dwanasciei 16.11.09, 10:21 jestem ciekaw, którymi autostradami się Wam lepiej jeździ, we Francji czy w Niemczech? Bo przyznacie, że wrażenia są zupełnie różne. Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
qqbek Re: autostrady: Niemcy czy Francja? 16.11.09, 10:24 dwanasciei napisał: > jestem ciekaw, którymi autostradami się Wam lepiej jeździ, we > Francji czy w Niemczech? > > Bo przyznacie, że wrażenia są zupełnie różne. Zdecydowanie Niemcy. Zwłaszcza dawne NRD, gdzie autostrady są gładkie jak stół do pingponga, niezbyt zatłoczone (wyjątek: okolice Berlina) i pozbawione ograniczeń prędkości, co pozwala przejechać całe Niemcy w poprzek w czasie 4-5 godzin, bez zbytniego szaleństwa. Link Zgłoś
jureek Re: autostrady: Niemcy czy Francja? 16.11.09, 10:59 Za mało jeździłem po Francji, więc porównam Niemcy z Austrią i Szwajcarią. W tym porównaniu niemieckie autostrady wypadają zdecydowanie gorzej. Po pierwsze w Niemczech jest plaga ciągłych remontów i związanych z tym zwężeń i ograniczeń prędkości (remontuje się nawet nawierzchnie dopiero co parę lat temu zrobione). A po drugie z powodu obowiązującego w Austrii i Szwajcarii limitu prędkości, jazda jest tam płynniejsza, nie taka szarpana jak w Niemczech. Jura Link Zgłoś
swan_ganz Re: autostrady: Niemcy czy Francja? 16.11.09, 11:08 nie taka szarpana jak w Niemczech. a kto ci każe "szarpać"? Przeciez możesz sobie tam jechać 120 km/h i wtedy nie będziesz "szarpany" tyle, ze nie demonstruj tam tego swojego stylu jazdy na lewym pasie bo tamtejsza policja przysoli ci za to mandatem..... Tak, Jurek; za zbyt wolna jazdę ci przywalą :-) Link Zgłoś
jureek Re: autostrady: Niemcy czy Francja? 16.11.09, 11:43 swan_ganz napisał: > a kto ci każe "szarpać"? > Przeciez możesz sobie tam jechać 120 km/h i > wtedy nie będziesz "szarpany" tyle, ze nie demonstruj tam tego > swojego stylu jazdy na lewym pasie bo tamtejsza policja przysoli ci > za to mandatem..... Tak, Jurek; za zbyt wolna jazdę ci przywalą :-) Wiesz, że w jakimś kościele dzwonią, ale nie wiesz w którym. Jak pojadę lewym pasem mimo wolnego prawego, to dostanę mandat nie za wolną jazdę, ale za jazdę lewym pasem właśnie. W telewizji widziałem, jak policja praktycznie interpretuje przepis o ruchu prawostronnym. Mandaty wlepia wtedy, gdy na prawym pasie jest luka ponad 350 m (7 słupków), a ktoś mimo to nie zjeżdża na prawy pas. Prędkość winowajcy nie ma żadnego znaczenia. To w ramach przestrogi dla tych, którzy myslą, że jak popieprzają 200 km/h to wolno im jechać cały czas lewym - obowiązek korzystania z prawego pasa dotyczy wszystkich, bez względu na prędkość. Co do "szarpania". Moja jazda w Niemczech jest "szarpana" właśnie dlatego, że trzymam się prawego pasa. Często muszę hamować ze 130 do 80 nie mogąc płynnie wyprzedzić jadącej przede mną ciężarówki, bo lewy pas jest blokowany przez jadących dużo szybciej. W Austrii i Szwajcarii takich problemów nie ma, bo łatwiej włączyć się na lewy pas przy wyprzedzaniu. Dlatego jazda tam jest płynniejsza. Jura Link Zgłoś
crannmer 350 m z sufitu 16.11.09, 12:06 jureek napisał: > Mandaty wlepia wtedy, gdy na prawym pasie jest > luka ponad 350 m (7 słupków), a ktoś mimo to nie zjeżdża na prawy pas. Prędkość > winowajcy nie ma żadnego znaczenia. Obawiam sie, ze w tym wypadku nie masz racji. "Bereits für den früheren Rechtszustand hatte das OLG Celle (vgl DAR 1968, 278 ff) in Übereinstimmung mit der damaligen Rechtsprechung anerkannt, daß eine Fahrzeuglücke zum Einscheren in die äußerste rechte Fahrspur erst verpflichte, wenn der schneller Fahrende die Möglichkeit hat, innerhalb der vorhandenen Lücke 20 Sekunden mit gleicher Geschwindigkeit weiterzufahren" OLG Celle, Beschluß vom 6.7.1982 (1 Ss OWi 262/82) Zgodnie z tym wyrokiem nie mam obowiazku zjezdzania na prawo, jesli przy zachowaniu dotychczasowej predkosci nie bede mogl na tym prawym pasie jechac przynajmniej 20 sekund. Ergo w ustalaniu, czy kierujacy mial obowiazek zjechac na prawo, czy nie, ma decydujace znaczenie nie tylko odstep jadacych po prawej, ale takze predkosci samochodow na prawym pasie i predkosc samochodu wyprzedzajacego. Podany odstep 350 jest wziety z sufitu i stoi w sprzecznosci z wczesniejszymi wyrokami w tej sprawie. > jak popieprzają 200 km/h to wolno im jechać cały czas lewym - > obowiązek korzystania z prawego pasa dotyczy wszystkich, > bez względu na prędkość. Ogolnie tak, ale nie propaguj wartosci bez podstaw prawnych. BTW w przypadku jazdy 200 wobec ciezarowek jadacych 85 odstepy 350 m plus rzekomy obowiazek ich wykorzystania bylyby przyczyna niebezpiecznego slalomu. Link Zgłoś
jureek Re: nie z sufitu tylko z telewizji 16.11.09, 12:29 Prawdopodobnie policjant podawał wartości uproszczone, żeby łatwiej było zapamietać, lub odnosiło się to do predkości 130 na lewym i 80 na prawym (wtedy te 20 sekunnd przekłada się na około 280 metrów). Głównie chodziło mi o to, że nawet najwyższa prędkość nie upoważnia do ciągłej jazdy lewym pasem, gdy prawy jest wolny. Dziękuję za doprecyzowanie, jak widać nie we wszystko z TV można wierzyć (nawet jeśli było to w telewizji publicznej). Jura Link Zgłoś
ulubiony19 Re: nie z sufitu tylko z telewizji 16.11.09, 12:46 Najlepiej jezdzi mi się polskimi:)(zwłaszcza gdy ktoś mnie wiezie nie moim samochodem). Generalnie to jeśli chodzi o jakość dróg szybkiego ruchu w Niemczech i we Francji,to ciut lepiej przeważnie jest w Niemczech oczywiście.Ale że i tak francuskie drogi są bardzo ok.,to wolę je,bo można do ciekawszych miejsc dojechać i zobaczyć fajniejsze wozy na drodze(wciąż bardzo dużo starszych aut,nie tylko nówki sztuki za państwowe dopłaty). Fajne są jeszcze włoskie autosdrady.Fajne były by też szwajcarskie,gdyby nie-wiadomo-zajebiście restrykcyjne prawo drogowe. A reszty nie znam:) Pozdr Link Zgłoś
swan_ganz Re: nie z sufitu tylko z telewizji 16.11.09, 14:23 Fajne były by też szwajcarskie,gdyby nie-wiadomo-zajebiście restrykcyjne prawo drogowe. jakie tam restrykcyjne prawo maja Szwajcarzy? Dość często (przynajmniej cztery razy rocznie) musze dojechać do Genewy bo tam mieści sie siedziba firmy dla której tyram a ponieważ jakos nie lubie samolotów to jeżdżę samochodem i jadę u nich 160km/h to co chwile ktos mnie rucha lewym pasem.... Nie uważam Szwajcarów za kompletnych idiotów (choć znani są tylko z produkcji czekolady) tylko za lekko upośledzonych więc gdyby za szybka jazdę groził im mandat to chyba by tak jak jeżdżą nie jeździli, tak? Link Zgłoś
kontik_71 Re: nie z sufitu tylko z telewizji 16.11.09, 14:55 Szwajcarskie przestrzeganie i egzekwowanie prawa jest rozne w zaleznosci od tego w jakiej czesci sie jedzie. W niemieckiej gnanie ponad limity moze sie skonczyc, i czesto sie konczy, madatami i/lub sprawami w sadzie. We francuskiej i wloskiej czesci sa wprawdzie te same przepisy, ale ich egzekwowanie jest duuzo luzniejsze. Tam trzeba sie postarac aby policja sie przyczepila. Link Zgłoś
