ją słychać. O piątej po
      południu pojawiła się chrypka. Na początku wydawało mi się, że się
      przesłyszałam, ale potem słyszałam, jak z każdym zdaniem coraz bardziej chrypi.
      Zatem poszła spać z chrypką, ciekawe z czym się obudzi. Gardło jak na razie
      czyste, migdały ok. Oglądałam dzisiaj te białe nitki na migdałach – rano w
      ogóle ich nie widziałam, wieczorem dwie nitki ledwo widoczne na lewym migdale.
      Temperatury nie ma.
      Skóra pod oczami wygląda coraz lepiej – zostały lekko brunatne cienie, ale
      skóra bardzo przesuszona i wyraźne rowki na dolnych powiekach. Na brodzie i
      wokół ust kropeczki są nadal, ale niemal niewidoczne.
      Nastrój bardzo dobry, dużo energii.
      Pozdrawiam czytających.
      Jagoda
      PS. Do minutek1 - Jestem z Poznania.
    • jagoda2 Re: dzień piąty 05.02.07, 12:46
      Dzisiaj katar jest gęsty, żółto-zielonkawy, jest go sporo, na szczęście
      wychodzi bez większego trudu. Wygląda na typowo bakteryjny. Kaszel sporadyczny,
      mam wrażenie, że odkrztusza spływającą wydzielinę. Oby tak było, a nie coś na
      oskrzelach. Temperatury nie ma. Gardło i migdały ok, na lewym migdale trzy
      białe nitki. Ktoś mi zasugerował, że to mogą być grzybicze wykwity – kto wie,
      może faktycznie? Homeopatka podejrzewa u Oli grzybicę, chociaż badania kału
      tego nie potwierdziły.
      Skóra pod oczami prawie dobra, przesuszona, pozostały lekkie cienie i rowki na
      dolnej powiece. Na brodzie minimalnie widoczne bladoczerwone kropeczki.
      Poza tym wszystko w porządku. Nastrój i samopoczucie dobre, apetyt też
      nienajgorszy.
      Pozdrawiam czytających.
      Jagoda
    • jagoda2 Re: dzień szósty 05.02.07, 22:14
      W zasadzie podobnie jak wczoraj. Katar sobie wypływa, gęsty, zielonkawo-
      żółtawy, dzisiaj jakby więcej z prawej dziurki. Kaszel sporadycznie, mokry, ale
      jakby głębszy. Mam wrażenie, jakby dochodził teraz bardziej z głębi, nie już
      w „poziomu” gardła, a raczej z niższych partii układu oddechowego. I znowu mam
      nadzieję, że to nie „coś” na oskrzelach. Temperatury nie ma. Gardło czyste, a
      na migdałach znowu więcej „tego białego”. Zaczynam myśleć, że może to
      faktycznie coś grzybiczego, bo nie przypomina już tak bardzo regularnych
      niteczek, widziałam nawet jedną kropkę mniejszą niż łepek od szpilki.
      Poza tym Oli zaczęła pękać skóra między palcami nóg, a to też podobno objaw
      grzybicy. Kiedyś namęczyłyśmy się z tą pękającą skórą, podobnie jak ze
      schodzącą skórą z palców stóp. Dzisiaj zauważyłam, że zaczyna schodzić skóra z
      dużego palca lewej nogi. Tak a propos – Ola generalnie wszystko, co po lewej
      stronie, ma jakby słabsze, no może z wyjątkiem skóry wokół oczu, bo tu akurat
      przoduje prawe oko, ale jak coś się działo z oczami lub lekko momentami oko jej
      uciekało (z przemęczenia), to zawsze lewe.
      Wracając do gardła – dzisiaj ze zdumieniem zauważyłam, że już trzeci dzień z
      rzędu Ola zaczyna chrypieć ok. 16-17, natomiast rano budzi się bez chrypki. Co
      prawda, każdego dnia ta chrypka jest mniejsza i już nie wzbudza we mnie
      większych emocji. Tak czy siak jest to dla mnie dziwne.
      Skóra pod oczami z każdym dniem lepsza, ale ja oczywiście nadal widzę
      jasnobrązowe cienie pod oczami. Skóra sucha, ale jakby trochę mniej. Rowki na
      dolnych powiekach nadal są. Broda prawie bez zmian, z trudem doszukałam się
      jakichś kropek.
      Co poza tym? Chyba nic innego nie zaobserwowałam. Nastrój znakomity,
      samopoczucie też, apetyt bez zarzutu. Aaaa, ważne - zaobserwowałam jeszcze to,
      że Ola już dwa razy praktycznie bez wysiłku zrobiła kupę, a musicie wiedzieć,
      że zaparcia to u Oli duży problem. Teraz robi kupę raz na dwa dni, ale SAMA –
      bez namawiania i bez czopków serwowanych jej po 3-4 dniach bez kupy.
      To chyba wszystko na dzisiaj.
      Pozdrawiam czytających.
      Jagoda
      • 5_monika Re: dzień szósty 05.02.07, 22:25
        obserwuj i zapisuj, powiesz o wszystkim na nast.wizycie, ale na razie jak
        pisałam wygląda że wszystko zmierza ku dobremu :)
        a takich zaskakujących rzeczy przy leczeniu konst. jest wiele, oczywiście tym
        więcej ile dziecko wcześniej przeszło.
        pzdr
    • jagoda2 Re: dzień siódmy 06.02.07, 21:49
      Katar nadal wypływa, ale chyba powoli się zmniejsza, nadal jest żółtawy, ale
      rzadszy niż wczoraj. Kaszel także sporadyczny – rano, w ciągu dnia ze dwa razy
      (muszę polegać na opinii babci), wieczorem słyszałam dwa razy. Nadal mokry, ale
      chyba już nie tak głęboki, jak wczoraj, znowu jakby bardziej z gardła. Chociaż
      kaszel zawsze trudno mi obiektywnie ocenić. Ja mówię - mokry, odrywający się, a
      pediatra, że w gruncie rzeczy suchy, tylko z powodu spływającego kataru mokry.
      Więc nie wiem w końcu, jak to jest z tym kaszlem niby suchym, niby mokrym.
