adam1-9only
21.03.10, 15:09
Przygody Dropsika i jego przyjaciół
Przedstawiam tutaj historię młodzieży, w postaci zwierząt.
Nowa szkoła
Właśnie kończyły się wakacje, to już tylko
dzisiejszy poniedziałek został Dropsowi na luźne swawole i zabawy z
przyjaciółmi. Drops w tamtym roku skończył szóstą klasę podstawową, nie miał
nigdy problemów z nauką może trochę z matmą, był chwalony przez nauczycieli z
tym radził sobie świetnie, ale niestety wszystko nie było takie kolorowe.
Przez całą przebyta edukację nasz bohater był był nękany, przezywany i
odrzucany przez rówieśników za to ,że był inny ,że był odpowiedzialny,
punktualny, nie przeklinał i co uważał za najważniejsze dlaczego jest
odrzucany co było dla niego nie do przyjęcia w wieku zaledwie 15 lat to
dlatego że nie bierze używek, nie lata po imprezach, nie piję alkoholu jak
inni. Wyglądało to tak jakby jego pozytywne cechy były jego przekleństwem.
Więc dlatego ten ostatni dzień Dropsik przeleżał w swoim mięciutki wypchanym
dużymi czerwonymi poduchami leżadełku zrobionym z wikliny. Siedział cicho i
wyglądał jakby coś go bolało. On by tego chciał aby nie pójść do szkoły gdzie
znowu spotka tych samych złych ludzi i będzie zdany tylko na siebie . J od
nowa zaczną się terapię z psycholog które nie przynoszą żadnego rezultatu, bo
Drops nie umie ich wykorzystać w praktyce. Nastał wieczór Drops przez całą noc
nie mógł spać, odliczał tylko godziny, minuty i sekundy do jutra kiedy to
będzie musiał wyjść z domu na rozpoczęcie roku szkolnego w pierwszej klasie
gimnazjum. W nowym miejscu gdzie nikogo nie zna, wszystko jest nowe i wraz z
tym pojawiają się nowe problemy. Co prawda Kołtunka (najlepsza przyjaciółka ,
z która znam się od najmłodszych lat, mieszkamy po sąsiedzku przez płot,
codziennie się odwiedzamy. Poznaliśmy się pewnego razu nad stawem a było to
tak. Że mój kapelusz który dostałem na urodziny, bawiłem się nim i nagle wpadł
mi do wody, a nie umiałem pływać jak i mój brat Dżeki, aż tu nagle znikąd
pojawia się Kołtunka (świnka morska) która bez chwili namysłu skoczyła do wody
i uratowała moje nakrycie głowy a pamiętam że było wtedy zimno bo zaczynała
się dopiero wiosna to był środek kwietnia. Potem aby się odwdzięczyć
zaprosiliśmy ją do budy gdzie się wysuszyła i założyła nowe ubranie a potem
zjedliśmy ciasteczka i wypiliśmy ciepłą herbatę z cytryną i miodem i tak
spotykamy już zostało do dziś) Wracając do wątku. Kołtunka wraz z Dżekim
mówili mi, że tam będzie fajnie i abym się niczego nie bał. Ale ja jakoś nie
mogłem w to uwierzyć, bo nie chciałem robić sobie nadziei, aby nie było
większego zawodu. Szkoły nie cierpiałem zdarzało się nawet że w przedszkolu
uciekałem. Nie jeździłem z klasą na żadne wycieczki dłuższe niż jeden dzień.
