arletapp
01.07.07, 02:46
Jestem juz wykonczona, a jest weekend, wiec nie moge zadzwonic do mojej
homeopatki. Moze wy bedziecie miec jakis pomysl:
zaczelo sie katarem i lekkim ogolnym oslabieniem. Trzeciego dnia kaszel sie
zwiekszyl, ale bylo jeszcze jako tako, po poludniu tego dnia byla nawet
poprawa. Czwarty dzien do okolo godziny 20:00 okay i potem sajgon do bialego
rana. To teraz trzecia taka noc:
zaczyna sie wieczorem, pogarsza sie w lozku, cieplo, cieple napoje przynosza
troche ulgi. Kaszel na wydechu, tzn. gdy zaczynam wydach laskocze mnie tak w
okolicach prawego migdala i nie potrafie powstrzymac tego refleksu. Nie moge
spac, wczoraj zrobilam sobie mocnego drinka (wiem, wiem, niekoniecznie
konstruktywne przy kaszlu) zeby zasnac mimo wszystko. Czasami uda mi sie cos
tam odkrztusic, raczej wodnistego bialkowatego.
Probowalam juz Nux-v, Puls, Rhus-t - zero, choc teoretycznie niby w miare
pasowaly. Nie mam juz sily, wyc mi sie chce od tego kaszlu, powoli wygladam
jak zombi od tego niedospania.
Czy ma ksto moze spontanicznie pomysl, jaki lek moglby tu jeszcze pasowac?