jamesonwhiskey Re: autostrady: Niemcy czy Francja? 20.11.09, 11:27 >oja jazda w Niemczech jest "szarpana" właśnie dlatego, że > trzymam się prawego pasa. Często muszę hamować ze 130 do 80 nie mogąc płynnie > wyprzedzić jadącej przede mną ciężarówki, bo lewy pas jest blokowany przez > jadących dużo szybciej. ciezko wyczuc bo A2 to praktycznie na calej dlugosci 3 pasy , wiec problem opisywany przez ciebie nie istnieje we francji autostrady drogie, do tego popekane i jakies takie mniej zadbane niz w niemczech Link Zgłoś
jureek Re: autostrady: Niemcy czy Francja? 20.11.09, 12:40 jamesonwhiskey napisał: > ciezko wyczuc bo A2 to praktycznie na calej dlugosci 3 pasy , wiec problem > opisywany przez ciebie nie istnieje Nie istnieje na A2. Tylko że A2 to nie całe Niemcy, tam się w ogóle jedzie jak w jakimś tunelu. Dziesiątki kilometrów bez widoków krajobrazu, bo z jednej i z drugiej strony ekrany akustyczne. Jakoś nie lubię tamtędy jeździć. > we francji autostrady drogie, do tego popekane i jakies takie mniej zadbane niz > w niemczech Za to nie ma tylu odcinków z robotami drogowymi. Jura Link Zgłoś
mag1974 Re: Niemcy bez ograniczen ? Duzo 24.11.09, 17:18 Zwlaszcza w okolicach duzych miast, przez dziesiatki kilometrow ogranieczenia do 110-120 km/h Link Zgłoś
crannmer Re: Niemcy bez ograniczen ? Duzo 24.11.09, 17:32 mag1974 napisał: > przez dziesiatki kilometrow > ogranieczenia do 110-120 km/h Albo do 80. Link Zgłoś
roney03 Re: autostrady: Niemcy czy Francja? 16.11.09, 12:52 Zasadnicza roznica polega na tym ze niemieckie autostrady sa bezplatne a kto jezdzil po Francji to wie ile to kosztuje Natomiast odnoszac sie do wypowiedzi na temat nizszej plynnosci na autostradach niemieckich, smiem twierdzic ze moze to wynikac z dosc duzego natezenia ruchu. Link Zgłoś
falszywy_klamca Re: autostrady: Niemcy czy Francja? 16.11.09, 14:23 A co juz po szroty do Francji jeździsz? Link Zgłoś
ulubiony19 Re: autostrady: Niemcy czy Francja? 16.11.09, 14:44 > A co juz po szroty do Francji jeździsz? Przeca.A co byś chcioł?:) Link Zgłoś
wujaszek_joe Re: autostrady: Niemcy czy Francja? 16.11.09, 14:57 golfa trójke w bezwypadku ;) Link Zgłoś
swan_ganz Re: belgijskie 16.11.09, 18:16 > kto był - wie czemu... bo oswietlone? W nosie z tym ich oświetleniem bo ono na autostradzie nie jest tak znowu konieczne.... Za to na belgijskich autostradach nie pojedziesz normalnym tempem bo w zasadzie nie ma mozliwości, żebys za to mandatu nie dostał.. Do bani z takimi autostardami; prawdziwa wolność istanieje tylko w Niemczech Link Zgłoś
jureek Re: belgijskie 16.11.09, 18:41 swan_ganz napisał: > Do bani z takimi autostardami; prawdziwa > wolność istanieje tylko w Niemczech Na może 20% autostrad. No i na Nürburgring :D Jura Link Zgłoś
crannmer Re: belgijskie 16.11.09, 19:03 jureek napisał: > Na może 20% autostrad. I przez te kikadziesiat minut dziennie, kiedy droga jest w miare pusta. Link Zgłoś
kontik_71 Re: belgijskie 16.11.09, 19:08 I w czasie weekendow gdy nie ma, lub prawie nie ma ciezarowek. Link Zgłoś
crannmer Re: belgijskie 16.11.09, 19:12 kontik_71 napisał: > I w czasie weekendow gdy nie ma, lub prawie nie ma ciezarowek. Wtedy sa karawaniarze. Szczegolnie holenderscy karawniarze. Jeden ch.. Link Zgłoś
kontik_71 Re: belgijskie 16.11.09, 19:18 Na autostradzie to oni sa malo szkodliwi.ale wyobras zobie takiego mula na forskich drogach.. cholery mozna dostac Link Zgłoś
tomek854 Re: belgijskie 17.11.09, 02:12 Oświetlenie akurat i tak się wyłącza (wiem, bo ja tam śmigam nocami) - od niedawna z okazji globalnego ocieplenia. Za to mandatu nigdy nie dostałem... Link Zgłoś
tomek854 Re: autostrady: Niemcy czy Francja? 16.11.09, 17:50 W Niemczech, bo za darmo ;-) A tak poważnie - we Francji to mam doświadczenie tylko z tą jedną od Callais do Belgii, za to brytyjskie znam na wylot - i to jest po prostu masakra. Link Zgłoś
rickky Re: autostrady: Niemcy czy Francja? 16.11.09, 22:41 dwanasciei napisał: > jestem ciekaw, którymi autostradami się Wam lepiej jeździ, we > Francji czy w Niemczech? > > Bo przyznacie, że wrażenia są zupełnie różne. Wszystko zależy od tego, którym odcinkiem autostrady podróżujesz. W Niemczech niektóre odcinki są naprawdę bardzo kiepskie, np na zachód od Drezna w stronę dawnego Karl-Marx-Stadt, czy też odcinek autostrady Monachium-Berlin, gdzie jeszcze rok temu przy dawnej granicy z DDR był odcinek dwupasmowy .... W Austrii natomiast sporo autostrad ma całkiem spore koleiny. Mnie ostatnio najlepiej jeździ się na nowych autostradach w Czechach. Tam zwykle nie ma ruchu i, wbrew zakazom, można śmiało przekraczać dozwolone prędkości ... Tydzień przed Świętem Zmarłych jechałem naszą nową autostradą A1, od Tczewa do samego końca pod Grudziądzem (Nowe Marzy). Niedzielne popołudnie, praktycznie żadnego ruchu, nowa, gładziutka nawierzchnia. W miarę stałe tempo jazdy między 205 a 190 km/h. I tylko jeden radar na tym odcinku, przed zjazdem końcowym, ale dobrze oznakowany. To była naprawdę fascynująca jazda. Szkoda tylko, że tak krótko i nie za darmo ... Link Zgłoś
jorn Re: autostrady: Niemcy czy Francja? 19.11.09, 23:32 Każde mają swoje wady i zalety. Francuskie mają przewagę w MOPach i w tym, że Francuzi w przeciwieństwie do Niemców nie przesadzają w remontach - ryja wtedy, kiedy jest to potrzebne, a Niemcy znacznie częściej. Niemieckie za to są bezpłatne (tak, wiem, że duże ciężarówki płacą), a za francuskie trzeba płacić i to słono. W Niemczech nie ma za to ograniczenia prędkości. Niestety tam, gdzie znaki ograniczające stoją (wg. Clarksona 65% ma ograniczenie), jest ono zwykle przesadnie niskie (120), a we Francji można podróżować te przyzwoite 130. Na francuskich jest tez zwykle mniejszy ruch niż na niemieckich. Jeepwdyslu powyżej napisał, że najlepsze są belgijskie, a ja zupełnie nie wiem, dlaczego. Mają one dwie zalety - są bezpłatne i jest ich dużo. Poza tym do niemieckich, czy francuskich się nie umywają. Zostały one w większości w latach '60 i '70 i ich standard do dzisiaj się zasadniczo nie zmienił. Stan nawierzchni też często pozostawia wiele do życzenia. Do tego dochodzą użytkownicy, którzy do myślenia nie są przyzwyczajeni. I ograniczenie do 120. I te kretyńskie oświetlenie w nocy, które w jeździe po autostradzie wcale nie pomaga, bo autostrada to i tak bardzo bezpieczna droga, a za to sprzyja zapominaniu przez kierowców o zapaleniu własnych świateł oraz przeszkadza po zjechaniu z autostrady, bo kierowca przyzwyczajony do oświetlenia nagle znajduje się w ciemności. Jureek z kolei narzeka, że w Niemczech musi często hamować do 80 km/h. Trochę mnie to dziwi, bo ja kilka razy w roku przejeżdżam całe Niemcy od Venlo do Słubic i za każdym przejazdem zdarza mi się to najwyżej ze dwa razy. Pozdrawiam Link Zgłoś
