Czy stać nas na publiczne szpitale? Cz.2/2

21.01.08, 18:22
„Postępowo” liberalne środowiska nie dają jednak za wygraną, chcą
prywatyzacji. W mediach pojawiają się niby to przedstawiciele
lekarzy (przewodniczący OZZL, K. Bukiel, prezes NRL, K. Radziwiłł –
zwolennicy prywatyzacji!) z niepoważnym postulatem podwyżek do 11
tys. zł. Rządzący odpowiadają, że budżet nie ma tyle pieniędzy na
podwyżki, a w domyśle: jeśli, więc chcecie tyle zarabiać, jedynym
rozwiązaniem jest prywatyzacja ochrony zdrowia. Oburzona
żądaniami „lekarzy” przewodnicząca OPZZPiP, D. Gardias protestuje
przeciw finansowej dyskryminacji pielęgniarek. (Rozsądne podwyżki
dla wszystkich pracowników to bezdyskusyjna konieczność.) Ten
wyreżyserowany przez rządzącą mniejszość medialny spektakl
wykorzystuje starą zasadę „dziel i rządź”. Chodzi o zepchniecie
konfliktu między pracowników i dyrekcje szpitali oraz o skłócenie
pracowników ochrony zdrowia, żeby zjednoczeni nie przedstawili
wspólnych słusznych żądań i nie zablokowali przygotowywanej
podstępnie prywatyzacji. Poza tym „król jest nagi”, ani tzw. rząd,
ani tzw. Min. Zdrowia nie mają żadnych konstruktywnych propozycji
dla pracowników ochrony zdrowia i dla społeczeństwa, tak samo
zresztą, jak wszystkie poprzednie rządy III RP.

Fatalną rolę w tym konflikcie odgrywają związki zawodowe
pracowników. Na czele tych związków stoją albo polityczni ignoranci,
albo cyniczni poplecznicy rządzącej mniejszości i nie rozumieją lub
udają, że nie rozumieją, że wystrajkowanie podwyżek niczego nie
zmieni. Zawsze można je odebrać poprzez inflację i poprzez wzrost
podatków pośrednich.
To samo dotyczy dwóch pozostałych, obok ochrony zdrowia,
największych grup zawodowych, kolejarzy i górników. Bez zjednoczenia
działań wszystkich związków i bez przedstawienia żądań w imieniu
Narodu niczego nie osiągniemy. Nie chodzi o to, żeby wygrać bitwę w
interesie jakiejś grupy zawodowej, chodzi o to, żeby wygrać wojnę w
obronie godnego życia całego Narodu. To jedyna i możliwa jeszcze
dziś droga poprawy bytu Polaków w ich własnym kraju – dziś, gdy
istnieją jeszcze polskie koleje, polskie górnictwo i publiczna
służba zdrowia. Konieczne, więc są wybory nowych władz związkowych
właściwie pojmujących interes Narodu i kraju.
Rzeczywisty problem jest polityczny i dotyczy całej filozofii
organizacji i rządzenia państwem oraz uczciwego podziału dochodu
wypracowanego przez Polski Naród. A prawdziwymi stronami tego
konfliktu są Naród i rządząca mniejszość. Dobrze postrzegała ten
problem „Solidarność” 1980/81, dziś została z niej tylko bezprawnie
używana nazwa, a prawdziwa solidarność Narodu została rozbita i jest
skutecznie niszczona.

Znakomitą okazją do demontażu ochrony zdrowia w Polsce jest unijna
dyrektywa o 48 godzinnym tygodniu pracy w służbie zdrowia. Ta
dyrektywa i już nasza ustawa uniemożliwia obsadzenie nocnych
dyżurów – powód: brak lekarzy i pielęgniarek. Nocne dyżury zapewnią
nowe firmy zatrudniające medyczny personel do dodatkowej (ponad 48
g/tydzień) nocnej pracy. Faktycznie, więc unijna dyrektywa nie
będzie realizowana, zwiększą się tylko koszty leczenia o zyski tych
nowych firm. Totalny bałagan i bezprawie – to tak chcą realizować
prawo UE jej zwolennicy? Czy o przyjęciu przez Polskę unijnej
dyrektywy decydowali idioci, czy sabotażyści? Ale jest w tunelu
światełko. Gdy część szpitali zamienionych w spółki prawa handlowego
upadnie (wg PO to najlepsza droga prywatyzacji, zadłużony szpital
można wtedy kupić za symboliczną złotówkę), starczy z nadmiarem
lekarzy i pielęgniarek do obsady nocnych dyżurów. I niech ktoś teraz
powie, że „postępowy” liberał to bezmyślna istota?
Mimowolnie nasuwa się refleksja, że gdyby pracownicy ochrony zdrowia
prezentowali podobny poziom etyczny, moralny, zawodowy, jak
polityczna, ekonomiczna i medialna hałastra, to nawet zwykłe
przeziębienie byłoby nie do wyleczenia.

Jak zatem reformować system ochrony zdrowia? Prywatyzacja
szpitali odpada, przyśpieszy jeszcze niszczenie Narodu. Szukać
oszczędności w organizacji pracy? – na pewno warto. Zarówno
centralizacja, jak i decentralizacja sytemu ochrony zdrowia również
posiadają wady. I nie sposób określić, który system ma większe, brak
jakichkolwiek analiz. Prawdopodobnie powinien to być system
mieszany. Głównym problem jest jednak brak pieniędzy. Dlatego
uprawnione jest twierdzenie, że dramatyczny stan ochrony zdrowia w
Polsce jest odzwierciedleniem tragicznej sytuacji politycznej i
ekonomicznej kraju. A zatem, podstawą poprawy sytuacji w ochronie
zdrowia jest reforma polityczna i gospodarcza kraju. Państwo bez
własnej produkcji i bez dochodów z tej produkcji, a Polska jest
właśnie takim krajem, nie może posiadać ochrony zdrowia na poziomie
gwarantującym bezpieczeństwo zdrowotne Narodu. Jeżeli przestaniemy
ulegać antypolskim mediom i kartką wyborczą, nawet przy naszej
ułomnej antydemokratycznej ordynacji wyborczej, pozbawimy całą
pookrągłostołową, polityczną hałastrę władzy, damy sobie, Narodowi
szansę na odbudowę kraju i wszystkich niszczonych struktur państwa –
to nasza życiowa konieczność.

Kwestia ostatnia: jeżeli za źle wykonany zabieg medyczny, jeden
człowiek może postawić przed sądem lekarza, a nawet cały szpital to,
dlaczego my, społeczeństwo nie możemy postawić przed sądami całej
zgrai politycznych hochsztaplerów III RP, którzy zniszczyli i
rozkradli majątek narodowy, a teraz likwidują nam nie tylko ochronę
zdrowia, ale i nasze państwo?


Dariusz Kosiur


Pełna wersja