dylemat dotyczący pewnego polecanego homeopaty

07.10.08, 22:28
Celowo nie chcę zdradzać nazwiska, ale chodzi o homeopatę klasycznego gorąco
polecanego na tym forum wielokrotnie, dzięki czemu tam trafiłam.
Mój dylemat brzmi następująco: chodzić do niego dalej, czy szukać innego?

To było moje pierwsze i na razie ostatnie osobiste doświadczenie z homeopatią,
dlatego nie jestem pewna, czy źle trafiłam na lekarza, czy też tak miało być,
jak było.

Opiszę o co chodzi.
Trafiłam tam z dwójką chorych dzieci - które były jako pacjenci główni, a my,
jako rodzice, przyjechaliśmy także chorzy. Tzn przeziębienie, z wirusem itp.
Starszy był w lepszej kondycji i do jego leczenia nie mam zastrzeżeń, bo
wyzdrowiał i tyle. Młodszy miał wtedy 10 miesięcy i gorączkę 39,5, kaszel i
gila, dodatkowo ząbkował. Lekarz wysłuchał u niego zapalenie oskrzeli i
początki zapalenia płuc. Szczegółowy wywiad też zrobił. Dał dwa rodzaje kulek,
pozostałe instrukcje typu bańki i kazał się zgłosić pojutrze. W międzyczasie
maluch zaliczył nocną 40-stopniową gorączkę i kiedy przyjechaliśmy na następną
wizytę, jego stan był coraz gorszy, doszły afty w buzi, nie jadł, nie pił i
wyglądał kiepsko, gorączka nie spadała.
Lekarz dał inne kulki i kazał jeszcze poczekać, zastrzegając, że jak nie
będzie poprawy do pojutrza, to będzie się jednak skłaniał ku antybiotykowi.
Poprawa była, bo przy następnej wizycie zniknęły furkoty w płucach, zostały
tylko oskrzela, stan malucha zaczął się lekko poprawiać. Kolejne kulki i za
pare dni był w zasadzie zdrowy, a ja byłam w euforii. Niestety nie minał
miesiąc, a mały znowu zachorował i widziałam, że leci tym samym programem, co
poprzednio, po kolei te same objawy w tym samym czasie. Nauczona
doświadczeniem, wylądowałam zatem u lekarza dzień wcześniej, niż poprzednio,
mały miał już zajęte oskrzela, ale jeszcze czyste płuca. I teraz się zaczynają
moje wątpliwości:
- dostał dokładnie te same kulki, po którym przy pierwszej chorobie nie było
poprawy, tylko pogorszenie i rozważanie przez lekarza antybiotyku
- następnego dnia, zgodnie z programem, wywalił gorączkę 40 stopni, choć
leczenie zaczęło się wcześniej niż poprzednio. Nie miałam siły jechać z nim
znowu przez pół miasta na osłuchanie, w desperacji wezwałam do domu lekarza
rodzinnego, który osłuchał go i stwierdził już zajęte płuca - które wczoraj, w
momencie zaczęcia leczenia przez homeopatę były jeszcze czyste. W tym momencie
utraciłam zaufanie, niestety - nie wiem, czy słusznie. Dałam młodemu
antybiotyk i obyło się bez szpitala.
- trzeci wątek - na moje pytanie przy tej wizycie, co jest powodem tego, że
mały w ciągu miesiąca zachorował znowu na to samo i to tak samo poważnie,
lekarz odpowiedział "no bo wirusy krążą w powietrzu, coś znowu złapał" i to
był koniec wyjaśnień, profilaktyki, uodparniania i innych rzeczy, na które
liczyłam. To, plus leczenie, które w moich oczach laika za pierwszym razem się
nie sprawdziło i zostało zaordynowane po raz drugi, jakby schematem, nie
hamując rozwoju choroby w żaden sposób, mnie wystraszyło.