jureek Re: autostrady: Niemcy czy Francja? 20.11.09, 09:18 jorn napisał: > Jureek z kolei narzeka, że w Niemczech musi często hamować do 80 km/h. Trochę m > nie to dziwi, bo ja kilka razy w roku przejeżdżam całe Niemcy od Venlo do Słubi > c i za każdym przejazdem zdarza mi się to najwyżej ze dwa razy. Na Twojej trasie masz prawie cały czas 3 pasy. Częstość hamowań zależy też od tego, jaką prędkością sam jedziesz. Ja jeżdżę 120-140, jak ktoś jedzie szybciej to sam mniej musi sam hamować do 80 km/h, ale przez niego za to muszą hamować ci jadący "richtgeschwindigkeit". W każdym bądź razie, im większe różnice prędkości między różnymi uczestnikami ruchu, tym ruch jest mniej płynny. Jura Link Zgłoś
jorn Re: autostrady: Niemcy czy Francja? 23.11.09, 20:20 Wiesz, jakoś nie zauważyłem dużych różnic w płynności jazdy między odcinkami z ograniczeniem do 120 km/h i tymi bez ograniczeń. Wynika to moim zdaniem z wysokiego poziomu kultury jazdy na niemieckich drogach (choć ostatnio jest z tym jakoś gorzej). W dodatku ruch jest zwykle płynniejszy niż w Belgii czy we Francji, gdzie różnice w prędkościach są mniejsze, za to więcej jest takich, dla których jazda prawym pasem, to dyshonor. Pozdrawiam Link Zgłoś
dwanasciei oznaczenia dróg: Francja 23.11.09, 11:20 dzięki za powyższe posty, jak to zwykle bywa z częścią uwag się zgadzam z częścią nie. Oto moje trzy grosze nt. oznakowania autostrad w obu krajach. ** Autostrady francuskie wydają mi się jednak lepiej oznaczone niż niemieckie. W ogóle mam wrażenie, że w tych krajach obowiązują różne strategie jeśli chodzi o oznaczenia drogowe, co w sumie wydaje się dziwne, zważywszy europejską unifikację itd itp. Doszedłem do wniosku, że we Francji system oznaczeń opiera się na punktach docelowych, a w Niemczech na numerach dróg. Ten pierwszy znacznie bardziej mi odpowiada, bo łatwiej zapamiętać ogólny kierunek w którym mamy jechać, niż abstrakcyjny numerek, tym bardziej że wszystkie te numerki są do siebie podobne. Na pewno każdy z Was przeżył kiedyś ten koszmar: jesteście w obcym kraju, jedziecie w kierunku na duże miasto A, pojawia się zapowiedź węzła autostrad. Szykujecie wzrok wypatrując tablic, i owszem, są, wielkie i piękne, ale.... jadąc ponad sto na godzinę mimo że gorączkowo usiłujecie szybko przeczytać dużo błyskawicznie zbliżających się napisów, to wydaje się Wam, że o mieście A nikt nie wspomniał! Zaczynacie się niepokoić, ale myślicie nic to, to pewnie takie pierwsze, zaraz będą właściwe tablice. I owszem, po dwu kilometrach są, ale miasta A dalej brak! Ruch gęsty na pasie z lewej i prawej, trzeba uważać żeby nie przydzwonić, nie ma w ogóle co myśleć o sięganiu po atlas... (w tym miejscu wspomnę, że proszenie o pomoc żony – jeśli z nią jedziecie – jest całkowicie bezcelowe, bo ta zanim zorientuje się, na której stronie trzeba otworzyć atlas – a niektóre żony nie są nawet pewne, na jakim kraju ten atlas otworzyć – będziecie już 30 km i dwa węzły dalej). Gorączkowo przywołujecie więc w pamięci mapę kraju usiłując wykombinować coś na postawie opisanych na tablicach miast B, C, X i Z, ale nic wam nie przychodzi do głowy... w rezultacie prawdopodobnie jest już i tak za późno na jakikolwiek manewr, z prawej śmiga wam zjazd i siłą rzeczy jedziecie prosto. To włąsnie zdarzyło mi się kilka razy w Niemczech. Jadę sobie powiedzmy na Stuttgart czy inny Hannover, zbliża się wielki i przerażający Autobahnkreuz, a na tablicach Stuttgartu czy Hannoveru ani widu ani słychu, tylko same Dupenheimy i Dupenhofy. Przykład? Proszę bardzo. Oto chcemy jechać ze Zgorzelca do Bawarii. Jedziemy więc autostradą A4, mijamy Drezno, dojeżdżamy do Chemnitz, autostrada prowadzi dalej na Erfurt i do Niemiec centralnych. My jednak powinniśmy tu skręcić na południe w autostradę łącznikową A72, która doprowadzi nas potem do A9 i wyprowadzi na Norymbergę i Monachium. Próżno jednak szukać Norymbergi na tablicach. Będzie tylko oznaczenie na A72 oraz nazwy kilku nieznanych miast. Jeśli nie jesteśmy laureatami olimpiady geograficznej to raczej nie zorientujemy się, że wśród wspomnianych przysłowiowych Dupenheimów znajduje się miejscowośc Hof, gdzie A72 łączy się z A9, i na którą powinniśmy się kierować. A co by im szkodziło napisać po prostu Nurnberg, albo inny Munchen? Albo po prostu że tędy na Bawarię, albo wręcz na południe Niemiec? A we Francji jest inna rozmowa. Jedziecie sobie jakąś Aileś, musicie jeszcze dwa razy zmienić autostrady i kierunki zanim wyjedziecie na autoroute wiodącą do punktu przeznaczenia, który zresztą jest ho ho albo i dalej, nawet jeszcze nie zaczęliście się niepokoić ani szukać go na drogowskazach, a tutaj raptem jest, pojawia się niespodziewanie na tablicy! Z radości tylko deptacie po gazie, bo spodziewaliście się że trzeba będzie jeszcze ze dwa razy stanąć na jakimś miejscu wypoczynku i z lupą przy ciemnym światełku z podsufitki studiować numerki oraz kierunki, a i tak na każdym węźle jechać z duszą na ramieniu, a tu raptem poczuliście się jak Tezeusz, który w ciemnym, strasznym labiryncie nagle złapał koniec nitki, i teraz po tej nitce przez następne kilkaset kilometrów, kilka węzłow, kilkadziesiąt nieznanych nazw na tablicach i kilka różnych Aileś dojedzie bezpiecznie do punktu przeznaczenia! Nie mówię o Paryżu, bo to oczywiste że w takim tradycyjnie scentralizowanym kraju jak Francja stolica świata wymieniona jest niemal na każdej tablicy, choćby to było pod granicą hiszpańską i choćbyście własnie minęli Paryż i mieli go za plecami. Podam inny przykład. Oto jedziemy spod Pirenejów wzdłuż Atlantyku przez autoroute 10, ogólnie w kierunku na północ, ale generalnie to chcemy na Niemcy. Niepokoimy się jak przebrnąć przez gąszcz autostrad we Francji centralnej, żeby właściwie pozmieniać drogi i wykierować się na wschód. Nie zaczęliśmy jeszcze dobrze studiować atlasu, bo sądzimy że mamy czas, dopiero przejeżdżamy dolinę Loary, okolice Tours, Blois etc, a tu raptem... tak, nie wierzymy własnemu szczęściu... na kolejnej tablicy kilometrażowej pojawia się nasz ukochany Metz, choć jest odległy o dobre pół tysiąca kilometrów, choć to zupełnie nie w tym kierunku co jedziemy, i choć po drodze trzeba kilka razy zmieniać autostrady! W tym miejscu nie mogę się oprzeć, żeby nie przytoczyć anegdoty sprzed lat. W czasie jednej z pierwszych podróży samochodem za granicę wracałem przez wtedy jeszcze Czechosłowację do Polski. A tam – tablice gorzej niże te w Niemczech, same Dupovice 