Dodaj do ulubionych

Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa

21.03.07, 12:27
Do tego wątku natchnął mnie feelek i jego "czy Józefów jest ładny". Parę dni
myślałam czy jest czy nie jest wink
Ale poważnie, to myślę, że dla osób, które związane są z tymi terenami od
zawsze Józefów to także wspomnienia, to ludzie, budynki, miejsca, ulice które
już nie wyglądają tak samo, a czasami po prostu już ich nie ma.
Nawet Ci którzy osiedlili się tutaj całkiem niedawno często mają (jak
jozefovicz, który przyjeżdżał tu na letnisko) mają jakieś wspomnienia
związane z tym miejscem.
Podzielmy się naszymi wspomnieniami, jak widzieliśmy nasze miasteczko mając
lat kilka, kilkanaście...

Dla mnie Michalin to na pewno
- drewniany dom babci na ulicy uroczej. Dom nadal stoi, ale moja piaskownica
pod jaśminami znajdowała się dokładnie tam, gdzie teraz wjeżdża się na
osiedle TBS na werbeny. Moje dzieciństwo to właśnie tamte podwórka pomiędzy
wieloma w okolicy drewniakami: smak chleba maczanego w zimnej wodzie prosto
ze studni i posypanego cukrem, kogel-mogel ukręcony z jajka zwiniętego z
babcinego kurnika, gołębnik sąsiada Sergiusza, chodzenie na "kolejkę" i
zabawy w podchody w dwudziesto pięcio osobowej grupie okolicznych dzieciaków.
- sąsiad Grześ, który co sobota wyprowadzał z komórki swoją syrenkę, mył ją,
odpalał i znowu wprowadzał do komórki
- stary pan Omlet, który miał chyba ze 110 lat i jeździł na swoim
przedwojennym rowerze. Podobno był obwoźnym fryzjerem
- polana na polnej, gdzie co roku przyjeżdżało wesołe miasteczki
- sklepik z pasmanterią na rogu polnej i świderskiej, gdzie mama kupowała
włóczkę na moje sweterki
- grudziąż na wyszyńskiego i mały warzywniaczek obok, gdzie wiele wiele lat
temu pracował dziadek
- mały sklepik ze słodyczami w drewniaczku na rogu polnej i 22 lipca. Ach
jakie tam były fajne wafelki w kształcie laleczek
- religia w małej salce obok kościoła i okrąglutka siostra Gabryela. Ech ile
przygód się wydarzyło w drodze na religię, a co najważniejsze panowała wtedy
na tych lekcjach prawdziwie uduchowiona atmosfera
- zdziwienie mamy, kiedy przyniosłam kiedyś z owych lekcji ogromny blok
solonego masła i pomarańczowy ser
- w szkole pan Jóźwicki od muzyki, który rzucał w nas kredą, a czasami
kluczami, Dżilli - czyli zawsze elegancka matematyczka Dolińska oraz
krzykliwa i niesympatyczna Patoka
- nieisteniejące już przedszkole na tyłach kościoła i dwie wstrętne wink
bliźniaczki, które śnią mi się do dzisiaj po nocach
- płaskie latarki o czterech kolorach światła, które były nieodzowne w każdym
nocnym wyjściu z domu babci (także do wychodka) smile
- brak asfaltu na 22 lipca i dzień kiedy zwieźli ogromne góry białego
tłucznia na podbudowę (ach jakaż to była odmiana po ciągłych zabawach w
piachu)
- gry w wyścigi pokoju kapslami produkowanymi przez brata i jego kumpli.
- oranżada ze szklanym korkiem kupowana najczęściej w sklepiku na teatralnej
(i jeszcze lizaki okrągłe w paski)
- latanie na boska po kałużach letniego deszczu
- jedyne bloki jakie wtedy były to te za "dwójką" i "naczycielskie" na
Spacerowej
- monety jakie się układało na torach przed nadjeżdżającym pociągiem i
gorączkowe poszukiwania ciepłych jeszcze monet (mam nadzieję, że moje dzieci
nie przeczytają tego wątku) wink
- wielkie kanie które rosły na posesji na armii krajowej i mały Adaś, który
tam mieszkał i którego bardzo lubiłam smile

Oj, mogłabym tak długo. Rozmarzyłam się i wzruszyłam, ale znam już odpowiedź
na pytanie feelka: TAK, JÓZEFÓW jest ładny, uroczy, mój. Taki się ostał w
mojej pamięci i taki pozostanie!

Mam nadzieję, że dopiszecie dalszy ciąg wspomnień. A może pamiętacie kogoś z
tych, których opisałam? smile


Obserwuj wątek
    • agi_03 Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 21.03.07, 13:36
      Doomi, ale mi sprawiłaś przyjemność w tym wiosennym, chociaż szarym crying dniu!!!
      I chociaż z innych wątków wiem, że jestem od Ciebie starsza (jak Ty byłaś u I
      Komunii Św. to ja u bierzmowania smile, to wiele z Twoich wspomnień jest również
      moimi wspomnieniami, zwłaszcza że wychowywałam sie całkiem niedaleko domu
      Twojej Babci, na ówczesnej ulicy 22 lipca (no tak było smile

      Dzięki Twoim wspomnieniom przypomniałam sobie starego pana Omleta -
      rzeczywiście strzygł po domach, zwłaszcza mężczyzn i dzieci, bo kobiety chyba
      były mniej odważne smile
      Pamiętam oczywiście polanę na Polnej, cyrk i pasmanterię (najlepiej zaopatrzona
      w okolicy), sklepiki ze słodyczami, dropsy, oranżadę w proszku wyjadaną z
      torebki, wafelki w kształcie laleczek i trójkątów z bokami w polewie czekolado-
      podobnej.
      Lekcje religii i siostrę Gabrielę wspominam z prawdziwym wzruszeniem, ser i
      masło też przynosiłam i muszę dodać, że do dzisiaj lubię smak solonego masła,
      bo kojarzy mi się z dzieciństwem (takie małe zwichrowanie estetyczne wink
      Pamiętam hałdy piachu i tłucznia wzdłuż 22 lipca - prawdziwy plac zabaw! Z
      sentymentem wspominam też przebudowę ul Granicznej - zwłaszcza na etapie kiedy
      część już była utwardzona, ale nie było tam jeszcze ruchu samochodowego: była
      dla nas wtedy fantastyczną ścieżką rowerową.
      No i szkoła - dwójka oczywiście, bo tam był mój rejon (a dzisiaj jest to rejon
      mojego dziecka smile Pamiętam oczywiście pana Jóźwickiego (zwłaszcza, że z zapałem
      śpiewałam w prowadzonym przez niego chórze), wspominam też p. Ładyżyńską -
      matematyczkę, pana Kobusińskiego od fizyki i jeszcze kilka pamiętnych postaci,
      ale to chyba materiał na osobny wątek smile
      Ech, rzeczywiście wtedy wszystko było weselsze, barwniejsze i w
      ogóle "bardziej". Dobrze jest czasem powspominać!
      I zgadzam się z Tobą, że właśnie dzięki takim wspomnieniom Józefów zawsze
      będzie dla mnie ważny i piękny, bo.. mój.
      Pozdrawiam big_grin

      • jozefovicz Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 21.03.07, 14:25
        Tak, ja przyjezdzalem tutaj na wakacje jakies 30 lat temu. Tylko moja babcia
        mowila wtedy ze jedziemy na letnisko. Gdyby mi ktos wtedy powiedzial ze bede tu
        mieszkal ;] dla mnie to bylo na koncu swiata, a wyprawa zaladowanym na dwa
        miesiace duzym fiatem byla ogromna wyprawa. Zabieralismy wtedy nawet garnki do
        gotowania i radio tranzystorowe i tysiac innych rzeczy, nawet koldre babcia
        zabierala swoja. A mieszkalismy co roku w tym samym miejscu, niedaleko tego
        mostu kolo takiego parkingu. Jak sie tam skrecalo z tego luku (nie pamietam
        ulicy) to w lewo sie skrecalo na mostek, a po prawej stronie byla piaszczysta
        uliczka ktora prowadzila do domu w ktorym sie wczasowalismy. Dom byl drewniany,
        z surowej nie malowanej brazowej deski, a przynajmniej tak to pamietam.
        Pietrowy, z werandami. Jakos nie polubilem sie z wnukiem jednej babki z dolu,
        ale za to mialem kumpli z niedalekiego domu. Nie moglismy sie doczekac
        wspolnych wakacji i zabaw. Sama rzeka byla fajna, ale tylko do pewnego momentu,
        kiedy zrobilem sie starszy i chcialem poplywac przestala mi sie podobac, a
        dziadek bal sie mnie puszczac 'na balwany'. Cudowne wspomnienia, dzieki za
        watek.