      Dzisiaj w nocy Ola zakaszlała ze dwa lub trzy razy i z pewnością nie był to
      mokry kaszel, bo już instynktownie zaczęłam myśleć, czy nie trzeba podać
      Salbutamolu (lek rozszerzający oskrzela). No, ale w ciągu dnia praktycznie nie
      kaszlała, a te 4 razy to na mokro, więc na razie moja czujność znowu pozostaje
      uśpiona. Wydaje mi się, że dzisiaj nie słyszałam już chrypki. Migdały nadal z
      tym „czymś białym”. Może powinnam pójść do pediatry, żeby to obejrzał? Gardło
      ok.
      Oczy wciąż lekko „podcienione” na brązowo, ale skóra już nie taka bardzo sucha.
      Rowki na dolnych powiekach nadal widoczne.
      Dzisiaj w nocy Ola zaczęła się drapać w zgięciach łokci. Przypomniało mi to od
      razu długie tygodnie drapania, nie tylko w łokciach, ale i na szyi, i pod
      pachami, i pod kolanami. Czyżby to jej teraz „wychodziło”? „Sezon na drapanie”
      przerabiałyśmy już dwukrotnie i wspominam to okropnie, głównie z powodu
      nieprzespanych nocy (nieprzespanych przeze mnie, gwoli ścisłości). Ola miała
      wtedy trochę ponad 2,5 i 3,5 roku, było lato, wakacje, oprócz drapania były
      wtedy również duszności, koszmarne zmiany na skórze. Mam nadzieję, że w tym
      roku nie będziemy znowu powtarzać tego scenariusza.
      Uderzyło mnie wczoraj to, że Ola od paru dni bardzo się poci po zaśnięciu.
      Szyję ma wręcz mokrą, czoło i włosy wilgotne. I nie podejrzewam, żeby to było
      spowodowane przegrzaniem. Pewnie znalazłoby się na to jakieś racjonalne
      wytłumaczenie. Pamiętam, że kiedy miewała latem duszności (a raczej kaszel
      wieczorem, w nocy i nad ranem – z tego powodu jest obserwowana w kierunku
      astmy), to wtedy też bardzo mocno się pociła, zwłaszcza przy szyi, więc pewnie
      coś z niej teraz wychodzi.
      Samopoczucie i nastrój bardzo dobre, apetyt dopisuje.
      Pozdrawiam czytających.
      Jagoda
      • 5_monika Re: dzień siódmy 07.02.07, 12:52
        wychodzi, wychodzi.Lek powinien cofać się w czasie, więc lekarz powinien
        zapytać później kiedy były te objawy, ale widzę że wszystko masz usytuowane w
        czasie.
        Mój też kiedyś po leku drapał się w nocy, wcześniej też miał takie objawy.Do
        tej pory, od pogorszenia już (odpukać) nigdy tego nie robił.
        Niestety ta reszta objawów które były też może chwilowo wystąpić i najlepiej
        byłoby je przeczekać.Zmiany na skórze mój jak był niemowlakiem(coś jak skaza)
        też pokryły jego policzki, niczym nie smarowałam, jeszcze inne w tej chwili już
        niedziwne objawy się przyplątały.
        Gdyby były te duszności i zmiany skórne to oczywiście skontaktuj się z homeo.
        Pozdrawiam
        • jagoda2 Re: dzień siódmy 07.02.07, 13:21
          Co to znaczy, że lek powinien cofać się w czasie? Masz na myśli to, że
          występujące teraz objawy będą pojawiały się w kolejności odwrotnej do
          występujących w przeszłości? Tzn. najwcześniej ujawnią się te objawy, które
          były ostatnio, a najpóźniej te, który wystąpiły jako pierwsze w przeszłości?
          Czy dobrze to rozumiem?
          Poza tym, że leczę wapnem i wit.C tę niby infekcję, to resztę objawów
          rzeczywiście biorę na przeczekanie. Podaję jeszcze tylko Claritine (lek
          antyhistaminowy). Jeżeli pojawią się duszności, to oczywiście, że zadzwonię do
          homeopatki.
          Dziękuję za wsparcie i pozdrawiam.
          Jagoda
          • 5_monika Re: dzień siódmy 07.02.07, 13:33
            dokładnie tak jak napisałaś :)
            wapna, wit.C itp. nigdy nie podaję, dla mnie to placebo.
            Wszystkie leki które chcesz podawać powinnaś skonsultować z homeo,tran też :)

            np. tu możesz przeczytać:
            www.homeoterapia.pl/homeoterapia/proped/prawo_leczenia.htm
            to już inny temat:
            www.homeoterapia.pl/homeoterapia/diagnost/typy_reakcji.htm
            www.homeoterapia.pl/homeoterapia/proped/tlumienie.htm
    • jagoda2 Re: dzień ósmy 07.02.07, 22:00
      Katar wciąż się utrzymuje, ale wyraźnie jest rzadszy, pół na pół wodnisty i
      gęsty, przezroczysty i żółtawy. Nie wiem, czy ktoś coś z tego zrozumie – grunt,
      że ja wiem o co chodzi. Kaszel rano i przed zaśnięciem, wciąż wykrztuśny, ale
      też wyraźnie mniejszy.
      Migdały jakby rozpulchnione, wciąż z tym czymś białym. Wydaje się także, że
      gardło jest lekko zaczerwienione, ale głowy za to nie dam. Chrypki dzisiaj nie
      słyszałam.
      Skóra wokół oczu znowu w trochę gorszym stanie. Oczy podkrążone, skóra wyraźnie
      zaczerwieniona, ale już nie taka sucha. Prawe oko znowu gorsze – na górnej
      powiece widoczne zaczerwienienie i pozioma kreska wzdłuż powieki, na dolnej
      powiece w rowku zaczyna się „babranina”.
      Zauważyłam dzisiaj, że w samochodzie Oli łzawiły oczy – na dworze to jeszcze
      bym zrozumiała, bo to już się zdarzało, ale w samochodzie? Dokładnie to samo
      było w zeszłą środę, ale wtedy nie przywiązywałam do tego takiej wagi, bo nie
      jechaliśmy naszym autem. Teraz jednakże zdumiałam się trochę.
      Ola znowu zrobiła samodzielnie kupę, bez większego wysiłku. W ciągu tygodnia 3
      kupy bez „wspomagania” to całkiem niezłe osiągnięcie. Te jej kupy są już od
      dłuższego czasu takie szarozielone lub raczej zielonoszare, ale nie przejmuję
      się tym.