7, Velka Dupa 12, etc itp. Kiedy wreszcie po kilkakrotnym pomyleniu dróg i przejechaniu o dobre kilkadziesiąt km więcej niż potrzeba dotoczyliśmy się szczęśliwie do Cieszyna, po przekroczeniu polskiej granicy o paroksyzmy śmiechu przyprawiła nas pierwsza napotkana tablica: „Helsinki 1387” !!! A tak mówiąc poważnie. Oczywiście każdy wie, że jadąc w dłuższą trasę w nieznanym kraju dobrze jest się przygotować i zrobić sobie rozpiskę z numerami, nazwami, czasami i kilometrażem, żeby nie polegać na fantazji miejscowych drogowców. Ale przyznacie, że czytelne oznaczenia znacznie ułatwiają podróż. Tym bardziej, że z tymi nazwami i numerami różnie bywa, jedna droga może mieć w atlasie kilka oznaczeń (np. europejskie, krajowe i regionalne), wystarczy że spiszecie jedno a na tablicy jest drugie, i kaszanka. Albo jedną autostradą wiodą na pewnym odcinku dwie trasy o różnych oznaczeniach, albo oznaczenie zmienia się po jakimś punkcie a wy spisaliście to złe, etc itd itp. I dlatego uważam, że Francuzi oznaczyli swoje autoroutes lepiej. Link Zgłoś
jorn Re: oznaczenia dróg: Francja 23.11.09, 20:36 dwanasciei, co do niektórych szczegółów, to może bym i polemizował, ale są one na tyle nieistotne, że nie warto. Natomiast generalnie się z tobą zgadzam. Zresztą już od dawna uważam Francuzów za mistrzów oznakowań, choć i im zdarzają się wpadki - jechałem kiedyś do Bordeaux omijając płatne autostrady (było to kilkanaście lat temu, ale do dzisiaj pamiętam) i wszędzie miałem piękne oznakowania na Bordeaux ze strzałką na wprost, tylko na jednym skrzyżowaniu, oczywiście na tym, na którym trzeba było skręcić było na Perigueux:) Ale takie coś zanotowałem tylko raz, a w innych krajach znacznie częściej. Pozdrawiam Link Zgłoś
tomek854 Re: oznaczenia dróg: Francja 29.11.09, 18:00 Tutaj poruszyłeś ciekawy problem, którego rozwiązanie jest jedną z nielicznych rzeczy która podoba mi się na sieci autostrad Brytyjskich. Każda autostrada oprócz miejscowości i numerów dróg na górze znaku ma wielkimi literami ogólny kierunek jak "West Midlands" "London" "North-West", "South", "Scotland", "Wales" etc. Bardzo pomocne. Link Zgłoś
wojtek33 Re: autostrady: Niemcy czy Francja? 23.11.09, 19:05 dwanasciei napisał: > jestem ciekaw, którymi autostradami się Wam lepiej jeździ, we > Francji czy w Niemczech? A to zależy dokąd. (Nie czytałem odpowiedzi, jeśli ktoś tak już napisał, oddaję copyrighty) Link Zgłoś
dwanasciei Infrastruktura wokół: Francja 27.11.09, 20:25 Mam taki zwyczaj że nie planuję konkretnego miejsca, gdzie spędzę noc, ale jadę do oporu, starając się przejechać jak najwięcej dopóki nie pojawi się piasek pod oczami. Kiedy czuję że wiele więcej nie dam rady i że mijane ciężarówki przypominają mi wielkie słonie bimbające uwieszonymi do ogonów czerwonymi latarniami, zaczynam rozglądać się za noclegiem. Niestety w Niemczech jest z tym kłopot. Owszem, co kilkaset kilometrów trafi się jakiś Rasthaus czy inny Gasthaus, ale kilkaset kilometrów to kilka godzin jazdy. We Francji jeśli chodzi o same autostrady jest z tym tylko nieco lepiej, bo jednak częściej trafiają się tam przy stacjach benzynowych hotele, zwykle należące do sieci Accor. Co prawda nie są zbyt tanie, bo za nocleg w takim hotelu poniżej klasy Ibisa płaci się 70-80 euro, ale przynajmniej są. Najważniejsze jednak, że bardzo łatwo znaleźć nocleg po miasteczkach, i tu wychodzi kwestia, któredy i jak planowano autostrady w obu krajach. Otóż generalizuję tak na podstawie dwu francuskich doświadczeń. Pewnego razu wystartowałem rano o piątej, a gdzieś między Nimes a Bordeaux poczułem tak około dziesiątej wieczorem, że wkrótce autostrada może być dla mnie za wąska, i że nie ma co dalej czekać na przystacyjny hotel, tylko zjechać zaraz, inaczej jest szansa na testowanie wytrzymałości barier energochłonnych. Zjechałem faktycznie najbliższym zjazdem do najbliższej miejscowości, jak się okazało następnego dnia białym świtem, bardzo małego miasteczka. Jeszcze do niego dobrze nie wjechałem, a już trafiłem na całkiem przyzwoity hotelik za bodaj 40 euro. Nauczony tym doświadczeniem, następnym razem w jakiejś kolejnej podróży nie jechałem dziesiątkami kilometrów z coraz bardziej sztywniejącym karkiem wypatrując zbawczego logo, ale od razu zjechałem pierwszym większym zjazdem ne ślepo, i skończyło się dokładnie tak samo jak poprzednio. Na tej podstawie twierdzę, że we Francji nie ma z noclegiem żadnych problemów. Jak jest w z noclegami w Dojczlandzie dobrze nie wiem. Mogę tylko powiedzieć, że raz próbowałem „francuskiego” sposobu. Skutek był taki, że w Niemczech, a było to gdzieś w mrocznych ostępach Frankonii, pokręciłem się bezskutecznie po nocy przez jakieś 20 minut między zaciemnionymi jak w czasie nalotów alianckich, uśpionymi wsiami, nic nie znalazłem, zobaczyłem za to ze dwa pragermańskie duchy oraz niemal się zgubiłem. Byłem szczęśliwy, kiedy wróciłem na autobahnę i dojechałem do najbliższej stacji benzynowej, gdzie zaparkowałem i przekimałem na cholernym zimnie kilka godzin. A jak śpi się w samochodzie, każdy wie, zwłaszcza zimową porą. Co więcej, tereny stacji benzynowych patrolowane są przez policję. Mi się to co prawda nie zdarzyło, ale dwaj znajomi opowiadali mi niezależnie od siebie, że policja stukała im w szyby, budziła i sprawdzała dokumenty. Kraj nieważny, bo chyba w większości krajów zachodnich auto na polskich blachach działa na stróżów prawa jak płachta na byka i natychmiast czują zawodowy zew. Szczyt satysfakcji mają, jak po kipiszu zrobionym w bagażniku mogą zademonstrować wiertarkę udarową, przy pomocy której chcemy odebrać miejsca pracy miejscowym. A jeśli nie mamy wiertarki ani rękawic roboczych to jeszcze gorzej, bo ani chybi jesteśmy dilerem narkotyków, złodziejem samochodów albo alfonsem. Ale narażanie się na kontrolę kochającej Polaków gendarmerie czy innych carabinieri jest chyba i tak lepsze, niż nocowanie gdzieś w ciemnych „miejscach odpoczynku”, gdzie wszystko może się zdarzyć, od gangu arabskich bandytów począwszy na spragnionym towarzystwa pedale – kierowcy sąsiedniego tira kończąc. Do infrastruktury zaliczyłbym też znajdujące się przy sporej części bramek na francuskich autostradach darmowe punkty kontroli opon. Nie jest to jednak zwykły kompresor, jaki spotkać można na stacjach benzynowych, ale często punkt z obsługą, i to darmową. Oczywiście nie jest tak, że podjeżdżamy i gość zaraz leci z bagietką i winem, żeby w międzyczasie sprawdzić nam ciśnienie, najczęściej to ktoś z serwisu autostradowego którego trzeba ściągnąć z jakiejś innej roboty, ale po kilku minutach przyjdzie i sprawdzi. Można powiedzieć – no i co to za halo, skoro każdy może to zrobić sam na stacji benzynowej. No niby