Ale typu wyjazd do Warszawy do zamku królewskiego czy do kina to tak, ale też
nie miałem największych chęci. Bardzo dużo i na długo chodziłem na zwolnienia
lekarskie, bo już nie wytrzymywałem psychicznie w szkole , szkoła to dal mnie
jak ciągnąca się telenowela bez końca. Z byle powodu chodziłem na zwolnienia:
czy to brzuszek zabolał, główka mocniej a katar. Nie cierpiałem w-fu bo
chłopaki grali tylko w piłkę nożną, a ja tego nie lubiłem, co to za
przyjemność ganianie za piłką. Kiedy dowiedziałem się że jest coś takiego jak
zwolnienia z wf-u na cały rok, stwierdziłem, że żal byłoby nie skorzystać. Od
grania w piłkę wolałem jazdę na rowerze, spacery czy biegi. Największym
problemem Dropsa było że nie umiał się nikomu postawić, wyrazić swojego
zdania, a co dopiero przy nim pozostać zawsze był ta szara myszką która na
wszystko się zgadzała i pozwalała. Nie lubił pracować w grupie. Kiedy na to
hasło cała klasa dobierała się w pary Drops siedział sam w ławce i po
kilkunastu minutach nauczycielka brała go do jakieś grupy w której czasami coś
robiłem jak mi ktoś dał rozkaz albo tylko się patrzyłem i mój wkład polegał na
podpisaniu się na tyle pracy swoim imieniem i nazwiskiem. (Nie lubię jak za
nic dostaję ocenę)
I w końcu budzik „zagłady” zadzwonił. Przespałem
się zaledwie chwilkę. Ubranie galowe już na mnie czekało wyprasowane i gotowe
tylko do założenia. Jak już zjadłem śniadanie na które na poprawę humory
zrobiłem sobie świeże bułeczki z nutellą poszedłem do szkoły jak na ścięcie
jak to mi Dżeki mówi. Do szkoły miałem piętnaście minut drogi, szkoła
mieściła się w ładnym dużym budynku z wielkimi korytarzami i nowymi sprzętami
a do tego hala sportowa i basen, ale nawet to mnie nie przekonało że będzie
dobrze. Do szkoły na rozpoczęcie roku szkolnego poszedłem skrótami, które
okazały się złym pomysłem. Bo spotkałem wrogów którzy w zaułku palili
papierosy jak top oni (gardzę takimi ludźmi. Czym oni mogą się denerwować, tym
że za swoja głupotę dostana pały!) Oczywiście jak przechodziłem nie obyło się
bez wyzwisk i komentarzy: a gdzie mamusia, nie za ciasny sweterek , nie gryzie
cię. Te ich śmiechy. Niby byłem do tego przyzwyczajony, ale za każdym razem
bolało coraz mocniej. Prawie się rozpłakałem, ale musiałem się wziąć w garść
no bo jak to będzie wyglądać, już na rozpoczęcie roku przyjdę zapłakany. Byłem
zawodowcem w zakładaniu maski uśmiechu, aby nikt się mnie nie pytał co się
stało bo i tak mnie nie zrozumie. Ale przez całe życie postawiłem sobie zasady
których nie złamie a o to najważniejsze:
1)zostanę profesjonalistą
2)2) nie będę pił alkoholu
3)3) nie będę palił papierosów.
Kiedy już dotarłem na uroczystość, wysłuchałem przemówienia pani dyrektor,
które jak zwykle w każdej szkole jest takie same więc niczego nowego się nie
dowiedziałem. Po przemówieniu znalazłem swoja klasę w której były osoby które
mi dokuczały. Potem wychowawczyni zaprowadziła nas do klasy, dała nam plan
lekcji, później zeszliśmy na dół do szatni gdzie tam pan portier dał nam klucze.
I po tym fakcie jak najszybciej wróciłem ze szkoły do
domu, w drodze jeszcze widziałem osoby które kupowały brakujące rzezy do
szkoły. Ja to już wszystko sobie kupiłem w lipcu, aby nie stać w kolejkach
długich jak z Warszawy do Michalina. No ale aby to zrobić trzeba to sobie
wcześniej zaplanować. (Nie ciepie wręcz nie znoszę robić czegoś na ostatnia
chwilę) Kiedy wróciłem do budy poczułem, że atmosfera jest napięta. Każdy jest
zdenerwowany, przejęty jak to zemną będzie, ale każdy wie w głębi serca że nie
ma co się oszukiwać. (Mama przechodziła to samo w szkole) że będą to kolejne
trzy lata katorgi dla mnie i dla najbliższych. W tych trudnych chwilach zawsze
mogę liczyć na rodzinę, która mnie zawszę wspiera i wysłucha. Chociaż nie
kiedy myślę że na to nie zasługuję za swoje złe zachowanie bo wyżywam się na
najbliższych za to co robili w szkole. Ale oni również zawsze mnie rozumieją
i na dodatek dostawałem od nich rady. Ale często o tym zapominam i wolałem
zamknąć się w sobie i udawać, że problemu nie ma, ale to był błąd i ostrzegam
przed nim wszystkich. Bo od takiego zachowania zaczęły się kłopoty z bólem
głowy i skokami ciśnienia.
Morał
Jeżeli nie możesz sobie z czymś sam poradzić, nie wytrzymujesz już, nie udawaj
bohatera. Najlepszym wyjściem z sytuacji jest rozmowa z kimś bliskim. Nie myśl
nawet przez chwilę aby wypłakiwać się obcym osobom.