        p.s. chcialem rok temu odszukac dom, ale juz nie istnieje. Teraz tam francja-
        elegancja, holideje i inne cuda ;]
    • chiste brutalne 21.03.07, 14:52
      Mały chiste pojechał kiedyś rowerem do na jozefowską strone Świdra, blisko
      ujścia do Wisły, i mu autochtoni mordę obili.
      Poza tym to tylko wspomnienia przystanków kolejowych w drodze do szkoły. W
      Józefowie i Michalinie były na peronach przez jakis czas takie drewniane kioski
      z gazetami. Ostatecznie padły ofiarą podpalaczy. Na peronie w Józefowie do dziś
      pozostał stopiony asfalt w miejscu, gdzie stał taki kiosk.
      Jak jesteśmy już w pirotemacie, to przypominam sobie, że kiedyś podczas jazdy
      między Michalinem i Józefowem zapalił się pociąg i tak stanął przy budynku
      stacyjnym, że ten drugi też się szybko zaczął palić. Wtedy spłonęły drewniane
      literki "JÓZEFÓW" na ścianie od strony ul. Piłsudskiego. Straz do pożaru
      jechała z Otwocka i Radości. W OSP w Józefowie, dwa kroki od miejsca zdarzenia,
      nie było nikogo.
    • agnieszab Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 21.03.07, 15:06
      Pamiętam sklepik u Pani Alinki (róg Polnej i 22 lipca}. Jeszcze wtedy miał od
      frontu werandę. Zresztą dom mojej babci też ją wtedy miał, ale jak utwardzali
      22 lipca, to ją rozebrali pod chodnik. Pamiętam nocne zabawy w chowanego z całą
      zgrają dzieciaków z sąsiednich podwórek. A raczej z jednego dużego podwórka, bo
      place nie były wtedy ogrodzone. Wyprawy na inne place parę ulic dalej.
      Wycieczki nad "łachę" i nad Świder...Lodziarnię przy torach (nadal tam jest} i
      wielkie kolejki do niej w niedziele. Przedszkole na tyłach kościoła też
      kojarzę, ale krótko do niego chodziłam, bo się wyprowadziliśmy. Ulicę polną
      wyłożoną kocimi łbami i dechy na polanie przy Polnej. W lato w niedziele były
      tam tańce. Czasami rozstawiał się tam cyrk lub wesołe miasteczko.
      Pamiętam, że jak wyła syrena straży, to się leciało pod remizę i później za
      wozem strażackim. Kiedyś w ten sposób pomagałam gasić pożar w lesie za
      cmentarzem. Pamiętam wycieczki nad Wisłę i słynną wtedy plażę nudystów. I
      wiewiórki. Były wszędzie.
      A w soboty zawsze byłam pod kościołem i oglądałam młode pary.
      Z Józefowem związana jestem od urodzenia (mieszkałam w nim parę lat), później
      bywałam w weekendy i każde wakacje przez następnych kilkanaście lat. Zawsze
      wspominałam go ciepło i bardzo się cieszę, że do niego wracam (już w wakacje)smile
      Super że są osoby, które pamiętają J. tak jak ja.
      • wielebny123 Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 21.03.07, 18:36
        Matko boska - stary Omlet. Oj znałem pana Omleta, ten to potrafił brzytwą
        wywijać.
        Doomi piszesz o ulicy Armii Krajowej. Czy to nie była kiedyś ulica towarzysza
        Buczka?
        Dla niektórych to były czasy dzieciństwa, dla innych czasy późnej młodości, ale
        miło się czyta te wszystkie wspomnienia.
        Znałem też męża Dolińskiej, niejedną wódkę razem wypiliśmy, chociaż trzeba było
        uważać, bo mieszkali na terenie szkoły.
        Walnę dzisiaj lufę pod te wspominki!
        • emi992 Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 21.03.07, 21:07
          witam Was wszystkich to moj pierwszy post.Przez przypadek czytam wasz watek
          bedac oddalona 1000 km od naszego Jozkowa i przez chwile dech mi zaparlo.
          Jak milo jest czytac o osobach,ktore sie juz prawie zapomnialo w codziennim
          pedzie zycia : siostra Gabriela ,pani Ladyzynska,sklep u pani Ali, nasza
          michalinska podstawowka.Mimo,ze cale moje "dorosle" zycie mieszkam za granica
          staram sie tak czesto jak to mozliwe przyjezdzac do Jozkowa,niestety czesto
          czuje sie obco przechodzac np.ul.Polna miedzy blokami ale teraz wiem ,ze nadal
          tu mieszkaja ludzie,z ktorymi mam wspolna przeszlosc.Pozdrawiam Was serdecznie.
          • michalin.pl Do Emi992 21.03.07, 23:25
            emi992 napisała:

            > witam Was wszystkich to moj pierwszy post.Przez przypadek czytam wasz watek
            > bedac oddalona 1000 km od naszego Jozkowa i przez chwile dech mi zaparlo.
            > Jak milo jest czytac o osobach,ktore sie juz prawie zapomnialo w codziennim
            > pedzie zycia : siostra Gabriela ,pani Ladyzynska,sklep u pani Ali,

            Emi992.
            Czy Emila Kosecka to Ty?
            --
            michalin.pl
      • drnorbk Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 23.03.07, 11:17
        Ja, podobnie jak Agnieszab, z Jóżefowem a konkretnei z Michalinem a konkretnei
        z Emilianowem wink związany jestem bardzo emocjonalnie od urodzzenia. Tu po
        wojnie zamieszkali moi dziadkowie, tu po ślubie mieszkali moi rodzice i ja -
        zaledwie przez trzy lata po urodzeniu wink
        Życie jest brutalne - rodzice jako młode małżeństwo, dostali przydział na
        mieszkanie spółdzielcze w Warszawie i cała trójką wyprowadziliśmmy się do niego.
        Na szczęście zostali moi dziadkowie, oraz wujostwo z moją siostrą cioteczną.
        Siostra miała swój pokoik, w którym stało moje łózko, w którym spałem
        przyjeżdżajac do dziadków na każde wakacje i ferie - wakacje całe oprócz
        obowiązkowych dwóch tygodni nad morzem wink spędzałem w Michalinie - chyba dzięki
        temu mam więcej koleżanek i kolegów z którymi utrzymuje kontakt do dnia
        dzisiejszego z Michalina niż z Warszawy wink
        Pamiętam nasz wielki plac - połączone place dziadków i dziadków wujecznych - w
        sumie około 5 tys m2 - na wiekszej czesci rosł las a w nim grzyby wink
        Pamietam nasze ulubione drzewo - stara powykrecano sosne, na ktorej cale
        halastra bawilismy sie w bohaterow aktualnych kreskowek wink
        Pamietam rajdy rowerowe po placu, domek straznika z kartonu po telewizorze i
        szlaban z dwoch galezi polaczonych gwoździem wink Straznik bądź strazniczka (bo
        zmienialiśmy sie w tym domku wink ) obsługiwał szlaban oraz sprzedawał kanapki z
        masłem i dźemem babci za pieniądze z listków - pamiętam jak babcia się dziwiła
        ile jej chleba, masła i dźemu wychodziło wink
        Pamietam nasze zabawy na nie utwardzonej jeszcze wtedy ulicy Samorządowej -
        rysowało się patykiem na piasku kreski i boisko do nogi czy "babingtona" wink
        gotowe.
        Pamietam wieczorne ognisko na placu, glosne cykanie swierszczy, zapach i smak
        owczesnej kielbasy i kartofli z popiolu.
        Pamietam wspaniałe letnie spanie w południe pod drzewem, na zawieszonym na
        dwóch sosnach hamaku wink Spalo się owiniętym w koc co by się hamak tak nie
        odciskał wink
        Pamietam nasyp po torach kolejki wąskotorowej na Wawerskiej i mostek po
        wyschniętym strumyku pod nim.
        Pamiętam wyprawy z dziadkami do lasu na grzyby - dziadek namiętnie zbierał
        młode olszówki, wygotowywał je i marynował wink
        • drnorbk Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 23.03.07, 11:30
          Dzis do lasu chodzimy od ul. Granicznej i Puszkina a wtedy szło się Samorządową
          w stronę cmentarza, i zaraz za dworkiem ( w garażu stały dwa Wartburgi 353 wink
          mijaliśmy dwa małe białe domki na tak dużym placu jak nasz - i za domkami
          skręcaliśmy w las - obchodziliśmy starą sosne z lewej bądź prawej strony - bo
          tak była rozwidlona ścieżka wink - szliśmy dalej, przekraczaliśmy jakąs drogę w
          lesie - teraz jest to po prostu ulica Puszkina a wtedy była dla mnie tajemnicza
          droga leśną, która nie wiadomo gdzie prowadzi wink
          Pamietam nasze coniedzielne wyprawy do kościoła na dzisiejszej ulicy 3 Maja,
          wyprawy pociągiem do "Otwoceka" wink z dziadkami bądź tylko z babcią.
          Pamiętam sklep w drewniaku na ul Polnej - zawsze mi się myli czy był on panstwa
          Kamińskich czy Teresińskich wink - ci drudzy mieli warzywniak przy stacji w
          Michalinie winkPamiętam zapach i smak kupowanego tam chleba z odstajaca,
          przypieczona skorka oraz ryz dmuchany, ktory wraz z siostra cioteczna
          konsumowalismy namiętnei i w dużych ilosciach a babcia gniewała sie na nas, z
          eryż fruwa po całym domu wink
          • drnorbk Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 23.03.07, 11:44
            Pamiętam panią Wyszomirską przyjeżdżająca do babci regularnie z mięsem wink
            Pamiętam pana jeżdżacego wozem konnym, rozwożącego mleko i śmietanę - bańka
            na mleko wraz z pieniążkami leżącymi na pokrywce była zawieszana w dni w które
            pan jeździł na gałęzi sosny rosnącej obok furtki - pan wchodził na plac,
            nalewał mleka do banki i zabierał pieniądze - ten rytuał nigdy nie został
            naruszony - dziś to by chyba sie nie udało wink
            Pamiętam drugiego pana, który jeździł wozem konnym i skupował surowce wtórne -
            krzyczał" Szmaty, butelki, szmeelki..., szmaty, butelki, szmeelki..." wink
            Pamiętam małżeństwo jeżdżące wozem konnym wraz z warzywami i chyba owocami wink
            • anton_san Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 23.03.07, 12:11
              "Szmaty, butelki, szmeelki" tez pamietam. Pamietam tez kurczaka z rozna kolo
              biblioteki przy stacii PKP w Michalinie. Albo kielbaski u pana Baska i wate
              cukrowa sprzedawana po drodze ze szkoly na Granicznej (on dobrze wyrachowal:
              oczywiscie stal ze swoim wozkiem w godzinach kiedy szkola sie konczyla)

              Pamietam tez ze do szkole sie chodzilo na "dwie zmiany": jedni rano, inni po
              poludniu, ale to tylko kilka lat.
              • anton_san Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 23.03.07, 12:22
                Lodziarnia przy SAM-ie w Michalinie byla niezla. Ale w Józefowie byla jeszcze
                leprza, i tam mieli znakomite rórki ze smietaną.

                W lesie miedzy Michalinem a Jozefowem na wschodniej stronie (od torów) mozna
                bylo za zlotowke kupic gume balonową Donalda.

                No i pamietam te dlugie pociagi towarowe, ktore jechaly na wschod bardzo wolno
                (pewno byly ciezko zaladowane).
                • doomi Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 23.03.07, 13:28
                  A ja nie cierpiałam naszej michalińskiej cukierni, kiedyś w makowcu trafił mi
                  się spory kamień i od tamtej pory miałam uraz.