tak, ale z drugiej strony – jednak nie każdy, bo żadna ze znanych mi kobiet nigdy nie sprawdzała ani nie potrafi sprawdzić ciśnienia w oponach, nie mówiąc już o tym, że kompresory na stacjach bywają albo całkowicie zepsute, albo rozkalibrowane. W Niemczech czegoś takiego nie ma. Na korzyść niemieckich autostrad trzeba jednak powiedzieć, że wzdłuż nich umieszczone są co jakiś czas drogowskazy na najbliższy „autohof”, czyli po prostu warsztat samochodowy. Nie przy autostradzie, ale gdzieś w miasteczku, do którego należy zjechać. Jak przypuszczam przydatnośc tych autohofów w nocy czy w święta jest żadna, ale w normalnych godzinach pracy, gdy podejrzewamy jakiś problem z autem, od razu wiadomo gdzie jechać. Tak przynajmniej przypuszczam, bo za wiarygodność tych wskazówek nie mogę ręczyć – nigdy mi się nie zdarzyło, żebym musiał zjechać do takiego autohofu i prosić o pomoc. Ciekawą sprawą jest stawianie przy francuskich autoroutes tablic z cenami paliw na najbliższych stacjach. Najpierw pojawia się tablica anonsująca takie zestawienie, a po kilkuset metrach mamy tablicę, która nie tylko podaje nam odległość w kilometrach do pięciu, sześciu najbliższch stacji benzynowych przy autostradzie (nie w miasteczku obok), ale także do jakiej sieci należy dana stacja, oraz ile kosztuje na niej podstawowe paliwo. Co jest zresztą śmieszne, bo ceny tych paliw różnią się o pojedyncze eurocenty albo zgoła wcale. Ale fakt że takie tablice stoją świadczy o tym, że nie tylko my Polacy jesteśmy takimi dusigroszam; widocznie również Francuzi zwracają uwagę, czy zatankują do pełna swój samochód za 52, czy za 51 euro. Ja nieskromnie wyznam, że takich groszaków to nie liczę, ale przydają mi się informacje o przynależności sieciowej danej stacji, bo mam swoje preferencje, wynikające tak z kwestii używania kart paliwowych, jak ze zróżnicowania jakości i asortymentu na stacjach różnych sieci (ale oczywiście aby nie być posądzony o pokątny marketing nie zdradzę, które stacje wolę). W Niemczech natomiast takich informacji brak. Wreszcie, Francuzi powszechnie umieszczają nad swoimi autostradami wielkie elektroniczne panele, na których wyświetlają różne informacje. Najczęściej są one ciemne (i dziękujcie bogu, kiedy tak jest), albo pokazują tylko godzinę. Czasem wyświetlają różne slogany, typu „szanuj życie swoje i innych”, „jedziesz wolniej – oszczędzasz”, „wolniejsza jazda – mniejsza emisja CO2” itp itd. Niekiedy jednak można tam znaleźć bardziej przydatne informacje, np. „silny wiatr boczny”,, „roboty drogowe za 15 km”. Najbardziej użyteczne są wtedy, gdy informują o korku. Przynajmniej raz dzięki takiej informacji nie tyle oszczędziłem czas, ile spędziłem go przyjemniej. Było to wieczorem we Franche-Comte. Na zaanonsowany za kilkanaście kilometrów trzykilometrowy korek zareagowałem w ten sposób, że zjechałem na najlbliższej stacji benzynowej, gdzie nie spiesząc się wziąłem prysznic, spokojnie zjadłem dwudaniową kolację, poczytałem gazetkę, a potem zdrzemnąłem się chwilę w aucie. Kiedy po dwu godzinach wróciłem na drogę, korka już w zasadzie nie było, natomiast ślady dzwonu w postaci cysterny na międzypasie w otoczeniu chmary wozów strażackich i policyjnych. Gdyby nie owa informacja, te dwie godziny spędziłbym kicając co 10 metrów w korku w samochodzie. Być może miejscowi, którzy znali okolice, mogli zjechać na najbliższym zjeździe i ominąć korek drogami lokalnymi, ale ja wolałem nie ryzykować. A w Niemc Link Zgłoś
caesar_pl Re: Infrastruktura wokół: Francja 28.11.09, 17:01 Autohof to nie warsztat samochodowy tylko parking dla samochodow lezacy nie bezposrednio przy autostradzie lecz do 1 km oddalony od niej.Widziales ty ubikacje na malych francuskich parkingach przy autostradzie?Posrane,takie z dziura w podlodze do kucniecia a dla mezczyzn kawalek muru na zewnatrz z rynna na ziemi i parawanem z desek do wysokosci plecow.Do tego dziurawy asfalt i pelno kaluz.Tak tragicznego stanu w Niemczech nie znajdziesz. Link Zgłoś
kontik_71 Re: Infrastruktura wokół: Francja 28.11.09, 18:06 Akurat toalety na niemieckich autostradach tez nie przyprawiaja o zachwyt. A juz szczegolnym kuriozum jest to, ze nie kazdy parking ma toalete.. Link Zgłoś
caesar_pl Re: Infrastruktura wokół: Francja 29.11.09, 13:00 ..to wole juz lasek niz ta francuska ubikacje...Jesli zdarzaja sie parkingi bez ubikacji,w co watpie,bo sie jeszcze z tym w Niemczech nie spodkalem,to beda napewno znaki informujace o tym z podana odlegloscia do nastepnej ubikacji.Co do zajazdow przy autostradzie:na trasie z Aachen przez Belgie do Paryza nie ma ani jednego podobnej rozmiarami i zamachem zajazdu jak w Niemczech.Wszystko to male,pochlapane,niedokladnie wykonczone..troche prymitywne..tam wylany beton,tu odpadniete plytki.Widac francuska niedbalosc.We Francji duzo czesciej niz w Niemczech widac niedbalosc i bylejakosc.Szyt dziadostwa to np.rondo wokol Luku Tryumfalnego.Prowadza do niego 5 pasowe ulice,normalnie rozmalowane linie i przed lukiem..sie koncza!Mozecie sobie wyobrazic,jak tam ruch okrezny wyglada..Dlatego co 3 auto w Paryzu ma stluczke... Link Zgłoś
kontik_71 Re: Infrastruktura wokół: Francja 29.11.09, 13:23 Zwroc w Niemczech uwage na parkingi bez nazwy.. Na nich nie ma toalet. Na trasie od polskiej do szwajcarskij granicy jest ich multum.. :/ A ze Francuzi to sa flejtuchy to od dawna wiadomo. Francuzi maja 4 tylko rzeczy warte uwagi.. Wino, sery, auta i kobiety :) Link Zgłoś
tomek854 Re: Infrastruktura wokół: Francja 29.11.09, 18:05 Za to co podoba mi się we Francji to te orzeźwiacze na południu - takie betonowe kółko jak do rzutu młotem, obstawione słupkami. Po naciśnięciu przycisku rozpyla na ciebie lodowatą wodę. W tym upale zanim dojdziesz do samochodu to jesteś już z powrotem suchy, ale co się orzeźwiłeś, to Twoje. Naprawdę świetny wynalazek! Link Zgłoś
bezzebnypirat zupelnie odwrotnie 28.11.09, 20:31 2 razy w Niemczech potrzebowalem noclegu i zawsze nocowalem w jakiejs dziurze w prywatnym pensjonacie. Bez zadnych problemow z jego znalezieniem. Sporo po polnocy... Stacje benzynowe w Niemczech zazwyczaj duzo lepiej wyposazone. Juz nie wspomne o tym, ze jazda autostrada przez dluzszy czas 120km/h jest nieziemsko nudna i meczaca. Link Zgłoś
swan_ganz Re: Infrastruktura wokół: Francja 29.11.09, 15:17 oczywiście aby nie być posądzony o pokątny marketing nie zdradzę, które stacje wolę to ja zdradze to za Ciebie; wolisz stacje Shella :-) z tym noclegiem blisko niemieckiej autostrady to miałes pecha bo tam niemal w każdej większej wsi znajdziesz jakis pensjonacik.. Może niefatrownie trafiłeś w jakis remont takiego hoteliku i dlatego musiałes kimac na parkingu będąc narazonym na zaloty kierowców tirów? Tak na marginesie; jakos nigdy nie zdażyło mi się byc zaczepianym przez tych kierowców choć nieraz zdazyło mi się przymrużyc oko na jakims parkingu... Może jak przestaniesz malować paznokcie to się odczepią? :-) Link Zgłoś
