U doktora...

20.11.08, 01:34

Nie, niestety to nie będzie dowcipwink)
raczej sprawa odnosnie savoir - vivre'u, a moim zdaniem to po prostu jakichś
dziwnych zwyczajów...
Otóz moi drodzy po czekaniu półtora miesiąca na dogodny termin badania USG
udałem się dziś do lekarza na wyznaczona dokładnie godzinę ze skierowaniem.
Dodam, że godzina ta była ustawiana specjalnie tak, żebym miał szanse zdążyć
do pracy...
Na miejscu okazało się jednak, ze jest małe opóźnienie...ale w tym nie ma nic
nadzwyczajnego, problem w tym, że kolejka chorych zupełnie nie uznaje
wyznaczonych przez rejestrację godzin na skierowaniach..."Panie, ja tu już
siedzę 3 godziny" wypala do mnie jakaś babcia...ktoś innyc mówi, ze z kolei
był na wczesniejszą godzine...
A czy rzeczonej babci ktoś kazał przychodzić 2 godziny wczesniej, mimo, że ma
na skierowaniu godzinę późniejszą od mojej??! No i wszyscy zgodnie
stwierdzaja, ze liczy się godzina przyjścia a nie co tam na papierku...Ręce mi
opadły, nie miałem już z babcią siły się kłócic, ale to ostatni raz,
przepisałem się na grudzień, potem nie mam zamiaru nikogo puszczać. Wydaje mi
się oczywiste, że godziny są odpowiednikiem numerków - jeśli jest opóźnienie,
to wchodzą najpierw ci co mieli wczesniejsze godziny, jesli jest pusto bo nie
przyszli następni, to wchodzą ci co sa pod drzwiami, w kolejności
godzin...Rejestracja wydaje się bezradna, "no państwo musicie sami sie dogadac
to kwestia kultury..."
No cóz, a może do ciężkiej cholery,poprosić lekarza, żeby sprawdzał kazdemu
godzine na skierowaniu? Tylko, ze lekarz ma inne rzeczy na główie niż
dochodzenie, kto w kolejce w jakiej kolejności przyszedł i o co się aktualnie
kłóci...No cóż, jak kultury brakuje, to może to jakoś odgórnie trzeba
uregulować?? Mieliście podobne sytuacje? Ja rozyumiem, ze ktoś sie na nogach
ledwo trzyma i poprosi, żeby uprzejmie przepuscic, to nie ostry dyżur ale coś
się może zdarzyć, ale coś takiego? następnym razem po prostu biore dzień wolny
i poświęce na to nie wiem ile czasu.
    • maewcia zdarzyło mi się parę podobnych akcji 20.11.08, 08:30
      zresztą akurat z babciami także...
      Ale ja nie ustępuję - mam małe dziecko, pracę..., termin to termin!
      Jest po to, by go przestrzegać dla wygody pacjentów.
    • mareczkowa Re: U doktora... 20.11.08, 08:32
      Miałam taką sytuację dwukrotnie u chirurga dziecięcego w szpitalu na
      Niekłańskiej. dziecko zapisane na określoną godzinę a pod gabinetem
      tłum ludzi. Zrobiłam niestety awanturę, bo nie było możliwe, żeby 9-
      o miesięczne dziecko wytrzymało kilka godzin oczekiwania. I
      postawiłam na swoim. I od tamtej pory robię tak zawsze. Pracuję i
      nie moge brać dnia wolnego, żeby iść na 15 minut do lekarza.
      Kosztuje mnie to sporo nerwów, ale jeśli są zapisy na określoną
      godzinę, to należy sie tego trzymać.
      • kozunia1983 Re: U doktora... 20.11.08, 09:06
        Ja miałam taką sytuację u ginekologa na Strusiej, czekałam 3 godziny na wypisanie recepty, które zajmuje lekarzowi 3 minuty, bez badania(choć też miałam na konkretną godzinę i przyszłam 10 minut wcześniej). Ale jakby to powiedzieć doktor strasznie się "grzebał" stąd całe opóźnienie.
    • shelmahh ale nie ma co narzekać IMO 20.11.08, 12:00
      nie ma co narzekać bo tylko państwowa służba zdrowia nie chce sobie poradzić z
      tym problemem..od dawna leczę się wyłącznie w prywatnych klinikach i umawianie
      działa w bardzo prosty sposób:

      w placówkach są komputery w sieci.
      dzwoni się na recepcję i pani umawia mnie na określoną godzinę. lekarz od razu
      widzi u siebie na komputerze, że dany pacjent przyjdzie na 13:00 w czwartek. na
      każdego pacjenta jest przeznaczone około 20 min.