Trzecia rzecz: mojemu mężowi bez wywiadu dał na pierwszej wizycie kulki, bo
też był chory - dał mu je na chybił trafił, a po tych kulkach tak go
pokręciło, że mało nie zemdlał, cały dzień był nie do użytku. Przy następnej
wizycie z dzieckiem powiedział o tym, to kazał mu brać inne kulki, po których
efekt był taki sam, tzn zawroty głowy, omdlenia, ogólne gwałtowne pogorszenie.
Przy trzeciej zaproponował mu w takim razie jeszcze inne kulki, ale mąż już
zdecydowanie nie był chętny... lekarz skwitował to tylko "musi pan być
nadwrażliwy" - ale co mąż przez te 3 rodzaje kulek przeżył to tylko jego.
Dobrze, że mu się żadna krzywda nie stała.

Podsumowując, mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony wasze bardzo
pozytywne opinie, pierwsze szybkie wyleczenie dziecka, a potem coś, co w moich
oczach laika wygląda jak seria ryzykownych niekompetencji... Nie chciałabym
musieć szukać innego lekarza, ale na razie nie mam zaufania do tego. Czy mam
realne podstawy do braku zaufania, czy to tylko powoduje moja niewiedza?

    • 5_monika Re: dylemat dotyczący pewnego polecanego homeopat 07.10.08, 23:00
      Niestety nie minał
      > miesiąc, a mały znowu zachorował i widziałam, że leci tym samym
      programem, co
      > poprzednio, po kolei te same objawy w tym samym czasie. Nauczona
      > doświadczeniem, wylądowałam zatem u lekarza dzień wcześniej, niż
      poprzednio,
      > mały miał już zajęte oskrzela, ale jeszcze czyste płuca. I teraz
      się zaczynają
      > moje wątpliwości:

      pytanie
      czy po tej pierwszej wizycie (infekcji) dziecko przyjmowało jakieś
      leki, chodzi mi o ten jak okresliłaś miesiąc do "następnej
      infekcji".Jakie leki konkretnie i jak podawane dostało pierwszy raz.
      pzdr
      • kamizela Re: dylemat dotyczący pewnego polecanego homeopat 08.10.08, 08:29
        Przy pierwszej infekcji dostał na początku pulsatilla (kulka)plus belladonna (z
        wody). Belladonnę kazał dawać tak czy inaczej przy gorączce, zaś pulsatilla
        została zamieniona przy drugiej wizycie (kiedy przyjechałam z pogorszeniem) na
        antimonium tartaticum (chyba?), potem następny był chyba mercurius - ale tu nie
        pamiętam dokładnie kolejności. I cały czas belladonna z wody z informacją, że to
        przeciwgorączkowo.

        Po wyjściu z pierwszej choroby nie miał zaleconych żadnych leków do brania "na
        stałe".

        Przy drugiej infekcji również na początku zaorydnowano pulsatilla (która za
        pierwszym razem nie pomogła - w moich oczach, może sie mylę, bo może to
        pogorszenie miało właśnie nastąpić, ale reakcja lekarza nie wskazywała na to, ze
        się tego spodziewał, bo zmartwił się, zmienił kulki i zaczął mówić o
        antybiotyku. Właśnie dlatego mnie zdziwiło, że miesiąc później przy tych samych
        objawach znowu dał pulsatilla).