                  Ale także pamiętam woźnicę "szmaaaty, butelki" smile

                  A I Komunia św? gdzie mieliście? w kościele czy w kaplicy obok? Ja miałam w
                  kaplicy i nieszczerze powiem, że nigdy nie byłam na "fajniejszej" komunii.
                  Cieplutko, słońce świeciło, a my w cieniu sosen, wszyscy goście stali wokół
                  naszych ławek i nie było problemu że ktoś się w kościele nie mieści (tak jak
                  teraz gdy dają 4 wejściówki do kościoła na dziecko). Naprawdę to była
                  niezapomniana dla mnie uroczystość. Ołtarz po bokach miał specjalne malunki
                  przygotowane na tę okazję przez miejsowego malarza, pana Kozłowskiego.
                  Wtedy kościół na 3 maja/22 lipca to było jedyne miejsce w Józefowie gdzie
                  odbywały się takie imprezy, tak więc wszystkie szkoły szły do komunii tutaj,
                  także dzieci "z Błot". A klasy były wtedy bardzo liczne (moja 36 osób), więc
                  było nas naprawdę niemało. A potem wieczorem trzeba było przyjść po "obrazek" i
                  do wspólnego zdjęcia się ustawić na placyku obok. Po dwóch krokach po naszym
                  józefowskim piasku moja sukienka i buty były szare, ale wszyscy wyglądaliśmy
                  tak samo, więc nikt się nie dziwił smile

            • drnorbk Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 23.03.07, 14:04
              Pamiętam te niezapomniane chwile kiedy dziadkowie przyjeżdżali do nas do
              Warszawy na Wigilię Bozego Narodzenia, po czym zabierali mnie ze sobą na ferie
              świąteczne. Czasem jechaliśmy taksówką - pierwsze moje podróże samochodem bo
              własnego wówcvzas nie mieliśmy - a czasem pociągiem. Kiedyś pociągi stanęły i
              stały tak sobie - nasz między stacjami wink - dziadek wyskoczył na nasyp, pomógł
              zeskoczyc babci, która wczesnie podała mnie dziadkowi - i tak szliśmy sobie
              wzdłuż torów do pierwszego pociągu w kolumnie wink a ogromne płaty śniegu
              wirowały w powietrzu tworząc "halo" wokół kloszy zapalonych latarni wink
    • m975 Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 21.03.07, 21:03
      Tak mnie natchnęłaś Doomi że aż wyciągnęłam stare zdjęcia z dzieciństwa. Moja
      córka miała frajdę a ja sobie przypomniałam stare dobre czasy.
      Szkoda że już nie ma takich pięknych łąk na Dębince. Chodziłam tam na rumianki,
      było ich tam zatrzęsienie. Niestety teraz nie zostało po nich ani śladu
      wszędzie tam stoją domy - to osiedle nazywało się kiedyś chyba SAM 81 czy jakoś
      tak( w okolicy Godebskiego)
      Niezapomnę też trzeszczącej podłogi na poczcie, która mieściła się na przeciwko
      kościoła i pralni na polnej.
      Przedszkole za kościołem nie zostawiło mi zbyt dobrych wspomnień bo ciągle
      wracałam z jakimś guzem lub innym uszczerbkiem na zdrowiu wykonanym mi przez
      kolegę, ale na pewno będę pamiętać wielkie piece kaflowe jakie tam były i chleb
      ze smalcem jaki jedliśmy czasem na podwieczorek.

      No i pamiętam letnie dni spędzane całą rodziną nad Świdrem, na Czerwonych
      murach i oranzadę jaką tata nam przynosił z bufetu jaki był w nieistniejącym
      już Mosirze (choć to się w tedy nazywało chyba Syrena choć nie jestem pewna.

      Oj mogłabym tak wymieniać i wymieniać...
      Szkoda tylko, że tak wielu miejsc już nie ma...
    • michalin.pl Patoka 21.03.07, 23:38
      doomi napisała:

      > - w szkole pan Jóźwicki od muzyki, który rzucał w nas kredą, a czasami
      > kluczami, Dżilli - czyli zawsze elegancka matematyczka Dolińska oraz
      > krzykliwa i niesympatyczna Patoka

      Przed 1 maja na slupach wieszane byly flagi.
      Jedna nasza, a druga czerowna. Jak sie bylo odwaznym
      i bylo sie plci meskiej, to sie te czerowen zrywalo.
      Raz taka akcje zauwazyla Patoka i juz po chwili
      na miejscu była Milicja.

      Takie mało sympatyczne wspomnienie.
      --
      michalin.pl
    • michalin.pl 22 LIPCA 21.03.07, 23:45
      doomi napisała:

      > - mały sklepik ze słodyczami w drewniaczku na rogu polnej i 22 lipca.
      Ja miałem zawsze problem w przychodni, bo jak sie bylo chorym,
      to w rejestracji trzeba bylo podac adres. No i ja nie byłem w stanie
      wypowiedzieć słowa "dwudziestego". Zacinalem sie po prostu.
      Potem pamietam jakas babke, ktora chodzila po ulicy i zbierala
      podpisy pod propozycjami zmiany nazwy. No i po jakims czasie przestalem
      mieszkac na ulicy 22 lipca. Tu i ówdzie są jeszcze po niej wspomnienia:
      www.michalin.pl/galeria/ulice/22lipca_3maja.jpg
      Jak ul. 22 lipca byla asfaltowana to wyasfaltowanie wjazdu z ulicy
      w brame kosztowalo flaszkę.
      --
      michalin.pl
    • magdam110 Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 22.03.07, 07:36
      Ja chodziłam do jedynki i pamiętam drogę na skróty do szkoły( skręcało sie za
      dzisiejszym pubem Orion) i w tym lasku odbywały się "solówy" w ktorych raczej
      dziewczyny nie braly udzialu ale chętnie kibicowaly. Pamiętam malutki stary
      kościół w którym nawet jak sie stało pod chórem to i tak było się blisko
      ołtarza, i ambonę pod którą mieścily się tylko małe dzieci. I panią Danusię ,
      ktora super opiekowała się bielankami I pamiętam jak organista przed Bożym
      Narodzeniem woził opłatek po domach. Pamietam "paskudne" pawilony i drewniany
      budynek w którym kiedyś udzielano ślubów cywilnych. I Samantę w MOKu i
      dyskoteki na korytarzu. A i oranżadę w woreczkach foliowych z malutkimi
      rureczkami.
    • bbb21 Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 22.03.07, 09:04
      Jóźwicki powiedział mi kiedyś, że za grosz nie mam słuchu big_grinDD
      Patoka rzeczywiście nie była sympatyczna a za to b. krzykliwa, ale była też na
      świetlicy (na szczęście nie miałam przyjemności tam uczęszczać) pani Pracz,
      bardzo krzykliwa.
      Ładyżyńska była moją matematyczką. Skrzypkowska uczyła mnie polskiego i była
      jeszcze taka kobietka od polskiego-czarne włosy , blada cera i zawsze mnóstwo
      pierścionków na palcach.
      Miło bardzo wspominam panią Popis. Uczyła mnie we wczesnych klasach podstawówki.
      Była tez pani , która uczyła mnie od zerówki do 2-lub 3-ej klasy: pani
      Niegowska.
      Pamiętam starego woźnego, który chodził z dzwonkiem.
      Aha, i Wałaszek (!) brr, te jego baki, uczył nas bilogii, botaniki??
      A Ziółkowska od historii postawiła mi moją pierwszą dwóję, bo nie znałam daty
      bitwy pod Grunwaldem big_grin
      Geografii i zpt uczyła nas strasznie niesympatyczna kobieta - wysoka, chuda,
      starsza.
      Pamiętam siostrę Gabrielę, uczyła mnie religii, pamiętam proboszcza
      Malinowskiego i przystojnego księdza Ujmę smile
      Pamiętam polanę przy Polnej w Józefowie, przyjeżdżający tam cyrk i czasem
      odbywały się jakieś występy.
      W okolicach stacji michalińskiej był sklepik (tak przynajmniej kojarzę) z
      oranżadą w proszku! Pycha!
      Była też tzw. "zielona budka"...
      Na polanie graliśmy - rzucaliśmy scyzorykiem... Teraz polanę nam zabudowali,
      szkoda, bo graliśmy tam w piłkę, nasze dzieci mogłyby tez tam bawić się..
      Pamiętam te drewniane kioski.
      Bawiliśmy się w ten sposób, że podchodziliśmy do furtek przy posesjach,
      naciskaliśmy dzwonek i uciekaliśmy big_grinDD
      Pamiętam pasmanterię w drewnianym budynku w Józefowie, na rogu Polnej..
      i wiele innych rzeczy...
      • anton_san Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 22.03.07, 09:18
        Ja tez pamietam tego woznego. On mial taki przewwojenny acent jak ze starego
        filmu. Jeszcze wiecej pamietam jego gumowy sznur którym on bil nas po nogach!

        Praczowę ze swietlicy tez pamietam - zawsze krzyczala dlaczego obiadów nie
        konczylismy.

        A co do Wałacha: z tymi bakami on przeciez wygladal jak Robert Redford smile

        Pamietam tez Mazurowska, Firlagowe, "Suma" og WF-u i Rutkowska od ruskiego
    • ksawery1111 Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 22.03.07, 10:40
      Ja chodziłem do dwójki.

      Pamiętam siostrę Gabrielę, otrzymyane kserówki do kolorowania i wklejania do
      zeszytu, tę klimatyczną salkę z pomalowanymi zielona farbą olejną ławkami i
      schowkiem pod blatem.

      No i droge z religii do szkoły na skróty (zawsze religię mieliśmy rano, póżniej
      lekcje w szkole)

      Patokę - wrrrrrr

      Pani kucharka chodząca z emaliowanym wiadrem i nalewająca zupę.

      Karty obiadowe z numerkami do wydzierania (których notabene nikt nigdy nie
      wyrywał).

      Sklepik z pięknie pachnącymi pączkami po 20 zł.

      Stolarnię (wchodziło się tajemniczym wejściem schoami w dół obok sklepiku)

      Salę 15 od Z-P-T, z imadłami, tokarkami no i Tomasza Fryca w nienagannym
      tureckim swetrze.

      Uśmiech pani Skrzypkowskiej

      Pana Kobusińskiego chodzącego

      ”Ciocię” szatniarkę (swoją kanciapę miała w przebieralni dziewczyn)

      Wyprawy po kredę do pani Ziółkowskiej (tej od dzwonka), kreda była naprzeciwko
      zegara.