      nikt nie przychodzi wcześniej. każdy wie o co chodzi, łącznie z lekarzem i jest ok

      żadnych numerków i tym podobnych historii

      państwowa służba zdrowia nie chce się tym zająć a i lekarze nie proszą o takie
      rozwiązania bo wtedy by musieli siedzieć w gabinecie państwowym bite 8h i
      wszystko by było czarno na białym a przecież normalne jest teraz, że lekarz
      często nie przychodzi na czas, wychodzi dużo wcześniej bo śmiga do prywatnej kliniki

      to trochę walka z wiatrakami bo skoro w prywatnych klinikach można było od ręki
      podejść do pacjenta jak do człowieka to czemu w państwowych to nie działa pomimo
      posiadania komputerów?
      • doomi Re: ale nie ma co narzekać IMO 20.11.08, 12:34
        A jeszcze zapomniałeś, że często gęsto wchodzi nagle człowieczek, który
        koniecznie musi teraz wejść bo coś tam i on zajmie tylko minutkę, a potem
        jeszcze pan doktor wywołuje kogoś kto siedzi cichutko w kącie i tylko na to
        czeka (znajomek musi być), a za chwilę przybiega jeszcze przedstawiciel medyczny
        i też się wciska gdzieś pomiędzy ludzi...

        No ja też mam dość i badania robię prywatnie.

        • shelmahh Re: ale nie ma co narzekać IMO 20.11.08, 12:37
          ale nie sądzisz,że to sami lekarze blokują normalny sposób działania znany
          właśnie z klinik prywatnych aby nie wyszło ile tak naprawdę pracują w państwówce?
          • doomi Re: ale nie ma co narzekać IMO 20.11.08, 12:47
            Szczerze mówiąc nie myślałam nigdy w ten sposób, ale kto wie?
            Dobra, jak chcą zarobić to niech idą do prywatnej kliniki/gabinetu, ale cholery
            dostaję jak mnie lekarz w prywatnej klinice umawia na zabieg (płatny) do
            państwowego szpitala, albo jak w państwowym jest chamski i nieprzyjemny, a w
            prywatnym do rany przyłóż. Bo to jest już chamstwo.

            A tak obok tematu, to kiedyś myślałam że prywatnie (=za kasę) znaczy lepiej i
            porządniej. I tu niespodzianka. Musiałam kiedyś dziecku wyciąć 2 pieprzyki. W
            Międzylesiu termin 6 miesięcy (!), na Niekłańskiej ciut mniej. A pieprzyki rosły
            i nas trochę dermatolog wystraszył. Nie było się nad czym zastanawiać,
            pognaliśmy do renomowanej kliniki. Pan doktor wyciął, a jakże, tylko cholera nie
            to znamię co potrzeba. Zonk sad Także teraz też latam, ale tylko z powodów o
            jakich jest ten wątek. Że szybko i bez kolejki.
            Jak to mawia mój ślubny - za dużo nasz czas kosztuje, żeby cały dzień spędzać w
            poczekalni.
            • mareczkowa Re: ale nie ma co narzekać IMO 21.11.08, 10:54
              pewnie, że prywatnie szybciej i spokojniej, tylko niestety nie stać
              mnie na prywatne wizyty sad
              • shelmahh Re: ale nie ma co narzekać IMO 21.11.08, 12:43
                ale skoro lekarzom nie zależy na tym by jednak umawiać nas na konkretne godziny
                bez numerków (wyłącznie rejestracja w bazie danych na kompiuterze) to co możemy
                zrobić by wymusić na nich takie rozwiązania? pamiętajmy, że to bije w lekarzy,
                którzy na 100% nie chcą by było widać czarno na białym ile czasu spędzają w
                państwowym gabinecie!
                • doomi Re: ale nie ma co narzekać IMO 21.11.08, 13:01
                  Może mnie ktoś poprawi, ale z tego co wiem, to w józku rejestracja odbywa się w
                  zeszycie, a nie w komputerze. Drobna różnica.
                  Podobnie w gabinetach - komputerów brak. Wyjątkiem jest józkowa dermatolog,
                  niemniej i tam komputer nie służy jako baza danych, w przeciwnym wypadku nie
                  wczytywałaby się każdorazowo tak dokładnie w papierową kartę pacjenta.
                  W sytuacji opisanej przez piano_barti wystarczyłoby po prostu zastosowanie
                  jasnych zasad. Jeśli zapisują na godzinę, to tak przyjmują. Koniec kropka. Bez
                  tekstów że pacjenci mają sami się dogadać.
                  Tacy pacjenci (szczególnie w podeszłym wieku) to trochę jak dzieci w przedszkolu
                  - jasne reguły gry i już.