      Samopoczucie bardzo dobre, apetyt także. Pod wieczór trochę Oli siadł nastrój,
      ale może to ze zmęczenia. Ona ostatnio tak dziwnie śpi – budzi się wcześnie
      rano, by po mniej więcej godzinie zasnąć i spać kolejne 2 godziny. Potem
      wieczorem jest problem z zaśnięciem, bo bilans godzinowy się nie zgadza. Nie
      wiem, czy to ma jakieś znaczenie, ale zasypianie Oli przez pierwsze 3 lata
      życia to był prawdziwy koszmar. Sytuacja poprawiła się, kiedy Ola zaczęła
      uczęszczać do przedszkola i na dobre przestała sypiać w ciągu dnia. Ale
      praktycznie od urodzenia sypiała stosunkowo mało i bardzo wcześnie przestała
      miewać drzemki w ciągu dnia. Mając mniej więcej 7-8 miesięcy sypiała już tylko
      raz w ciągu dnia i to zaledwie ok. 45 minut do godziny.
      Dzisiaj poczytałam o tłumieniu objawów i do czego to może doprowadzić –
      przyznaję, że z jednej strony zdziwiłam się, a z drugiej przestraszyłam, jak w
      dobrej wierze można komuś zaszkodzić.
      Pozdrawiam czytających.
      Jagoda
      • elis1 Re: dzień ósmy 08.02.07, 21:42
        Zycze Tobie powodzenia w zmaganiu sie z objawami zdrowienia:) Moze byc ciezko,
        wiem, ale na utrate wiary teraz pozwolic sobie nie mozesz. Nie ma innej
        alternatywy w tej chwili dla Oli. Goraco pozdrawiam i kibicuje z calego serca:)
        Twoja przyjaciolka.
    • jagoda2 Re: dzień dziewiąty 09.02.07, 08:56
      Prawe oko Oli wygląda koszmarnie. Jest zapuchnięte, wyraźniejsze mniejsze od
      lewego, białko oka mocno zaczerwienione, przez cały dzień mocno łzawi. Lewe też
      łzawiło, ale tylko z rana. Skóra wokół oczu zaczerwieniona, rowki na dolnych
      powiekach i górnej prawej „paprzą się”. Nie wiem, czy mam coś z tym robić, czy
      nie. Normalnie zrobiłabym jej okład z rumianku, ale homeo wyraźnie zabroniła mi
      używania rumianku i mięty. Nie wiem, dlaczego to oko jest takie czerwone,
      łzawiące i podpuchnięte. Chociaż przyznaję, że kiedyś już bywały takie
      sytuacje, więc może to działanie Thuji?
      Katar wyraźnie się zmienia – jest jeszcze lekko żółtawy, ale z przewagą
      wodnistego, przezroczystego. Nadal jest go sporo, ale wygląda to na końcówkę.
      Kaszlu praktycznie już nie ma – Ola odkrztusza na wyraźne polecenie, bo czasami
      słychać, że powinna odkaszlnąć, a ona sama tego „nie czuje”. Migdały
      rozpulchnione, gardło ładne. To „coś białego” na migdałach coraz mniej
      przypomina niteczki, może to rzeczywiście jakieś grzybicze wykwity.
      Ze stópek zaczyna schodzić skóra, już nie tylko z dużego palca.
      Ola dzisiaj bardzo niespokojnie spała. To pewnie też sprawka Thuji – Ola bardzo
      długo (prawie do 3 lat) tak niespokojnie sypiała, więc może teraz to też ma
      jakieś odbicie.
      Samopoczucie i nastrój bardzo dobre, apetyt także.
      Pozdrawiam czytających.
      Jagoda
    • omamamia1 Re: dzisiaj zaczynamy... od Thuji... 09.02.07, 10:17
      Przeczytałam twoje wcześniejsze wątki i obecne i zauwazyłąm,że leczenie i
      spostrzeżenia twojej homeopatki bardzo pokrywają się z moją(dr.K z K)My
      dostalismy phosphorus 200(3 dni po 3 kulki)jako konstytucję,we wtorek mija 3
      tyg i mam skontaktować sie tel.Podczas wizyty troche polemizowałam z
      dr.ponieważ według mnie syn to jednak silicea i bardzo niewiele przeważyło na
      strone phosphorus.Fakt na dzis jest taki,że nie przedstawię pani dr.nic z tych
      3 tyg,bo nie mam zupełnie nic,liczę że ona pokieruje rozmową z której coś
      wyniknie.Życzę wytrwałości i pozdrawiam.
      • minutek1 do omamamia1 09.02.07, 10:32
        witaj!A chciałoby Ci się coś napisac o synku?A możemasz jakieś opis leku
        phosphorus? Moja córka własnie dostała kolejny lek konstytucyjny i jest to
        phosphorus,a ja też mam jakieś przemyslenia ,że ona jednak jest siliceą.
        Czy Twoja lekarka jakoś uzasadniła swój wybor? Za chwile moja córka zażyje ten
        lek w potencji 30 jednorazowo,ale sie boję brrrrrr.
        pozdrawiam dorota
        • jagoda2 Re: do omamamia1 09.02.07, 11:30
          Gdzie można poczytać o typach konstytucyjnych? Homeo nie chciała mi po
          pierwszej wizycie powiedzieć, jakim typem jej zdaniem, jest moja córka. A ja
          jestem po prostu ciekawa, jakie te typy są i jakie cechy są dla nich
          charakterystyczne.
          Jagoda
          • omamamia1 Re: do omamamia1 09.02.07, 14:20
            tuż nad twoim wątkiem są skany-jonka7,przejedź na dół,tam sa opisy
            poszczególnych leków(niektóre są też konstytucjami i zawierają cechy
            charakterystyczne osób)
        • omamamia1 Re: do omamamia1 11.02.07, 13:01
          minutek1 napisała:

          > witaj!A chciałoby Ci się coś napisac o synku?A możemasz jakieś opis leku
          > phosphorus? Moja córka własnie dostała kolejny lek konstytucyjny i jest to
          > phosphorus,a ja też mam jakieś przemyslenia ,że ona jednak jest siliceą.
          > Czy Twoja lekarka jakoś uzasadniła swój wybor? Za chwile moja córka zażyje
          ten
          > lek w potencji 30 jednorazowo,ale sie boję brrrrrr.
          > pozdrawiam dorota



          Napisałam na pocztę
    • jagoda2 Re: dzień dziesiąty 09.02.07, 21:30
      Prawe oko nadal nie wygląda dobrze, ale już nie tak koszmarnie jak wczoraj.