      Pana Kopańskiego i jego kartkówki (dziadek Rodenwald z ”Rumburaka i Arabelli”,
      jeżeli pamiętacie taki czecho-słowacki serial)

      Fluoryzację

      Zapach gabinetu dentycznego

      Puchary za szybą na korytarzy

      Baki pana Wałaszka, dobre smile



        • surmia Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 22.03.07, 11:43
          Oj, jak ja wam zazdroszczę wspomnień z józkowego dzieciństwa...Chociaż czytając
          te wynurzenia odnajduję w myślach opisywane miejsca i trochę się wczuwam.
          Kawałki wspomnień mogę dopasować do moich, choć moje dzieciństwo upłynęło w
          Warszawie - ale wyjażdżałam na wieś do rodziny. W zasadzie każdy ma swój
          sklepik, w którym były najlepsze na świecie wafelki, ciepłe lody, cukierki...w
          moim były lizaki w kształcie kurek i kogutków. Czerwone. Kurki były zawsze, na
          kogutki się polowało. Pycha...i ten zapach sklepu...nie do zapomnienia...
          Józefów bardzo się zmienił. Ciekawe, czy moje dziecię będzie miało podobne
          wspomnienia co Wy. Bo ono wychowało się już w Józefowie.

          Coś mnie z Wami łączy - pani Patoka śni się mojej córce do dziś. I nie są to
          miłe sny.

          ps. p. Patoka - matematyca w najgorszym z wydań. Niczego nie uczyła, krzyczała i
          była niemiła. Z tego co wiem, a rozmawiałam z wieloma mamami i tatusiami, Patoka
          uczyła w Józku od początku świata. Teraz już podobno nie uczy. I dobrze, bo to
          kiepski nauczyciel.
          • doomi Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 22.03.07, 12:10
            Tak, Patoka uczyła matematyki, ale mnie akurat ZPT. Nienawidziła ona
            szczególnie dzieci z domu dziecka i była dla nich wyjątkowo chamska. Oj jak
            myśmy niejeden raz zaciskali piąchy pod ławką sad Nie uczy ona w szkole dopiero
            od dwóch lat, ale trzeba było widzieć minę sekretarki gdy zapisując moje dzieci
            do szkoły spytałam o Patokę wink

            Kobusińskiego też pamiętam: zawsze ta sama kurtka, ta sama torebeczka i kajecik
            z którego dyktował nam swoje formułki co do przecinka jednakowe. I koniecznie
            zaostrzone strzałeczki smile He he, i jak mnie namagnesował w ramach doświadczenia
            i jak moje długie włosy stanęły dęba ku uciesze całej klasy.

            A Sybicki i Jaźnicka od wuefu? Syn pani Jaźnickiej, Borys chodził do jedynki.
            Teraz jest aktorem i często go widuję w różnych reklamach. Sybicki był pies na
            nasze sałatki wyprodukowane na zajęciach ZTP (teraz nie można w szkole nic
            takiego robić, bo sanepid...). Zresztą ZPT było dzielone: chłopcy do podziemi i
            te ich imadła, a dziewczyny na samej górze: sałatki, przyszywanie guzików, ale
            i pismo techniczne smile

            Panią Krysię Popis też pamiętam, do dzisiaj czasami zamienimy parę słów gdzieś
            na mieście. Teraz zajmuje się już swoimi wnukami i często odbiera ich ze szkoły.

            Wałaszek - "za moich czasów" przeholował i tak się urżnął w chłopięcej szatni,
            że zaraz potem musiał się ewakuować z naszej budy, chociaż był wtedy v-ce
            dyrektorem. Nic mu jednak specjalnie nie zrobili, po prostu uczył w innej
            szkole.

            A pani Czarnocka od biologii - uczy nadal, bardzo lubiła się z takim fajnym
            młodym historykiem Weidenbergiem czy jakoś tak wink

            Kopański uczył mnie tylko rok, teraz jest "dyrkiem" w dwójce.

            A jak nazywa się rusycystka, zawsze z taką samą fryzurkę - mieszkała w Otwocku?
            albo polonistka, miała dzieci: Jasia i Małgosię - farbowała się na rudo?

              • doomi Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 22.03.07, 12:30
                Hm, w szkole raczej nie miał wąsów. Raczej młody był. Chociaż dla mnie wtedy
                ktoś kto dobiegał do czterdziestki to był emeryt wink
                Ale z tego co pamiętam, to to była cała nauczycielska rodzina, bo potem uczyła
                też Sybicka, ale nie wiem czy to żona, czy może córka... straszne, że jednak
                bardzo dużo wspomnień się zaciera. A do "emerytury" jeszcze trochę mi brakuje wink
                  • michalin.pl Skrzypkowska 22.03.07, 12:52
                    anton_san napisał:

                    > Do poliskego była Skrzypnicka, ale czy ona byla ruda to nie pamietam...
                    Skrzypkowska. Ale to nie o nia chodzi.
                    Ta od Jasia i malgosi byla mlodsza.
                    Tez nie pamietam nazwiska, ale sobie przypomne.
                    --
                    michalin.pl
                    • anton_san Re: Skrzypkowska 22.03.07, 12:59
                      michalin.pl napisał:

                      > Skrzypkowska. Ale to nie o nia chodzi.
                      > Ta od Jasia i malgosi byla mlodsza.
                      > Tez nie pamietam nazwiska, ale sobie przypomne.

                      Da droga to chyba nie za mojej kadencjii: Skrzypkowska uczyla mnie az do '82
              • michalin.pl Chrulski 22.03.07, 12:48
                anton_san napisał:

                > czy Sybicki to ten sam ktorego nazywali "Sum" z powodu wąsów? Byl trenerem
                > kloastwa w Jozefowii.

                Sybicki to Sybicki.
                Ten "sum" nazywal sie Chrulski. Zreszta nazywa sie dalej
                i prowadzi sklep rybny w Warszawie. Prowadzil szczep
                harcerzy w szkole.
                --
                michalin.pl
                • anton_san Re: Chrulski 22.03.07, 12:56
                  Nieee, "sum" nigdy nie byl w harcerstwie smile on trenowal kolarzy. Ten drugi
                  Chrulski byl chyba.

                  Mnie sie zdaje ze "Sum" byl pierwszy a po nim przyszedl Chrulski, ktory
                  probowal trenowac uczniow karate czy kung-fu. Po pierwszej sekcjii z uczniami
                  przyszedl do szkoly w ciemnych okularach...

                  • michalin.pl Re: Chrulski 22.03.07, 13:00
                    anton_san napisał:

                    > Nieee, "sum" nigdy nie byl w harcerstwie smile on trenowal kolarzy. Ten drugi
                    > Chrulski byl chyba.
                    >
                    > Mnie sie zdaje ze "Sum" byl pierwszy a po nim przyszedl Chrulski, ktory
                    > probowal trenowac uczniow karate czy kung-fu. Po pierwszej sekcjii z uczniami
                    > przyszedl do szkoly w ciemnych okularach...
                    A to sorry. Myslalem, ze jak mial wasy (Chrulski mial) to znaczy - "sum".
                    --
                    michalin.pl
                  • rupert3 Re: Chrulski 23.03.07, 13:50
                    Masz absolutną rację. Pamiętam te czasy. Uczył mnie i jeden i drugi. Chrulski
                    to był taki "papierowy tygrys" - sporo opowiadał niestworzonych rzeczy na swój
                    temat i mimo niskiego wzrostu oraz raczej szkieletowej budowy ciała to miał o
                    sobie ogromne mniemanie.
                    A pamiętacie "Milimetra" miał wzrostu coś około 2,2 m. Nie pamiętam jak się
                    nazywał ale poznał bym go na ulicy. Lubiłem gościa, zawsze musiał się kłaniać
                    pzry wejściu do klasy i komicznie wyglądał jak rozmawiał ze Skrzypkowską na
                    schodach. Byli równi wzrostem tyle że on stał na dole a ona jakieś 4,5 stapni
                    wyżej. I organizował dyskoteki, miał niezły sprzęt grający jak na tamte czasy.
            • michalin.pl Wartemberg 22.03.07, 12:42
              doomi napisała:

              > A pani Czarnocka od biologii - uczy nadal, bardzo lubiła się z takim fajnym
              > młodym historykiem Weidenbergiem czy jakoś tak wink

              Wartembergiem.

              Pisalem u niego referat o Ludowym Wojsku Polskim.
              Kazal mi wykreslic zdanie "Żołnierze byli bardzo dobrze
              wyszkoleni chciaż szkolenie trwało tylko dwa miesiace".
              Pamietam jak dzis.
              --
              michalin.pl
              • doomi Re: Wartemberg 22.03.07, 12:48
                Oj ale wstyd wink ale tłumaczy mnie fakt, że trudne miał facet nazwisko.

                Ja pamiętam jak dziś, że facet zaszczepił u mnie miłość do historii, bardzo
                fajny był. Potrafił sobie z nami pożartować - takich nauczycieli się pamięta.
                Zobaczcie jak to jest, tych wyrazistych pamiętamy latami, a tych nijakich nawet
                nazwisk przypomnieć sobie nie sposób.
                • michalin.pl Re: Wartemberg 22.03.07, 12:49
                  doomi napisała:

                  > Oj ale wstyd wink ale tłumaczy mnie fakt, że trudne miał facet nazwisko.
                  >
                  > Ja pamiętam jak dziś, że facet zaszczepił u mnie miłość do historii,
                  Mam to samo.
                  --
                  michalin.pl
    • michalin.pl Kajka 22.03.07, 12:58
      A geografii w schylkowych latach uczyła nas Kajka.
      To bylo jeszcze za komuny, a ona zaczela od tego,
      ze korygowala nasza wiedze z historii.
      Nie bala sie mowic o IV rozbiorze i o tym, ze żołnierz
      z AK dla nie j jest dużo bardziej wartośćiowy niż z AL.
      No i nie bala sie chodzic do kosciola.
      Teraz nazywa sie Piechucka i uczy w gimnazjum w Jozefowie.
      Pozdrawiam ja.