algaria Węgry 28.11.09, 13:23 a obwodnica Budapesztu to bajka o jakiej nam się nawet nie śniło :) Link Zgłoś
tomek854 Re: autostrady: Niemcy czy Francja? 29.11.09, 18:20 A ja trochę nie na temat, ale sobie użyję na autostradach Brytyjskich. Otóż - są do dupy. Już nie wspomnę o tym, że strasznie zatłoczone ale najgorsze jest to, że nie ma W OGÓLE małych parkingów. Są tylko olbrzymie Motorway Service Area, na których ceny wszystkiego są księżycowe, jest straszny tłok i hałas, zawsze jak tam jestem to jest albo autobus z dzieciakami albo z miłośnikami futbolu, zjeść to można najwyżej w McDonalds, a do tego za parkowanie powyżej 2 godzin się płaci, i to słono. Za osobowy do 12 funtów, za ciężarówkę najdrożej co się spotkałem to 32. Parkingi są ciasne i często brakuje miejsca nawet dla osobówek, dla ciężarówek często to już w ogóle jest masakra, przez co wszyscy parkują gdzie się da i wystawiacze mandatów mają używanie. Miejsca te umiejscowione są dość rzadko - co 30-40 mil. Pozytywną rzeczą jest to, że bardzo często maja jakąś infrastrukturę spacerową, często staw z łabędziami, ławeczki,trawnik piknikowy i tak dalej. Ale co po tych wynalazkach przy brytyjskiej pogodzie? Dobrą rzeczą jest to, że na każdym z takich parkingów MUSI być prysznic i to darmowy. Tylko że jego stan często pozostawia wiele do życzenia. Jak ktoś podróżuje dużo po UK, to polecam zakup atlasu AZ lub innego na którym pozaznaczane są truckstopy. Są to miejsca, które w trosce o interesy ajentów przyautostradowych parkingów nie są wcale oznaczone na autostradach i po prostu trzeba wiedzieć gdzie zjechać. Nawet jednak po zjechaniu na znakach wielkimi literami jest napisane "tylko dla ciężarówek" ale tym nie należy się przejmować. W większości przypadków taki truckstop to dziurawy parking dla TIRów z małą obskurną z wyglądu knajpką oraz prysznicami i toaletami, ale czasem jest to większa rzecz ze sklepami, serwisem itp. Korzyścią jest to, że w takim miejscu można zjeść o wiele taniej (choć często tylko tłuste żarcie brytyjskie) oraz prysznice są o wiele bardziej cywilizowane. Wadą takich miejsc jest to, że często znajdują się z dala od autostrad. Kolejną alternatywą dla oficjalnych MSA są supermarkety znajdujące się blisko autostrad. Jest ładnych parę takich miejsc - że z głowy teraz podrzucę M5 w Birmingham (ASDA), M11 koło londynu (Tesco), ASDA w Carisle, Morrison na skrzyżowaniu M74 i M8 w Szkocji i tak dalej. Można sobie tanio kupić kanapki czy jakieś sałatki, często bez nawet potrzeby wchodzenia na sklep, większość z nich ma też małe knajpki przy wejściach. Link Zgłoś
dwanasciei drogi 03.12.09, 12:13 Przejeżdżając Niemcy wpoprzek co najmniej jedną trzecią drogi (a spora szansa, że i połowę) przejedziecie po trójpasmówkach. Są trasy, prowadzące w zasadzie wyłącznie trójpasmówkami, np. A2 z Berlina przez Magdeburg i Brunszwik do Essen – prawie 500 km! Jadąc na takich drogach czujemy coś, co gdzieś opisano jako „ultimate driving experience” – przetłumaczę to jako „ostateczne doznanie kierowcy” (oczywiście nie licząc przejazdu na trasie Błonie – Łowicz i Wieliczka – Brzesko). A co do Francji: no cóż, nie powiem żeby nie było tam trójpasmówek, i owszem, zwłaszcza im bliżej Paryża oraz im bliżej Morza Śródziemnego, ale jest ich jednak zauważalnie mniej i można chyba powiedziec, że o ile w Niemczech regularnie przeplatają się z dwupasmówkami, to jednak tu są raczej wyjątkiem. 1:0 dla Niemiec. Inna kwestia to drogi, które w zasadzie nie spełniają standardu autostrady, a jednak wliczane są do sieci, a za niektóre pobiera się wręcz opłatę (to oczywiście tylko we Francji). Najczęściej ów substandard polega na braku pasa awaryjnego, braku telefonów alarmowych i braku zatoczek wypoczynkowych, czasem na nieznacznym zwężeniu szerokości pojedynczego pasa. Drogi takie oficjalne stanowią sieć francuskich autoroutes pod jakąś specjalną nazwą, której zapomniałem. Przykładem jest długi odcinek A10 od Bordeaux po bodaj Poitiers czy Tours. Natomiast co do Niemiec to wydaje mi się, że w zasadzie takich substandardowych autostrad nie spotkałem, jeśli nie liczyć pojedynczych, góra kilkudziesięciokilometrowych odcinków. 2:0 dla Niemiec. Jeżeli chodzi o jakość nawierzchni, to uważam ją za całkowicie porównywalną. Oczywiście o dziurach, łatach czy koleinach nie ma mowy. W Niemczech czasem bywa beton, we Francji sobie nie przypominam. Natomiast mam takie dziwne wrażenie, że we Francji na niektórych autostradach używano jakiegoś specjalnego gatunku asfaltu, po którym jedzie się znacznie ciszej. Ale być może to złudzenie, wynikające z faktu że w Niemczech generalnie jeździ się szybciej, więc i hałas jest większy. Zatem jednak jeśli ktoś z Was ma podobne odczucie co ja, będę wdzięczny za potwierdzenie, że nie dopadła mnie jakaś paranoja. Póki co jednak tylko 3:1 dla Niemiec. Ale... słyszeliście o bramkach w ostatniej minucie meczu? Bo właśnie zamierzam poruszyć temat pod tytułem remonty. Jako ktoś, kto przez lata regularnie padał ofiarą bandytyzmu Stalexportu, powinienem właściwie przyzwyczaić się do myśli, że „autostrada” oznacza szeroki na 2 metry pas asfaltu, wzdłuż którego gęsto stoją po obu stronach biało-czerwone przenośne słupki, jedzie się z prędkością 60 km/h, a na początku i końcu płaci. Ale się nie przyzwyczaiłem. I dlatego muszę powiedzieć, że jeśli w kilku postach powyżej pojawiły się narzekania na niemiecki perfekcjonizm, to ja te narzekania całkowicie podzielam. Możecie przejechać całą Francję i nie spotkać ani jednego zwężenia. Jeszcze bardziej niewiarygodne jest to, że francuskie autostrady są w bardzo dobrym stanie i z pewnością nie można powiedzieć „no tak, u nich nie ma remontów, i to widać po tych wszystkich dziurach, koleinach i wybojach”. Nie wiem, jak oni to robią. Być może coś do rzeczy ma to, że po pierwsze na francuskich autostradach ruch jest jednak mniejszy niż na niemieckich, a po drugie, ów kraj dobry bóg obdarzył łagodniejszym, atlantycko-śródziemnomorskim klimatem, niż graniczące niemal z Syberią Niemcy. W każdym razienapotkanie remontu na francuskiej autostradzie jest równie rzadkie, jak napotkanie polskiej autostrady w ogóle. Ostatnio przejechałem całą Francję od granicy hiszpańskiej do niemieckiej i oczywiście nie potknąłem się ani o jeden remont. Może i po nocy nie zauważyłbym, że wjechałem do Niemiec, gdy zobaczyłem zapomniany znak: roboty drogowe! Pocieszyłem się jednak, że to tylko chwilowe ograniczenie prędkości. I faktycznie, zaraz musiałem znowu zmienić bieg, na niższy. A potem już poszło! Zwężenie pasów, remont wiaduktu, brak pobocza, zjazd na kontrapas, potem to, tamto i owamto... Po przejechaniu odcinka od Saarbrucken do Mannheim poczułem się, jakbym właśnie dojeżdżał od Katowic do Krakowa. W rezultacie, o ile we Francji komputer pokazał mi średnią prędkość 117 km/h, to pod Mannheim spadła już ona do wartości dwucyfrowych. Wartości francuskie osiągnęła z powrotem dopieto pod Norymbergą. Dla przyzwoitości i uczciwości muszę dodać, że oczywiście tak nie wygląda przeciętna niemiecka autostrada. Zdarzają się nawet trasy, na których remontów nie ma w ogóle – wiosną np. wybrałem się z dzieciakiem do Legolandu, i trasę ze Słubic przez Berlin i Hamburg do Danii przejechałem, o ile pamiętam, bez żadnego zwężenia. Ale zaprawdę powiadam wam, że to był wyjątek. Nieustanne, powtarzajace się, koszmarne remonty są (oprócz belgijskich kierowców) największą zmorą niemieckich autostrad. I co mi z tego, że nie ma poboru opłat, skoro w sezonie stau przed takim remontem bywa większy, niż embouteillage przed niejedną bramką. 3:2 dla Niemiec, ale w końcówce to już była desperacka obrona. Link Zgłoś
dwanasciei wygoda: Francja 06.12.09, 20:11 Powody są dwa. Kluczowy to ten, że brak jest ograniczeń prędkości na znacznej części niemieckich autostrad. W rezultacie, samochody podróżują z ogromnymi różnicami prędkości. Są oczywiście ciężarówki posuwające się swoimi 80 km/h, sporo aut osobowych podróżuje dostojnie nieco ponad 100 km/h, część – jeżeli nie większość – pokonuje kraj ojczysty ze 130-140 km/h na liczniku, ale wielu jest takich którzy utrzymują prędkość przelotową około 160 km/h, a na dodatek zdarzają się sportowcy, których prędkości zbliżają się do dwu złotych (nie mówiąc o jeszcze szybszych). A powod drugorzędny to ten, że na niemieckich autostradach jest moim zdaniem wyraźnie większy ruch. Zaś skutek w kwestii całokształtu jest taki, ża w Niemczech na dwu albo trzy pasach trwa nieustanne wyprzedzanie się, zjeżdżanie na lewo, zjeżdżanie na prawo, wyprzedzanie wyprzedzających, zwalnianie, przyspieszanie, itd itp. Czytałem opinię, że wystarczy utrzymywać spokojne 120 km/h aby nie musieć się tym przejmować. Może, niemniej z moich doświadczeń wynika, że gwarantowany spokój daje tylko stała prędkość rzędu 80 km/h, kiedy zajmujemy prawy pas i wlekąc się jednostaknie między tirami, nic nas więcej nie obchodzi. Jazda z tempomatem nastawionym na jakąkolwiek prędkość jest moim zdaniem w Niemczech trudna, chyba że trafimy na – co rzadkość - pustawą drogę. Prawidłowość jest przy tym taka, że na im większą prędkość nastawiony jest tempomat, tym krócej będziemy na nim jechać i tym szybciej go wyłączymy. W Niemczech w lusterko wsteczne patrzę średnio co kilkanaście sekund. Zjeżdżając na lewy pas aby wyprzedzić nigdy nie wiesz, czy za chwilę nie siądzie ci na ogonie w swoim Audi ktoś, kto kiedy patrzyłeś w lusterko wsteczne, był tylko małym punkcikiem na tylnym horyzoncie. Albo inna sytuacja, masz dość tego nieustannego wypatrywania luk do wyprzedzania i potem uciekania na prawo, idziesz na całość. Oto wyprzedzasz wszystkich jadąc ile fabryka dała, czyli najczęściej dwie stówki z małą górką, auto rzęzi, stęka i wydaje odgłosy jakby miało wystartować w podróż międzyplanetarną, tobie włosy stacją dęba pół na pół z ekscytacji i przerażenia, przy czym koncentrujesz się na patrzeniu kilometr do przodu zastanawiając się czy to małe przed tobą zdąży zjechać na prawo czy trzeba już zacząć hamować. Już abstrahuję od tego, że ja nie mam nerwów by tak jechać dłużej niż kilka minut po czym wymiękam i zjeżdżam na prawo, załóżmy że jesteś typem twardziela który potrafi posuwać dwa złote godzinami. Ale.... nie ma żadnej gwarancji że za chwilę za tobą nie pojawi się gdzieś z trzeciego wymiaru jakieś Maserati czy inny potwór marki którego nawet nie znasz, a za jego kierownicą znudzony Turek czeka uprzejmie, aż wreszcie łaskawie zwolnisz mu drogę i będzie mógł pognać swoim 250 km/h dalej... A teraz Francja. Po pierwsze, ruch ciężarówek jest tu zdecydowanie mniejszy. Po Niemczech jednak widać, że to kraj tranzytowy, i prawym pasem kilometrami ciągną się tiry na rejestracjach niemieckich, polskich, litewskich, łotewskich, estońskich, rosyjskich, czeskich, węgierskich, tureckich i w ogóle jakich dusza zapragnie. We Francji to zjawisko jest znacznie mniej dokuczliwe. Ale po drugie – i o wiele ważniejsze – górną granicą prędkości jest tu generalnie 130 km/h, i że Francuzi tego limitu przestrzegają. Z moich obserwacji wynika, że nie licząc cieżarówek, 80% aut jedzie z prędkościką 120- 130 km/h. Skutek bywa niesamowity – zdarza się, że przez dziesiątki kilometrów te sama auta jakby stały w szeregu jedno za drugim, tylko ziemia mknie pod nimi. Wielokrotnie zdarzyło mi się, że we Francji jechałem na tempomacie przez dziesiątki kilometrów. Kiedyś chciałem nawet włączyć stoper żeby zmierzyć jak to długo trwa, ale zacząłem gdy minęło już zbyt dużo czasu. Chyba jednak nie pomylę się wiele jeśli stwierdzę, że na tempomacie można we Francji przejechać nawet 30 km, i to nie w nocy na peryferyjnej autostradzie, ale w środku dnia na całkiem ważnej drodze. Do dziś pamiętam, jak ogromne wrażenie zrobił na mnie pierwszy przejazd z Bayonne do Bordeaux. Co prawda oficjalnie nie jest to autostrada i prędkość jest tam ograniczona do 110 km/h, ale podczas pokonywania tych bodaj 150 km na palcach jednej ręki można było policzyć, kiedy hamulcem wyłączałem tempomat. Żadnych ścigantów, nikt nie wyprzedza, nikt nie skacze po pasach, prawym pasem sunie jednostajnie sznur osobówek, a lewy pas wolny... Wszyscy na tempomatach, do tego dostrojonych w czasie jazdy tak, aby zrównać się prędkością z poprzednikiem... Czasem tylko trafi się jakiś Holender czy Brytol jadący ze swojego hiszpańskiego holiday home do domu, którego szlag trafił i który wyrywa lewym pasem ... Po pierwszych dwudziestu minutach zacząłem traktować kierowcę i pasażerów Laguny przedemną jak starych znajomych. Gdyby oglądali film na zagłówkach, mógłbym oglądać go razem z nimi... Odtąd już wiem: kiedy widzę przed sobą spokojny ruch na francuskiej autostradzie, dojeżdżam na kilkanaście metrów do ostatniego auta, włączam tempomat, przez kilka minut go reguluję w zależności od tego czy zbliżam się czy oddalem od poprzednika, i idę spać na nastepne kilkadziesiąt minut... Oczywiście trochę generalizuję, bo wiadomo że różnie bywa. Są dni i autostrady, gdzie jazda jest szarpana i nieprzyjemna także we Francji, głównie w okolicach Paryża, w dolinie Rodanu i na wybrzeżu Morza Śródziemnego. Ale jak boga kocham, na wspomnianą, ciągnącą się przez długie kwadransy „zbiorowa jazdę tempomatową” natknąłęm się we Francji kilka razy. A w Niemczech – nigdy. Tam jest nieustanne wyprzedzanie, uciekanie, skok na lewo, skok na prawo... Jeśli w ogóle na tempomacie można tam jechać dłużej niż kilka minut to chyba tylko dlatego, że jest środek nocy albo niemiecka drużyna piłkarska odniosła poprzedniego dnia kolejne zwycięstwo i wszyscy Niemcy leczą jeszcze kaca po pijaństwie ostatniej nocy Link Zgłoś
caesar_pl Re: wygoda: Francja 06.12.09, 20:34 Zageszczenie samochodow w Niemczech jest duzo wyzsze niz we Francji i autostrady sa za darmo.We Francji na autostrady przypada 21% ruchu samochodowego a w Niemczech 31%.Podobnie natezenie ruchu na autostradzie w przypadku Francjii tylko ok 32 tys aut a w Niemczech 49 tys aut na godzine. de.wikipedia.org/wiki/Autobahn Mimo to we Francji smiertelnosc w wypadkach samochodowych jest prawie 25% wyzsza niz w Niemczech. Link Zgłoś
autofil Re: wygoda: Francja 09.12.09, 00:58 A wiesz czemu jada te przepisowe 130? Oto kilka powodow: tolerancja policji dla Francuza to 137, dla obcego 145. Do 160 mandat do 300 EUR, a potem to juz wchodzimy w kwoty dochodzace do sredniej krajowej we Francji, konfiskate mienia. O zaplacie na miejscu nie wspomne - zwykle karta. Maja doskonaly system radoarow, patroli oraz sciagalnosci. Pamietam jak zaczynali ta kampanie walki z predkoscia... jakos w 2001 czy 2002 roku. Teraz o przyczynach wypadkow Francja a Dojczland. O ile w De mamy przewage stuknietych Polakow/Ruskich oraz lokalnych Turkow, o tyle we Francji mamy cala palete kolorow naszego swiata, czesto pochodzaca z krajow gdzie samochod byl jeden na "obszar". Jezdza jak potrafia, ale... jada te cholerne 130. A na koniec. Gadanie ze autostrady i ich otoczenie jest kiepskie we Francji mija sie z celem, choc przynam ze odcinki darmowe i utrzymywane przez departamenty czesto naprawde pozostawiaja wiele do zyczenia. Za to jak mija sie bramke Peage to juz inna bajka. Pamietajcie, Francja to kraj Renault Espace i min 3 dzieci. W sierpniu 75% kraju siedzi miedzy Montpellier a Monaco. Jakos musza tam dojechac a dzeiciaki musza sie wyszalec - obojetnie czy to dzien czy noc. Dbaja o to i to widac. i najwazniejsze, oplata za WC jest wliczona w cene :) wiec czesto dziwia mnie rodacy szczajcy po krzakach :) Link Zgłoś
macgregor-72 Re: wygoda: Francja 09.12.09, 17:14 > A wiesz czemu jada te przepisowe 130? Oto kilka powodow: tolerancja > policji dla Francuza to 137, dla obcego 145. Do 160 mandat do 300 > EUR, a potem to juz wchodzimy w kwoty dochodzace do sredniej > krajowej we Francji, konfiskate mienia. O zaplacie na miejscu nie > wspomne - zwykle karta. Maja doskonaly system radoarow, patroli oraz > sciagalnosci. Ale za parkowanie mandaty mają niskie. Gdy w Paryży zaparkowałem w strefie płatnego parkowania bez zapłaty (2Euro/h), to po powrocie miałem mandat za 11Euro. Parkowałem 6 godzin, więc nawet gdybym zapłacił mandat, to wyszłoby taniej niż zapłaciłbym za parking. Co do wyprzedzania, to Francuzi nawet na drogach krajowych i lokalnych jadą jeden za drugim bez wyprzedzania nawet, gdy z naprzeciwka mają ponad kilometr wolnej drogi. Na pustej drodze potrafi sobie jechać taki sznureczek z 10 samochodów. Link Zgłoś
tomek854 Re: wygoda: Francja 09.12.09, 17:25 > Co do wyprzedzania, to Francuzi nawet na drogach krajowych i lokalnych jadą jed > en za drugim bez wyprzedzania nawet, gdy z naprzeciwka mają ponad kilometr woln > ej drogi. Na pustej drodze potrafi sobie jechać taki sznureczek z 10 samochodów Nie tylko Francuzi. To częsty widok w cywilizowanych krajach - po co wyprzedzać, jak można spokojnie sobie jechać? Link Zgłoś
macgregor-72 Re: wygoda: Francja 09.12.09, 17:29 > > Co do wyprzedzania, to Francuzi nawet na drogach krajowych i lokalnych ja > dą jed > > en za drugim bez wyprzedzania nawet, gdy z naprzeciwka mają ponad kilomet > r woln > > ej drogi. Na pustej drodze potrafi sobie jechać taki sznureczek z 10 samo > chodów > > Nie tylko Francuzi. To częsty widok w cywilizowanych krajach - po co wyprzedzać > , > jak można spokojnie sobie jechać? w Polsce niestety nie, więc wniosek nasuwa się sam Link Zgłoś
autofil Re: wygoda: Francja 10.12.09, 00:38 Polska jest karjem zacofanym a nie niecywilizowanym! Czemu w PL wyprzedzaja? A co maja zrobic jak nie ma normalnych drog? Jakos trzeba dojechac do celu. Taki germaniec czy francuzik wie ze jadac z Paryza do Marsylii czy Berlina do Monachium zajmie mu to 6-8 godzin i bedzie jechal droga normalna. A co ma zrobic Polak jadacy z Warszawy do Gdanska? Zaraz odezwie sie grom gierojow, ze taki dystansik robi sie w 3 max 4 godziny. Owszem, da sie, ba sam tak kiedys zrobilem, ale czy warto? I za jaka cene. Powiecie lotto, owszem. Nic wiecej sie tu nie da dodac :) Link Zgłoś
jureek Re: wygoda: Francja 10.12.09, 02:29 autofil napisał: > Polska jest karjem zacofanym a nie niecywilizowanym! Czemu w PL > wyprzedzaja? A co maja zrobic jak nie ma normalnych drog? Jakos > trzeba dojechac do celu. A bez wariackiego wyprzedzania dojechać do celu się nie da? No to ciekawe, jak ja dojeżdżam. Jura Link Zgłoś
michaelm3 Re: wygoda: Francja 13.12.09, 23:23 W samym manewrze wyprzedzania nie ma nic zlego. Dramat jest wtedy kiedy 90% kierowcow boi sie tego albo nie umie prawidlowo wykonac a niestety w Europie zach. poza zdyscyplinowanymi Niemcami jest z tym duzo gorzej niz w Polsce. Dlatego kolumny samochodow osobowych jadacych usypiajacym tepem 60-70km/h za jakims zolwiem nie sa rzadkim widokiem. Link Zgłoś
tomek854 Re: wygoda: Francja 14.12.09, 16:01 No i bardzo dobrze. Ja wolę widzieć ciężarówkę za którą jedzie 10 kolesi którzy nie potrafią wyprzedzić (jak w UK) niż cięzarówkę wyprzedzaną przez 10 kolesi, z których tylko dwóch ma pojęcie o tym jak taki manewr wykonać bezpiecznie. Link Zgłoś
jureek Re: wygoda: Francja 14.12.09, 17:52 michaelm3 napisał: > W samym manewrze wyprzedzania nie ma nic zlego. Dlatego nie pisałem o wyprzedzaniu jako takim, lecz o wariackim wyprzedzaniu. > Dramat jest wtedy kiedy 90% kie > rowcow boi sie tego albo nie umie prawidlowo wykonac Jeżeli tacy kierowcy nie biorą się za wyprzedzanie, to nie jest to jeszcze dramat, co najwyżej powód do zniecierpliwienia. Gorzej, gdy tacy mimo braku umiejętnosci za wyprzedzanie się biorą. Wtedy rzeczywiście może być dramat, szczegolnie dla Bogu ducha winnych jadących z przeciwka. Jura Link Zgłoś
macgregor-72 Re: wygoda: Francja 15.12.09, 12:27 ale oni tak jeżdża chyba nie dla tego, że boją się wyprzedzać, tylko dla samej jazdy gęsiego, bo jak wytłumaczyć, że gdy pierwszy samochód zakręty pokonuje w miarę sprawnie to kolejni ledwo mieszczą się na drodze i cuda wyprawiają aby tylko za bardzo nie oddalić się od poprzednika Link Zgłoś