      Białko oka nadal jest zaczerwienione i oko trochę łzawi. W sumie wygląda to
      trochę tak, jakby Ola miała zapalenie spojówek – mocno zaczerwieniona błona
      śluzowa obu oczu i łzawienie. Rowki na dolnych powiekach nadal w
      niezadowalającym stanie, natomiast górna powieka prawgo oka dzisiaj wygląda już
      całkiem w porządku. Oczy nadal podcienione, ale już nie tak „klasycznie” –
      teraz bardziej przypomina to zaczerwienione łuki idące od wnętrza oka w dół i
      na zewnątrz, w kierunku ucha.
      Katar i kaszel podobnie jak wczoraj, katar może jeszcze bardziej wodnisty, ale
      wciąż jeszcze wypływa żółtawa wydzielina. Prawdę mówiąc mam nadzieję, że to
      zatoki się porządnie oczyszczają. Kaszel tylko taki do odkrztuszenia
      wydzieliny. Gardło ładne. Migdały bez zmian – rozpulchnione, ale nie czerwone,
      z tym „czymś białym”.
      Ze stópek skóra schodzi lub będzie schodzić na potęgę – już teraz to widzę.
      Gdzieniegdzie już schodzi, w innych miejscach porobiły się jakby pęcherzyki,
      więc stamtąd skóra też będzie z pewnością schodzić.
      Dzisiaj w nocy Ola znowu bardzo niespokojnie spała, za to przez cały dzień była
      w doskonałym nastroju i całkiem niezłej formie, zważywszy dobrowolną pobudkę o
      6 rano.
      Dzisiaj minęło 10 dni od podania Thuji i ciągle coś się dzieje, każdego dnia
      wychodzi coś nowego – jestem zdumiona, ale też trochę zadowolona w pewien
      sposób. Mam nadzieję, że homeo dobrała właściwy lek i że to wszystko, co się
      teraz dzieje, jest prawidłowe i dobrze rokuje na przyszłość. Oczywiście, że
      trochę się obawiam tego, co będzie dalej, ale jakoś tak dosyć optymistycznie i
      raczej ze spokojem podchodzę do tego, co się dzieje. Chyba naprawdę uwierzyłam
      w to, że wszystko się dobrze skończy i dzięki temu jest mi łatwiej. Dziękuję
      też wszystkim czytającym i kibicującym nam za słowa otuchy i wsparcia – to
      bardzo pomaga, naprawdę.
      Pozdrawiam czytających.
      Jagoda
    • jagoda2 Re: dzień jedenasty 10.02.07, 22:47
      Dzisiaj przez całe przedpołudnie wyciągałam Oli z nosa ogromne ilości gęstego,
      zielonego kataru. Byłam naprawdę zaskoczona, bo nie dalej niż wczoraj, wydawało
      mi się, że katar mamy już prawie z głowy, a tu taka „niespodzianka”. Pewnie z
      powodu tego kataru Ola jednak kaszle, a raczej odkrztusza – to dużo bardziej
      właściwe określenie. Tak więc, chyba cofnęliśmy się do stanu sprzed paru dni.
      Gardło w porządku, migdały bez zmian.
      Oczy… No, to jest temat – rzeka. Prawe Oli oko wygląda tak, jakby ktoś je
      podbił – duży, ciemnoczerwony cień pod okiem, widoczny z daleka. Lewe też
      podcienione, ale nie w takim stopniu. Przy czym, co dziwne, w ciągu dnia te jej
      cienie pod oczami przechodzą różne fazy – raz są duże i wyraźne, a są też
      momenty, kiedy ich prawie nie widać i skóra jest jasna. Kiedy jej przemywam
      oczy, głównie ze względu na te rowki pod oczami, które lubią się „paprać”,
      wtedy skóra wygląda dużo lepiej na jakiś czas. Zupełnie nie wiem, co o tym
      myśleć. Białko prawego oka jest lekko, leciutko zaróżowione i tylko raz dzisiaj
      widziałam, by to oko łzawiło. Lewe oko w ogóle nie łzawiło dzisiaj. Rowki pod
      oczami nadal babrzące się, ale chyba idzie ku dobremu – obym nie zapeszyła.
      Ze stóp i palców stóp skóra schodzi na potegę, niemal płatami. Po trzech dniach
      bez większego wysiłku pojawiła się kupa – ziemisto-szara.
      Dzisiejsza noc była już spokojniejsza. Najwyraźniej Oli jest za ciepło, bo non
      stop się odkrywa – robi to od zawsze, chociaż temperatury mamy w domu niskie –
      w dzień 18 st., w nocy musi być mniej, bo nie włączam kaloryfera i w dodatku
      okno jest nieszczelne. Co ciekawe – Ola musi mieć zawsze odkryte stopy podczas
      snu, bo inaczej nieustannie się wierci.
      Samopoczucie bardzo dobre, apetyt dobry.
      Pozdrawiam czytających.
      Jagoda
    • jagoda2 Re: dzień dwunasty 11.02.07, 22:03
      Nabieram coraz głębszego przekonania, że istnieje bezpośredni związek pomiędzy
      pogarszającą się skórą wokół oczu (te koszmarne cienie, „doły”, rowek na
      dolnych i górnych powiekach) i stanem dolnych dróg oddechowych Oli. Nie umiem
      tego racjonalnie wytłumaczyć, ale jestem prawie pewna, że tak jest. Sięgam
      pamięcią i usiłuję sobie przypomnieć różne stany chorobowe Oli i wydaje mi się,
      że ilekroć zaczynaliśmy podawać wziewy (sterydowe), tylekroć cienie znikały i
      skóra wokół oczu poprawiała się. Właściwie, żeby mieć absolutną pewność, że tak
      jest, to powinnam jej teraz zaserwować wziewy i obserwować. Czuję się zupełnie
      bezsilna, kiedy patrzę na te jej oczy. Każdego dnia zadaję sobie pytanie, co
      jest przyczyną tych cieni i kiedy one wreszcie znikną. Kiedy dzisiaj rano
      zobaczyłam Oli oczy, to wszystkiego mi się odechciało. Czuję się tak, jakbym
      stała w miejscu, jakbym nie posuwała się do przodu, a może wręcz cofała. Mam
      niejasne uczucie, że stan zdrowia Oli się pogarsza, a ja nie robię nic, by ten
      stan zmienić. Dzisiaj jeszcze koleżanka dobiła mnie sugerując, że Ola może mieć
      śródmiąższowe zapalenie płuc, bo te cienie pod oczami, bo to odkrztuszanie, bo
      ten zielony katar, itd., itp. Czuję, że chwilowo opadłam z sił i prawdę mówiąc
      nie bardzo wiem, co powinnam teraz zrobić. Dzisiaj pomyślałam nawet, że te oczy
      to chyba jednak nie jest sprawka Thuji, tylko rzeczywiście walka organizmu z
      alergią. Dziwnym trafem problemy ze skórą wokół oczu pojawiły się kilka dni po
      odstawieniu sterydów (wziewów). Czuję się bezradna i co tu ukrywać – zaczynam
      się obawiać o stan zdrowia Oli. I nie chodzi mi o ten utrzymujący się od ponad
      tygodnia katar, nie chodzi nawet o ten niby kaszel, tylko właśnie o ten związek
      między cieniami pod oczami a stanem oskrzeli, może nawet płuc. Dzisiaj smęcę,
      ale tak mnie jakoś to moje „odkrycie” przygnębiło. Wczoraj już pisałam, że
      wydaje mi się, że te cienie zmieniają się w ciągu dnia – raz są bardzo
      widoczne, czerowne, raz blade i prawie niewidoczne. Dzisiaj też to
      zaobserwowałam. Może to zależy od oświetlenia? Mam też wrażenie, nie po raz
      pierwszy, że w zimnie się pogarsza, ale nie jestem tego pewna na 100%. A może
      mnie już odbija?