      A tym samym czasie Wałaszek przestawiła nam nową nauczycielkę
      od Wos'u i powiedział: "Pani xxx jest członkinią PZPR, więc
      żartów nie będzie".
      Pani xxx okazala się potem bardzo w porządku. Poetką zresztą
      była i wydała tomik wierszy. Chyba nadal mieszka w Falenicy.
      --
      michalin.pl
      • doomi Re: Kajka 22.03.07, 13:03
        A mnie WOS'u uczył pan Mart.
        Nigdy nie zapomnę, jak kazał mi rozszyfrować nazwę falenickiego PAP,u - a ja
        bez zastanowienia wyrecytowałam: Polska Agencja Prasowa wink
        • michalin.pl Mart 22.03.07, 13:07
          doomi napisała:

          > A mnie WOS'u uczył pan Mart.
          > Nigdy nie zapomnę, jak kazał mi rozszyfrować nazwę falenickiego PAP,u - a ja
          > bez zastanowienia wyrecytowałam: Polska Agencja Prasowa wink
          A mnie Mart kiedys zapytal czy nie umiem ładniej pisać.
          Powiedzialem mu, że nie (co byłoi świętą prawdą).
          A on na to: "Aha, no to pisz jak umiesz". Dzis mieszkamy 6 domow od siebie.
          No i Mart napisal dwie ksiazki o historii Jozefowa.
          No i jest viceszefem Towarzystwa Przyjaciol Jozefowa.
          --
          michalin.pl
      • anton_san Re: Kajka 22.03.07, 13:40
        Srzypkowska od polskiego tez korygowala. Raz pisalismy wypracownaie o II wojnie
        swiatowej. Pisalem razem z kumplem, ale oddalismy osobno: jego czesc byla o
        armii Swierczewskiego, moja armii o Andersa. Ja dostalem 5, on 2 smile
      • ksawery1111 Re: Kajka 23.03.07, 16:29
        Ta partyjna

        A jak sie nazywała ta pani?


        michalin.pl napisał:

        > A geografii w schylkowych latach uczyła nas Kajka.
        > To bylo jeszcze za komuny, a ona zaczela od tego,
        > ze korygowala nasza wiedze z historii.
        > Nie bala sie mowic o IV rozbiorze i o tym, ze żołnierz
        > z AK dla nie j jest dużo bardziej wartośćiowy niż z AL.
        > No i nie bala sie chodzic do kosciola.
        > Teraz nazywa sie Piechucka i uczy w gimnazjum w Jozefowie.
        > Pozdrawiam ja.
        >
        > A tym samym czasie Wałaszek przestawiła nam nową nauczycielkę
        > od Wos'u i powiedział: "Pani xxx jest członkinią PZPR, więc
        > żartów nie będzie".
        > Pani xxx okazala się potem bardzo w porządku. Poetką zresztą
        > była i wydała tomik wierszy. Chyba nadal mieszka w Falenicy.
        > --
        > michalin.pl
    • agnieszab magiel 22.03.07, 14:39
      A kojarzy ktoś magiel na Polnej?
      Taki stary, drewniany, strasznie skrzypiał jak pracował. Uwielbiałam tam
      chodzić z babcią, ten zapach wykrochmalonej pościeli i cały rytuał maglowania
      (bo maglowało się samemu). ech wspominienia...
      • emi992 Re: magiel 22.03.07, 15:04
        Tak tez ten magiel pamietam, rowniez chodzilam tam z babcia-niestety smutne
        jest ze magla juz nie ma i mojej babci tez juz nie ma....ech te dziecinstwo..
    • magdam110 Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 22.03.07, 14:57
      Wspomnienia zrobiły sie dwójkowe-michalińskie
      To ja trochę wspomnień jedynkowych-józefowskich
      P. Balikowska- zerówka
      Bardzo ciepła pani Mastalerczuk I-III
      Pani Olkowska -wychowawczyni uczyła j.polskiego
      p.Rodak miała bardzo długie włosy spięte w koka którego czesto poprawiała na
      lekcjach ( matematyka)
      p. Mroczek dzieki niej pokochałam biologię
      P. Krupa nie polubiłam fizyki
      p. Krupa (żona wyżej) nauczyła dziewczyny jak się haftuje i robi skarpetki na
      pięciu drutach.
      p. Ania Ostromecka wszystkie ozdoby na zabawy z nią robiliśmy
      P. Zych sprawił że Józefów wygrywał w kosza z Michalinem ale niestety w
      siatkówkę nam to się nia udawało.
      p. Kloch geografia- wszyscy siedzieli jak trusie ale geografię lubili i umieli
      p. Cwiek chemia- nie miałam z nią problemów ale wiem że nie była lubiana.
      P. Sekuła ( uczy do dziś) chodziłam do niego na kólko matematyczne i matematyka
      wtedy nie miała dla mnie tajemnic.
      p. Wasilewska próbowała nauczyć nas śpiewać
      p. Młynarska - uczyła mnie historii i w podstawowce dzieki niej był to mój
      ulubiony przedmiot.

      • m975 Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 22.03.07, 21:19
        A pamiętacie może Balikowskiego, dyrektora jedynki wink
        i coroczne czytanie wspomnień o wybuchu II wojny św. podczas rozpoczęcia roku
        na boisku szkolnym?

        Z wydarzeń szkolnych to najbardziej pamiętam jak pół mojej klasy płakało jak
        się zorientowaliśmy że w czwartej klasie pani Cecylia Kajka nie będzie już
        naszą wychowawczynią.
        Myślę że chłopoakom to szczególnie utkwiła w pamięci nasza późniejsza
        wychowaczyni - pani Żelazko, jak ktoś jej podpadł to potrafiła dać mu się we
        znaki
        bilogię też miałam z panią Mroczek, a polski z Panią Zarembą, z która
        spotykałam się jeszcze kilka lat po skończeniu szkoły, miłość do geografii
        zaszczepiła we mnie pani Kloch - takich nauczycieli dzis już chyab nie ma. Te
        lekcje miały naprawdę wysoki poziom
        A dzięki pani Ostromeckiej do dziś raz na jakiś czas wyciagam igłę i nici lub
        inne rękodzieła

        i pamietam sklepik szkolny i kolejki do niego jak pojawiały się pączki... wink
        to były czasy


        A pamiętacie może pyszne desery w Samancie?
        I śluby w budynku Domu Partii, drewniaku, który stał obok MOKU - rozebrany
        chyba pod koniec lat 90-tych?

        a i pamiętam jakim wydarzeniem było uruchomienie linii czerwonych autobusów w
        józefowie i tłumy jakie nim jeżdziły do szkoły. Szczególnie na moim przystanku
        wsiadała do niego niezła zgraja
      • jackie_brown Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 22.03.07, 22:08
        Olkowska - wychowawczyni, jęz. polski, twierdziła, że nadaję sie do zawodówki.
        Zdziwiłaby się na wieść, że na uw studia skończyłam big_grin
        Krupa (pani) - matematyka, super super super, matematyka zresztą zawsze była
        dla mnie łatwa
        Puchalski - nie przepadałam za nim i za wuefem też
        Ostromecka - ZPT bardzo ciepła kobieta i wielki dar pedagogiczny szkoda, że juz
        nie żyje sad
        Roman - muzyka, ze śpiewaniem i graniem na flecie szło mi średnio, ale facet
        bardzo sympatyczny i co ważne chciał coś robić
        Zakrzewska - młoda pani od biologii, bardzo ją lubiłam - miała poczucie humoru
        Klochowa - geografia, nie jednemu uczniowi ucho wykręciła, ale i tak ciągle
        robiliśmy kawały i kolega Łukasz chował się za mapy (zajęcia były w jednej z
        fajniejszych sal)
        Świechowa - dostałam uwagę bo wysypałam opiłki metalu ludziom na głowę - sala
        znajdowała sie nad wejściem do szkoły wink
      • marius68 Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 23.03.07, 08:46
        chiste napisał:
        > Teraz niech jeszcze tylko marius68 napisze, jak to na Planty chodził, ryby w
        > Łabuńce łowił i orzełkowi do woliery w starym zoo zaglądał...
        > Będzie miodzio wink

        Nie napszę, bo nie byłoby to zgodne z tematem tego wątku.
        Ale przyznaję że wątek przeczytałem z zapartym tchem, miło się to czyta.
        Pozdrawiam
        Mariusz
    • sosnovy Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 22.03.07, 18:55
      doomi Jeśli pytasz o rusycystkę z jedynki to myślę że chodzi o p. Grazynę Kowalczyk ,mieszkała w Otwocku i rzeczywiscie fryzura taka sama -długie włosy.
      Trener wf-u z dwójki to Sarnecki - prowadził sekcję kolarską razem z Pleskotem z Otwocka.Sekcja "wyprodukowała " między innymi mistrza Polski-kolega też z Józka.Był to czas rozkwitu i szczytu w Józefowii.
      Na pewno pamięta te czasy dzisiejszy wice burmistrz p.Banaszek również związany z tym klubem.
      Trenera Pleskota można jeszcze spotkać na maratonach takich jak Mazowia itp. ,osiąga naprawdę przyzwoite wyniki.
      Sporo wspomnień ,jeszcze na pewno dopiszę po odświeżeniu "twardego dysku",w tej chwili jeszcze w defragmentacji.
      Pozdrawiam!
    • obywatel25 Re:Wspomnienia z dzieciństwa-Brawoo..... 23.03.07, 09:55
      Piękny wątek i frekfencja.

      Brawo młodzi przyjaciele.Cudownie że o tym piszecie.Napewno za kilka,
      kilkanaście lat będziecie jeszcze bardziej przyjemnie wracać do swojego
      dzieciństwa i młodości. Życzę Wam aby Wasze marzenia spełniały się.