                  Czyli błąd w tym wypadku popełniła pani rejestratorka do której się zwróciłeś,
                  ewentualnie kierownik placówki, bo to on powinien nad tym panować.
                  • shelmahh Re: ale nie ma co narzekać IMO 21.11.08, 13:21
                    a dlaczego w zeszycie?
                    • surmia a dlaczego w zeszycie... 21.11.08, 13:30
                      ...bo zeszyt się nie zawiesi???
                    • doomi a dlaczego w zeszycie? 21.11.08, 13:38
                      Zadzwoń i zapytaj
                      4c.home.pl/przychodnia/index.php?option=com_content&task=view&id=16&Itemid=31
                      • surmia Re: a dlaczego w zeszycie? 21.11.08, 14:05
                        Przecież tam jest komputer.

                        Kilkakrotnie zapisywałam się z wyprzedzeniem - telefonicznie, i panie
                        rejestratorki prosiły, żeby w dzień poprzedzający wizytę potwierdzić ją
                        telefonicznie. Potwierdzałam i panie sprawdzały to właśnie w komputerowej bazie.
                        Bo niemożliwym jest, żeby szukały karty i potwierdzały wizytę gdzieś w zeszycie
                        tak szybko. Poza tym słychać było klawisze.

                        Moim zdaniem taka baza istnieje. Brak tylko odpowiedniego systemu zapisów. No i
                        systemu komputerowego w całej przychodni.

                        Zresztą, nawet gdyby był, nie wierzę, że nie byłoby osób "ja tylko po receptę",
                        "ja tylko zapytać", "ja tak się źle czuję, a pani młodsza, to może poczekać". I
                        powiedzenie "sami państwo musicie to między sobą załatwić" świadczy o mizerocie
                        obsługi w naszej przychodni. REFORMYYYYYYY!!!!!!!
                      • shelmahh Re: a dlaczego w zeszycie? 21.11.08, 14:10
                        nie musiałyście odpowiadać na to pytanie smile

                        wyobraźcie sobie sytuację w pracy,że nie macie komputerów tylko zeszyt,
                        kalkulator i telefon stacjonarny wink

                        mamy rok 2008:

                        -duża część banków ma swoje drugie ja w internecie - ja w banku nie byłem już
                        ładnych kilka lat. potwierdzenie dokonania przelewu mogę sobie zapisać na dysku
                        i wysłać mailem w pdf'ie;

                        - do lekarza mogę się zapisać poprzez stronę kliniki lub kontakt telefoniczny.
                        jednocześnie dostaję potwierdzenie smsem, że mam wizytę dnia tego i tego.
                        później, w dniu wizyty dostaję smsa z pytaniem czy na pewno będę bo mam jestem
                        zapisany na....;

                        - w pracy w kontakcie z klientami używam: gg, maila, telefonu;

                        - taksówkę mogę zamówić smsem;

                        - pizzę zamawiam przez internet, jednocześnie płacąc za to przelewem z konta!

                        - prasę mogę czytać przez telefon komórkowy w dowolnym miejscu w kraju;

                        - zakupy (jakiekolwiek) mogę robić wyłącznie przez internet czyli w sumie jeśli
                        bym się uparł to mogę nie chodzić do sklepu;

                        - szkoły w Warszawie mają dostęp do dzienniczków ucznia przez internet aby
                        rodzice mogli w dowolnym momencie sprawdzić postępy dzieci w nauce. często
                        nauczyciele podają też numer gg do kontaktu z rodzicami;

                        a my mówimy o zeszycie?

                        dodam,że w przedszkolu na asnyka też pani w kasie ma zeszyt, w którym odnotowuje
                        wpłaty tongue_out
Pełna wersja