      Katar i kaszel bez większych zmian. Kataru mniej niż wczoraj, ale nadal zielony
      i gęty z rana, rzadszy w ciągu dnia, pod wieczór bardziej wodnisty, ale jednak
      nadal zielonkawo-żółty. Kaszel to po prostu odkrztuszanie co jakiś czas, nie
      taki typowy kaszel. Oczywiście mam nadzieję, że to z powodu gętego,
      spływającego kataru. Gardło ok. Na prawym migdale, daleko w głębi, cudem chyba,
      zauważyłam dzisiaj wyraźną, lekko wypukłą kropkę, wielkości łebka od szpilki –
      czyżby tworzył się czop? Ola nigdy nie miała anginy, więc tym bardziej, jestem
      tym odkryciem zaskoczona. Te białe „wykwity” nadal są na migdałach i wciąż nie
      wiem, czy to grzybicze, czy raczej wirusowe.
      Skóra ze stópek schodzi nadal, ale nie jakoś na potęgę. Wieczorem, tuż przed
      snem, Ola zrobiła kupę – szarobrunatną, szaroziemistą, co ważne – zrobiła ją
      bez wysiłku. Ostatnio Oli kupy są bardziej miękkie, nie takie twarde i zbite,
      jak dotychczas.
      Samopoczucie bardzo dobre, apetyt nie bardzo dzisiaj dopisywał.
      Pozdrawiam czytających.
      Jagoda
      • jaga1968 Re: dzień dwunasty 11.02.07, 22:18
        Jagoda, z dużym zainteresowaniem czytam Twoje posty, pewnie zreszta nie ja
        jedna. Podziwiam i trzymam kciuki za powodzenie całej akcji. Niemniej, jesli
        mogę coś poradzić, radziłaby wybrać się do lekarza i osłuchać Olę. Niby dobre
        samopoczucie sugeruje, że nie dzieje się nic złego, ale w ostatnim czasie sporo
        maluchów choruje na jakies dziwne skąpoobjawowe zapalenie płuc. Będziesz
        spokojniejsza, jeśli dowiesz się, że płuca czyste.
        Te zmiany pod oczami kojarzą mi się ze zmianami w przebiegu AZS. Szczególnie to
        sączenie. To też alergiczne, ale wtedy nie ma bezpośredniego związku z układem
        oddechowym, a jeśli już, to raczej obserwowano związek przeciwny - poprawa w
        płucach - gorsza skóra i odwrotnie. Pozdrawiam i życzę Oli zdrówka.
    • jagoda2 Re: dzień trzynasty 12.02.07, 21:10
      Dzisiaj nie za wiele mam do powiedzenia, bo niewiele czasu mogłam spędzić z
      Olą. Wedle zeznań babci: katar znacznie mniejszy, bardziej wodnisty, tylko z
      rana gęstszy, zielonkawy. Kaszel w zasadzie tylko rano, po obudzeniu, ja
      słyszałam zaledwie parę mokrych odkaszlnięć. Rano bez problemu niewielka kupa
      (?!).
      Z moich obserwacji: oczy podcienione, ale nie tak bardzo jak wczoraj. W
      pierwszej chwili stwierdziłam nawet, że Ola całkiem nieźle wygląda, moja radość
      była jednak przedwczesna, bo później cienie stały się bardziej widoczne.
      Kolejny raz stwierdzam, że wielkość tych cieni i ich intensywność zmienia się w
      ciągu dnia. Rowki na dolnych powiekach głębokie i wyraźne, ale praktycznie już
      bez papraniny.
      Katar rzeczywiście wodnisty, śluzowaty, w niewielkich ilościach. Gardło w
      porządku, białego niby-czopa na migdale nie widziałam, chociaż bardzo się
      starałam go dzisiaj dojrzeć, więc może naprawdę go już tam nie ma? Tych białych
      wykwitów jakby mniej i jakby mniej widoczne. Natomiast żyłki na migdałach
      bardzo mocno czerwone, jakby krwawiły (ale nie krwawią, oczywiście). Wieczorem
      poczułam trochę podejrzany zapach z ust (ale nie jak bakteryjny).
      Skóra ze stópek już prawie nie schodzi. Na rączkach, nad kciukami, pojawiły się
      malutkie, swędzące liszaje – kiedyś walczyłyśmy z nimi ponad pół roku (wreszcie
      zaleczone sterydem z antybiotykiem) i czasami jeszcze powracają.
      Samopoczucie znakomite, apetyt taki sobie.
      Pozdrawiam czytających.
      Jagoda
    • jagoda2 Re: dzień czternasty 13.02.07, 21:41
      Moje zdumienie nie ma granic: skóra pod oczami niemal idealna, katar w zaniku,
      kaszel również. Jestem tak zaskoczona takim obrotem sprawy, że aż trudno mi w
      to uwierzyć. Oli oczy wyglądają na zupełnie zdrowe i nikt by nie uwierzył, że
      jeszcze wczoraj, a zwłaszcza przedwczoraj, było tak źle. Dzisiaj po cienich pod
      oczami nawet ślad nie został, jedynie sucha skóra i rowki na dolnych powiekach,
      które wyraźnie się zmniejszają. Katar to dosłownie wodniste resztki, „kaszel”
      to trzykrotne odkaszlnięcie w ciągu dnia. O ile zanikiem kataru i kaszlu nie
      jestem aż tak zdziwiona, bo właściwie cały czas się tego spodziewałam, o tyle
      na tak diametralną poprawę skóry wokół oczu po prostu nie mam słów. Jedyne, co
      mi przychodzi do głowy to tylko to, że tak jak gwałtownie i nieoczekiwanie się
      zaczęło dwa tygodnie temu, tak samo gwałtownie i niespodziewanie się skończyło.
      Aż boję się cieszyć, bo nie wiem z czym jutro Ola się obudzi – przez ostatnie
      dwa tygodnie codziennie mamy jakąś „niespodziankę”. Ale póki co – tak bardzo
      jak jestem zaskoczona, tak bardzo jestem szczęśliwa z powodu tej poprawy. I
      wciąż kręcę głową z niedowierzaniem.
      Gardło ładne, białe wykwity na migdałach niemal niewidoczne, natomiast bardzo
      wyraźna biała kropka na prawym migdale – jak przedwczoraj. Dzisiaj widząc ją
      bardzo dokładnie i bez najmniejszego wysiłku, jestem na 100% pewna, że wczoraj
      jej tam nie było. Jest biała, bardzo wyraźna, płaska, wielkości łebka od
      szpilki. Czy ktoś umie to racjonalnie wytłumaczyć?
      Z lewej stopy i palców znowu wyraźnie schodzi skóra, jest także pęknięcie
      pomiędzy dwoma paluszkami. Na prawej rączce nadal niewielki liszaj. No i znowu
      była kupa (?!).
      Samopoczucie doskonałe, o apetycie trudno mi się dzisiaj wypowiedzieć.
      Pozdrawiam czytających.
      Jagoda
      • minutek1 Re: dzień czternasty 14.02.07, 10:21
        Witaj!Cały czas trzymam kciuki za zdrowienie OLI:)
        Chciałabym wypowiedzięć się co do "kropki" na migdale.Jeśli owa kropka to
        przewlekły czop(koloru bialo-żółto-keremowego,zbity,taka jakby grudka
        śmierdząca) to wielce prawodopodobne jest ,że raz go widzisz a raz nie....i to
        nie dlatego ,że go tam nie ma.Takie czopy mają tendencję "do chowania się" w
        kryptach migdałów i owe zjawisko jest "normalne",że raz go widzisz a raz
        nie.Wiem to z doświadczenia ...sama "hodowłam" takie czopy przez kilka lat u
        siebie a ostatnio pojawia się coś takiego u mojej córki.
        Ja sie tym nie przejmuję za bardzo już teraz ,bo to nie jest stan ostry,tylko
        nagromadzony "syf" przechwytywany przez midały,który w końcu wystawia łepek i
        chce wyjśc na zewnatrz(migdały się oczyszczają).Czeto takiego "dziada" mozna
        połknąć ... Swego czasu mój laryngolog chwalił moje umiejetności wyciskania
        czopów(sam przy kazdej wizycie to czynił).Specjalnie nie leczył o ile nie było
        stanu ostrego.A jesli wyleczył anybiotykiem to za miesiąc dwa czopy znów były.
        Teraz odkąd leczę się homeopatycznie ,niestety nie mam nadal dobranego leku
        konstytucyjnego ,ale te leki które juz wyjadałam podleczyły mi migdały i
        ostatnio mam spokój z tymi "gośćmi.To może stłumiły objawy .Ale to juz inna
        inszość.

        Chyba, że to co ty opisujesz to naloty na migdałach,a to juz zupelnie co innego.
    • jagoda2 Re: dzień piętnasty 14.02.07, 21:29
      Ola ma męczący, duszący, uporczywy kaszel. Zaczęło się dzisiaj w nocy, potem w
      dzień był spokój, by po południu tuż po wyjściu z przedszkola rozkaszleć się na
      dobre, potem znowu mniej więcej godzina bez kaszlu i na wieczór znowu kaszel.
      Znam ten rodzaj kaszlu – tak zaczyna się u Oli skurcz oskrzeli na tle
      alergicznym. Z obawy przed zbytnim skurczem oskrzeli podałam Salbutamol – lek
      rozszerzający oskrzela, ale niewiele pomógł, bo praktycznie nie ulżył jej w tym
      kaszlu, może minimalnie, a efekt powinien utrzymywać się 4-5 godzin po wziewie.
      Wiem, że zaraz po Salbutamolu powinnam zrobić wziew sterydowy, ale nie zrobiłam
      ze względu na Thuję. Nie chciałam „psuć” wszystkiego, poza tym byłam pewna, że
      Salbutamol wystarczy. A teraz po prostu boję się i czuję, że źle zrobiłam.
      Oczywiście, pojadę jutro z Olą do osłuchania, ale dopiero po południu – mam
      nadzieję, że do tego czasu nic się nie stanie. Gdzieś w głębi duszy mam
      nadzieję, że może wszystko rozejdzie się po kościach, że to tylko chwilowy
      kaszel i Ola nie będzie już więcej kaszleć i nie będzie trzeba podawać jej tych
      sterydów. Nie chodzi mi o sterydy jako takie – Ola brała je już wystarczająco
      długo, bym zdążyła się z nimi oswoić, poza tym wiem, że zawsze jej pomagały i
      że dzięki nim udawało się nam uniknąć np. zapalenia oskrzeli. Szkoda mi po
      prostu tego, co już udało się nam osiągnąć przez te dwa tygodnie, żal mi
      niszczyć to, co zdziałała Thuja do tej pory. Moja homeopatka jest widocznie
      bardzo restrykcyjna, bo twierdziła, że „sterydy wszystko nam zniweczą”. I
      dlatego dzisiaj powstrzymałam się przed podaniem Oli Flixo, ale odczuwam duży
      niepokój z tego powodu. Mam nadzieję, że do jutra nic się nie wydarzy, ale
      jestem niemal pewna, że pediatra każe mi włączyć sterydy – normalnie sama już
      bym to zrobiła. Czy rzeczywiście wszystko zepsuję podając Oli wziewy?