        Czyli, o ile się zorientowałam, mały nie dostał żadnego leku konstytucyjnego.
        Starszy za to dostał, tak wnioskuję, bo był leczony w zasadzie jednym lekiem,
        który lekarz kazał mu potem podawać z wody w razie początków następnej infekcji
        (sulfur).
        • kamizela Re: dylemat dotyczący pewnego polecanego homeopat 09.10.08, 12:54
          podbijam wątek :)
          bardzo proszę, oceńcie tę sytuację wg waszej wiedzy, bo muszę albo znaleźć
          innego homeopatę, albo wrócić do tego poprzedniego. Dzieciaki mi chorują i zaraz
          znowu skończę w przychodni rejonowej :(
          • jaga1968 Re: dylemat dotyczący pewnego polecanego homeopat 13.10.08, 21:43
            Nie mam zbyt dużego doświadczenia, chodzimy od początku do jednej p. dr. Ale
            leczyliśmy stany ostre (z dobrym skutkiem) i przyznaję, że nie wyobrażam sobie
            sytuacji często opisywanych na tym forum - lekarz daje kulki i każe przyjść za
            kilka dni. Ja byłam w ciągłym kontakcie telefonicznym, w odpowiedzi na kolejne
            objawy zmieniana była częstotliwość i potencja leku, a czasem i rodzaj leku.
            Opisywałam dokładnie nowe objawy i słyszałam: proszę zrobić tak.... i zadzwonić
            za kilka godzin lub wcześniej gdyby coś się zmieniło.
            Osobiście uważam, że leczenie stanów ostrych u dzieci zaleconymi po jednej
            wizycie kulkami, bez obserwacji zmian przez lekarza, gdy na dodatek rodzice są
            laikami, jest ryzykowne.
            Ale jak napisałam, nie znam się na homeopatii, ufam naszej pani dr.
            • very.martini Re: dylemat dotyczący pewnego polecanego homeopat 13.10.08, 21:53
              Ja też się zgadzam, że odpowiedzialny homeopata powinien na koniec
              wizyty wyraźnie powiedzieć, jak ważna jest obserwacja objawów i
              wręcz kazać do siebie dzwonić, gdyby nastąpiły jakieś nagłe zmiany.
              Nie dla każdego pacjenta jest to oczywiste. No i być pod telefonem,
              zresztą jak każdy lekarz, taki zawód. Z drugiej strony, rozumiem, że
              to wkurzające dla pacjentów, którzy są w trakcie wizyty, kiedy nagle
              dzwoni telefon i na 10 minut można sobie w zasadzie wyjąć książkę -
              ale za to nie ma się potem wyrzutów sumienia, kiedy dzwoni się
              samemu:)

              16%VOL
              22%VAT
              • ani.a Re: dylemat dotyczący pewnego polecanego homeopat 16.10.08, 08:28
                very martini, na te telefony jest bardzo prosty sposob.

                nie wyobrazam sobie, zeby jakies telefony przerywaly mi wizyte u
                homeo, tym bardziej, ze pytania sa szczegolowe i czesto wymagaja
                skupienia wiec taki tel. potrafilby wyrwac z kontekstu.

                Homeo, do ktorego chodzilam oddzwania do wszystkich w przerwie lub
                po zakonczeniu przyjowania pacjentow. Sekretarka zapisuje kto dzwoni
                i o co chodzi, a on potem oddzwania - to czesc jego pracy.
                Wiec mozna pogodzic w sposob cywilizowany przyjmowanie pacjentow i
                telefonow. Tylko jeszcze niestety nie w Polsce. Mam nadzieje, ze to
                sie zmieni.
              • ani.a Re: dylemat dotyczący pewnego polecanego homeopat 16.10.08, 08:28
                very martini, na te telefony jest bardzo prosty sposob.

                nie wyobrazam sobie, zeby jakies telefony przerywaly mi wizyte u
                homeo, tym bardziej, ze pytania sa szczegolowe i czesto wymagaja
                skupienia wiec taki tel. potrafilby wyrwac z kontekstu.

                Homeo, do ktorego chodzilam oddzwania do wszystkich w przerwie lub
                po zakonczeniu przyjowania pacjentow. Sekretarka zapisuje kto dzwoni
                i o co chodzi, a on potem oddzwania - to czesc jego pracy.
                Wiec mozna pogodzic w sposob cywilizowany przyjmowanie pacjentow i
                telefonow. Tylko jeszcze niestety nie w Polsce. Mam nadzieje, ze to
                sie zmieni.
    • 71gosik Re: dylemat dotyczący pewnego polecanego homeopat 15.10.08, 20:57
      napisałam na gazetowy
Pełna wersja