      Pozdrawiam

      biegnę dalej,więcej potem
    • abc136 Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 24.03.07, 03:42
      Czesto tu zagladam.Pieknie to napisalas,siostre Gabryele,pan od spiewu,sklepik
      na Polnej,jeszcze pania Sobotke(ktora wlepila mi-2 zniechecajac na zawsze do
      matematyki)rok pozniej P.Dolinska.Pamietam jak przez mgle dorozki na postoju
      taxi.Dyrektor 2ki pan Serzysko,pani Firmanty,ulecialo mi z pamieci nazwisko
      pana od prac recznych.Jozefow pozostanie dla mnie najpiekniejszym miastem,choc
      tak odleglym.
    • konopielka80 Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 25.03.07, 18:32
      Swietny watek. A ja dodam od siebie:
      1. siostre Gabriele pamietam bardzo dobrze i obrazki ktore dawala do kolorowania takze. pamietam jak uczyla nas takiej piosenki : "Kto stworzył mrugające
      gwiazdki…Kto stworzył fruwające
      ptaszki…Kto stworzył ciebie i mnie…" i tak dalej.....
      2. potem byla siostra Cyryla ktora malo kto lubil..
      3. pan od muzyki Jaznicki- przez caly semestr nic nie robil, potem jak trzeba bylo wystawiac oceny na semestr to wpisywal je doslownie z sufitu....
      4.Kobusinski- mial w zwyczaju chodzic szybkm krokiem po klasie dookola lawek...kiedys przyszedl na zastepstwo i ogladalismy z nim "W labiryncie"
      5.w michalinie w podstawowce dawali do picia gorace mleko, czesto przypalone a Pracz zawsze sie wsciekala jak ktos go nie dopil..nie wazne czy przypalone czy nie...
      6. fluoryzacja
      7.pani Migda- prowadzila kolko taneczne, teraz robi to w MOK-u
      8. model szkieletu z sali biologicznej o imieniu Wojtek
      • anton_san Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 25.03.07, 20:46
        No jak ten watek przeksztalcil sie w Sz.P.2 to wale wiecej. Teraz sie
        wspomnienia same wciskaja do glowy:

        Siostre Gabriele tez pamietam, po niej mielismy kilku ksiedzow, jeden rzucal
        kluczami, z drugim gralismy w pilke nozna, albo na piachach przy kosciele, albo
        na "Wembley" (kto gral to wie gdzie to bylo)

        Bylem harcerzem (i zuchem), nasz zuchowski zastep mial sie
        nazywac "Pitekantropusiki" (to byl pomysl jednej z druzynowych)

        No tak, te przypaleno mleko z garnka, brrr... Ale za to na swietlicy sie
        nauczylem grac w szachy. Pracz zawsze sie wsciekala, tez przy obiadach.

        Najgorzej nienawidzialem jednak WC-tu. U chlopcow chyba nigdy nie bylo
        sprzatane, zawsze bylo za...ne, nie bylo sie gdze wy...rac. Albo to
        pomieszczenie gdzie sie przebieralo do WF-u. Za nim po 3 schodkach na gorze
        byly lazienki z prysznicami - ale tego nikt nigdy nie uzywal.

        Pamietam tez ze mielismy szkolne mundurki (a propos). Niebieske, czarne,
        wisniowe z bialym kolniezem.

        Solowy sie odbywaly w lasku po dugiej stronie Granicznej, zaraz za tym miejcem
        gdzie Jozwicki parkowal swojego malucha a Kobusinski swoja "syrene". Dyrektorka
        Dolinska (albo moze jej maz) miala niebieskiego Taunusa (17M albo 20M). Dyr-ka
        zawsze mieszkala w budynku szkolnym, po prawej stronie od glownego wejscia.