      Katar praktycznie zniknął. Gardło ładne, na prawym migdale dzisiaj widzę już
      dwie białe kropki – jedną za drugą, obie płaskie, nieduże. Czy na jednym
      migdale mogą być dwa czopy? Białe wykwity ledwo widoczne i jest ich mniej.
      Zapach z ust nieprzyjemny.
      Oczy niemal idealne, nawet rowki na dolnych powiekach wyraźnie się zmniejszyły.
      Na prawej górnej powiece lekko pogłębiony rowek i lekkie zaczerwienienie. Cieni
      pod oczami dzisiaj praktycznie nie ma – wczoraj było może ciut lepiej, ale
      różnica jest praktycznie nie do wychwycenia.
      Z lewej stopy nadal schodzi skóra. I znowu była kupa.
      Pozdrawiam czytających.
      Jagoda
    • jagoda2 Re: mamy problem 15.02.07, 09:16
      W nocy pojawiła się temparatura 38.5, kaszel praktycznie non stop. Oprócz leków
      rozszerzających oskrzela, podałam wziewy. Poprawy na razie nie ma. Wizytę u
      lekarza mamy dopiero po południu.
      Jagoda
      • omamamia1 Re: mamy problem 15.02.07, 09:29
        Bardzo kibicuję Wam w tych zmaganiach a,że jestem osobą bardzo empatyczną
        zawsze dopadaja mnie przeczucia po przeczytaniu postu.Mam trochę mieszane w tej
        chwili,w tym momencie coś u Was idzie nie tak,ty napewno lepiej to czujesz jako
        matka,może to stan przejściowy...niepokoi mnie ten nalot na migdale,wczoraj
        pisałaś o dwóch płaskich i ta schodząca skóra no i doszedł zapach z ust.Nie
        wiem czy masz taką możliwość ale ja zrobiłabym wymaz z tego migdała.Kaszel to
        juz druga sprawa,doszła temperatura...no sama nie wiem co napisać.Trzymam
        kciuki.
      • marciszonka Re: mamy problem 15.02.07, 10:00
        Jagoda, mogła coś złapać w przedszkolu zanim Thuja na dobre rozpoczęła naprawę.
        Na konsty nie jest tak, że od początku dziecko nie choruje wcale. Tylko choruje
        lżej i to tez po jakmiś czasie, zresztą, co Ci będę mówić - sama wiesz. Na moje
        oko nastąpiło coś takiego, bo mi o tym mówi odwrotny kierunek reakcji
        (wydzelanie nosem przeszło w alergiczny kaszel). Inaczej bym myślała, że
        odpracowuje takie stany z przeszłości. I nie martw się, ze coś niweczysz.
        Spokojnie. Musiałaś podać to podałaś i kropka - nie wolno ryzykować z dziećmi za
        bardzo. Bardzo dobrze, że jedziecie dziś do dr, niech zadziała teraz pod stan
        ostry bo ewidentnie Thuja tu jeszcze sama sobie nie radzi. Głowa do góry, i tak
        chylę czoła, bo pięknie opisujesz objawy a to po pierwsze bardzo dobrze dla
        właściwej oceny sytuacji a co za tym idzie - właściwego postępowania, a po
        drugie - bardzo rzadka rzecz u początkujących pacjentów klasyków :) Trzymam za
        Was kciuki.
      • patchwork30 Re: mamy problem 15.02.07, 16:14
        Jagoda, trzymam za Was kciuki.
        To pogorszenie moze miec takie przyczyny: Albo pierwsza dawka Thuji juz nie
        dziala i trzeba podac kolejna, albo objawy sie zmienily i potrzebny bedzie
        kolejny lek. To odkrywanie stop w nocy, to jeden z objawow sulphuru, dla
        ktorego typowa jest m.in. astma, zas pocenie glowy w trakcie snu mogloby
        wskazywac na calcium, ktore tez ma pokrewienstwo z astma.
        Dobrze, ze macie termin u homeo. Napewno cos doradzi!!! :-)))
      • jaga1968 Re: mamy problem 15.02.07, 21:29
        Jagoda, jak już będziesz mogła napisz koniecznie co z Olą, już chyba wszyscy na
        forum Jej kibicują i jakoś tak stała nam się bliższa przez te Twoje relacje.
    • jagoda2 Re: dzisiaj zaczynamy... od Thuji... 15.02.07, 22:14
      Jak już wcześniej sygnalizowałam, mamy kłopoty. Wczoraj wieczorem pojawiła się
      temperatura 38.5 no i ten uporczywy, natrętny, męczący kaszel. Zapomniałam
      wczoraj napisać, że pomimo tego kaszlu, a później temperatury, Ola samopoczucie
      miała świetne, do tego stopnia, że kiedy dzisiaj w nocy o 2 lub o 3 podawałam
      Oli środek przeciwgorączkowy, lek rozszerzający oskrzela i steryd, to zebrało
      jej się na gadanie i tak przegadałyśmy do prawie 5 rano – ku mojej rozpaczy.
      Dzisiaj w ciągu dnia Ola także miała bardzo dobre samopoczucie, z wyjątkiem
      tych momentów, kiedy temperatura rosła do 39 stopni i Ola praktycznie zasypiała
      w takiej pozycji, w jakiej akurat się znajdowała. Takiego mechanizmu jeszcze u
      Oli nie obserwowałam – owszem przy wysokiej temperaturze zdarzało się, że Ola
      niewidzącym wzrokiem wpatrywała się w sufit czy w ściany i leżała jak betka,
      ale nigdy nie zasypiała z powodu gorączki. Dzisiaj zdarzyło się to trzykrotnie,
      bo też trzykrotnie w ciągu dnia temperatura rosła do 39 stopni. Nie wiem, czy
      wieczorem, po 20.00 nie urosła nawet wyżej, bo rączki i nóżki Ola jeszcze dosyć
      długo miała lodowate, ale kiedy mierzyłam jej temp. o 19.30 to było 39 stopni.
      Ola zasnęła na siedząco, na moich kolanach. Właściwie to była chyba taka
      kontrolowana drzemka, bo kiedy mówiłam o czopku na zbicie gorączki, to
      usłyszałam: „tylko posmaruj czopek kremem”.
      No więc z objawów mamy tylko uporczywy kaszel charakterystyczny dla stanów
      spastycznych oskrzeli (słowa pediatry) i temperaturę regularnie co 6, a potem
      niestety już co 4 godziny, dobijającą do 39 stopni. No i poza tym bardzo dobre
      samopoczucie. Pod wieczór zaczął wyciekać z noska wodnisty katar. Jeśli chodzi
      o oskrzela – w tej chwili osłuchowo wszystko jest ok, prawdopodobnie dlatego,
      że wprowadziłam wziewy i jeśli nawet zaczął się skurcz oskrzeli, to moja
      interwencja temu przeszkodziła lub zapobiegła. Jeśli chodzi o prawdopodobną
      przyczynę tego stanu rzeczy – pediatra uważa, że to infekcja wirusowa, a
      ponieważ Oli oskrzela wykazują się nadreaktywnością, to możliwa jest taka
      reakcja oskrzeli na podłapany wirus. Niby tak. Na moje pytanie odnośnie tak
      wysokiej temperatury usłyszałam, że może też być tak, że dopiero się coś
      wykluje, bo to pierwsza doba z temperaturą. Niby racja.
      Hmm… przyznaję, że jest to dla mnie trochę zagadkowe, bo o ile Ola miewała
      stany spastyczne oskrzeli i charakterystyczny kaszel spowodowane alergenami, to
      nigdy nie było przy tym temperatury, nawet lekkko podwyższonej. Z drugiej
      strony, żadnej infekcji wirusowej, ani nawet bakteryjnej, z wysoką temepraturą,
      Ola nie przechodziła na wziewach, bo z oskrzelami nigdy się nic nie działo przy
      tego typu infekcjach. Więc nie do końca jestem przekonana, czy pediatra ma
      rację. Póki co mam podawać Salbutamol na rozszerzenie oskrzeli, Flixotide –
      przeciwzapalnie i Eurespal. Co do tego ostatniego mam najwięcej wątpliwości, bo
      o ile sobie dobrze przypominam, on jeszcze nigdy Oli na nic nie pomógł, więc
      nie wiem, czy jest sens go podawać.
      Jeżeli chodzi o gardło – jest czyste, naprawdę czyste. Kiedy lekarka mi to
      powiedziała, miałam tak niedowierzającą minę, że kazała mi to samej sprawdzić i
      faktycznie – nie było ani kropek ani nawet tych białych niteczek. Migdały duże,
      jak zawsze u Oli, ale nawet nie zaczerwienione. Więc angina jakakolwiek odpada.
      Pytałam lekarkę o te białe nitki i kropki, a ona stwierdziła, że może to
      surowicze. Co to właściwie znaczy surowicze? I o czym świadczy? Wieczorem nie
      udało mi się już obejrzeć gardła.
      Jeśli chodzi o oczy, to przez cały dzień wyglądały bardzo dobrze. Na prawej
      górnej powiece widoczny jest co prawda lekko zaczerwieniony wyraźny rowek, ale
      na dolnych powiekach rowków już prawie nie ma. Pod wieczór, około 18.30 –
      19.00, oczy stały się podkrążone i gwałtownie pojawiły się czerwonawe cienie
      pod oczami. Równocześnie łzy same leciały Oli z oczu, ale już wtedy szybko
      narastała jej temperatura, a to często idzie u Oli w parze – łzy i gwałtowny
      wzrost temepratury. Tym razem leciały jej niemal ciurkiem, Ola nie nadążała z
      wycieraniem.
      Co do reszty, to przyznam szczerze, że nie oglądałam Oli dzisiaj zbyt uważnie,
      więc nie będę się wypowiadać. Samopoczucie, jak wspomniałam, bardzo dobre. O
      jedzeniu lepiej nie mówić, ale przy takiej tempeaturze to chyba nikogo nie
      dziwi. Na szczęście Ola pije dużo wody, więc chociaż z pojeniem nie ma problemu.
      Gwoli wyjaśnienia – z homeo nie udało mi się do tej pory skontaktować,
      prawdopodobnie wyjechała, więc byłam z Olą po prostu u naszej pediatry. Jutro
      będę ponownie dobijać się do homeopatki,
      Dziękuję wszystkim za słowa otuchy i trzymanie kciuków. To bardzo wiele dla
      mnie znaczy i motywuje mnie do dalszego uważnego obserwowania Oli. Podejrzewam,
      że gdybym opisywała te wszystkie reakcje i objawy tylko do szuflady, to nie
      przykładałabym się aż tak bardzo do tych opisów. Poza tym Wasza obecność i
      kibicowanie nam nie pozwala mi się zniechęcać i poddawać. Dziękuję Wam
      wszystkim za wsparcie, naprawdę mi pomagacie.
      Pozdrawiam czytających.
      Jagoda
    • jagoda2 Re: dzień szesnasty był wczoraj... 16.02.07, 07:54
      Z tego wszystkiego zapomniałam wczoraj zmienić tytuł, ale myślę, że
      zainteresowane rozwojem wypadków osoby, odnalazły mój wczorajszy post.
      Dzisiaj od rana mogę napisać tylko tyle, że od wczorajszego wieczora, przez
      całą noc Ola miała nieustannie 39 stopni temperatury, która pomimo moich
      przeróżnych prób i metod zbicia jej, nie dała się zbić. Nie spotkałam się
      jeszcze z taką sytuacją, żeby temperatura nie chciała ani drgnąć. O 3 nad ranem
      temp. łaskawie sama obniżyła się do 38, by po pół godzinie znowu podejść do
      38.5. O 4 podałam Nurofen i temeperatura spadła sądząc po dotyku, ale przyznam,
      że nie miałam siły po raz kolejny jej mierzyć. Kiedy wychodziłam z domu do
      pracy, to na moje wyczucie temp. jeśli była to niezbyt wysoka.
      Między 4 a 5 Oli znowu zebrało się na gadanie i nawet zażyczyła sobie plaster
      szynki do zjedzenia. Całą noc dużo piła. Kaszel zdecydowanie mniejszy.
      Wspominała coś natomiast o bólu gardła, ale to jeszcze nie "potwierdzona"
      informacja. Dodam tylko, że nieprzyjemny zapach z ust utrzymuje się już od
      kilku dni i zaczyna mi to wyglądać na "gardłową sprawę", która jak zwykle
      najprawdopodobniej zakończy się Bactrimem. Nastrój przy tym wszystkim Ola ma
      naprawdę bardzo dobry.
      Przez cały dzień będę próbować skontaktować się z homeopatką.
      Pozdrawiam,
      Jagoda

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka