Gość: Wicio
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
28.01.04, 20:55
Rozluźniają mnie kierowcy-rajdowcy. Nie wszyscy, ale znakomita większość. Oto przykład:
Jadę z Auchan Piaseczno. Spokojnie, bez nerw, jakieś 80 na godzinę. W miarę stała prędkość, hamulców raczej nie używam, najwyżej zdejmę nogę z gazu. No chyba, że trafię na światła. I jadąc sobie tak spokojnie w poniedziałkowe wczesne popołudnie, widzę w tylnym lusterku szybko zbliżające się światła. Jeśli ja jechałem 80, to on ze 120 minimum. Jechałem środkowym pasem - on lewym. Tyle że na lewym ktoś się wlókł jeszcze wolniej ode mnie. No to gostek w Seacie (no ten rajdowiec) zmienia pas na prawy, żeby mnie łyknąć z prawej. Hmm, tu miał pecha, bo ja nieznacznie zwiększywszy prędkość zamknąłem mu lukę, w którą chciał się wpakować. Prawdziwy pech hehe. No nic, jedziemy przez chwile obok siebie, po czym gość przyhamowuje, objeżdża mnie z lewej i rura do przodu. Widziałem tylko jak co chwila zmieniał pasy od jednego do drugiego krańca jezdni. Przyznać muszę, że tak co drugą zmianę nawet sygnalizował to migaczem! Temu slalomowi towarzyszyły co i rusz zapalające się stopy rajdowca (znaczy światła stopu), które widziałem z oddali. Biedne hamulce... Jade sobie dalej, zapomniawszy już o rajdowcu, kiedy nagle zauważyłem go na światłach, jakieś 3 wozy przede mną. No to daleko nie ujechał, hehe. Sytuacja powtarzała się jeszcze kilka razy, a ostatnim miejscem w którym się spotkaliśmy było skrzyżowanie koło Galerii Mokotów. On pojechał do Galerii (pewnie rwać małolaty na rozgrzane do czerwoności tarcze hamulcowe), a ja skręciłem do Włoch.
Baaardzo mnie ten rajdowiec ubawił. Ciekawe czy on myślał, że tak jadąc zyska na czasie czy po prostu lubi katować wózek???