    • anton_san Prace spoleczne i zbieranie makulatury 26.03.07, 08:33
      Pamietacie prace spoleczne i zbieranie makulatury? Co roku szkoly (przynajmniej
      na Granicznej) oranizowaly prace spoleczne: kazde dziecko przechodzilo do
      szkoly z grabiami, zeby zbierac liscie z trawnikow. Albo coroczne zbieranie
      makulatury? Teraz nie mieszkam juz w Jozefowie, czy w dalszym ciagu sie to
      praktykuje?
      • doomi Re: Prace spoleczne i zbieranie makulatury 26.03.07, 08:40
        Teraz to się po prostu inaczej nazywa: zamiast czynu społecznego sprząta się
        okolicę szkoły w ramach sprzątania świata. Natomiast makulatury raczej się nie
        zbiera, zresztą teraz mamy pojemniki do segregacji śmieci wink
        Chociaż z tego co czytałam, przedszkole nr 2 zbiera makulaturę i rada rodziców
        ma z tego dodatkowe pieniążki dla dzieci.
        • anton_san Re: Prace spoleczne i zbieranie makulatury 26.03.07, 08:48
          To bylo juz w Liceum (w sasiedniej miejscowosci). Podczas prac spolecznych
          dyrektor przygloadal sie na uczniow z balkonu. My stalismy z grabiami nikomu
          sie nie chcialo grabic, a on o nas z gory: "Towarzysze, w ten sposob socjalizmu
          nie zbudujemy!". Nikt jednak wtedy nie odwazyl sie odpowiedziec, ze o to
          wlasnie chodzilo.
          • truski1 Re: Wspomnienia 26.03.07, 09:14
            Ja jestem „jedynkowa” wiec nie bardzo wiem o jakich nauczycielach piszecie.
            Jedne co nas łączy to pamięć o Siostrze Gabrieli. Była cudowna. Podczas komunii
            mówiłam dla niej wierszyk i wręczałam Jej kwiaty. Było to dla mnie tak wielkie
            przeżycie, ze wierszyk pamiętam do dziś.
            „Kochana Siostro niech miłość naszych gorących serc i nasza wdzięczność będzie
            dla Ciebie nasza Siostro jasnym promykiem szczęścia wśród codziennego trudu”
            Też pamiętam „solówy „na skrótach”, lizaki, pasmanterie, Mały sklepik, do
            którego mnie mama kiedyś wysłała po jajka. Była to zima, wzięłam sanki, ul
            Świderska nie była wtedy wyasfaltowana, więc fajnie było się ślizgać. Więc
            rozpędzałam się bach na sanki i jazda, no i tak też robiłam wracając z jajkami.
            Wtedy nie było takich opakowań, tylko papierowa torebka.... Po kilku
            machnięciach siatka o sanki okazało się że z dziesięciu jajek do domu całych
            przywiozłam dwa.... Oj dostało mi się wtedy dostało....
            Zabawy w podchody po okolicznych polanach i laskach, których już nie ma....
            Zabawy na lodowisku wylewanym przez Straż Pożarną na polanie przy ul Polnej w
            miejscu gdzie teraz jest osiedle.
            Wesołe miasteczko, zabawy na dechach, gdzie po 20 nie chcieli wpuszczać takich
            małolatów jak ja i przebój- Jem słodkie, słodkie winogrona, tyś jest w moich
            ramionach.....
            Dyskoteki w Samancie, desery z galaretki z bitą śmietaną, automaty
            „Pływanie” w Świdrze rękami idąc po dnie...... Ogniska podczas wiosennych
            porządków i pieczenie w nich ziemniaków. Potem wyjadane na wpół surowe, bo nie
            mogliśmy się doczekać, umorusani, zwęgloną skorupką wracaliśmy do domu i mama
            nie mogła nas domyć. Nie mieliśmy wtedy łazienki, mieszkaliśmy w drewniaczku
            wiec mycie było w misce... Pamiętam tez sobotnie grzanie wody w wielkich
            garach, a potem kąpiel w blaszanej wielkiej wannie. Pranie we frani...
            Kury na podwórku, zamarznięta kłódka na komórce, do której przykładałam język,
            który się oczywiście przyklejał. Ogromna kałuża na podwórku, jak zaczynała się
            wiosna, pod spodem był lód, rozpędzałam się wjeżdżałam na sankach na sam środek
            i wyobrażałam sobie że jestem na morzu. Powrót suchą nogą był nie możliwy
    • agakier Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 09.05.07, 10:16
      Kochani
      Jaki cudowny to wątek na forum Józefowa.
      W jezyku niemieskim jest takie słowo HEIMAT.Oddaje mniej więcej, raczej więcej,
      treść dzisiaj coraz bardziej popularnego wyrażenia "Małej ojczyzny". Heimat to
      świadomosć antropologiczna i zmysłowa miejsca. Świadomosć miejsca w którym się
      wychowalismy i które w kolejnych latach stało się naszym odnośnikiem. Często
      uświadamiane z tęsknotą za dzieciństwem. W naszej pamięci zapadają zapachy,
      struktury materiałów, dźwięki, przestrzeń charakterystyczne dla danego obszaru.
      Jestem pod dużym wrażeniem Waszych wspomnień.
      Mam w związku z tym pewien pomysł.
      Rozpoczęły się w Józefowie obchody 45 lecia miasta. A może podejść do tego
      właśnie z tej strony.
      Sama jeszcze nie wiem jak mozna by było włączyć "wspomnienia z dawnego
      Józefowa" w imprezy związane z obchodami. Ale proponuję spotkanie w domu Nauki
      i Sztuki, może wspólnymi siłami coś ciekawego zakiełkuje.
      Jeżeli są chętni - zapraszam
        • jacy007 Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 26.12.07, 22:19
          Wiele widzę osób tak jak ja zostało na starych śmieciach. Ja na
          zdjęciu komunijnym jestem.... a nie będę pisał, który dam się
          rozpoznać poniżej.
          Doomi – ta rusycystka, która chyba i Ciebie i mnie uczyła
          rosyjskiego (i mam wrażenie, że w tej samej klasiesmile to była
          Pani ..... a za nic nie mogę przypomnieć sobie jej nazwiska, ale
          sobie przypomnę. Pamiętam ze była bardzo sprawiedliwa i nie miało
          dla niej znaczenia skąd, kto jest. Taki np. kolega niskiego wzrostu
          (i pasującego do niego nazwiska) miał piątkę, bo mówiła, że miał
          dobry akcent.
          anton_san – ten „sum” to był Sarnecki. Pamiętam go dobrze, bo za
          jakieś wyimaginowane przewinienie kazał mi cały WF klęczeć przy
          ścianie (cóż za metody). Nawet dziś, kiedy sobie to przypomnę mam
          ochotę kopnąć go z całej siły. Na szczęście to było tylko
          zastępstwo. Nas WF uczył wtedy pan Kober – wzrost 201 cm.
          Szczególnie śmiesznie wyglądała przy nim pani Skrzypkowska.
          Pani od historii nazywała się Skierska-Kurach. Oj oj oj..... to była
          kobieta. Jak przyszła w mini to człowiek zapominał o historii
          Patoka – o matko jak się dowiedziałem, że awansowała na matematyczkę
          to złapałem się za głowę. Toż to była antyteza nauczyciela. Bardzo z
          tego powodu cierpiały jej dzieci (tzw. młody Patok i Patokowa – nie
          wiem czy dało się z nimi rozmawiać, bo byli sporo młodsi)
          michalin.pl – a ten pan od historii to chyba Wartenberg (przez n) i
          jakoś krótko popracował u nas
          Geografia – pan Brzozowski pseudo „Usrus”. Ze swoimi pokazami
          slajdów i powiedzeniem „uczulam Was na to”
          Pani Pracz nazwana przez jednego z uczniów „Perkusją”
          Z moich własnych wspomnień – jestem z drugiej strony torów
          (Michalin) pamiętam, że za powiedzenie, że się jest z Józefowa można
          było oberwać w Michalinie – były regionalizmy.
          Pamiętam wyścigi w kapsle, które nasilały się podczas wyścigu
          pokoju. Jeden z kolegów prowadził nam statystyki. Była
          klasyfikacja „górska” i „dla najaktywniejszych”. Grę w piwko
          naprzeciwko
          Pamiętam dłuugą drogę do szkoły – kiedy czasami podwoził nas swoim
          Żukiem towarowym sąsiad – ojciec jednej z koleżanek. Kto wtedy
          myślał o tym, że trzeba będzie parking przed szkołą robić.
          Pamiętam, że koledzy próbowali przestawić Malucha pani Kajce, ale
          ich przyuważył Kobusiński. Ja nie brałem udziału, bo leżałem w
          szpitalu z ręką rozharataną po spotkaniu z drwami, które otworzył p.
          Sybicki (Boże broń żebym mu miał do niego jakieś pretensje).
          Pamiętam Generała Chochę (ponoć protektora Jaruzelskiego, dzięki
          któremu do Józefowa zaczęły wracać nasze podatki – Chosze, który to
          ponoć wydębił u Jaruzela) na pogrzeb, którego samowolnie
          wydelegowało się dwóch naszych kolegów z klasy a co tak ubawiło
          naszą wychowawczynię p. Dolińską, że im to usprawiedliwiła (a może
          po prostu bała się ich ukarać za to, że poszli na pogrzeb czerwonego
          generała – przynajmniej tak deklarowali)
          Pamiętam kiosk na skrzyżowaniu Willowej i Asnyka, do którego nie
          dosięgałem brodą aż nie wyasfaltowali ulicy i zrobiło się wyżej
          I duuużo duuuużo innych rzeczy
          Zachęcam Was do dopisywania się do portalu nasza-klasa.pl. Myślę że
          razem z doomi a może jeszcze z innymi osobami znajdziemy się w
          jednej klasie (chyba nawet już jesteśmy)
        • sigasiga Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 11.03.09, 19:41
          Jestem tzw. wakacyjną mieszkanką Józefowa od 55 lat. Czyli całe moje życie.
          Pierwszy raz byłam mając 2 miesiące, ostatni w zeszłą sobotę. (sprawdzić czy bez
          puszcza pąki) Moja rodzina ma działkę z letniskowym domem "od zawsze" 7 minut
          spacerem od Świdra.
          Kiedyś naokoło były lasy, do Świderka szło się w majtkach i na bosaka, ścieżką
          wśród młodych drzewek. Z mostu popisująca się młodzież skakała do rzeki na
          "główkę".Jedyna głęboka woda w tamtym czasie. Obecna ul.3 maja, wcześniej 22
          lipca, a jeszcze wcześniej na krótkim odcinku Sadowa była piaszczystą, mało
          uczęszczaną drogą po której jeździły fury i dorożki. Tam, gdzie dziś przy stacji
          jest postój taksówek był postój dorożek, którymi dojeżdżał ze stacji do nas nasz
          Dziadek. Czy ktoś pamięta znanego "sportowego" karykaturzystę Edwarda
          Ałaszewskiego. 40 lat temu, kiedy nikt nie wiedział co to jogging biegał
          codziennie rano nad Świder. Jego żoną była aktorka Jolanta Skowrońska. W każdym
          sklepiku królowały drożdżówki z dużą ilością os gratis. Na górce koło "Gongu"
          (tam była kiedyś górka z której w zimie zjeżdżało się na sankach !) w każde lato
          mieszkali w wozach Cyganie. Prowadziliśmy z dziećmi z ich obozu nieustanną
          walkę.Wojna, nawet na kamienie, była prawie dzień w dzień. (teraz się tego wstydzę)
          Józefów to moje dzieciństwo, moja Ojcowizna a nie całkiem przypadkiem
          przeprowadzając się z Ursynowa osiadłam teraz przy Wale Miedzeszyńskim. Tamtędy
          zawsze wracaliśmy do Warszawy, przekrzykując się z bratem - kto pierwszy zobaczy
          Pałac Kultury. Przeważnie można go było zobaczyć w połowie drogi. I tam teraz
          mieszkam. Pozdrawiam cały Józefów i właściwie czuję się też Jego mieszkanką.
    • justa99610 Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 20.06.07, 10:42
      Dopiero teraz przez przypadek natrafiłam na „wątek wspomnieniowy” o
      Józefowie/Michalinie i chociaż jestem ( tak przynajmniej wynika z Waszych
      wspomnień) sporo młodsza od większości z Was chciałabym się z Wami podzielić
      moimi wspomnieniami. W J. a konkretnie w Michalinie mieszkam od urodzenia,
      zaraz po wojnie moi dziadkowie kupili dom w Michalinie i tak już zostało. Tu
      wychowała się moja mama, ja, a teraz wychowuje się niedawno narodzona moja
      córcia. Nie wyobrażam sobie mieszkania gdzie indziej, chociaż M. nie jest już
      taki jak z czasów mojego dzieciństwa, to nadal według mnie jest to magiczne
      miejsce.
      Może ktoś z Was pamięta sklep na ulicy Sadowej tzw budę. Zawsze z babcią
      chodziłyśmy rano po świeże pieczywo. Teraz już budy nie ma, a na jej miejscu
      został zbudowany dom jednorodzinny. Niedaleko „budy” na ul. Sobieskiego
      mieszkała pani krawcowa ( nie pamiętam nazwiska) u której okoliczne panie,
      włącznie z moją babcią i mamą, szyły sobie różnorakie kreację. Pani krawcowa w
      obyciu była dość specyficzna, ale posiadała najświeższe info. (oczywiście
      towarzyskie) z okolicy. Pamiętam również czasy świetności sklepu u Florka,
      gdzie można było kupić produkty z zagranicy. Był to taki lokalny sklepik dla
      wybranych. Nie wiem czy dobrze kojarzę, ale właściciele sklepu traktowali
      swoich klientów według ich zasobności portfela tzw. zasada zostawisz więcej u
      mnie kasy to będę milszy.
      Ma jeszcze niezwykłe wspomnienia związane z czasów przedszkolnych. Chodziłam do
      przedszkole w J. koło urzędu. Moja wychowawczynią była m.in. pani Lila, którą
      uwielbiałam. Wiem, że po pewnym czasie wyprowadziła się z J. i przestała
      pracować w naszym przedszkolu. Wielka strata dla innych dzieci. Za to bardzo
      nie lubiłam i bałam się pani Heni. Miło jest teraz spotkać kogoś na ul. z
      czasów przedszkola i powspominać tamte lata.
      A czy może ktoś z Was pamięta sklep na rogu ul. Polnej i ul. ( nie pamiętam
      nazwy, na tej ul. jest poczta) ? sklepik ten mieścił się w drewnianym domku
      miał werandę. A może to jest ta pasmanteria, o której pisaliście?
      Szkoda, że tych lasów w naszym J. jest coraz mniej i nie ma już takich fajnych
      plaż nad Świdrem!!!

      Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
      • doomi Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 20.06.07, 11:03
        Miło że się dopisałaś smile

        Z Twoich wspomnień też pamiętam Florka, mieszkałam króciutko na willowej i
        obowiązkowo po szkole zachodziłam po jakieś fajne słodycze.
        Jeśli chodzi o ten sklepik na rogu polnej i świderskiej to faktycznie była to
        pasmanteria. Tylko że ten budynek jest murowany (jeszcze stoi, ale już
        niedługo) i raczej nie miał werandy.
        No chyba że piszesz o tym sklepiku dalej: na roku polnej i ówczesnej 22 lipca
        (zresztą na tej ulicy też kiedyś była poczta - w takim drewniaku na przeciwko
        kościoła). Ten faktycznie był drewniany i z werandą. No nadal jest, stoi przy
        samym rondzie i jest w całkiem niezłym stanie. Tylko werandy brak.
        Budynek po poczcie trafił w prywatne ręce (albo go odzyskali właściciele, tego
        nie wiem) i po odnowieniu prezentuje się naprawdę fajnie. Teraz to takie mini-
        centrum handlowe wink bo i kwiaty tam można kupić i w lotto zagrać i ciacho
        zjeść smile

        Pozdrawiam serdecznie smile
      • justa99610 Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 20.06.07, 13:06
        chodzi mi o sklepik na rogu ul. Polnej i ul. na której aktualnie jest poczta.
        na 100% była, tam może nazwijmy to werando tarasikiem. aktualnie za budynkiem w
        którym mieścił się sklepik są budowane chyba 2 bloki. a pocztę na przeciwko
        kościoła też pamiętam i lody kupowane do termosa w lodziarni w Józefowie
        a pamiętacie pijalnie piwa w Michalnie ( obecnie piekarnia oskroby)? zawsze nie
        rozumiałam dlaczego rodzice nie chcieli mnie tam zabrać na frytki!
        miło jest powspominać
      • bbb21 Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 20.06.07, 14:02
        Sklep przy Sadowej pamiętam! Jego ostatnie lata działalności były nieco
        obskurne! Pijalnię piwa też pamiętam! Była okropna i ciągle zatłoczona.
        U Florka bywałam/bywaliśmy rzadko, bo zupełnie klimat mi/nam nie odpowiadał. Do
        tej pory omijam ten sklep szerokim łukiem.
        Pozdrawiam

    • t529669754 Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 26.06.07, 21:13
      Odpowiadając na zaproszenie Doomi i chyba Majki także? zajrzałem na Wasze nie-
      zdjęciowe józefowskie forum. I w klimacie poprzedniego postu chciałbym
      powiedzieć, że dla mnie Józefów to:

      Lody w lodziarni na przeciwko przystanku. Oczywiście "wtedy" jeszcze go nie
      było. A lody smakują mi tak samo jak... ponad 30 lat temu wink A teraz jeszcze z
      racji akompaniowania Rubikonowi poznałem właścicielkę lodziarni, panią Heleną,
      bo miała także swoją rolę w wystawionym przez Rubikon przedstawieniu.

      Wyprawy nad Świder. Pierwszego Sierpnia w kierunku szkoły, potem skrót między
      dwiema posesjami (przy tej bliżej szkoły były takie dwa ogromne brytany).
      Potem, upsss - zapomniałem a to duża ulica, wtedy w całości gruntowa, kawalątek
      Reymonta i przeurocza Słowicza. Jeszcze tylko przeciąć Wiązowską i ... las?
      Nie - ŁĄKI! Ogromne szerokie łąki. I rosnący skromnie zagajnik, z drzewkami o
      wysokości pół metra. A teraz... smile

      "Polana" miejsce naszych zabaw - duży "bezpański" wtedy obszar położony na
      tyłach domów przy Curie Skłodowskiej, doprawadzała do niej taka maleńka nawet
      nie uliczka, przesmyk raczej, ale miała nazwę - Okrzei, albo ścieżka od stacji
      kolejowej koło biblioteki.

      Pierwsze samodzielne wyprawy do lasu na motorowerze Komar. Po kilku kilometrach
      zawsze gasł i w środku lasu musiałem go pchać przez piach, tak długo aż ostygł
      i można go było znów zapalić. Wtedy odkryłem Emów i zamurowało mnie - domy w
      lesie bez naruszania lasu - zakochałem się w Emowie.
      • sonsiadka Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 24.12.07, 22:59
        wspaniały, cudowny, refleksyjny, sentymentalny watek smile Dziękuję za
        niego....... przypomniał mi lata mojej młodości. smile
        Z Michalina wyemigrowałam w świat juz prawie 30 lat temu. A dzięki
        WAm dziś znalazłam się tam ponownie......
        Wspominacie lodziarnię w Józefowie....... owszem, lody wspaniałe,
        ale od Michalina daleko, więc tylko w niedziele, z rodzicami. ALE w
        Michalinie na ul. 6-go Sierpnia (dziś Willowa) istniała kawiarnia.
        Tak, tak, kochani, Michalin miał swoją kawiarnię. Nazywała
        się "Maleńka" (jeszcze stosunkowo niedawno w tym budynku był jakiś
        warsztat rzemieślniczy, a na kiedyś wg. mnie bardzo ładnym terenie
        przykawiarnianym straszny bajzel), a sprzedawali w niej lody w
        waflu, takim ciętym z duzej tafli....... na wynos. A na miejscu
        mozna było kupić sobie loda w szklanym puchatku. Po złoty
        dwadzieścia za kólkę smile A mieli chyba tylko śmietankowe i
        truskawkowe smile To tam zachodziłam wracając ze szkoły. Chodziłam
        oczywiście do dzisiejszej dwójki, a wtedy po prostu do szkoły w
        Michalinie. Moją pierwszą wychowawczynią była Pani Jackowska -
        cudowna, starsza pani. Była nam bardziej babcią niż nauczycielką.
        Dolińska, oczywiście tak, też ja pamietam. O Niej mogę powiedzieć
        taką ciekawostkę (mam nadzieję, że P. Dolińska nie poczuje się
        urażona tym co napiszę, ale ja niczego złego o niej nie napiszę)
        Otóż były to czasy, gdy kobiety w ciąży ubierały się w ogromne
        suknio-namioty przez co przez około 6 miesięcy ciąży wyglądały
        niczym słonice. Natomiast Dolińska gdy była w ciąży
        chodziła.......... W SPODNIACH !!!!! Była to pierwsza kobieta w
        ciąży, którą widziałam ubraną w spodniesmile
        CD za chwilkę... wink
        • sonsiadka Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 24.12.07, 23:04
          No i Patoka........... ech..... wtedy nazywała się jeszcze
          Skarżyńska, miała płomiennie rude włosy i była strasznie wredna.
          Później zmieniła nazwisko, ubarwienie (na czarne) ale wredota
          pozostała na niezmienionym poziomie. Mnie uczyła prac ręcznych.
          Później prace ręczne miałam z panią......... Lewandowska (?)
          Mieszkała na – wtedy – 22Lipca i miała gromadke dzieci (o ile dobrze
          pamiętam) Oczywiście pamiętam panie: Popis, Firląg, Wymysłowską,
          Zakrzewską, Olek, Rutkowską, Mendykowską, Komar, Niegowską, Pracz
          Panów Jóźwickiego, Jackowskiego, Wałaszka (chociaz to już nowsze
          czasy) i pana, który uczył chyba Wfu i mieszkał na Willowej........
          niestety, nazwisko mi uleciało........zdaje się, ze jego żona też
          była nauczycielką. A dyrektorzy? Oczywiście Pan Serzysko, Pani
          Firmanty (na apelach robiła taką dziwną minę, że mowiliśmy,
          że „suszy zęby”wink a później dyrektorem był jakiś super przystojny
          facet, który gdy odedzwał się w jednym końcu korytarza, to w drugim
          było go słychać, a którego nazwiska nie pamiętam.....
          I Komunia, oczywiście w „kaplicy obok”, dzieci siedziały na ławkach
          przykrytych jakimiś chodnikami,,,, pod nogami też mieliśmy ułożone
          jakieś dywany, żeby chociaż troche zabezpieczyć te nasze stroje
          przez wszechobecnym piachem. Tyle, że moje czasy, to Siostra
          Aurelia............. gdy już byłam w którejś ze starszych klas
          wyjechała na misje opiekować się trędowatymi. Chyba do
          Rwandy.............. pamietam jak płakałam gdy się żegnała z
          parafią... Póżniej księża......... ksiądz Gerard Jarecki (wspaniały
          i ksiądz i kumpel nas, dzieciaków), jakiś ksiądz, który na religię
          przychodził z gitarą i pacynką a po religii grał z nami w piłke i
          ksiądz Bogdan.......... chyba ze względu na niezbyt zdrowy wygląd
          mowiliśmy na niego „Bodzio” Tego akurat my, dzieci niezbyt
          lubiliśmy....a później dowiedziałam się, ze to właśnie on był ojcem
          Józefowskiej OAZY....... No i proboszcz..... ksiądz prałat Wincenty
          Malinowski i wtedy dosyć młody kleryk, chociaz juz z pewnym starzem
          w parafii, ksiądz Władyslaw, późńiejszy proboszcz na Błotach.....

          CD........za chwilke wink
          • sonsiadka Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 24.12.07, 23:21
            pamiętam, jak na duzej przerwie biegało się do sklepu po świerzy
            chleb............ sklepik mały, w drewniaku z werandą, przez którą
            wchodziło się do sklepu, chyba gdzieś w okolicy ul.
            Piaskowej............widoczny przez niezabudowaną wtedy polane z ul
            Granicznej....... Do chleba czasem kupowało się oranżadę...... w
            szklanej butelce w takim białym, chyba ceramicznym "korkiem na
            drucie" A w szkolnym sklepiku "lalki"....... czyli waflowe
            nibyciastka z jakimś dziwacznym, ale przewspaniałym kremem.
            A gdy o sklepach mowa......... smile to z babcią chadzałam do sklepiku
            pana Luśni...... na ul Pięknej (wtedy... Pięknej,...... póżniej 1-go
            Maja,,,a obecnie 11-go Listopada.......) gdzieś w okolicy
            skrzyżowania chyba z Sadową...? Natomiast sama chadzałam do sklepu
            na rogu Kwiatowej i 6-go Sierpnia (czyli Willowej)
            Pamiętam wyprawy na grzyby , prawie pod Emów, na gąski na Trakt
            Napoleoński i spacery na górę Lotnika, gdy był tam tylko symboliczny
            krzyż i śmigło z samolotu, oraz kupka jakichś drobnych części z tego
            samolotu.

            Ależ zebrało mi się na wspomnienia.... smile więc....cd za chwilke wink
            • sonsiadka Re: Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa 24.12.07, 23:46
              Michalin to oczywiście Sewerym Krajewski....... która z dziewczyn
              się w nim nie kochała? hahaha.....chyba wszystkie smile Na 6-go
              Sierpnia, niedaleko Kwiatowej Pani Okrąglewska, a może Kręgielewska,
              prowadziła prywatne miniprzedzkole...... ewenement na tamte
              czasy...... Krajewski prowadzał tam swojego starszego syna. A
              ja........ ja miałam to wielkie szczęście, że czasem spotykałam go,
              gdy szedł z synem do przedszkola, a ja wędrowałam do szkoły... smile
              Pamietam jak w jakiś bardzo mrożny i śnieżny dzień ciągnął syna na
              sankach do przedszkola, a obaj byli tak utytłani w śniegu, że
              bardziej przypominali bałwany śniegowe niż gwiazdę i jego syna.
              A skoro o gwiazdach mowa...........
              Ponieważ do Józefowa do kościoła było baaaardzo daleko, rodzice
              woleli chadzać na msze do Falenicy. Po drodze do kościoła w
              FAlenicy przechodziło się koło domu Mieczysława Wojnickiego.......
              raz nam się udało słyszeć, jak ćwiczył "Jabłuszko pełne snu"........
              echhh...staliśmy i słuchaliśmy,,,że aż na msze się spóźniliśmy wink

              W okolicy poczty w Michalinie był jakiś maleńki sklepik........
              sprzedawali w nim piwo nalewane do takich ogromnych i ciężkich kufli
              i strasznie w nim śmierdziało piwem,,,ale tam też sprzedawał taki
              gruby pan gume do żucia..........po 50 groszy.........takie kolorowe
              pastylki smile A skoro o poczcie wspomniałam...to w nagłych przypadkach
              można było poza godzinami pracy poczty zapukać do któregoś z
              bocznych okien i poprosić panią o skorzystanie z telefonu........ no
              cóź...... telefon był rarytasem..... w moich okolicach był chyba w
              jednym tylko domu........

              Na dziś wystarczy tego stukania w klawisze....... jak jeszcze kiedyś
              mnie naleci to coś napiszę wink
              a na pewno chętnie poczytam Wasze następne wspomnienia... smile
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka