Gość: Stanley
IP: *.k.mcnet.pl
30.01.04, 17:51
Kiedy mam skręcić w lewo i widzę, że do skrętu jest kolejka na 5,6 zmian
świateł rzadko stoję. Raczej ją objeżdżam, bo prawie wszędzie na świecie
ludzie umieją ruszać spod świateł, ustawiać się na skrzyżowaniu, oceniać
prędkość samochodów jadących z przeciwka i bez wymuszania pierszeństwa
płynnie wykonać skręt i zjechać ze skrzyżowania. Ale nie w Polsce. U nas
kiedy zapala się zielone to dopiero wrzucają bieg, ruszają jakby ciągnęli
przyczepę, a na skrzyżowaniu albo przejeżdżają oś jezdni i blokują jadących
lewym pasem z przeciwka albo nie dojeżdżają do osi jezdni i za Chiny nie
widzą tych co jadą z przeciwka - więc stoją aż do zmiany świateł. W każdym
innym normalnym kraju na takim samym skrzyżowaniu przy takim samym natężeniu
ruchu przejeżdża 3-4 razy więcej samochodów niż u nas.
Na marginesie : Korki w Polsce to rezultat zerowych umiejętności połowy
kierowców, a nie zamożności społeczeństwa :((
I tak to wyglądało ostatnim razem, kolejka do skrętu na 5,6 zmian świateł
(stało jakieś 15 samochodów) więc objechałem kolejkę, wjechałem przed skodę,
która stała pierwsza i nie widziałem świateł. Więc gdybym nie miał
doświadczenia to bym się patrzył na Skodę, ale że je mam, to się patrzyłem na
swiatła dla pieszych na przejściu za skrzyżowaniem i człowieczek w Skodzie
kiedy ruszył pośrodku czerwonego żeby mnie wypchnąć na skrzyżowanie ździwił
się, bo nie drgnąłem ani o centymetr. Za to miałem już jasność kto za mną
stoi : zwyrodnialec i potencjalny morderca. Bo gdybym dał się nabrać i
zderzył się np. z maluchem mnie by się możę i nic nie stało, a w maluchu
mogłaby jechać matka z dwójką dzieci. Więc kiedy zapaliło się zielone
podjechałem do osi skrzyżowania, a skodiczka oczywiście przykleiła mi się do
tylnego zderzaka. Nie drgnąłem do końca świateł. Skodiczka trąbiła, błyskała
światłami, no i co z tego? Dopiero kiedy ruszyły samochody z ulicy w którą
skręcaliśmy, na styk wjechałem przed pierwszy, a człowieczek w Skodzie za mną
został i zablokował skręt w lewo w obu kierunkach. Oj musiał jobów
nazbierać...
I tak to było dużo bardziej humanitarne z mojej strony niż wrabianie go w
wypadek.
Pozdrawiam trzeźwo myślących, Stan